Выбрать главу

— Widzisz Jefri — zawołał po samnorsku — to działa! To działa!

Presfora, zaskoczona tym niespodziewanym wybuchem radości, zachwiała się, niemal tracąc panowanie nad myślami. To, co stało się przed chwilą… nie zdarzyło się dotąd w całej historii świata. Jeśli myślące sfory mogły pracować razem, łapa przy łapie… odkrycie to niosło ze sobą niesamowite możliwości i konsekwencje. Z wrażenia ponownie zakręciło jej się w głowie.

Stal zbliżył się nieco i zdrętwiały poczuł, jak Jefri Olsndot obejmuje jego grzbiet. Stal, jak mógł, starał się włączyć w ogólną radość, ale nie był do końca pewien, co takiego wspaniałego się wydarzyło. Nie czuł tego, co Presfora, nie mógł więc jasno zdawać sobie sprawy z wszystkich konsekwencji eksperymentu.

— Jak na pierwszy raz to całkiem niezły postęp — mówił — ale to i tak chyba bardzo bolesne. — Dwóch jego członków spojrzało ostro na Presforę. — Powinniśmy zdjąć to z ciebie i dać ci odpocząć.

Nie! — Presfora i Amdi zawołali niemal jednocześnie. Stal zobaczył, że Presfora uśmiecha się do niego. — Jeszcze tego naprawdę nie przetestowaliśmy, czyż nie? Naszym celem było umożliwienie porozumiewania się na dalekie odległości. — Przynajmniej wydawało nam się, że taki jest nasz cel. W rzeczywistości nawet jeśli urządzenie nie miało większego zasięgu niż przy normalnym mówieniu, sukces, jaki odnieśli, w przekonaniu Presfory, nie dał się z niczym porównać.

— Ach tak. — Stal posłał Amdiemu słaby uśmiech, a ukradkiem pokazał Presforze pysk wykrzywiony groźnym grymasem. Jefri wciąż wisiał na jego dwóch szyjach. Stal ledwo znosił te męczarnie. — Powoli zatem. Jeszcze nie wiemy, co może się stać, gdy wyjdziesz poza maksymalny zasięg myśli.

Presfora oddzieliła dwóch swoich członków od Amdiego i oddaliła się nimi o kilka kroków. Jej myśl pozostała jasna — i potencjalnie równie niebezpieczna przy zmieszaniu z innymi odgłosami myśli — jak przed chwilą. Ale dopiero teraz zaczynała naprawdę ją czuć. Miała niewielkie kłopoty z utrzymaniem równowagi. Dwaj członkowie odeszli na odległość kolejnych trzydziestu stóp. Była to maksymalna odległość, przy której członkowie sfory wciąż stanowili jedną całość w wyjątkowo cichym otoczeniu.

— Czuję się, jakbym miała wszystkie głowy razem — oznajmiła zaskoczonym głosem. Normalnie przy odległości trzydziestu stóp odgłosy myśli były ledwie słyszalne, opóźnienie zaś było tak duże, że znacznie utrudniało koordynację ruchów.

— Jak daleko mogę odejść? — szeptem spytała Amdiego. Tamten zachichotał jak człowiek, a następnie przysunął jedną głowę do jej głowy.

— Nie jestem pewien. Ale myślę, że możliwe jest dojście przynajmniej do zewnętrznych murów.

— Dobrze więc — odezwała się głośno, tak aby Stal też słyszał — zobaczmy, czy z pomocą tego sprzętu można się rozejść na nieco większą odległość.

Jej dwaj członkowie zrobili następne dziesięć kroków. Znajdowali się już jakieś sześćdziesiąt stóp od całej grupy.

Stal przyglądał się wszystkiemu szeroko otwartymi oczyma.

— I co teraz?

Presfora wybuchnęła śmiechem.

— Moje myśli są tak wyraźne jak przedtem. — Wydzielona dwójka obróciła się i zaczęła odchodzić jeszcze dalej.

— Zaczekaj! — wrzasnął Stal, zrywając się cały na równe nogi. — To zbyt… — i nagle przypomniał sobie o towarzystwie, w jakim się znajduje, wobec czego troska o bezpieczeństwo Presfory szybko zastąpiła furię. — To zbyt niebezpieczne jak na pierwszy eksperyment. Wracaj!

Z miejsca gdzie siedziała pomiędzy członkami Amdiego, Presfora posłała mu promienny uśmiech.

— Ale przecież ja wcale nie odeszłam — powiedziała po samnorsku.

Amdijefri śmiał się i śmiał bez końca.

