– Czy można je przypisać konkretnemu psu?
– I tak, i nie – odparł Pedersen, z ubolewaniem potrząsając głową. – Psie DNA jest tak samo specyficzne i identyfikowalne jak ludzkie. I podobnie jak u człowieka, żeby wyodrębnić DNA, trzeba mieć mieszek włosowy. Kiedy pies linieje, włos najczęściej traci mieszek. Z tymi też tak było. Z drugiej strony macie szczęście, bo chart hiszpański jest rasą bardzo rzadką. W całej Szwecji jest tylko około dwustu osobników.
Patrik patrzył na Pedersena z niekłamanym podziwem.
– Skąd ty wiesz takie rzeczy? Ile dziedzin obejmuje wasze szkolenie?
Pedersen zaśmiał się.
– W czasach seriali o CSI nasz zawód zyskał wielki szacunek. Ludzie myślą, że wiemy wszystko o wszystkim! Niestety muszę cię rozczarować. Tak się składa, że mój teść jest jednym z dwustu właścicieli chartów hiszpańskich w Szwecji i za każdym razem, gdy się spotykamy, ciągle mi opowiada o tym cholernym psie.
– Znam to z doświadczenia. Chodzi nie o rodzinę mojej obecnej partnerki, bo jej rodzice niestety zginęli parę lat temu w wypadku samochodowym, lecz o ojca mojej byłej żony. Bez przerwy opowiadał o samochodach.
– Tak to bywa z teściami. Zresztą z nami pewnie też tak będzie. – Pedersen zaśmiał się, a potem spoważniał.
– Gdybyś miał jakieś pytania w sprawie tej sierści, zwracaj się bezpośrednio do Państwowego Laboratorium Kryminalistycznego. Nie wiem nic ponad to, co jest w tych papierach. Zresztą dostaniesz kopię.
– Doskonale – odparł Patrik. – Mam jeszcze jedno jedyne pytanie. Mówisz, że nic nie wskazuje na to, żeby śmierć Lillemor miała związek z przestępstwem seksualnym? Żadnych śladów gwałtu czy czegoś podobnego?
Pedersen potrząsnął głową.
– Żadnych, co nie wyklucza tła seksualnego. Ale nie ma nic, co by na to wskazywało.
– W takim razie dziękuję ci – powiedział Patrik, wstając.
– A jak się posuwa pierwsza sprawa? – spytał nagle Pedersen, a Patrik opadł z powrotem na krzesło. Na twarzy miał wypisane poczucie winy.
– Niestety zeszła na dalszy plan – odpowiedział ponuro. – Straszne zamieszanie się zrobiło. Telewizja, gazety, zwierzchnicy, którzy bez przerwy dzwonią i pytają, czy już coś ustaliliśmy, więc… jakoś się nie składało. Ale koniec z tym. Ruszamy z kopyta.
– Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Policja powinna złapać sprawcę jak najprędzej, kimkolwiek jest. Trzeba być kompletnie wypranym z uczuć, żeby zabić człowieka w taki sposób.
– Tak, wiem – odparł Patrik obojętnym tonem. Przypomniał mu się telefon Kerstin sprzed paru godzin. Jej martwy, pozbawiony nadziei głos. Nie mógł sobie wybaczyć, że zaniedbał śledztwo w sprawie śmierci Marit. – Ale, jak powiedziałem, to się zmieni. Liczę na to, że jeszcze dziś uzyskam odpowiedź na kilka pytań. – Wstał, wziął od Pedersena plik papierów i podał mu rękę na pożegnanie.
Wsiadł do samochodu i ruszył tam, gdzie miał nadzieję uzyskać więcej odpowiedzi albo przynajmniej usłyszeć kolejne pytania.
– Dowiedziałeś się od Pedersena czegoś pożytecznego?
Martin słuchał i notował. Patrik pokrótce referował, co usłyszał.
– Ciekawa historia z tą sierścią. Konkretny trop, za którym można iść. – Chwilę słuchał. – Rany cięte? Oczywiście, domyślam się, kogo masz na myśli. Ponowne przesłuchanie? Dobrze, nie ma problemu. Zabiorę Hannę, razem ją zatrzymamy.
Martin pożegnał się szybko i siedział jeszcze chwilę. Potem wstał i poszedł poszukać Hanny.
Pół godziny później Jonna siedziała przed nimi w pokoju przesłuchań. Nie musieli szukać daleko: była w pracy, w Hedemyrs, na ukos od dworca.
– Już raz cię przesłuchiwaliśmy w związku z tym, co się stało w piątkowy wieczór. Chciałabyś coś dodać? – Martin widział kątem oka, że Hanna wbija wzrok w Jonnę. Umiała przybrać tak surowy wyraz twarzy, że Martin sam był gotów się przyznać do wszelkich grzechów. Miał nadzieję, że na siedzącą naprzeciw dziewczynę podziała to tak samo. Ale Jonna wpatrywała się w stół. W odpowiedzi tylko coś wymamrotała.
