Trzej stojący najbliżej ułożyli się w wygodnej pozycji, jak ludzie szykujący się do poważnej rozmowy.
— A są pewne pytania, na które mogłabyś mi udzielić odpowiedzi. Sprawy, o które wcześniej nie mogłem spytać. Na przykład Stal jest bardzo pewny siebie i to nie tylko dlatego, że trzyma mnie blisko Snycerki. Ta sfora musi mieć coś jeszcze. Czy to możliwe, aby mógł mieć własny dannik?
Przerwał. Johanna nie odpowiadała, jej milczenie powodowane było po części strachem, po części chęcią stawienia oporu. To był potwór, który zabił Skrybę!
Pysk trzymający sztylet wśliznął się pomiędzy prześcieradła a ciało Johanny i poczuła ból w ramieniu. Krzyknęła.
— Och, dannik mówi, że w tym miejscu można człowieka bardzo zranić. Nie musisz odpowiadać na to pytanie, Johanno. Wiesz, na czym moim zdaniem polega sekret Stali? Myślę, że ktoś z twojej rodziny przeżył. Biorąc pod uwagę opowieści o masakrze, najprawdopodobniej jest to mały braciszek.
Jefri? Żyje? Na chwilę zapomniała o bólu, a nawet o strachu.
— Jak to mo…?
Wendacjusz wykonał szpoński gest, który znaczył to samo co wzruszenie ramionami.
— Nigdy nie widziałaś go nieżywego. Możemy być pewni, że Stal chciał mieć żywego Dwunoga, a po zapoznaniu się z wiadomościami o hibernacji dostępnymi w danniku wątpię, że udałoby mu się ożywić kogokolwiek innego. Ale on musi mieć jeszcze coś. Wciąż żąda ode mnie informacji z dannika, a nigdy nie zażądał, abym go dla niego ukradł.
Johanna zamknęła oczy, jakby chciała tym gestem zaprzeczyć istnieniu zdradzieckiej sfory. Jefri żyje! W myślach zaczęły przesuwać się obrazy z przeszłości. Jefri rozradowany, jego dziecinne łzy, odwaga na statku, którym uciekali… rzeczy dawno uznane za stracone. Przez moment to wszystko wydawało jej się bardziej prawdziwe niż przemoc, jakiej doświadczała od kilku minut. Ale cóż takiego mógł zrobić Jefri, żeby pomóc wyznawcom Ociosa? Inne danniki na pewno spłonęły. Musi być coś jeszcze, coś, o czym Wendacjusz wciąż nie wie.
Wendacjusz schwycił ją za brodę i potrząsnął lekko jej głową.
— Otwórz oczy, nauczyłem się w nich czytać i chciałbym zobaczyć… Hmm, nie wiem, czy mi wierzysz, czy nie. Nieważne. Jeśli starczy nam czasu, może dowiem się, co twój brat mógł zrobić dla Stali. Ale są jeszcze inne, ważniejsze pytania. Dannik jest zapewne kluczem do wszystkiego. W ciągu pół roku ja, Snycerka i Pielgrzym nauczyliśmy się wielu rzeczy o waszej rasie i cywilizacji. Śmiem twierdzić, że wiem o ludziach więcej niż ty. Kiedy wojna się skończy, zwycięzcą będzie sfora kontrolująca dannik. Ja pragnę być tą sforą. I zawsze się zastanawiałem, czy są jakieś inne hasła lub programy, które mógłbym uruchomić, aby dbały o moje bezpieczeństwo…
Kod opiekunki.
Głowy obserwujących ją członków przekrzywiły się w uśmiechu.
— A więc jest coś takiego! Być może wszystkie nieszczęścia dzisiejszego poranka obrócą się na moją korzyść. Mógłbym się nigdy nie dowiedzieć… — Jego ludzki głos rozpłynął się nagle w fałszywie brzmiących akordach. Dwóch osobników podeszło do tego, który już wcześniej stał przy okiennych szparach. Po chwili znów się odezwał, tym razem cicho, tuż przy jej uchu:
— To Pielgrzym. Wciąż jest daleko, ale idzie w naszą stronę… Sam nie wiem. Bezpieczniej byłoby cię zabić. Jedna głęboka rana w jakimś mało widocznym miejscu. — Nóż przesunął się w dół po jej ciele. Johanna bezskutecznie próbowała uciec spod ostrego końca. Po chwili ostrze cofnęło się. Czubek noża lekko opierał się o jej ciało.
