Poza Pasmem II przechodził ostatnie próby kontrolne. Jego ultranapęd został przebudowany i przetestowany. Skrodojeźdźcy wyciągnęli go na odległość paru tysięcy lat świetlnych, żeby sprawdzić działanie roju antenowego. Funkcjonował znakomicie. Ona i Jefri będą mogli rozmawiać niemal przez cały czas podróży. Wczorajszego dnia statek został wyposażony w całą masę dodatkowego sprzętu. (Wyglądało to tak, jakby wybierali się na jakąś średniowieczną wyprawę. Ale kiedy podróżuje się w okolicach, gdzie nie można zaufać wyświetlanym realistycznym odczytom, należy wziąć ze sobą mnóstwo przeróżnych zapasów i części zamiennych.) Jutro podwładni Grondra dodadzą gadżety, które mogą okazać się bardzo przydatne podczas akcji ratunkowej. Czy powinna o nich pisać? Niektóre z nich mogłyby trochę przestraszyć przyjaciół Jefriego.
Tamtego wieczoru ona i Skrodojeźdźcy urządzili sobie małe przyjęcie plażowe. Tak to nazwali, choć bardziej przypominało bankiet ludzi niż autentyczne przyjęcie, jakie zwykli urządzać Jeźdźcy. Błękitny Pancerzyk i Zielona Łodyżka odjechali na znaczną odległość od wody, gdzie piasek był suchy i gorący. Ravna ułożyła przekąski i napoje na szarfie ładunkowej Błękitnego Pancerzyka. Usiedli na piasku i podziwiali zachód słońca.
Nastrój był naprawdę podniosły — świętowali fakt, że Ravna otrzymała pozwolenie na udział w misji PPII i że statek był niemal gotowy do podróży. Ale…
— Czy jesteś naprawdę zadowolona z tego, że jedziesz, droga lady? — spytał Błękitny Pancerzyk. — My dwoje będziemy mieli okazję nieźle zarobić, ale ty…
Ravna wybuchnęła śmiechem.
— Dostanę premię wyjazdową. — Uzyskanie pozwolenia na dołączenie się do wyprawy kosztowało ją wiele godzin spędzonych na usilnych perswazjach i sporach. Na handryczenie się o zapłatę nie zostało jej czasu. — A poza tym naprawdę chcę tam pojechać.
— Cieszę się — powiedziała Zielona Łodyżka.
Ja się śmieję — oznajmił Błękitny Pancerzyk. — Dostrzegam, że moja towarzyszka jest szczególnie zadowolona z faktu, że nasz pasażer nie będzie gburowaty. Po ostatniej podróży z certyfikantami niemal całkowicie straciliśmy sympatię do istot dwunożnych. Ale teraz nie ma się czego bać. Czytałaś w Zagrożeniach wiadomości z ostatnich piętnastu godzin? Plaga przestała rosnąć, a jej granice nabrały wyraźnie określonych kształtów. Perwersja wchodzi w wiek średni. Jestem więc jak najbardziej gotowy do odlotu.
Błękitny Pancerzyk snuł przeróżne domysły na temat „sfor” Szponów i planów uratowania Jefriego wraz z pozostałymi dziećmi. Zielona Łodyżka co jakiś czas dorzucała swoje przemyślenia. Była mniej onieśmielona niż przedtem, ale wciąż wydawała się łagodniejsza i bardziej wstydliwa niż jej towarzysz. Natomiast wykazywała się większym poczuciem rzeczywistości. Cieszyła się, że wyruszają dopiero w przyszłym tygodniu. Należało przeprowadzić jeszcze ostatnie testowanie PPII, a Grondr nakłonił organizację do sfinansowania małej floty statków-makiet mających im zapewnić względne bezpieczeństwo. Pięćdziesiąt było już ukończonych. Do końca tygodnia miała być ich setka.
Doki szybowały w stronę nocy. Ze względu na cienką warstwę atmosfery zmierzch był krótki, za to gra barw zachwycająca. Plaża i drzewa lśniły oświetlane promieniami. Woń noco-kwiatów mieszała się z ostrym zapachem słonej wody. Po drugiej stronie morza wszystko było albo bardzo jasne, albo bardzo ciemne, widniały tam sylwetki, które równie dobrze mogły stanowić jakieś zbytkowne budowle Vrinimów, jak funkcjonalne wyposażenie Doków — Ravna nigdy nie mogła się zorientować. Słońce znikało za morzem. Horyzont przybrał postać pomarańczowoczerwonej, świetlistej linii, nad którą rozciągał się szeroki pas zielonej poświaty, powstałej prawdopodobnie ze zjonizowanego tlenu.
