Poczucie, że z kasy za jej plecami wieje pustką, zmieszało się ze wstydem. I strachem. W skaleczeniach pulsowała krew, szukała ujścia.
– Trzeba skończyć z tym cyrkiem! – Uno Brorsson walnął pięścią w stół konferencyjny, patrząc wyczekująco na Erlinga. Nawet nie spojrzał na Fredrika Rehna, którego zaproszono do urzędu gminy do udziału w dyskusji nad ostatnimi wydarzeniami. Miał przedstawić stanowisko producentów programu.
– Uspokój się – upomniał go Erling. Najchętniej wziąłby Una za ucho i wyprowadził z sali jak niegrzeczne dziecko, ale demokracja to demokracja, musiał się pohamować. – Stała się wielka tragedia, ale nie powinniśmy pod wpływem emocji podejmować pochopnych decyzji. Zebraliśmy się, żeby spokojnie omówić cały ten projekt. W tym celu zaprosiłem Fredrika, który przedstawi stanowisko swojej firmy. Zachęcam państwa do wysłuchania, co ma do powiedzenia na temat przyszłości programu. W końcu zna się na tych sprawach i nawet jeśli to, co się stało, jest zupełnie nowym i, jak już podkreśliłem, tragicznym doświadczeniem, Fredrik z pewnością powie coś mądrego na temat tego, co powinniśmy zrobić.
– Błazen ze Sztokholmu – mruknął Uno na tyle głośno, żeby dotarło to do uszu Rehna. Rehn postanowił to jednak zignorować. Stanął za krzesłem i chwycił za oparcie.
– Domyślam się, że ta śmierć bardzo was wzburzyła. Wszyscy odczuwamy głęboki żal po stracie Barbie, to znaczy Lillemor. Zarówno ja osobiście i cała ekipa, jak i kierownictwo w Sztokholmie. Jest nam ogromnie przykro z tego powodu. – Chrząknął i spuścił wzrok. Zapadła niezręczna cisza. Po chwili Rehn podniósł wzrok. – Ale, jak mówią w Ameryce, the show must go on. I tak samo jak każde z państwa nie mogłoby porzucić pracy, gdyby, uchowaj Boże, drugiemu coś się stało, tak i my nie możemy sobie na to pozwolić. Jestem zresztą zupełnie przekonany, że Barbie, Lillemor, chciałaby, żebyśmy kontynuowali program. – Znów umilkł i spuścił wzrok.
Z drugiego końca długiego stołu dobiegł szloch.
– Biedna dziewczyna. – Gunilla Kjellin delikatnie wytarła łzę serwetką.
Fredrik się zmieszał, ale po chwili mówił dalej:
– Nie należy również zapominać o realiach. Na przykład o tym, że sporo zainwestowaliśmy w „Fucking Tanum”, licząc na spory zysk i dla was, i dla nas. Dla nas w postaci licznej widowni i dochodów z reklam, dla was w postaci napływu turystów, a co za tym idzie, dochodów z turystyki. Równanie jest bardzo proste.
Skarbnik gminy Erik Bohlin już podnosił rękę, aby o coś pytać, ale opuścił ją pod gniewnym spojrzeniem Erlinga, który obawiał się, że sprawy przybiorą niepożądany obrót.
– Co mianowicie miałoby przyciągnąć do nas turystów? Morderstwo zazwyczaj nie najlepiej… wpływa na turystykę. – Poprzedni przewodniczący zarządu gminy Jörn Schuster spoglądał na Fredrika Rehna spod zmarszczonych brwi. Oczekiwał odpowiedzi. Erling poczuł, że podnosi mu się ciśnienie, i w myślach policzył do dziesięciu. Że też zawsze muszą się znaleźć ludzie wszystkiemu niechętni. To istny dopust boży, że musi tu tkwić, udając, że bierze pod uwagę zdanie tych… ludzi, którzy nigdy nie umieliby sprostać wymaganiom, z jakimi on musiał się mierzyć codziennie, kiedy piastował kierownicze stanowisko. Zachowując kamienny spokój, zwrócił się do Jörna:
– Muszę powiedzieć, że jestem głęboko rozczarowany twoją postawą. Dotychczas myślałem, że kto jak kto, ale ty potrafisz spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy. Człowiek z twoim doświadczeniem nie powinien się czepiać drobiazgów. Powinniśmy działać dla dobra gminy, a nie szukać dziury w całym jak bezduszni formaliści. – W oczach byłego przewodniczącego dostrzegł niepewność. Nie wiedział, jak odpowiedzieć na ten ukryty w pochlebstwie zarzut. Jörnowi zależało przede wszystkim na tym, by nadal uchodzić za człowieka władzy, który dobrowolnie ustąpił ze stanowiska, żeby służyć cenną radą następcy. Zarówno on, jak i Erling wiedzieli, że to nieprawda. Erling był jednak gotów udawać, że tak jest, pod warunkiem że będzie mógł przepchnąć wszystko, na czym mu zależy. Nie był jednak pewien, jak Jörn zareaguje. Czekał cierpliwie. Zapadła pełna napięcia cisza, wszyscy wpatrzyli się w Jörna. Po długim namyśle uśmiechnął się do Erlinga po ojcowsku. Jego gęsta biała broda zafalowała.
