Выбрать главу

— Być może. — Całkiem prawdopodobne. - Muszę się nad tym zastanowić.

Pokiwała głową. Przez chwilę spoglądali na siebie, nic nie mówiąc. Dziwne uczucie znaleźć się tak daleko od rodzinnego świata i po wszystkich tych strasznych przejściach zobaczyć kogoś… kto wydawał się tak bliski.

— Naprawdę byliście na Przekaźniku? — Zdawało mu się, że pytanie to zabrzmiało strasznie głupio. Niemniej w pewien sposób ta dziewczyna stanowiła pomost pomiędzy tym, co znał i w co wierzył, a śmiertelnie niebezpieczną i dziwną sytuacją, w jakiej się znalazł.

Ravna Bergsndot skinęła głową.

— Tak… i rzeczywiście wyglądało to tak jak w opisach, których na pewno sporo się naczytaliście. Mieliśmy nawet bezpośredni kontakt z Mocą… Ale to i tak nie wystarczyło, kapitanie grupy. Plaga zniszczyła wszystko. Ta informacja przekazywana przez Wiadomości jest prawdziwa.

Tirolle odepchnął się od swojego stanowiska nawigacyjnego.

— W takim razie, w jaki sposób cokolwiek, co zrobicie tu na dole, może zaszkodzić Pladze? — Pytanie było obcesowe, ale widać było, że oczy ‘Rolle’a są szeroko otwarte i poważne. Miało się wrażenie, że stara się znaleźć jakąkolwiek sensowną przyczynę zagłady. Dirokimowie nie stanowili dużej części cywilizacji Sjandry Kei, ale jak dotąd byli jej najstarszymi członkami. Milion lat temu wydostali się ze Strefy Powolnego Ruchu, kolonizując trzy systemy, którym później ludzie mieli nadać wspólną nazwę — Sjandra Kei. Na długo przed przyjazdem ludzi byli już rasą introwertyków-marzycieli. Chronili swoje gwiazdne systemy za pomocą staroświeckich automatów i przyjaznych młodszych ras. Jeszcze pół miliona lat i ich rasa mogła zniknąć z Przestworzy, jej członkowie mogli wymrzeć lub ewoluować, tworząc jakieś inne odmiany. Zawsze tak się działo, to było jak śmierć lub starość, lecz przebiegało dużo łagodniej.

Znany jest przesąd dotyczący takich wymierających ras: na ogół panuje przekonanie, że ich członkowie są bez wyjątku zgrzybiali i tylko czekają na śmierć. Jednakże w każdej wielkiej populacji istnieją przecież różnorodne odmiany stworzeń. Zawsze znajdą się tacy członkowie, którzy są ciekawi świata zewnętrznego i gotowi spędzić w nim kilka chwil. Ludzkość bardzo dobrze przyjmowała takich Dirokimow jak Glimfrelle czy Tirolle.

Bergsndot zdawała się wszystko rozumieć.

— Czy ktokolwiek z was słyszał o czymś takim jak iskra boża?

— Nie — odparł Kjet i dopiero po chwili zauważył, że swą odpowiedzią uprzedził Dirokimow. Ci świstali między sobą przez kilka sekund.

— Tak — odezwał się w końcu ‘Rolle po samnorsku, głosem drżącym z obawy, jakiego Kjet jeszcze nigdy u niego nie słyszał. — My, Dirokimowie już od bardzo dawna zamieszkujemy Przestworza. Mamy wiele kolonii w Transcendencji, niektóre z nich stały się Mocami… I kiedyś… Coś wróciło z powrotem. Nie była to Moc, rzecz jasna. Raczej przypominało to upośledzonego umysłowo Dirokima. Ale wiedziało mnóstwo rzeczy i dokonało wielu czynów, które zmieniły nasze życie.

— Fentrollar? — spytał Kjet z zaciekawieniem, nagle rozpoznając znaną mu wcześniej historię. Wydarzenie, o którym mówili bracia, miało miejsce sto tysięcy lat przed przybyciem ludzi na Sjandrę Kei, lecz charakter wszystkich procesów, jakim dało początek, stał w jawnej sprzeczności z naturą Dirokimow i zamieszkanych przez nie terenów.

— Tak — odparł Tirolle. — Dotąd nie możemy się zgodzić, czy przybycie Fentrollara było dla nas błogosławieństwem, czy przekleństwem, ale to on stworzył nasze senne siedliska i Starą Wiarę.

Ravna kiwnęła głową.

— To przypadek najbardziej znany nam, mieszkańcom Sjandry Kei. Może nie jest to najszczęśliwszy przykład, zważywszy na wszystkie jego skutki… — I wtedy opowiedziała im o upadku Przekaźnika oraz o tym, co stało się ze Starym i z Phamem Nuwenem. Dirokimowie przerwali swoje rozmowy prowadzone na boku i skupieni słuchali jej w ciszy. Na koniec odzewał się Kjet.

