Выбрать главу

– Chwilowo mieszkam w Dingle – odparła. Wypiła łyk wody, po czym mówiła dalej. – Dostałam propozycję, z tych nie do odrzucenia, wcześniejszego przejścia na emeryturę i wtedy postanowiłam zamieszkać bliżej rodziny. Zatrzymałam się u siostry do czasu, aż sobie coś znajdę. Długo mieszkałam na wschodnim wybrzeżu, więc chcę się porządnie rozejrzeć, zanim zdecyduję, gdzie osiąść na stałe. Jak już się zainstaluję na dobre, będą mnie musieli wynieść nogami do przodu. – Roześmiała się perliście, a Mellbergowi serce zabiło szybciej. Rose-Marie jakby to usłyszała. Nieśmiało spuszczając wzrok, powiedziała: – Zobaczymy, co z tego będzie. Wiele zależy przecież od tego, z kim los zetknie nas po drodze. – Podniosła wzrok. W pełnej napięcia ciszy spotkał się ze wzrokiem Mellberga. Mellberg nie pamiętał, żeby kiedykolwiek był tak szczęśliwy. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, gdy kelnerka przyniosła jedzenie.

Rose-Marie zwróciła się do Patrika:

– Jak wam idzie śledztwo w sprawie tego strasznego morderstwa? Z tego co mówił Bertil, to zupełnie okropna historia.

Patrik w skupieniu nabrał na widelec kawałek ryby, ziemniaka z sosem i warzyw. Wziął to wszystko do ust i dopiero kiedy przełknął, powiedział:

– Okropna to właściwe określenie. Cyrk w mediach też nie ułatwia nam pracy. – Spojrzał przez okno na pobliski dom ludowy.

– Nie rozumiem, co jest przyjemnego w oglądaniu tej tandety. – Rose-Marie potrząsnęła głową. – Zwłaszcza po takiej tragedii. Ludzie są jak sępy!

– To prawda – ponuro powiedział Martin. – Problem polega na tym, że występujących w telewizji nie postrzega się jako normalnych ludzi. Bo jak inaczej można znajdować przyjemność w czymś takim?

– Czy podejrzewacie kogoś z uczestników programu? – Rose-Marie tajemniczo ściszyła głos.

Patrik zerknął na szefa. Czuł się niezręcznie, rozmawiając o śledztwie z osobą postronną. Ale Mellberg milczał.

– Rozpatrujemy tę sprawę ze wszystkich możliwych punktów widzenia – odpowiedział ostrożnie. – Na razie nie mamy podejrzanego. – Postanowił nie mówić nic więcej.

Przez chwilę jedli w milczeniu. Jedzenie było smaczne. Kłopot mieli ze znalezieniem wspólnego tematu. Nagle w ciszę wdarł się dzwonek komórki. Patrik wymacał telefon w kieszeni i szybko wyszedł, żeby nie przeszkadzać innym gościom. Wrócił po kilku minutach i nie siadając, powiedział do Mellberga:

– Dzwonił Pedersen. Zakończył sekcję. Być może będziemy mieli więcej tropów. – Patrzył na niego z powagą.

Hanna rozkoszowała się panującą w domu ciszą. Korzystając z przerwy obiadowej, wpadła coś zjeść. Dojazd samochodem zabierał jej zaledwie kilka minut. W komisariacie od kilku dni panowała gorąca atmosfera. W domu mogła odpocząć od dzwoniących bez przerwy telefonów. Tu jedynym dźwiękiem z zewnątrz był dochodzący z pewnej odległości szum samochodów.

Usiadła przy stole i zaczęła dmuchać na odgrzane w mikrofalówce jedzenie – resztki strogonowa z wczorajszej kolacji. Smakował jeszcze lepiej.

Dobrze się czuła sama w domu. Kochała Larsa ponad wszystko, ale jego obecności zawsze towarzyszyło napięcie, coś niewypowiedzianego. Życie w tym napięciu stawało się dla Hanny coraz bardziej uciążliwe.

Problem polegał na tym, że nie umieli sobie poradzić z przeszłością. Ciążyła im jak wilgotny koc. Od czasu do czasu przekonywała Larsa, że powinni go zrzucić, wpuścić trochę powietrza i światła. Ale on nie umiał żyć inaczej jak tylko w ciemnościach pod tym wilgotnym kocem, ciężkim, ale znajomym.

Czasem w Hannie odzywała się tęsknota za czymś innym, czymś spoza zaklętego kręgu zła, w którym się znaleźli. W ostatnich latach coraz częściej czuła, że dziecko mogłoby im pomóc odciąć się od przeszłości, że przyniosłoby im ulgę, rozświetliło ciemność i ułatwiło oddychanie. Lars odmówił kategorycznie. W ogóle nie chciał o tym rozmawiać. Powiedział, że ma swoją pracę, ona ma swoją, i to wystarczy. Ale Hanna wiedziała, że nie wystarczy. Zawsze chodziło o coś więcej. To się nigdy nie skończy. Dzięki dziecku wszystkie inne sprawy zostałyby zawieszone, zamknięte. Odłożyła widelec na talerz. Odechciało jej się jeść.

