Выбрать главу

— Jak widzicie jest nas dwoje ludzi i dwoje Jeźdźców — ciągnęła kobieta. — Stanowimy całą załogę Poza Pasmem II. Nie jesteśmy ani częścią Sprzymierzenia Obrońców, ani agentami Plagi… Jesteśmy natomiast przyczyną pojawienia się ich flot tu, na dole. Jeśli możecie odczytać tę wiadomość, to na pewno jesteście ze Sjandry Kei. Musimy porozmawiać. Prosimy, odpowiedzcie przy użyciu końcówki bloku utajniającego tę wiadomość. — Obraz rozpłynął się w zygzakowatych zakłóceniach, a po chwili ponownie ukazała się twarz kobiety.

— To jest piąte powtórzenie niniejszej wiadomości — powiedziała. — Powtórzymy ją jeszcze dwa razy…

Glimfrelle wyłączył głos.

— To znaczy, że mamy jeszcze sto sekund. Co teraz, kapitanie?

Nagle Ølvira przestała być nic nie znaczącym maruderem.

— Będziemy rozmawiać — odparł Svensndot.

Odpowiedź i kontrodpowiedź zajęły kilka sekund. A potem… pięć minut rozmowy z Ravną Bergsndot wystarczyło, by przekonać Kjeta, że słów tej kobiety musi wysłuchać Centrala Floty. Jego statek stał się zwykłym przekaźnikiem, ale przynajmniej to, co miał do przekazania, było niezwykłej wagi.

Centrala Floty odmówiła ustanowienia pełnego połączenia wideo z Poza Pasmem II. Ktoś na flogowcu uparł się przy standardowych procedurach, a użycie zdezawuowanego szyfru stanęło im ością w gardle. Kjet musiał się ustawić na połączenie bojowe. Na ekranie pokazał się kolorowy obraz o dużej rozdzielczości. Przyjrzawszy się dokładnie, można się było zorientować, że to tylko dość nędzna ewokacja… Kjet rozpoznał Armatorkę Lim-mende i Jana Skritsa, szefa jej personelu, ale oboje wyglądali jak kilka lat temu. Najwyraźniej było to jakieś stare wideo, którego ruchy dopasowano do aktualnie transmitowanych wskazówek animacyjnych. Używanym obecnie kanałem komunikacyjnym wysyłano w ich stronę mniej niż cztery tysiące bitów na sekundę. Centrala nie życzyła sobie najmniejszego ryzyka.

Bóg jeden wie, co takiego widziało dowództwo jako ewoka-cję Phama Nuwena. Człowiek o skórze koloru dymu kilkakrotnie wyjaśniał, o co mu chodzi. Jego starania nie odniosły jednakże większego skutku niż przemowa występującej przed nim Ravny Bergsndot. Powoli opuszczała go swada, na twarzy pojawiała się coraz większa desperacja.

— …zrozumcie mnie, obie floty są waszymi wrogami. Jasne, że to Sprzymierzenie Obrońców zniszczyło Sjandrę Kei, ale Plaga jest odpowiedzialna za powstanie sytuacji, która im to umożliwiła.

Jan Skrits, który na przesyłanym obrazie przypominał postać wyciętą z jakiegoś filmu animowanego, spojrzał na Armatorkę Limmende. Boże, te ewokacje tu na Dnie są kompletnie beznadziejne, pomyślał Svensndot. Kiedy Skrits coś mówił, ruchy jego warg na obrazie zupełnie nie odpowiadały wypowiadanym przez niego słowom.

— My naprawdę czytamy wiadomości w Zagrożeniach, panie Nuwen. Zagrożenie Plagą zostało wykorzystane jako pretekst do zniszczenia naszych światów. Nie mamy zamiaru wdawać się w śmiertelną walkę z kim popadnie, a zwłaszcza z organizacją, która w sposób oczywisty jest wrogiem naszego wroga. A może twierdzi pan, że Plagę i Sprzymierzenie Obrońców łączą jakieś sekretne związki?

Pham żachnął się gniewnie.

— Nie. Nie mam najmniejszego pojęcia jakie są stosunki pomiędzy Plagą a Sprzymierzeniem. Ale myślę, że powinniście wiedzieć, jak złowieszcze są zamiary Plagi, i że ich skala znacznie przekracza wszystko to, czego dopuściło się to całe Sprzymierzenie.

— Ach tak? To samo mówią wszyscy w Sieci, panie Nuwen. Ale wydarzenia, o których się słyszy, miały miejsce tysiące lat świetlnych stąd. Nawet jeśli na samym początku informacje o nich były prawdziwe, to i tak zostały setki razy przetłumaczone i poddane niezliczonym interpretacjom przez zupełnie nie znanych nam odbiorców, zanim dotarły do Środkowych Przestworzy. Nie na darmo system ten zwą Siecią Miliona Kłamstw.

