Выбрать главу

Powoli kiwnęła głową.

– Mogę już iść?

– Możesz – odparł Martin. – Odprowadzę cię.

Wychodząc z pokoju przesłuchań, odwrócił się, by spojrzeć na Hannę. Siedziała przy stole i z zaciętym wyrazem twarzy przewijała nagranie.

Musiał się trochę pokręcić, zanim trafił na miejsce. Wprawdzie opisano mu, jak dojechać do komendy policji w Borås, ale gdy już wjechał do miasta, nic się nie zgadzało. Dzięki pomocy miejscowych w końcu trafił i zaparkował. Nie musiał długo czekać w recepcji. Już po kilku minutach przyszedł po niego komisarz Jan Gradenius. Zaprowadził do swego pokoju. Patrik usiadł na fotelu dla gości i z wdzięcznością przyjął filiżankę kawy. Komisarz przyglądał mu się ciekawie zza biurka.

– A więc tak – powiedział Patrik i wypił łyk bardzo dobrej kawy. – Zwaliła nam się na kark dziwna sprawa.

– I nie chodzi o to morderstwo dziewczyny z reality show?

– Nie – Patrik potrząsnął głową. – Tydzień wcześniej dostaliśmy wezwanie do wypadku samochodowego. Kobieta zjechała z drogi na strome pobocze i uderzyła w drzewo. Początkowo wydawało się, że to zwykły wypadek ze skutkiem śmiertelnym, zwłaszcza że wyglądało na to, że była pod wpływem alkoholu.

– Ale tak nie było? – Komisarz Gradenius z zaciekawieniem pochylił się do przodu. Był to mężczyzna pod sześćdziesiątkę, wysoki i bardzo sprawny, o bujnej, siwej, dawniej zapewne jasnej czuprynie. Patrikowi trudno było nie odczuwać zazdrości, kiedy porównywał swój coraz bardziej sterczący bęben z płaskim brzuchem Gradeniusa. Pomyślał, że jeśli tak dalej pójdzie, w tym wieku będzie przypominał raczej Mellberga niż Gradeniusa. Westchnął w duchu i wypił jeszcze łyk kawy. Dopiero potem odpowiedział na pytanie:

– Nie. Pierwszym sygnałem, że coś się nie zgadza, były zgodne świadectwa osób, które ją znały, że nie brała do ust alkoholu. – Zauważył, że Gradenius z jakiegoś powodu uniósł ze zdziwieniem brwi, ale mówił dalej. Przyjdzie czas, że komisarz będzie mógł powiedzieć swoje.

– To był sygnał ostrzegawczy. Potem sekcja zwłok wskazała na bardzo dziwne okoliczności i… w końcu doszliśmy do wniosku, że ofiara została pozbawiona życia. – Patrik zdawał sobie sprawę, że mówiąc o tragedii, używa policyjnego żargonu, suchego i bezosobowego, ale znanego im obu, ze wszystkimi odcieniami.

– A co wykazała sekcja? – Gradenius nie odrywał wzroku od Patrika, choć chyba znał odpowiedź.

– Że ofiara miała we krwi 6,1 promila alkoholu, a znaczna część tego alkoholu znajdowała się w płucach. Oprócz tego miała skaleczenia i zasinienia wokół ust i w przełyku oraz ślady po przylepcu przy ustach. Na przegubach i kostkach odgniecenia świadczące o tym, że ją związano.

– Wszystko, co pan mówi, brzmi bardzo znajomo – powiedział Gradenius, sięgając po leżącą na biurku teczkę. – Ale jak pan trafił do nas? To znaczy do mnie?

Patrik roześmiał się.

– Jak twierdzi mój kolega, dzięki przesadnej pedanterii w prowadzeniu dokumentacji. Parę lat temu byliśmy – pan i ja – na konferencji w Halmstad. W grupach roboczych omawialiśmy sprawy, które wzbudziły wątpliwości śledczych, ale nie zostały rozstrzygnięte. Pan wtedy przedstawił przypadek, który przypomniał mi ten nasz. Zresztą wciąż mam notatki, więc mogłem do nich zajrzeć, zanim do pana zadzwoniłem.

– Ma pan dobrą pamięć. Na szczęście – dla pana i dla nas. Ta sprawa męczy mnie od dłuższego czasu, ale śledztwo utknęło na dobre. Chętnie panu udostępnię nasze informacje. Może w zamian podzieli się pan swoimi?

Patrik kiwnął głową i wziął papiery.

– Mogę je zabrać?

– Oczywiście, to kopie – odparł Gradenius. – Chciałby pan przejrzeć te materiały razem ze mną?