— Cóż więc ten Nu… — zająknął się wypowiadając to dziwaczne imię — Nuwen wie o rzeczy, którą ma odnaleźć na Dnie? Co może z nią zrobić?

— Nie-nie mam pojęcia, kapitanie grupy. Pham Nuwen sam tego nie wie. Raz na jakiś czas miewa olśnienia. Ja mu wierzę, ponieważ część tego, o czym mówię, widziałam na własne oczy… ale nie wiem, jak sprawić, abyście wy uwierzyli. — Wciągnęła powietrze, drżała na całym ciele. Kjet nagle zdał sobie sprawę, jak straszliwym miejscem musiał być statek o nazwie Poza Pasmem II. W pewien sposób myśl ta sprawiła, że cała historia nabrała w jego oczach wiarygodności. Coś, co mogło zniszczyć Plagę, musiało absolutnie nie pasować do znanego mu świata. Kjet zastanowił się, jak sam poradziłby sobie, gdyby został uwięziony na jednym statku z czymś takim.

— Droga lady Ravno — odezwał się używając pompatycznych, sformalizowanych tytułów. Koniec końców planuję spisek. — Ja… to znaczy… mam kilku przyjaciół w naszej flocie Służb Bezpieczeństwa. Mogę sprawdzić, czy twoje podejrzenia odpowiadają prawdzie i… — no dalej, wyduś to z siebie! - I być może będziemy mogli udzielić wam pomocy nawet wbrew rozkazom dowództwa.

— Wielkie dzięki, sir. Wielkie dzięki.

Glimfrelle przerwał ciszę, która zapadła po jej słowach.

— Mamy coraz słabszy sygnał z Poza Pasmem II.

Kjet przebiegł wzrokiem po oknach; na wszystkich wyświetlaczach ultraśladów panował absolutny mętlik. Cokolwiek spowodowało ten sztorm, było chyba bardzo groźne.

— Wygląda na to, że nie mamy wielkich szans na dłuższą rozmowę, Ravno Bergsndot.

— Tak. Tracimy sygnał… kapitanie grupy, jeśli nic z tego się nie uda, jeśli nie będziecie mogli walczyć za nas… Tylko wasi ludzie przeżyli z Sjandry Kei. Miło było zobaczyć ciebie i Dirokimów… po tak długim czasie zobaczyć wreszcie znajome twarze, ludzi, których naprawdę rozumiem. Ja… — Gdy mówiła, jej obraz rozpłynął się na tysiące niewyraźnych elementów o niskiej częstotliwości.

— Huui! — krzyknął Glimfrelle. — Pasmo łącznościowe jakby zapadło się pod podłogę. — W ich połączeniu z Poza Pasmem II nie było nic z wyrafinowanych technicznych sztuczek. Ze względu na problemy komunikacyjne procesory statku po prostu przełączyły się na kodowanie powolne.

— Halo, Poza Pasmem II. Mamy problemy z odbieraniem was na tym kanale. Sugerujemy zakończenie połączenia.

Okno zmieniło kolor na szary, a po chwili ukazały się na nim drukowane samnorskie wyrazy:

Tak. To coś więcej niż zwykłe komunikaty.

Glimfrelle przebierał palcami po pulpicie commu.

— Zero. Nic a nic — powiedział. — Nie wykrywa żadnego sygnału.

Tirolle podniósł wzrok od zestawu nawigacyjnego.

— To coś o wiele poważniejszego niż problemy komunikacyjne. Od dwudziestu sekund nasze komputery nie są w stanie zatwierdzić gotowości do ultraskoku. — Wcześniej robili około pięciu skoków na sekundę, poruszając się z prędkością jednego roku świetlnego na godzinę. Ale teraz…

Glimfrelle odchylił się od swojego pulpitu.

— Witamy w Strefie Powolnego Ruchu.

Strefa Powolnego Ruchu. Ravna Bergsndot rozejrzała się po pokładzie Poza Pasmem II. Gdzieś w jej umyśle od dawien dawna tkwiła wizja Powolności jako przestrzeni, w których panują przytłaczające ciemności rozświetlane co najwyżej przez płomienie z dysz, przestrzeni stanowiących siedlisko skretyniałych stworzeń i urządzeń oraz mechanicznych maszyn liczących. W rzeczywistości jednak wszystko wyglądało niemal tak samo jak wcześniej. Sufity i ściany jaśniały jak przedtem. Za oknem wciąż widać było jasno świecące gwiazdy (tylko teraz trzeba było się strasznie długo wpatrywać, nim udało się zauważyć jakikolwiek ruch).