– Co? Mów wyraźniej, bo nie słychać! – powiedziała surowo Hanna. Tego tonu nie dało się zlekceważyć. Jonna podniosła wzrok i cicho, ale wyraźnie odparła: – Przecież wszystko już powiedziałam.
– Nie wydaje mi się. – Głos Hanny przeciął powietrze niczym żyletka, którymi Jonna cięła sobie przedramiona. – Myślę, że nie powiedziałaś nawet części tego, co wiesz!
– Nie rozumiem, o czym pani mówi. – Jonna nerwowo, uporczywie obciągała rękawy.
Martin wzdrygnął się na widok blizn, które mignęły mu przez chwilę. Zupełnie nie rozumiał, jak można się tak kaleczyć z własnej nieprzymuszonej woli.
– Nie kłam! – Hanna podniosła głos. Martin prawie podskoczył. Ale jest twarda! Hanna mówiła dalej, podstępnie ściszając głos: – Wiemy, że kłamiesz, i mamy na to dowody. Daj sobie szansę i opowiedz dokładnie, co się stało.
Po twarzy Jonny przemknął cień niepewności. Bez przerwy skubała swój wielki sweter. Po chwili odpowiedziała:
– Nie mam pojęcia, o czym mówicie.
Hanna uderzyła ręką w stół.
– Przestań pieprzyć! Wiemy, że ją pocięłaś.
Jonna niespokojnie spojrzała Martina. Odezwał się znacznie spokojniejszym tonem:
– Jonno, jeśli wiesz coś więcej, powiedz nam o tym, bo prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw. Będzie lepiej dla ciebie, jeśli sama nam powiesz.
– Ale ja… – Z niepokojem spojrzała na Martina, a potem nagle dała za wygraną. – Tak, pocięłam ją żyletką – przyznała cicho. – Gdy się kłóciłyśmy, zanim uciekła.
– Dlaczego to zrobiłaś? – spokojnie spytał Martin, nakłaniając ją wzrokiem, by mówiła dalej.
– Właściwie… sama nie wiem. Byłam wściekła. Obgadywała mnie, że się tnę, i tak dalej. Chciałam tylko, żeby zobaczyła, jak to jest.
Wędrowała wzrokiem od Martina do Hanny i z powrotem.
– Sama nie rozumiem dlaczego… nigdy się aż tak nie wściekam, ale trochę wypiłam i… – Umilkła. Wpatrywała się w blat stołu.
Cała jej postawa wyrażała żal, widać było, że jest załamana. Martin miał ochotę ją objąć. Ledwo się powstrzymał. Musiał sobie powiedzieć, że ją przesłuchuje w związku z morderstwem, a obejmowanie osoby podejrzanej byłoby jednak fałszywym gestem. Zerknął na Hannę. Wyglądała na nieporuszoną, nie współczuła Jonnie.
– Co było potem? – spytała twardo.
Patrząc w stół, Jonna odparła:
– To było wtedy, kiedy wyście przyszli. Pan rozmawiał z innymi, a pani z Barbie. – Podniosła wzrok i spojrzała na Hannę.
Martin zwrócił się do koleżanki.
– Widziałaś, żeby krwawiła?
Hanna zastanowiła się. Po chwili potrząsnęła głową.
– Nie, przyznaję, umknęło mi to. Ciemno było. Poza tym objęła się rękami tak, że nic nie było widać. A potem uciekła.
– Czy jest jeszcze coś, o czym nam nie powiedziałaś? – spytał spokojnie Martin.
Jonna odpowiedziała pełnym wdzięczności psim spojrzeniem.
– Nie, słowo daję. – Gwałtownie potrząsnęła głową. Długie włosy opadły jej na twarz. Odgarnęła je, odsłaniając przy tym przedramiona z całą mapą cięć. Martina zamurowało. Ile bólu musiała sobie zadać! Sam ledwie umiał się zmusić, żeby zerwać plaster, a ciąć własne ciało – nie dałby rady.
Spojrzał pytająco na Hannę. W odpowiedzi lekko potrząsnęła głową. Martin zebrał papiery.
– Jonno, prawdopodobnie jeszcze będziemy chcieli z tobą porozmawiać – powiedział. – Chyba nie muszę dodawać, że ukrywanie czegokolwiek, kiedy chodzi o śledztwo w sprawie morderstwa, wygląda bardzo niedobrze. Liczę, że jeśli sobie coś przypomnisz albo usłyszysz, sama do nas przyjdziesz.