Выбрать главу

— Tak, sir! — Długopalce Dirokima przebiegły po przyciskach i ‘Rolle uruchomił sterowanie werbalne. — Bingo!

Okno stanu pokazywało, że wykonali pięć skoków, dziesięć. Kjet wpatrywał się w okno widoku rzeczywistego przez kilka sekund. Bez zmian, bez zmian… nagle zauważył, że jedna z najjaśniejszych gwiazd poruszyła się i niemal niewidocznie ześlizgiwała się po niebie. Ølvira zaczynała nabierać prędkości.

— Hej, hej! — Glimfrelle nachylił się, żeby skontrolować pracę swego brata — Robimy 1,2 roku świetlnego na godzinę. To lepsza prędkość, niż mieliśmy przed falowaniem.

— Znakomicie. Komunikacja i Nadzór? — Gdzie są inni i co robią?

— Jasne, jasne. Już się za to biorę. — Glimfrelle zgiął swoje smukłe ciało z powrotem nad konsolą. Przez kilka sekund niemal nic nie mówił. Svensndot zaczął przerzucać pocztę. Nie było nic od armatorki Limmende. Dwadzieścia pięć lat Kjet pracował dla Limmende i Służb Bezpieczeństwa Handlowego SjK.

Czy mógł się zbuntować? A gdyby to zrobił, czy inni poszliby za nim?

— W porządku. Tak wygląda sytuacja, szefie. — Glimfrelle przełączył główne okno na odczyt jego interpretacji raportów statku. — Było niemal tak, jak przewidywaliśmy, no może trochę zbyt… ekstremalnie.

Od samego początku zdawali sobie sprawę, że falowanie było większe od jakiegokolwiek wcześniejszego w całej udokumentowanej historii, nie to miał więc na myśli Dirokim mówiąc… „ekstremalnie”. Przesunął w dół swymi krótkopalcami, zakreślając mglistą niebieską linię przecinającą okno. — Domyślaliśmy się, że front falowania poruszał się zgodnie z tą linią. Dlatego też szefowa Limmende została zgarnięta czterysta sekund przed tym, jak fala uderzyła Poza Pasmem II, a nas po następnych dziesięciu sekundach…Teraz, jeśli krawędź spływu była taka sama jak przy zwykłych falowaniach — tyle że milion razy większa — zarówno my, jak i reszta ścigających flot powinniśmy wyjść na zewnątrz dużo wcześniej niż Poza Pasmem II. — Wskazał na pojedynczą lśniącą kropkę, która przedstawiała Ølvirę. Tuż przed nią pojawiało się coraz więcej innych świetlistych punkcików, w miarę jak wykrywacze pokładowe donosiły o zaobserwowaniu jednostek przygotowujących się do ultra-skoku. Wyglądało tak, jakby zimny ogień oddalał się od nich w ciemność. W końcu Limmende i główny trzon anonimowej floty znowu będą z powrotem. — Nasz rejestr przechwytów pokazuje, co się stało. Większość ścigających flot wyjdzie z fali przed Poza Pasmem II.

— A więc wszyscy go trochę podgonią.

— Uhm. Ale jeśli leci tam, dokąd myślimy — do gwiazdy typu G oddalonej o osiemdziesiąt lat świetlnych od uciekinierów — dotrze tam, zanim wróg zdąży go zniszczyć. — Przerwał i wskazał na mgiełkę rozprzestrzeniającą się na boki z rosnącego świetlistego węzła. — Nie wszyscy gonią dalej.

— Aha. — Svensndot słuchał raportu ‘Frelle’a i jednocześnie czytał Wiadomości. — Według Sieci, to Sprzymierzenie Obrońców, które po odniesionym zwycięstwie opuszcza pole bitwy.

— Że jak? — Tirolle gwałtownie obrócił się w swej uprzęży. W jego dużych, ciemnych oczach nie było zwykłych iskierek humoru.

To, co słyszałeś. — Kjet wyświetlił odpowiednią wiadomość w miejscu, gdzie obaj bracia mogli ją widzieć. Obaj czytali szybko, ‘Frelle głośno mamrotał zdania, po których prześlizgiwał się wzrokiem-…odwagi…słyszycie: odwagi!., dowódców i załóg floty Sprzymierzenia… o znaczącym zniszczeniu uchodzących sił…

Glimfrelle dygotał, zniknął jego żartobliwy ton głosu.