— Posłuchajmy, co takiego Pielgrzym ma do powiedzenia. Nie ma sensu zabijać cię teraz, jeśli nie będzie się upierał przy składaniu ci wizyty.
Wcisnął jej do ust jakąś szmatę i ciasno zawiązał.
Przez chwilę było cicho, słyszeli tylko szuranie łap po trawie wokół chaty. Potem usłyszała głośne trele mowy zewnętrznej sfor, dochodzące spoza drewnianych ścian. Johanna miała wątpliwości, czy kiedykolwiek nauczy się rozpoznawać sfory po glosie, ale… jej umysł przedzierał się przez strumienie dźwięków, starając się odszyfrować szpońskie akordy, które stanowiły szereg nałożonych na siebie słów:
Johanna
cośtam zapytanie
pisk bezpieczna
Wendacjusz odbulgotał:
Witaj, Wędrowniku Wickwrackstrupie
Johanna tryl
niewidoczne rany smutno niepewny kwik.
A potem zdrajca mruknął jej do ucha:
— Teraz, jeśli spyta, czy potrzebuję medycznej pomocy, i stanie się namolny… nasza pogawędka szybko się skończy.
Ale jedyną odpowiedzią Pielgrzyma były akordy pełne troski i współczucia.
— Ten cholerny dupek po prostu się tu rozsiada — usłyszała poirytowany szept Wendacjusza.
Przez chwilę panowała cisza, a potem usłyszała Wędrownika, jak mówi po samnorsku głosem Jokera, jednej z postaci w danniku:
— Nie rób żadnych głupstw, Wendacjuszu.
Wendacjusz wydał z siebie dźwięk uprzejmego zaskoczenia… a jego członkowie wokół niej znieruchomieli w napięciu. Jego nóż wszedł na centymetr pomiędzy jej żebra jak ostry cierń. Czuła jak ostrze drży, czuła oddech osobnika trzymającego nóż w ki wawiącej ranie.
Pielgrzym ciągnął pewny siebie, jakby o wszystkim dobrze wiedział.
— Chodzi mi o to, że wiemy, co zamierzasz. Twoja zaufana sfora ze szpitala rozpadła się na kawałki i przekazała Snycerce całą swoją dość niewielką wiedzę o spisku. Czy myślisz, że kłamstwa zwiodą królową? Jeśli Johanna zginie, zostaną z ciebie krwawe strzępy. — Zanucił jakąś złowrogą melodyjkę z dannika. — Dobrze znam królową. Wydaje się taką łagodną sforą… ale, jak myślisz, skąd wzięła początek makabryczna kreatywność Ociosa? Zabij Johannę, a wkrótce się przekonasz, jak bardzo jej geniusz przewyższa Ociosa także na tym polu.
Nóż został wyciągnięty. Jeszcze jeden członek Wendacju-sza przyskoczył do szczelin okiennych, a dwóch pozostałych przy Johannie poluzowało uścisk. Ostrze lekko gładziło jej skórę. Zastanawiał się? Czy naprawdę Snycerka jest tak straszna? Czwórka przy oknach patrzyła we wszystkich kierunkach, na pewno Wendacjusz liczył sfory straży i coś nerwowo planował. Kiedy w końcu odpowiedział, mówił po samnorsku:
— Te groźby byłyby bardziej wiarygodne z pierwszej ręki. Pielgrzym zachichotał.
— Jasne. Ale pomyśleliśmy, co mogłoby się zdarzyć, gdyby królowa zbliżyła się tu sama. Jesteś bardzo ostrożny, z pewnością natychmiast zabiłbyś Johannę i wygłosił mnóstwo kłamliwych wyjaśnień, zanim zdążyłbyś wysłuchać, co Snycerka naprawdę wie. Natomiast na widok szwendającego się biednego pielgrzyma… Wiem, że uważasz mnie za głupca, trochę może bardziej rozgarniętego niż Skryba Jaqueramaphan. — Wędrownik zająknął się przy tym imieniu i na chwilę stracił swój nonszalancki ton. — W każdym razie wiesz już, jak wygląda sytuacja. Jeśli masz wątpliwości, poślij swoje straże za te zarośla. Przekonaj się, że jesteś otoczony przez królową. Śmierć Johanny oznacza również twoją. Nawiasem mówiąc, mam nadzieję, że nasza rozmowa wciąż ma jeszcze jakiś sens?