Выбрать главу

Drżenie nie ustawało, ale jej gesty przestały już być chaotyczne. Odrośle mówiły coś własnym językiem, łagodnie ocierając się o Błękitnego Pancerzyka.

— To dotyczy całej naszej rasy. Dokładnie tak jak powiedział Pham.

Błękitny Pancerzyk oklapł, a Ravna poczuła, jak wewnątrz wszystko się w niej skręca, tak jak wtedy, gdy usłyszała tragiczne wieści z Sjandry Kei. Tamte wieści dotyczyły jej światów, jej rodziny, jej dawnego życia. Ale to, czego słuchał Błękitny Pancerzyk, było po stokroć gorsze.

Ravna przysunęła się jeszcze trochę, dostatecznie blisko, by ręką pogładzić jego odrośle.

— Pham mówi, że przyczyną wszystkiego są większe skrody. Sabotaż sprzed wielu miliardów lat.

— Tak, to głownie wina skrod. „Wielki podarek”, który tak kochamy… To konstrukcja, która umożliwia kontrolę, ale obawiam się, że sami także zostaliśmy odpowiednio przetworzeni. Kiedy tamci dotknęli mojej skrody, zmiana była natychmiastowa. W jednej chwili wszystko, co dla mnie najważniejsze, wydało mi się absolutnie bez znaczenia. Jesteśmy jak samona-prowadzające bomby porozrzucane całymi trylionami w kosmosie, gdzie wszyscy uważają nas za zupełnie nieszkodliwe stworzenia. Będziemy wykorzystywani stopniowo, oszczędnie. Jesteśmy tajną bronią Plagi, szczególnie w Dolnych Przestworzach.

Błękitny Pancerzyk skurczył się, a po chwili usłyszeli jego zduszony głos:

— Więc wszystko, co twierdzi Pham, to prawda.

— Nie, nie wszystko, Błękitny Pancerzyku. — Ravna przypomniała sobie ostatnie dni cichej, zimnej wrogości między nią a Phamem Nuwenem. — On zna fakty, ale źle je interpretuje. Dopóki wasze skrody nie są wypaczone, jesteście tymi samymi godnymi zaufania osobami, z którymi zdecydowałam się polecieć na Dno.

Błękitny Pancerzyk odwrócił od niej swoje odrośle i obruszył się gniewnie. Zamiast niego przemówiła Zielona Łodyżka:

— Dopóki nasze skrody nie są wypaczone… Ale zobacz, z jaką łatwością… jak szybko Plaga mną zawładnęła.

— Tak, ale czy mogło się to zdarzyć w inny sposób niż poprzez bezpośrednie dotknięcie? Czy mogłabyś zostać zmieniona, czytając Wiadomości Sieciowe? — To pytanie miało być ironiczne, ale Zielona Łodyżka potraktowała je całkiem serio.

— Na pewno nie przez zwykłą przesyłkę ani standardowy protokół. Ale mogłoby się to zdarzyć przy odbieraniu transmisji specjalnie wycelowanej w programy użytkowe skrody.

— W takim razie jesteśmy bezpieczni. Ty, ponieważ nie masz już większej skrody. Błękitny Pancerzyk, ponieważ…

— Ponieważ nigdy nie zostałem dotknięty… ale skąd możesz o tym wiedzieć? — Wciąż kipiała w nim złość, gniew pomieszany ze wstydem, ale teraz była to złość bezsilna, skierowana ku czemuś, co znajdowało się bardzo daleko.

— Nie, kochanie, nigdy nie zostałeś dotknięty. Na pewno bym to poznała.

— Dobrze, ale dlaczego Ravna miałaby wierzyć właśnie tobie?

Wszystko może być kłamstwem — pomyślała Ravna — ale i tak wierzę Zielonej Łodyżce. Wierzę, że jesteśmy jedynymi istotami w całym wszechświecie, które mogą zaszkodzić Pladze. Gdyby tylko Pham to widział.

Ta myśl przywróciła ją do rzeczywistości.

— Mówisz, że wkrótce zaczniemy tracić prędkość, a inni będą nas doganiać?

Błękitny Pancerzyk wykonał potwierdzający gest.

— Jak tylko zejdziemy trochę niżej. Pewnie dopadną nas za parę tygodni.

I wtedy to, kto był wypaczony, a kto nie, nie będzie mieć żadnego znaczenia.

— Myślę, że powinniśmy odbyć krótką pogawędkę z Phamem Nuwenem. — Iskrą bożą i kim tam jeszcze był.

