… a flota Plagi wciąż istniała. Plama światła oznaczająca wrogie jednostki skurczyła się, ale wciąż parła naprzód, nie zbaczając z obranej trajektorii. Bitwa była dawno zakończona. Resztki Służb Bezpieczeństwa Handlowego znajdowały się w promieniu czterech lat świetlnych wokół opuszczonego pola bitwy. A zaczynali z liczebną przewagą. Gdyby walczyli tak jak należy, mogli zwyciężyć. Zamiast tego zniszczyli jednostki mogące rozwijać znaczne prędkości rzeczywiste i tylko połowę pozostałych. Niektóre z największych wrogich statków przetrwały bitwę. Te z kolei przewyższały pozostałości floty Aniara niemal czterokrotnie. Plaga mogła obecnie zniszczyć wszystko, co pozostało ze Służb Bezpieczeństwa Handlowego. Ale oznaczałoby to opóźnienie w pościgu, a z tego flota Plagi nie myślała rezygnować.
Tirolle i Glimfrelle spędzili długie godziny, ponownie nawiązując łączność i próbując dowiedzieć się, kto zginął, a kto się uratował. Pięć statków straciło napęd, ale ich załogi przeżyły. Lokalizację niektórych zniszczonych statków łatwo dało się ustalić i na poszukiwanie wraków Svensndot posłał jednostki mające jeszcze pociski. Starcie dwóch jednostek było wyjątkowo higienicznym, intelektualnym ćwiczeniem dla tych, którym udało się wyjść cało z takich potyczek, jednakże zniszczenie i odpady, jakie pozostawały po takich bataliach były równie materialne jak te powstałe podczas wojny lądowej, tyle że zajmowały bilion razy większą przestrzeń.
W końcu minął czas na cudowne odratowania i przygniatające odkrycia. Dowódcy SjK zgromadzili się na wspólnym kanale, aby zadecydować o wspólnej przyszłości. Przypominało to czuwanie przy zwłokach — Sjandry Kei i floty Aniara. Już po rozpoczęciu narady pojawiło się nowe okno, a w nim — widok na mostek Poza Pasmem II. Ravna Bergsndot śledziła w ciszy przebieg spotkania. Nie było śladu mężczyzny z iskrą bożą.
— I co teraz mamy robić? — spytała Johanna Haugen. — Cholerne Motyle dawno czmychnęły.
— Czy na pewno uratowaliśmy wszystkich? — zapytał Jan Trenglets. Svensndot powstrzymał się od gniewnej odpowiedzi. Dowódca Transu wciąż pytał o to samo. W bitwie zginęło zbyt wielu jego przyjaciół. Do końca życia miały go dręczyć koszmary, w których widział statki ginące jeden po drugim w głębokiej nocy.
— Przejrzeliśmy wszystko, nawet tam gdzie nie było szans na znalezienie czegokolwiek — Haugen starała się mówić jak najłagodniej. — Pozostało nam tylko zdecydować, gdzie mamy teraz lecieć.
Ravna odchrząknęła cichutko.
— Panowie i panie, jeśli…
Trenglets spojrzał na jej obraz. Całe swoje cierpienie zawarł w gwałtownym wybuchu furii.
— Nie jesteśmy żadnymi twoimi panami i paniami, suko! Nie jesteś żadną księżniczką, za którą z radością chcielibyśmy umierać. Zasługujesz tylko na to, by cię ustrzelić, na nic więcej.
Kobieta aż się skuliła na widok takiego gniewu.
— Ja…
To wy nas wrobiliście w tę samobójczą bitwę — zagłuszył ją Trenglets. — To wy kazaliście nam atakować drugorzędne cele. A potem nic nam nie pomogliście. Plaga ściga was jak kasza-lot kałamarnicę. Gdybyście choć trochę zboczyli z kursu i zrobili mały unik, na pewno zmylilibyście Plagę i uszli cało.
— Wątpię, żeby to cokolwiek pomogło, sir — powiedziała Ravna. — Plagę bardziej interesuje cel naszej podróży. — System słoneczny kilkadziesiąt lat świetlnych pod Poza Pasmem II. Uciekinierzy mieli tam dotrzeć na dwa dni przed ścigającymi.
Jo Haugen wzruszyła ramionami.
— Musisz zdawać sobie sprawę, co nam przyniósł szalony plan twojego przyjaciela. Gdybyśmy atakowali z głową, wróg zostałby zdziesiątkowany. Gdyby nadal za wami leciał, może moglibyśmy was ochronić nawet na tym Świecie Szponów. — Wyglądało na to, że zastanawia się nad znaczeniem dziwacznej nazwy. — Obecnie… nie ma mowy, żebym za nimi leciała. Resztki wroga wystarczą, by nas zmieść. — Spojrzała na obraz Svensndota. Kjet zmusił się, by także na nią spojrzeć. Niezależnie od tego, o co obwiniali Poza Pasmem II, to właśnie kapitan grupy Kjet Svensndot przekonał ich do prowadzenia walki w taki, a nie inny sposób. Poświęcenie floty Aniara poszło na marne i dziwił się, że Haugen, Trenglets i inni w ogóle chcą jeszcze z nim rozmawiać. — Proponuję, abyśmy dokończyli tę służbową naradę nieco później. Połączenie za tysiąc sekund, Kjet.