Jeźdźcy nie obrócili swoich skrod, aby mieć lepszy widok — mogła się tylko domyślać, że cały czas patrzyli w tamtą stronę — ale przestali rozmawiać. Przybrzeżne fale odbijały promienie zachodzącego słońca, rozszczepiając je na zielone i żółte błyski igrające wśród pienistych grzyw. Przypuszczała, że siedząca obok niej dwójka wolałaby w tej chwili znajdować się w spienionej wodzie. O tej właśnie porze niejednokrotnie widziała ich umyślnie sadowiących się w miejscu, gdzie fale uderzały najmocniej. Kiedy woda odpływała, łodygi i odrośle wyglądały jak ramiona wyciągnięte ku górze w błagalnym geście. W takich chwilach mogła zrozumieć Skrodojeźdźców Mniejszych, których całe życie polegało na zapamiętywaniu podobnych, powtarzających się chwil. Na jej twarzy, niewidocznej w zielonkawym półmroku, pojawił się lekki uśmiech. Miała przed sobą jeszcze mnóstwo czasu, żeby się martwić i snuć plany.
Musieli tak siedzieć jakieś dwadzieścia minut. Widziała jak wzdłuż zakrzywionej linii plaży pojawiają się w zapadającym zmroku małe światełka ognisk: po zakończonej pracy przed biurami urządzano małe przyjęcia. Usłyszała odgłos kroków na piasku. Obróciła się i zobaczyła Phama Nuwena.
— Tutaj! — zawołała.
Pham podszedł do nich wolno. Od ostatniej konfrontacji raczej jej unikał. Ravna domyślała się, że kilka jej ciosów dosięgło celu. Tym razem chyba Stary sprawił, że o wszystkim zapomniał. Pham Nuwen śmiało mógł być prawdziwą osobą. Niesprawiedliwością byłoby ranić go tylko dlatego, że jego mocodawca znajdował się poza wszelkim zasięgiem.
— Usiądź, proszę. Za pół godzinę będziemy tu mieli widok na całą galaktykę. — Skrodojeźdźcy coś tam zaszeleścili, ale byli tak pochłonięci obserwacją zachodu słońca, że zaledwie udało im się zauważyć nowego gościa.
Pham Nuwen przeszedł krok, a może dwa kroki za miejsce, w którym siedziała Ravna, i stanął z dłońmi wspartymi na biodrach, patrząc w morze. Potem obrócił się do niej. Zielonkawy półmrok nadawał jego twarzy groźny, gniewny wyraz. Po chwili posłał jej swój krzywy uśmieszek.
— Myślę że jestem ci winien przeprosiny.
Stary pozwala ci wreszcie powrócić na łono rasy ludzkiej? Mimo wszystko była głęboko poruszona. Odwróciła wzrok.
— Wydaję mi się, że ja także jestem ci to winna. Jeśli Stary nie chce pomagać, ma do tego pełne prawo. Nie powinnam była tracić panowania nad sobą.
Pham Nuwen zaśmiał się łagodnie.
— Twój błąd był na pewno mniejszy niż mój. Wciąż zastanawiam się, w którym miejscu postąpiłem niewłaściwie… Myślę, że nie starczy mi czasu, żeby się tego dowiedzieć.
Odwrócił się w stronę morza. Po chwili Ravna podniosła się i podeszła do niego. Z bliska zobaczyła, że oczy ma jak ze szkła.
— Co się stało? — Niech cię cholera, Stary. Jeśli masz zamiar go porzucić, nie rób tego po kawałku!
— Jesteś wielkim ekspertem w dziedzinie Mocy zamieszkujących Transcendencję, prawda?
Znów sarkazm.
— Cóż…
— Czy ci wielcy faceci prowadzą ze sobą wojny? Ravna wzruszyła ramionami.
— O wszystkim można usłyszeć plotki. Podejrzewamy, że istnieją konflikty, aczkolwiek są jak na nasze warunki zbyt subtelne, by nazywać je wojnami.