— Nawet nie wspominają o falowaniu. Wszystko, co mówią, to kłamstwa śmierdzących tchórzy! — Po chwili jego głos przybrał normalny ton i dalej mówił we własnym języku. Kjet rozumiał go tylko częściowo. Dirokimowie, którzy opuszczali swe senne siedliska, byli na ogół beztroskimi stworami, pełnymi fantazji i łagodnej ironii. Mogło się wydawać, że Glimfrelle właśnie wypowiada się w charakterystycznym żartobliwym tonie, tyle że jego poświstywania były ostre i gniewne, a miotane obelgi bardziej soczyste, niż Svensndot kiedykolwiek miał okazję u niego słyszeć: „…zrobaczywiały krowi placek… mordercy niewinnych snów…” — niektóre z nich brzmiały mocno nawet po samnorsku, ale w języku Dirokimów „zrobaczywiały krowi placek” był tak nasączony obrazową dosłownością, że w kabinie niemal czuło się zapach wspomnianego obiektu. Głos Glimfrelle^ stawał się coraz wyższy i wyższy, aż wreszcie przestał być słyszalny dla człowieka. Nagle Dirokim urwał, cały dygotał i jęczał tubalnie. Stwory te potrafiły płakać, choć Svensndot wcześniej nigdy czegoś takiego nie widział. Glimfrelle wtulił się w ramiona swego brata.

Tirolle spojrzał ponad ramieniem Glimfrelle’a na Kjeta.

— Gdzie teraz popchnie nas zemsta, kapitanie? Przez chwilę Kjet przyglądał mu się w ciszy.

— Powiem ci niedługo, poruczniku — Spojrzał na wyświetlacze. Posłuchaj i popatrz jeszcze trochę, a może czegoś się dowiesz. - Na razie skieruj nas bliżej centrum całego pościgu — polecił łagodnie.

— Aye, sir. — Tirolle poklepał brata po plecach i wrócił do swej konsoli.

Przez następnych pięć godzin załoga Ølviry przyglądała się, jak flota Sprzymierzenia bezładnie uchodzi na wyższe przestrzenie. Nie można tego było nazwać odwrotem, gdyż bardziej przypominało paniczną rozsypkę. Wielcy oportuniści nie wahali się podstępnie zabijać i ruszać w pogoń, kiedy na końcu podróży spodziewali się znaleźć jakiś skarb. Teraz, kiedy stanęli przez niebezpieczeństwem utknięcia w Powolności, śmierci pośród gwiazd, każdy na własną rękę gnał w bezpieczniejsze regiony. Ich biuletyny przesyłane do grup dyskusyjnych wciąż były pełne zuchowatych pokrzykiwań, ale manewry, jakie wykonywali, odkrywały całą prawdę. Teraz nawet neutralni wcześniej subskrybenci wskazywali na jawne sprzeczności, wielu skłaniało się ku opinii, że Sprzymierzenie zbudowano wokół Hegemonii Aprahantich i najprawdopodobniej miało inne motywy niż altruistyczna obrona przed Plagą. Wszyscy nerwowo próbowali odgadnąć, na kim teraz Sprzymierzenie może skupić swoją uwagę.

Główne nadbiorniki wciąż skierowane były na ścigające floty. Równie dobrze mogli jechać wzdłuż magistrali Sieci. Zalew wiadomości przypominał ogromny wodospad. Przekraczało to obecne możliwości odbiorcze Ølviry. Niemniej Svensndot trzymał rękę na pulsie. Gdzieś przecież mogła się znaleźć jakaś istotna informacja, jakieś odkrywcze spojrzenie… Większość subskrybentów grupy Śladami Wojen i Zagrożenia wykazywała niewielkie zainteresowanie Sprzymierzeniem czy zagładą Sjandry Kei jako takimi. Większość była przerażona postępami Plagi, która wciąż rozszerzała swój zasięg na Szczycie Przestworzy. Nikt z Najwyższych nie zdołał stawić skutecznego oporu i krążyły plotki, że jeszcze dwie inne Moce, które próbowały przeszkodzić Pladze, zostały zniszczone. Byli i tacy (tajne usta Plagi), którzy z radością witali nowy ład na Szczycie, nawet jeśli opierał się on na permanentnym zarażeniu.

W rzeczywistości tylko rejon pościgu na Dnie wydawał się jedynym miejscem, gdzie Plaga nie odniosła całkowitego zwycięstwa. Nic więc dziwnego, że wydarzenia te stanowiły temat 10 000 wiadomości na godzinę.

Sytuacja geometryczna po wynurzeniu okazała się nadzwyczaj korzystna dla Ølviry. Wcześniej byli na peryferiach całej akcji, natomiast teraz wyszli z fali z kilkoma godzinami przewagi nad głównym trzonem flot. Glimfrelle i Tirolle byli bardziej zajęci niż kiedykolwiek w życiu, kontrolując wynurzanie się reszty floty i nawiązując kontakt z innymi jednostkami Służb Bezpieczeństwa Handlowego. Do czasu wynurzenia się Scritsa i Limmende z Powolności, Kjet Svensndot był najstarszym stopniem oficerem całej organizacji. Co więcej, znał osobiście większość dowódców. Kjet nigdy nie był typem admirała, stopień kapitana grupy otrzymał w nagrodę ze swe umiej ętności pilotażowe, którymi wykazał się na Sjandrze Kei w czasie pokoju. Zawsze chętnie stosował się do poleceń swoich pracodawców. Ale teraz…