– Wolałbym najpierw sam. Potem chciałbym zadzwonić, na pewno będę miał mnóstwo pytań. Dopilnuję, żeby dostał pan kopie naszych materiałów. Może nawet jutro.

– Bardzo dobrze – powiedział Gradenius, wstając. – Ulżyłoby mi, gdybym mógł ostatecznie zamknąć tę sprawę. Matka ofiary była zupełnie zdruzgotana, zresztą nadal jest. Czasem do mnie dzwoni. Byłbym rad, gdybym w końcu mógł jej coś powiedzieć.

– Zrobimy, co się da – odrzekł Patrik i uścisnął Gradeniusowi dłoń. Potem z teczką pod pachą ruszył do wyjścia. Nie mógł się doczekać chwili, gdy wróci do domu i przeczyta jej zawartość. Czuł, że to będzie przełom. Musi tak być.

Lars rzucił się na kanapę, nogi oparł na stoliku. Ostatnio czuł się bardzo zmęczony, wręcz obezwładniony zmęczeniem. Za nic nie chciało ustąpić. Również bóle głowy nachodziły go coraz częściej. Zupełnie jakby się wzajemnie żywiły, zmęczenie i ból głowy, tworząc spiralę, która ściągała go coraz niżej. Ostrożnie zaczął masować skronie, ból nieco zelżał. Poczuł chłodny dotyk palców Hanny. Opuścił ręce na kolana, głowę położył na oparciu kanapy i przymknął oczy. Palce Hanny masowały i uciskały. Wiedziała, jak to robić, ostatnio często to przerabiali.

– Jak się czujesz? – spytała miękko, przesuwając palcami tam i z powrotem.

– Dobrze – odparł, czując, że udziela mu się i drażni go niepokój brzmiący w jej głosie. Nie chciał, żeby się niepokoiła. Nie znosił tego.

– Źle wyglądasz – powiedziała, przesuwając dłonią po jego czole. Pieszczota sama w sobie rozkoszna, ale niewypowiedziane pytania sprawiały, że nie umiał się odprężyć. Z rozdrażnieniem odepchnął jej ręce i wstał.

– Dobrze się czuję, już mówiłem. Jestem tylko zmęczony. To pewnie wiosna.

– Wiosna… – Hanna zaśmiała się gorzko i zarazem ironicznie. – Na wiosnę będziesz teraz zwalać? – dodała, pozostając tam, gdzie stała, za kanapą.

– A na co mam zwalać? Może na to, że ostatnio zasuwam w pracy jak idiota? Z jednej strony książka, z drugiej robię wszystko, żeby te głupki z domu ludowego były w formie.

– Ładnie się wyrażasz o swoich klientach, czy też pacjentach! Im też mówisz, że uważasz ich za głupków? To musi ułatwiać terapię.

Celowo mówiła ostrym tonem, żeby poczuł, jak to boli. Lars nie mógł zrozumieć, dlaczego mu to robi. Dlaczego nie da mu spokoju? Sięgnął po pilota i znów usiadł na kanapie, tyłem do niej. Przez chwilę skakał po kanałach, w końcu zatrzymał się na „Va Banque”, żeby się zmierzyć z uczestnikami teleturnieju. Znał odpowiedź na każde pytanie.

– A musisz tak ciężko pracować? I jeszcze tamto – dodała i niewypowiedziane zawisło między nimi.

– Nic nie muszę – odpowiedział, marząc w duchu, żeby się już nie odzywała. Czasem się zastanawiał, czy Hanna go w ogóle rozumie. Czy rozumie, ile dla niej robi. Odwrócił się i spojrzał na nią.

– Robię, co muszę. Jak zawsze. Dobrze o tym wiesz.

Na chwilę ich spojrzenia się skrzyżowały. Potem Hanna się odwróciła i wyszła. Patrzył za nią. Po chwili usłyszał trzaśnięcie drzwi.

W telewizorze padła kolejna odpowiedź.

– Co to jest Stary człowiek i morze? – powiedział głośno Lars. Co za łatwizna.

Jak wam się podoba nasz program? – Uffe otworzył piwo i dał dziewczynom po jednym. Wzięły, chichocząc.

– Świetny – odparła blondynka.

– Super – odparła brunetka.

Calle czuł, że dziś wieczór nie ma na coś takiego najmniejszej ochoty. Uffe przyprowadził dwie spośród dziewczyn kręcących się wokół domu ludowego i zaczął roztaczać swoje uroki. Na tyle, na ile było to możliwe, bo urok nie był jego mocną stroną.