– Przecież znalazłeś jakiś trop – powiedział Martin.
Patrik przerwał mu niecierpliwie.
– Właśnie, być może znalazłem związek z inną sprawą, i wczoraj to sprawdziłem. – Odwrócił się i sięgnął po plik papierów, które położył na biurku Mellberga.
– Wczoraj w Borås spotkałem się z naszym kolegą Janem Gradeniusem. Dwa lata temu uczestniczyliśmy obaj w konferencji w Halmstad. Opowiadał wtedy o pewnej sprawie. Podejrzewał, że ofiara została zamordowana, ale nie miał dostatecznych dowodów. Uzyskałem dostęp do dokumentacji tej sprawy, która… – zrobił teatralną przerwę i popatrzył na zebranych – dziwnie przypomina sprawę Marit Kaspersen. Ofiara miała niebywale wysokie stężenie alkoholu we krwi, jak również w płucach, chociaż bliscy twierdzili, że w ogóle nie brała do ust alkoholu.
– I takie same ślady na ciele? – spytała Hanna, marszcząc czoło. – Sińce wokół ust, ślady po przylepcu i tak dalej?
Patrik z zakłopotaniem podrapał się w głowę.
– Niestety tej informacji nie mamy. Początkowo przyjęto, że ofiara, trzydziestojednoletni mężczyzna Rasmus Olsson, popełnił samobójstwo w ten sposób, że wlał w siebie butelkę wódki, a następnie skoczył z mostu. Policja przystąpiła do wyjaśniania sprawy z tym właśnie założeniem. W związku z tym nie zadbała dostatecznie o materiał dowodowy. Są jednak zdjęcia z sekcji, zostały mi udostępnione. Wydaje mi się, że dostrzegłem zasinienia na nadgarstkach i wokół ust, ale posłałem zdjęcia do oceny Pedersenowi. Wczoraj wieczorem i w nocy studiowałem te materiały i nie mam wątpliwości, że te sprawy są ze sobą powiązane.
– Mówisz – powiedział sceptycznym tonem Gösta – że parę lat temu ktoś najpierw zamordował tego gościa w Borås, a ostatnio Marit Kaspersen w Tanumshede. Wydaje mi się to naciągane. Co łączy ofiary?
Patrik rozumiał wątpliwości Gösty, a mimo to się zdenerwował. Był głęboko przekonany, że jest jakiś związek i że śledztwa należy połączyć.
– To właśnie musimy ustalić – powiedział. – Zacznę może od zapisania, co wiemy. Może razem wymyślimy, co robić dalej. – Zdjął skuwkę z pisaka i na środku planszy narysował pionową kreskę. Na górze po jednej stronie napisał Marit, po drugiej Rasmus.
– Więc co wiadomo o ofiarach? A raczej co wiemy o Marit, bo informacje dotyczące Rasmusa Olssona będę musiał uzupełniać, ponieważ tylko ja miałem dostęp do tych materiałów. Oczywiście dostaniecie kopie – dodał.
– Czterdzieści trzy lata – powiedział Martin. – Mieszkała z partnerką, matka piętnastoletniej córki, własny sklep.
Patrik zapisał to na planszy, następnie odwrócił się i z pisakiem w ręku czekał na dalszy ciąg.
– Abstynentka – wyjątkowo celnie jak na niego zauważył Gösta.
Patrik pokazał na niego palcem i zapisał wielkimi literami: „abstynentka”. W kolumnie Rasmusa zapisał odpowiednio: trzydzieści jeden lat, singiel, bezdzietny, pracownik sklepu zoologicznego. Abstynent.
– Ciekawe – powiedział, kiwając głową, Mellberg. Ręce skrzyżował na piersi.
– Co jeszcze?
– Urodzona w Norwegii, rozwiedziona, skonfliktowana z byłym mężem, odpowiedzialna… – Hanna rozłożyła ręce. Nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Patrik zapisał. Kolumna Marit stawała się coraz dłuższa, kolumna Rasmusa była znacznie krótsza. Patrik dopisał w niej „odpowiedzialny”. Tak wynikało z wywiadu policji z najbliższą rodziną. Namyślał się chwilę i po stronie Marit dopisał: „wypadek?”, a po stronie Rasmusa: „samobójstwo?”. Milczenie kolegów świadczyło o tym, że w tej chwili nie wymyślą wiele więcej.
– Mamy dwie pozornie niepodobne ofiary, które zamordowano w ten sam niezwykły sposób. Były w różnym wieku, różnej płci, różnych zawodów, nawet różnego stanu cywilnego. Wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego poza tym, że oboje byli abstynentami.