– Oczywiście masz rację. Jako wieloletni przewodniczący zarządu gminy również realizowałem wielkie idee, nie oglądając się ani na tych, którzy zawsze są na nie, ani na drobiazgi. – Z zadowoleniem rozejrzał się wokoło. Siedzący przy stole patrzyli po sobie zdumieni. Nie mogli sobie przypomnieć, jakie to wielkie idee Jörn realizował.
Erling z aprobatą kiwnął głową. Stary lis podjął właściwą decyzję, wiedział, na którego konia postawić. Z takim poparciem mógł wreszcie odpowiedzieć na pytanie.
– Jeśli chodzi o turystykę, nasza sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że nazwa naszej miejscowości trafiła na pierwsze strony gazet w całym kraju. Ma to oczywiście związek z wielką tragedią, ale faktem jest, że w tej chwili zna ją niemal każdy Szwed. Jest to niewątpliwie sytuacja, na której możemy skorzystać. Chciałbym zaproponować, żebyśmy zatrudnili firmę PR-owską, która pomoże nam wykorzystać zainteresowanie mediów.
Erik Bohlin mruknął coś o budżecie gminy, ale Erling machnął ręką, jakby się opędzał od natrętnej muchy.
– Teraz nie pora na rozmowy na ten temat. Właśnie to miałem na myśli, to są szczegóły. Trzeba patrzeć szeroko, a resztę się załatwi. – Odwrócił się do Fredrika Rehna, który z rozbawioną miną słuchał tej wymiany zdań. – Program „Fucking Tanum” może być kontynuowany, z naszym pełnym poparciem. Nieprawdaż? – Erling spoglądał po kolei na siedzących przy stole.
– Oczywiście – pisnęła Gunilla Kjellin, rzucając mu pełne podziwu spojrzenie.
– Pewnie, niech dalej kręcą to gówno – powiedział opryskliwie Uno Brorsson. – Gorzej już nie może być.
– Tak – powiedział krótko Erik Bohlin, choć na usta cisnęło mu się milion pytań.
– Bardzo dobrze – powiedział Jörn Schuster, pociągając za brodę. – Cieszę się, że wszyscy widzą the big picture, jak ja i Erling. – Uśmiechnął się do niego szeroko. Erling odpowiedział wymuszonym uśmiechem. Pomyślał, że dziadek nie wie, co mówi, ale uśmiechnął się jeszcze szerzej. Poszło lepiej, niż się spodziewał. Do licha, ile znaczy odpowiednia taktyka!
– Ryby czy drób?
– I to, i to – odparła ze śmiechem Anna.
– Nie żartuj. – Erika pokazała język siostrze. Owinięte kocami siedziały na werandzie i popijały kawę. Erika trzymała na kolanach weselne jadłospisy zaproponowane przez Stora Hotellet i przełykała ślinkę. Dieta odchudzająca pobudziła jej apetyt i podziałała na kubki smakowe. Miała wrażenie, że zaraz zacznie się ślinić.
– A co ty na to? – Zaczęła czytać na głos: – Na przystawkę szyjki rakowe w soku z limonki na liściach sałaty. Danie główne: halibut, risotto z bazylią i marchewki pieczone w miodzie, a na deser sernik z sosem malinowym.
– Pycha! – Anna również musiała przełknąć ślinkę. – Zwłaszcza ten halibut, po prostu super! – Wypiła łyk kawy, poprawiła koc i spojrzała na rozciągające się przed nimi morze.
Erika nie mogła się nadziwić zmianom, jakie ostatnio zaszły w siostrze. Patrzyła na jej profil i widziała w jej rysach spokój, jak nigdy przedtem. Zawsze się o nią niepokoiła. Wreszcie będzie mogła przestać.