Выбрать главу

— Rozmawialiśmy o tym. Kilku wciąż chciałoby lecieć za wami aż do Świata Szponów. Niektórzy chcą wrócić do Środkowych Przestworzy i poświęcić resztę życia zabijaniu Motyli. Większość jednak pragnęłaby znaleźć nowe siedlisko dla ras z Sjandry Kei i tam zacząć wszystko od nowa, gdzieś, gdzie nikt nas nie zauważy, gdzie nikt nie będzie się interesował, czy jeszcze żyjemy.

Wszyscy natomiast zgadzali się co do tego, że flota Aniara nie może się już rozdzielać i dla nikogo poświęcać. Kiedy to stało się jasne, odpowiedź na pytanie, co robić, wydawała się prosta. Po wielkim falowaniu ta część Dna stanowiła niejednorodną mieszaninę Powolności i Przestworzy. Miną całe wieki, zanim statki zonograficzne z wyżej położonych przestrzeni zdołają dostarczyć w miarę wiarygodne mapy nowych przestrzeni granicznych. Światy świeżo wyzwolone z Powolności znajdowały się ukryte w zagłębieniach i szczelinach tych przestrzeni. Tam Sjandra Kei narodzi się na nowo. Ny Sjandra Kei?

Spojrzał przez mostek na Tirolle i Glimfrelle. Byli bardzo zajęci, starając się na nowo uruchomić główne procesory nawigacyjne. Nie było to absolutnie konieczne do połączenia z Lyn-snarem, ale na pewno wygodniej byłoby manewrować obydwoma statkami. Bracia jakby całkowicie zapomnieli o Kjecie i Ra-vnie. A może nie zwracali uwagi na to, o czym mówili. W pewnym sensie decyzja floty Aniara była dla nich ważniejsza niż dla ludzi. Nikt nie wątpił, że w Przestworzach żyły jeszcze miliony ludzkich stworzeń (a kto wie, ile ludzkich światów istniało w Powolności, dalecy kuzyni Nyjory, prapotomkowie Starej Ziemi), ale po tej stronie Transcendencji nie było już innych Dirokimow niż Dirokimowie z Aniary. Senne siedliska Sjandry Kei przestały istnieć, a wraz z nimi ich rasa. Na wszystkich pokładach jednostek Aniary znajdowało się co najmniej tysiąc Dirokimow, sióstr i braci. To byli najwięksi awanturnicy, którzy teraz stawali przed ogromnym wyzwaniem. Ci dwaj z Ølviry rozpoczęli już odpowiednie poszukiwania wśród tych, którzy przeżyli, starając się odnaleźć swoich przyjaciół i śniąc o nowej rzeczywistości.

Ravna słuchała poważnie wyjaśnień swojego rodaka.

— Kapitanie grupy, zonografia to dość żmudna rzecz… a wasze statki są na samej granicy stref. W tej pianie możecie spędzić całe lata, nie znajdując nowego domu.

— Przedsięwzięliśmy odpowiednie środki ostrożności. Porzucamy wszystkie statki prócz tych, które mają napęd strumieniowy i chłodnie hibernacyjne. Utworzymy skoordynowaną sieć. Nikt nie powinien się oddalać na dłużej niż kilka lat. — Wzruszył ramionami. — A jeśli nigdy nie znajdziemy tego, czego szukamy — jeśli umrzemy między gwiazdami, kiedy przestanie działać system podtrzymywania życia - wtedy tym bardziej okażemy się godni naszej nazwy. — Aniara. - Ale myślę, że mamy szansę. Na pewno większą niż wy.

Ravna wolno pokiwała głową.

— Tak. Cieszę się, że mogłam się o tym dowiedzieć. Gawędzili jeszcze kilka chwil. Nawet Tirolle i Glimfrelie włączyli się do rozmowy. Wszyscy oni znaleźli się nagle w jakimś ogromnym wirze zdarzeń, ale jak zwykle, gdy w grę wchodzą Moce, nikt za bardzo nie zdawał sobie sprawy, co takiego właściwie się zdarzyło, nikt nie wiedział też, jakie będą ostateczne rezultaty ich wysiłków.

— Połączenie z Lynsnarem za dwieście sekund — odezwał się statek.

Ravna usłyszała ten komunikat i kiwnęła głową. Podniosła do góry dłoń.