– Dla mnie to słowo ma wydźwięk nieomal religijny – zauważyła Annika. – Ale, jak rozumiem, Marit nie była zbyt religijna. Po prostu nie piła alkoholu, i tyle.
– Jeśli chodzi o Rasmusa, o jego abstynencji trzeba się dowiedzieć czegoś więcej. Ponieważ to jedyny znany nam wspólny mianownik dla nich obojga, należy chyba od tego wyjść. Pomyślałem, że pojadę z Martinem porozmawiać z matką Rasmusa, a ty, Gösta, może zabrałbyś Hannę, żeby porozmawiać zarówno z partnerką Marit, jak i z jej byłym mężem. Dowiedzieć się jak najwięcej, na przykład czy miała jakiś szczególny powód, żeby nie pić alkoholu. Czy była członkiem jakiejś organizacji abstynenckiej? Wiecie, interesuje nas wszystko, co mogłoby nam podsunąć wskazówkę na temat ewentualnego związku między nią a trzydziestojednoletnim singlem z Borås. Gdzie na przykład wcześniej mieszkała? Czy kiedykolwiek mieszkała w okolicy Borås?
Gösta spojrzał pytająco na Hannę.
– Oczywiście, moglibyśmy to zrobić od razu, jeszcze przed południem.
– Oczywiście – odparła Hanna, niezbyt zachwycona.
– Są uwagi co do podziału zadań? – szorstko spytał Patrik. Szybko pożałował tego tonu. To cholerne zmęczenie.
– Skądże znowu – z irytacją odparła Hanna, zanim zdążył załagodzić sprawę. – Tylko wydaje mi się to trochę zawieszone w próżni. Wolałabym dysponować konkretami, żeby nie zabrnąć w ślepą uliczkę. Zastanawiam się, czy wysnuwanie wniosku, że coś te sprawy łączy, nie jest jednak przedwczesne. Być może to przypadkowe podobieństwo. Między ofiarami nie ma ewidentnego związku, dlatego wydaje mi się to dość mgliste. Ale to tylko moja opinia. – Rozłożyła ręce w geście sugerującym, że to jednak coś więcej.
Patrik odpowiedział zimnym tonem, który zabrzmiał obco nawet dla niego samego:
– To zachowaj ją na razie dla siebie i wykonaj przydzielone zadanie.
Wychodząc z gabinetu Mellberga, czuł na sobie odprowadzające go zdumione spojrzenia. Nie bez racji, sam to przyznawał. Nie miał zwyczaju tak wybuchać. Hanna trafiła w czuły punkt. A co będzie, jeśli przeczucie go zawodzi? Coś jednak mówiło mu, że jest między tymi sprawami jakiś związek. Więc trzeba go znaleźć.
– No tak – powiedziała Kristina i zawiesiła głos, jakby o coś pytała. Krzywiąc się, popijała herbatę. Ku wielkiemu zdziwieniu Eriki oznajmiła, że już nie pije kawy, bo szkodzi jej na żołądek, i z westchnieniem poklepała się po brzuchu. Odkąd Erika pamiętała, zawsze była wielką amatorką kawy. Ciekawe, jak długo wytrwa w swoim postanowieniu. Długo rozwodziła się na temat swego delikatnego żołądka i szkodliwości kawy. Potem zaczęła się przymilać do Mai. Erika, korzystając z okazji, znacząco spojrzała na Annę. Nigdy nie słyszała, żeby teściowa skarżyła się na delikatny żołądek. Okazało się, że przeczytała artykuł na ten temat w tygodniku „Allers” i natychmiast rozpoznała u siebie wszystkie objawy.
– Czy to jest złotko babci? No pewnie, że tak, moje ślonećko sićne, najsićniejsie – czuliła się, a Maja patrzyła na nią zdumiona. Erika czasem miała wrażenie, że jej córka już jest bystrzejsza od swojej babci. Nie powiedziała o tym Patrikowi, choć zatrzymanie tej uwagi dla siebie przyszło jej z pewnym trudem. Kristina jakby słyszała myśli Eriki. Odwróciła się i przyszpiliła synową wzrokiem.
– Jak idą przygotowania do tego… wesela? – spytała, bynajmniej nie pieszczotliwym tonem. Słowo „wesele” wypowiedziała tak, jakby mówiła „psia kupa”. Mówiła tym tonem, odkąd do niej dotarło, że w tej sprawie nie będzie miała nic do powiedzenia.
– Dziękuję, znakomicie – odparła Erika z ujmującym uśmiechem, choć w duchu puściła wiązankę soczystych przekleństw, wymyślnych tak, że byłby z niej dumny każdy marynarz.