Presfora była już rozciągnięta na szerokość stu pięćdziesięciu stóp. Oddzielona dwójka puściła się dalej ostrożnym truchtem, a reszta przyglądała się, jak Stal łyka pianę, która z wściekłości wystąpiła mu na wargach. Jej myśli wciąż były bystre i jasne, jak gdyby miała wszystkie głowy zetknięte razem. Ciekawe, jak szybko rozchodzą się fale radiowe?

Jej dwójka przeszła tuż obok Szreka i strażników czuwających na skraju dziedzińca.

— Hej, Szrek, i co ty na to? — wykrzyknął jeden z członków wprost w znieruchomiałe ze zdumienia pyski. Stal, który pozostał przy Amdim i reszcie, wrzeszczał na Szreka, by miał ją na oku.

Przeszła od truchtu w lekki bieg. Rozdzieliła się, wysyłając jednego członka na północ od wewnętrznego dziedzińca, a drugiego na południe. Szrek i reszta strażników dalej szli za nią, wstrząśnięci i ogłupiali. Wielki gmach stołbu przedzielił obu osobników niezgrabną górą kamienia. Przesyłane przez radio myśli zaczęły cichnąć, niknąc w narastającym głuchym poszumie.

— Nie mogę myśleć — wymamrotała do Amdiego.

— Pociągnij za paski na pysku. To sprawi, że myśli będą głośniejsze.

Presfora pociągnęła i szumy ustały. Odzyskała równowagę i obiegła statek dookoła. Jeden z jej członków znajdował się obecnie na placu budowy. Rzemieślnicy spojrzeli na nią przerażeni. Biegający luzem pojedynczy członek był na ogół zwiastunem jakiegoś strasznego wypadku lub resztką sfory, która rozpadła się na skutek amoku. W obu wypadkach taki singiel powinien zostać zatrzymany. Ale członek Presfory był ubrany w płaszcz tu i ówdzie zdobiony złotem. Za nim zaś szedł Szrek i jego straże, wrzeszcząc do wszystkich, żeby trzymali się z dala.

Obróciła głowę do Stali, a w jej głosie słychać było radość:

— Idę wyżej! — Przebiegła pomiędzy pierzchającymi przed nią robotnikami i popędziła w stronę murów obronnych. Była dosłownie wszędzie, rozchodząc się coraz dalej i dalej. Wiedziała, że wspomnienia tych chwil przetrwają nawet śmierć jej duszy, przybiorą postać legendy w umysłach potomków, którzy żyć będą za tysiąc lat.

Stal przysiadł na zadzie. Sprawy całkowicie wymknęły mu się spod kontroli. Straże Szreka były po drugiej stronie stołbu. On i Amdijefri mogli się orientować w rozwoju sytuacji tylko dzięki relacjom Presfory i dochodzącym z różnych stron okrzykom przerażenia.

Amdi skakał wokół Presfory.

— Gdzie teraz jesteś?

— Niedaleko murów zewnętrznych.

— Dalej już nie idź — powiedział cicho Stal.

Presfora nie zważała na jego słowa. Jeszcze przez kilka sekund będzie się upajać nagle zdobytą potęgą. Weszła na wewnętrzne schody. Wartownicy wycofali się, niektórzy ich członkowie w popłochu zeskakiwali na dziedziniec. Szrek wciąż za nią szedł, ostrzegawczymi okrzykami starając się zapewnić jej bezpieczeństwo.

Jeden z członków Presfory doszedł do kamiennego parapetu na szczycie wałów. Potem dołączył drugi.

Przez chwilę z trudem łapała oddech.

— Dobrze się czujesz? — spytał Amdi.

— Ja… — Presfora rozejrzała się dookoła. Z miejsca, w którym stała, w południowej części murów obronnych, widziała samą siebie na dziedzińcu, małą plamkę czerni i złota, czyli pozostałych trzech członków, siedzących obok Amdiego. Za północno-wschodnią częścią fortyfikacji rozciągały się lasy i doliny, ścieżki wiodące na szczyty Lodowych Kłów. Na zachód od niej znajdowała się Ukryta Wyspa i wody wewnętrzne. To były rzeczy, które widziała tysiące razy jako Ocios. Tak bardzo kochał swoje dominium. Ale teraz… spoglądała na nie jakby we śnie. Jej oczy były tak daleko od siebie. Jej sfora rozciągała się na całą szerokość zamku. Ukryta Wyspa widziana z dwóch odległych miejsc naraz wydała się bardzo bliska, na wyciągnięcie ręki. Nowy Zamek, po którym się przechadzała, zdawał jej się małą makietą. Wszechmogąca Sforo Sfor — przecież to było spojrzenie Boga!