— Żegnaj Kjecie Svensndot, żegnajcie Tirolle i Glimfrelie. Dirokimowie odświstali swoje zwyczajowe pożegnanie, a Kjet także uniósł dłoń. Okno z obrazem Ravny Bergsndot zgasło.

…Kjet Svensndot pamiętał jej twarz przez całe życie, chociaż wiele lat później wydawała mu się ona coraz bardziej podobna do twarzy ukochanej Ølviry.

CZĘŚĆ TRZECIA

TRZYDZIEŚCI SIEDEM

— Świat Szponów, widzę go Phamie!

Główne okno pokazywało system w rzeczywistych wymiarach, słońce znajdowało się mniej niż dwa miliony kilometrów od nich, oświetlało kabinę dowodzenia. Czerwone migające strzałki wskazywały pozycje zidentyfikowanych planet. Jedna z nich — w odległości zaledwie dwudziestu milionów kilometrów — została oznaczona jako „planeta typu ziemskiego”. Po wyjściu z międzygwiezdnego skoku trudno marzyć o lepszej pozycji niż ta, którą mieli obecnie.

Pham nie reagował, tylko wpatrywał się w okno zaniepokojony, jak gdyby dostrzegał coś niewłaściwego w tym, co obserwowali. Po bitwie z Plagą coś się w nim załamało. Był pewny swej iskry bożej, dlatego też wydawał się przybity rozmiarami klęski. Zamknął się w sobie bardziej niż kiedykolwiek. Obecnie chyba sądził, że wystarczy poruszać się dość szybko, aby ocalała z potyczki część wrogiej floty nie mogła ich dogonić. Stał się dużo bardziej podejrzliwy wobec Błękitnego Pancerzy-ka i Zielonej Łodyżki niż dotychczas, tak jakby stanowili oni dużo większe zagrożenie niż ścigające ich statki.

— Cholera — zaklął Pham w końcu. — Zobacz na prędkość względną.

Wynosiła siedemdziesiąt kilometrów na sekundę. Dostosowanie pozycji nie przedstawiało większego problemu, ale…

— Dostosowanie prędkości będzie nas kosztowało trochę czasu, sir Phamie.

Pham skierował swoje spojrzenie na Błękitnego Pancerzy-ka.

— Omawialiśmy to z miejscowymi trzy tygodnie temu, pamiętasz? Ty opracowywałeś parametry wejścia.

— A ty kontrolowałeś to, co robię. To pewnie jakiś kolejny defekt systemu nawigacyjnego… aczkolwiek nie spodziewałem się, że coś takiego może zdarzyć się podczas prostego balistycznego lądowania.^ Odwrotny znak, prędkość zbliżania się siedemdziesiąt klików na sekundę zamiast zera. Błękitny Pancerzyk odsunął się do drugiej konsoli.

— Być może — powiedział Pham. — Ale teraz chciałbym, żebyś wyniósł się z kabiny, Pancerzyku.

— Przecież nic na to nie mogę poradzić. Powinniśmy skontaktować się z Jefrim, ponownie dostosować prędkości i…

— Wynoś się z kabiny, Pancerzyku! Nie mam już czasu, by cię kontrolować. — Pham zanurkował, by szybciej przebyć dzielącą ich przestrzeń, ale zanim dotarł do Jeźdźca natknął się na Ravnę.

Ta stanęła między nimi, szybko wyrzucając z siebie słowa:

— W porządku, Phamie. Błękitny Pancerzyk zaraz sobie pójdzie. — Pogładziła jedno z rozedrganych odrośli Jeźdźca, które po chwili opadły.

— Już sobie idę, już idę.

Jej dłoń wciąż go dotykała, jak gdyby dodając mu otuchy. Ravna stała pomiędzy nimi do chwili, kiedy Skrodojeździec smętnie wytoczył się z kabiny. Kiedy był już na zewnątrz, odwróciła się do Phama.

— Czy nie mógł to rzeczywiście być defekt układu nawigacyjnego?

Wydawało się, że mężczyzna nie słyszy tego pytania. W chwili kiedy właz zamknął się za wychodzącym, odwrócił się i odszedł do konsoli sterującej. Zgodnie z ostatnimi szacunkami PPII do przybycia Plagi mieli jeszcze pięćdziesiąt trzy godziny. A teraz musieli jeszcze marnować czas na ponowne dostosowanie prędkości, co przecież powinno zostać wykonane trzy tygodnie wcześniej.