— Będę gotów.
— Znakomicie. — Jo odłączyła się, nie mówiąc nic więcej do Ravny Bergsndot. Po kilku sekundach odłączył się także Trenglets i pozostali. Pozostał tylko Svensndot i dwóch Dirokimów oraz Ravna Bergsndot wyglądająca z obrazu przekazywanego przez Poza Pasmem II.
W końcu Bergsndot odezwała się.
— Kiedy byłam małą dziewczynką na Herte, nieraz bawiłam się w porywaczy i SBH. Zawsze śniłam o tym, że wasi ludzie ratują mnie z najgorszych opresji.
Kjet uśmiechnął się ponuro.
— Cóż, była to nieudana próba akcji ratunkowej. — Chociaż nie ma cię na liście klientów. — To największa bitwa, w jakiej kiedykolwiek braliśmy udział.
— Przykro mi, Kje… kapitanie grupy.
Spojrzał na jej ciemną twarz. To na pewno dziewczyna z Sjandry Kei, łącznie z tymi jej fiołkowymi oczkami. To nie mogła być symulacja, nie w tych przestrzeniach. Postawił wszystko na to, że jest prawdziwa; wciąż wierzył, że jest prawdziwa. Ale…
— A co na to twój przyjaciel? — Pham Nuwen nie pokazał się od czasu imponującego występu w roli obdarzonego iskrą bożą proroka, na samym początku bitwy.
Ravna spojrzała poza kamerę.
— Nie mówi zbyt wiele, kapitanie grupy. Krąży gdzieś bardziej przybity niż kapitan Trenglets. Zgodnie z tym, co pamięta, był przekonany, że żąda rzeczy najwłaściwszej, ale obecnie nie ma pojęcia, dlaczego to właśnie było najlepsze wyjście.
— Hmm. — Teraz już trochę za późno. — Co macie zamiar teraz zrobić? Haugen ma rację. Ściganie Plagi aż do miejsca, gdzie lecicie, oznacza dla nas bezsensowne samobójstwo. Śmiem twierdzić, że dla was także. Może uda wam się tam dotrzeć pięćdziesiąt pięć godzin przed nimi. Co zdołacie zrobić w tak krótkim czasie?
Ravna Bergsndot spojrzała na niego. Po chwili jej twarz skurczyła się w płaczliwym grymasie.
— Nie wiem… nie wiem. — Kręciła głową z twarzą ukrytą w dłoniach i zasłoniętą falą opadających czarnych włosów. W końcu podniosła wzrok i otarła twarz. Jej głos był spokojny, lecz bardzo cichy. — Naprawdę… nie wiem. Ale lecimy dalej. Po to wyruszyliśmy. Jeszcze wszystko może się udać… Wiesz, że na dole jest coś, co Plaga rozpaczliwie pragnie zdobyć. Może pięćdziesiąt pięć godzin starczy, żeby zorientować się, co to takiego, i powiedzieć Sieci. Poza tym… poza tym wciąż będziemy mieć iskrę bożą Phama.
Waszego najgorszego wroga? Być może ten cały Pham Nuwen był jakimś robotem Mocy. Naprawdę wyglądał, jakby został zbudowany według opisu pochodzącego z drugiej ręki. Ale jak odróżnić iskrę bożą od zwykłego szaleństwa?
Wzruszyła ramionami, jakby w ten sposób przyjmowała do wiadomości istniejące wątpliwości i… akceptowała je.
— A co zrobisz ty, kapitanie, i całe Służby Bezpieczeństwa Handlowego?
Nie ma już żadnych Służb Bezpieczeństwa Handlowego. Wszyscy nasi klienci zostali praktycznie wystrzeleni spod naszych statków. Zabiliśmy armatorkę albo przynajmniej zniszczyliśmy jej flagowiec i jednostki pozostające po jej stronie. Teraz jesteśmy flotą Aniara. — Tę oficjalną nazwę wybrano podczas spotkania, które przed chwilą się zakończyło. Była jakaś rozpaczliwa fascynacja w przywoływaniu ducha starszego niż Sjandra Kei czy nawet Nyjora, ducha z zamierzchłych początków ludzkiej rasy. Bo teraz naprawdę nie mieli już nic, ani swoich światów, ani klientów, ani dawnych przywódców. Byli setką statków lecących do…