Выбрать главу

— To moja wina, zwiadowco — wtrącił się Ocios. — Mam ważne wiadomości.

Odeszli nieco od pozostałych, w kierunku namiotu Rangolitha.

— Widziałeś coś ciekawego, prawda? — Rangolith zaśmiał się dziwnie. Dawno już zorientował się, że Ocios nie był wcale wyjątkowo bystrym dwojakiem, tylko częścią sfory, która miała swoich członków w zamku.

— Kiedy masz następne spotkanie z Kołyską? — Taki był roboczy pseudonim Wendacjusza.

— W południe. Nie opuścił ani jednego przez cztery dni. Wygląda na to, że Południowcy rozsiedli się na dobre.

To się zmieni. — Ocios powtórzył rozkazy Stali dla Wendacjusza. Mówienie przychodziło mu z wielkim trudem. Czuł, jak tkwiąca w jego sforze zdrajczyni stara się go powstrzymać; czuł, że zanosi się na kolejny atak.

— To dopiero! Więc macie zamiar przenieść to wszystko na Margrumowy Stok za niecałe dwa… Zresztą nieważne, lepiej, żebym ja o tym nic nie wiedział.

Pod płaszczem Ocios cały się zjeżył. Bratanie się ma swoje granice. Rangolith nieraz miewał celne spostrzeżenia, ale być może, kiedy wszystko już się skończy, nie byłoby od rzeczy co nieco go przyciosać…

— Czy to wszystko, lordzie?

— Tak… Nie. — Ocios zadrżał dziwnie zmieszany. Kłopot z tymi płaszczami polegał na tym, że nie zawsze udawało się wszystko zapamiętać. Na Wielką Sforę, nie! Ona znowu atakowała. Stal nakazał zabicie człowieka pozostającego w rękach Snycerki, wszystko dokładnie rozważone, nader rozsądne posunięcie, ale…

Ocios stojący obok Stali potrząsnął gniewnie głową, szczękając zębami.

— Czy coś nie w porządku? — spytał lord Stal. Naprawdę uwielbiał te chwile, gdy płaszcze radiowe sprawiały Ociosowi ból.

— Nic, drogi lordzie. To znowu tylko zakłócenia atmosferyczne. — W rzeczywistości nie było żadnych zakłóceń, tylko Ocios czuł, jak się rozpada. Co dało jego rywalce tę nagłą siłę?

Ocios siedzący z Amdijefrim kłapał szczękami, otwierając pysk i zamykając, i znowu otwierając pysk i zamykając. Dzieciaki odskoczyły od niego z rozszerzonymi ze strachu oczyma.

— Wszystko w porządku — mruknął ponuro, mimo że obaj jego członkowie zawzięcie obijali się o siebie. Było mnóstwo powodów, dla których powinni zachować Johannę Olsndot przy życiu. Patrząc długofalowo, zapewniłoby to poparcie Jefriego w przyszłości. Mogła także stać się tajnym człowiekiem Ociosa. Chyba powinien sfingować śmierć Dwunoga, ukryć to przed Stalą i… Nie! Nie! Nie! Ocios z wysiłkiem odzyskał kontrolę, rugując z umysłu wszelkie argumenty. Wszystkie sztuczki, jakich sam wcześniej użył przeciwko Presforze, zostały wykorzystane przeciwko niemu. Na mnie to nie działa! Ja jestem mistrzem kłamstwa!

I wtedy jej atak został wznowiony z całą mocą, przypominał ciosy zadawane maczugą, która miażdżyła każdą pojawiającą się myśl.

Ten ze Stalą, ci z Rangolithem, ci z Amdijefrim — wszyscy zaczęli nagle niewyraźnie mamrotać. Lord Stal biegał wokół niego, nie wiedząc, czy ma się śmiać, czy okazać troskę. Rangolith wybałuszył wszystkie oczy, patrząc na niego z wyraźnym rozbawieniem.

Dwójka dzieci zbliżyła się i dotknęła go.

— Czy coś ci jest? Czy coś ci jest? — Człowiek wsunął te swoje niezwykłe dłonie pod płaszcz i łagodnie pogłaskał zakrwawioną sierść Ociosa. Świat rozpłynął mu się przed oczami w gwałtownej fali zakłóceń.

— Nie rób tego. To może boleć go jeszcze bardziej — usłyszał głos Amdiego. Małe pyszczki szczeniaków wyciągnęły się w jego stronę, starając się poprawić płaszcze.