Twarz dziwnego człowieka pociemniała. Wykrzyknął coś podniesionym i podenerwowanym głosem w języku, który absolutnie nie przypominał żadnej pochodnej dialektów nyjor-skich. Seria wysokich i niskich tonów przywodziła na myśl ćwierkanie Dirokimów. Po chwili opanował się, ale widać było, że kosztowało go to wiele wysiłku, a gdy ponownie zaczął mówić po samnorsku, obcy akcent był jeszcze silniejszy niż przedtem.

— To wszystko prawda. Ale mówię wam, na własne oczy widziałem Upadek Przekaźnika. Plaga jest straszniejsza niż wszystko, o czymkolwiek mieliście okazję usłyszeć. Zagłada Sjandry Kei była jednym z pomniejszych efektów ubocznych jej działania. Czy pomożecie nam stawić czoło flocie Plagi?

Masywna postać Armatorki Limmende wcisnęła się w siedzenie ze splecionych pasów. Spojrzała na swojego szefa personelu i przez chwilę oboje rozmawiali przy wyłączonym przekazie głosowym. Kjet zaczął błądzić wzrokiem nad ich głowami. Za plecami Limmende rozciągała się kabina dowodzenia flagowca. Widać było krzątających się cicho podoficerów, niektórzy z nich przyglądali się rozmawiającym. Obraz w tle był ostry i wyraźny, ale kiedy ludzkie postacie poruszały się, przypominało to niezdarne ruchy postaci z kreskówek. Niektóre twarze należały do ludzi, którzy zgodnie z tym, co wiedział Kjet, zostali przeniesieni z flagowca na inne jednostki jeszcze przed upadkiem Sjandry Kei. Było jasne, że procesory pokładowe Ølviry odbierają wąskopasmowy sygnał z Centrali Floty i wyświetlają przesyłaną ewokację na bardziej dokładnym (i nieaktualnym) tle. To jest ostatni kontakt przy użyciu ewokacji, obiecał sobie w myślach Svensnot, przynajmniej dopóki jesteśmy tu, na dole.

Armatorka Limmende spojrzała z powrotem w kamerę.

— Wybacz starym, podejrzliwym gliniarzom, ale naszym zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że to wy jesteście wysłannikami Plagi. — Limmende podniosła rękę, jakby chciała uprzedzić wszelkie gwałtowne protesty i wyjaśnienia, ale rudzielca po prostu zamurowało i stał tylko, wpatrując się w nią zaskoczony, z otwartymi ustami. — Jeśli wam uwierzymy, musimy przyjąć, że w systemie gwiezdnym, w którego stronę wszyscy lecimy, musi znajdować się coś bardzo potrzebnego, a zarazem niebezpiecznego. Ponadto musimy przyjąć, że zarówno wy, jak i „flota Plagi”, pragniecie to coś wykorzystać do swoich celów. Jeśli zgodnie z twoją prośbą zaatakujemy tę flotę, po takiej potyczce niewielu z nas pozostanie przy życiu. Sami sięgniecie po czekającą was nagrodę. Bardzo obawiamy się tego, kim w końcu możecie się okazać.

Przez długą chwilę Pham Nuwen nie odzywał się ani słowem. Wyraz wściekłości powoli znikał z jego twarzy.

— Masz rację, Armatorko Limmende. A przy tym i dylemat. Widzisz jakieś wyjście?

— Skrits i ja właśnie o tym rozmawialiśmy. Niezależnie od tego, co zrobimy, zarówno my, jak i wy będziemy musieli podjąć wielkie ryzyko… Chętnie zaakceptujemy wasze przywództwo podczas czekającej nas bitwy, pod warunkiem, że najpierw podlecicie w naszą stronę i pozwolicie nam wejść na pokład.

— To znaczy, jeśli zrezygnujemy z pierwszej pozycji w tym wyścigu?

Limmende kiwnęła głową.

Usta Phama otwierały się i zamykały, ale nie słychać było żadnych słów. Wydawało się, że ma kłopoty z oddychaniem. Zamiast niego odezwała się Ravna:

— Oznacza to, że jeśli nie uda wam się wygrać, wszystko będzie stracone. Teraz przynajmniej mamy sześćdziesiąt godzin przewagi. To być może wystarczy, żeby dowiedzieć się czegoś o poszukiwanym artefakcie, nawet jeśli flota Plagi przetrwa wasz atak.