Wcześniej Ravna nie potrafiła sobie wyobrazić, jak zakończy się taka konfrontacja. Istniała możliwość, że Pham — gdyby stracił wszelki kontakt z rzeczywistością — spróbuje ich zabić, kiedy tylko pojawią się w kabinie sterowniczej. Bardziej jednak prawdopodobne były gniewne wrzaski, kłótnie i groźby, czyli powrót do punktu wyjścia.

Zamiast tego mieli naprzeciw niemal takiego Phama jak dawniej, sprzed wydarzeń na Błogim Wytchnieniu. Pozwolił im wejść do kabiny sterowniczej, nie czynił żadnych uwag, kiedy Ravna ustawiła się ostrożnie pomiędzy nim a Jeźdźcami. Wysłuchał, nie przerywając, wszystkich wyjaśnień Ravny relacjonującej rozmowę z Zieloną Łodyżką.

— Ci dwoje są nieszkodliwi, Pham. A bez ich pomocy nie uda nam się dotrzeć do Dna.

Pokiwał głową i odwrócił wzrok w stronę okien. Na niektórych z nich wyświetlony był naturalny obraz przesuwających się gwiazd, na większości jednak widniały odczyty ultrawykry-waczy, pokazujące ruchy wrogów zbliżających się do PPII. Tylko na chwilę stracił spokojny wyraz twarzy i zza tej maski wyjrzał nagle Pham, który ją kochał, Pham zrozpaczony.

— I ty naprawdę wierzysz w to wszystko, Rav? Jak to możliwe? — Ale maska zaraz wróciła na swoje miejsce, znów wydawał się daleki i obojętny. — Zresztą to nieważne. Jedno jest pewne: jeśli nie będziemy współpracować, nigdy nie uda nam się dotrzeć do Świata Szponów. Błękitny Pancerzyku, akceptuję twoją ofertę. Przy odpowiednich zabezpieczeniach możemy pracować razem. — Do czasu kiedy będę mógł się ciebie bezpiecznie pozbyć. Ravna niemal słyszała te nie wypowiedziane słowa ukryte za jego łagodnym głosem. Ostateczna rozprawa została odroczona.

TRZYDZIEŚCI TRZY

Do Świata Szponów zostało im mniej niż osiem tygodni, jak zgodnie twierdzili Pham i Błękitny Pancerzyk. Jeśli warunki strefowe będą stabilne i jeśli nikt ich nie wyprzedzi.

Po sześciu miesiącach spędzonych w podróży mieli przed sobą jeszcze niecałe dwa. Ale teraz żaden z dni nie przypominał tych, które minęły. Każdy z nich był wyzwaniem, każdy pełen wrogości kryjącej się pod płaszczykiem uprzejmości, niejeden przynosił śmiertelne zagrożenie — tak jak wtedy, gdy Pham zrobił przegląd w warsztacie Błękitnego Pan-cerzyka.

Obecnie Pham zamieszkał w kabinie sterującej. Kiedy ją opuszczał, właz był zamykany, tak że tylko on mógł go otworzyć. Zlikwidował lub sądził, że zlikwidował wszystkie inne uprzywilejowane dojścia do automatów statku. On i Błękitny Pancerzyk niemal cały czas ze sobą współpracowali… ale nie tak jak wcześniej. Każdy krok zajmował mnóstwo czasu, Błękitny Pancerzyk musiał wszystko wyjaśniać, niczego nie wolno mu było demonstrować. Teraz, kiedy wszelkie argumenty za i przeciw miały siłę śmiertelnych ciosów, Pham musiał wybierać pomiędzy jednym niebezpieczeństwem a drugim. Każdego dnia ścigające ich floty były coraz bliżej: dwie bandy morderców i uciekinierzy z Sjandry Kei. Najwyraźniej niektóre statki Służb Bezpieczeństwa Handlowego SjK wciąż mogły walczyć i pragnęły zemsty na Sprzymierzeniu. Pewnego razu Ra-vna zasugerowała Phamowi, aby skontaktowali się z nimi i spróbowali ich namówić do ataku na flotę Plagi. Pham spojrzał na nią obojętnie.

— Jeszcze nie teraz. A może nigdy — powiedział i odwrócił się. W pewnym sensie odpowiedź ta sprawiła jej ulgę. Taka bitwa byłaby jedynie samobójczą loterią z niewielkimi szansami na wygraną. Ravna wcale nie chciała, aby jej ostatni rodacy umierali za nią.

Tak więc PPII mógł zdążyć do Świata Szponów przed wrogiem, ale z niewielkim zapasem czasu. W niektóre dni Ravna płakała i rozpaczała. Tylko dzięki Jefriemu i Zielonej Łodyżce wracała do siebie. Oboje jej potrzebowali i wiedziała, że przez kilka następnych tygodni mogła się komuś przydać.