Ocios czuł, jak zapada się w zapomnienie. Ostatni ruch Presfory był frontalnym atakiem, bez zbędnych argumentów, bez chytrej infiltracji, i…

…I rozejrzała się dookoła zdziwiona. Po tylu dniach wreszcie jestem sobą. Wreszcie nad sobą panuję. Dość mordowania niewinnych! Jeśli ktoś ma zginąć, to raczej Stal i Ocios. Jej głowa wodziła za skaczącymi wokół niej członkami Stali, wzrokiem wybrała najważniejszego z nich i napięła mięśnie nóg, by skoczyć mu do gardła. Podejdź trochę bliżej… i giń.

Ostatnia chwila świadomości nie trwała dłużej niż pięć sekund. Jej atak na obecnego w niej Ociosa był desperacki, na całego, bez żadnych rezerw pozostawionych do wewnętrznej obrony. W chwili gdy szykowała się do skoku na osobnika Stali, poczuła, jak ktoś ciągnie jej duszę do tyłu i w dół, jak Ocios wynurza się z ciemności. Złapał ją kurcz i upadła, poczuła, jak pyskiem uderza o ziemię…

…I Ocios odzyskał panowanie. Atak słabeuszki był absolutnym zaskoczeniem. Ona naprawdę przejmowała się tymi, którzy mieli zginąć, przejmowała się do tego stopnia, że zamierzała poświęcić siebie, jeśli to miałoby zabić Ociosa. I tu popełniła błąd. Samobójstwo nie jest tą podstawą, na której dusza może oprzeć swą dominację nad sforą. To właśnie niezłomna decyzja samozniszczenia osłabiła jej przewagę nad zepchniętymi w nicość resztkami przeciwnika… i otworzyła szansę przed Mistrzem. Znów odzyskał panowanie i dodatkową sposobność ostatecznego rozprawienia się z rywalką. Napaść Presfory uczyniła ją bezbronną. Najmocniejsze wewnętrzne bariery, chroniące jej trzech członków, stały się nagle cienkie jak skórka na przejrzałym owocu. Ocios przebił się przez tę błonę i wwiercił straszną łapą w miąższ jej umysłu, rozbryzgując go wokół swego mocnego już teraz trzonu. Trójka, która stanowiła jądro Pres-fory, będzie nadal żyć, ale już nigdy nie oddzieli swej duszy od jego.

Ocios stojący przy Stali zwalił się na ziemię jak nieprzytomny, ale konwulsje zaczęły powoli ustawać. Niech Stal pomyśli, że zaniemógł. To da Ociosowi czas, by wymyślić najbardziej korzystne wyjaśnienie.

Ocios rozmawiający z Rangolithem podniósł się powoli, chociaż obaj osobnicy byli jeszcze oszołomieni. Ocios sprawił, że doszli do siebie. Tu nie trzeba było żadnych wyjaśnień, ale najlepiej będzie rozwiać wszelkie ewentualne podejrzenia o walkę dusz.

— Te płaszcze to potężne urządzenia. Czasami aż zbyt potężne.

— To prawda, lordzie.

Ocios pozwolił, aby jego pyski ułożyły się w uśmiech. Przez chwilę milczał, smakując to, co miał za chwilę powiedzieć. Nie czuł w sobie żadnego śladu pokonanej miernoty. To była jej ostatnia i najgroźniejsza próba przejęcia panowania. Ostatni i największy błąd. Uśmiech Ociosa rozszerzał się na pozostałych członków, także na tych, którzy siedzieli z Amdijefrim. Nagle przypomniało mu się, że Johanna Olsndot będzie pierwszą osobą, jaką każe zabić od czasu powrotu na Ukrytą Wyspę. Johanna Olsndot będzie więc pierwszą krwią na jego trzech nowych pyskach.

— Należy zlecić Kołysce jeszcze jedną rzecz, zwiadowco. Małą egzekucję… — Kiedy zagłębiał się w szczegóły, poczuł, jak błogie ciepło ogarnia wszystkich jego członków.

TRZYDZIEŚCI PIĘĆ

Jedyną korzyścią z całego ich postoju była szansa, jaką dawał on rannym. Teraz, gdy Wendacjusz znalazł przejście pomiędzy liniami obrony wroga, każdy niecierpliwie czekał, kiedy wreszcie wyruszą, ale…

Johanna spędziła ostanie popołudnie w szpitalu polowym. Szpital składał się ze zbitych naprędce prostokątnych zagród, szerokości około sześciu metrów. Na niektórych działkach wznosiły się prymitywne szałasy — w nich chronili się ci, którzy zachowali na tyle rozumu, by jako tako zadbać o siebie. Inni poprzestawali na rozwalającym się ogrodzeniu. W każdej zagrodzie znajdował się przeważnie pojedynczy członek będący pozostałością po całej sforze. Single te mogły z łatwością przesadzić otaczające je płoty, ale większość z nich zdawała się być pogodzona z losem i pozostawała w środku.