Co się dzieje? – Simon patrzył z troską na siedzącego naprzeciwko Mehmeta. Ciężko pracowali i pozwolili sobie na małą przerwę w pokoiku socjalnym. Oznaczało to, że wysunięty odcinek, czyli sklep, przypadł Uffemu. Simon raz po raz rzucał w jego stronę niespokojne spojrzenia.

– W ciągu pięciu minut nic nie zdąży zmajstrować. W każdym razie mam taką nadzieję – powiedział ze śmiechem Mehmet.

Simon odprężył się i również się zaśmiał.

– Niestety straciłem wszelkie złudzenia co do moich dodatkowych pracowników – powiedział. – Musiał mi się trafić pusty los, gdy uczestnikom programu przydzielano miejsca pracy. – Wypił łyk kawy.

– I tak, i nie – odparł Mehmet i również wypił łyk. – Trafiłeś też główną wygraną – zauważył z uśmiechem. – To znaczy mnie! W sumie, jeśli nas do siebie dodasz, masz jednego przeciętnego pracownika.

– Masz rację – powiedział Simon ze śmiechem. – Dostałem też ciebie! – Spoważniał i rzucił Mehmetowi wymowne spojrzenie, na które tamten wolał nie odpowiadać. Było w nim tyle pytań i niewypowiedzianych słów, że nie miał siły się z nim zmierzyć. Może nigdy nie będzie miał.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Co się z tobą dzieje? – Simon nie dawał za wygraną.

Mehmet poczuł, że dłonie drżą mu nerwowo. Wziął się w garść.

– Jest okej. Mało ją znałem. Chodzi raczej o to, że zrobił się taki cholerny szum. Ale stacja się cieszy, bo oglądalność jest rekordowa.

– A ja mam tak dość oglądania was na co dzień, że nie widziałem jeszcze ani jednego odcinka. – Simon już nie przyglądał mu się tak uważnie i Mehmet mógł się odprężyć. Ugryzł spory kęs świeżo upieczonej drożdżówki. Rozkoszował się smakiem i zapachem cynamonu.

– Jak było na przesłuchaniu na policji? – Simon również sięgnął po drożdżówkę. Odgryzł od razu jedną trzecią.

– Nieźle.

Kłamał. Nie miał ochoty o tym mówić. Nie chciał też przyznać, że czuł się upokorzony, kiedy tak siedział w pokoju przesłuchań i spadał na niego grad pytań. Miał wrażenie, że żadna z jego odpowiedzi nie była zadowalająca. – Byli w porządku. Nie wydaje mi się, żeby na serio podejrzewali kogoś z nas. – Unikał wzroku Simona. Coś mu się zaczęło przypominać, jakieś obrazy. Odsunął je od siebie, nie chciał ich przyjąć do wiadomości.

– A ten psycholog, z którym rozmawiacie, jest dobry? – Simon nachylił się i odgryzł kolejny wielki kęs drożdżówki.

– Lars jest w porządku. Dobrze się z nim gada.

– A co na to wszystko Uffe? – Simon kiwnął głową w kierunku sklepu. W drzwiach przemknął Uffe. Wymachiwał bagietką jak gitarą.

Mehmet nie mógł się powstrzymać od śmiechu.

– A jak myślisz? Uffe… to Uffe. Mogło być gorzej. Nawet on nie ma odwagi chlapać za bardzo przy Larsie. W porządku jest.

Zobaczył, że do sklepu wchodzi starsza pani. Aż się cofnęła na widok dzikich pląsów Uffego.

– Trzeba ratować klientów.

Simon odwrócił głowę i zerwał się z miejsca.

– Absolutnie. Inaczej pani Hjertén dostanie zawału.

Wchodząc do sklepu, Simon musnął dłoń Mehmeta.

Mehmet cofnął ją jak oparzony.

Erika, po południu muszę skoczyć do Göteborga. Wrócę później. Pewnie koło ósmej.

Gdy odpowiadała, w tle usłyszał gaworzenie Mai i nagle zatęsknił za domem. Dałby nie wiem co, żeby móc rzucić to wszystko w diabły, jechać do domu, położyć się na podłodze i bawić z córeczką. W ostatnich miesiącach zbliżył się też z Emmą i Adrianem. Z nimi również chciałby spędzać więcej czasu. Poza tym czuł się winny, że cały ciężar przygotowań do wesela spadł na Erikę. Ale zważywszy na okoliczności, nie miał wyboru. Bardzo intensywnie pracowali nad śledztwem i nie mógł sobie pozwolić na zwolnienie tempa.