„Światłości, mam. nadzieję, że tak będzie. Gdyby choć zająknęła się na temat tamtego spotkania, Amys, Bair i Melaine na zmianę będą darły ze mnie pasy, jeśli zwyczajnie mi nie powiedzą, że nie mam już u nich czego szukać”.
Mimo iż starała się czytać, oczy kleiły jej się bez przerwy, na poły śpiąc, jak przez mgłę przemierzała przygody opisane w książce. Bardzo by chciała się stać tak silna, jak któraś z tych kobiet, równie silna i odważna jak Dunsinin albo Nerein, czy Melisinde, albo nawet Birgitte, równie silna jak Aviendha. Czy Nynaeve okaże dość rozsądku, by tej nocy trzymać język na wodzy i nie wypaplać wszystkiego Amys? W jej głowie pojawiła się mętna wizja, jak chwyta tamtą za kark i mocno nią potrząsa. Głupi pomysł. Nynaeve była o wiele od niej starsza. Trzeba ją potraktować uniesieniem brwi. Dunsinin. Birgitte. Równie twarda i silna jak Panna Włóczni.
Głowa jej opadła na karty książki, oddech stał się wolniejszy i głębszy, już przez sen spróbowała podłożyć sobie mały tomik niby poduszkę pod policzek.
Wzdrygnęła się, kiedy zrozumiała, że stoi wśród wielkich kolumn z czerwonego kamienia w Sercu Kamienia, zalanego dziwnym światłem Tel’aran’rhiod, po chwili zadrżała ponownie, gdy zdała sobie sprawę, że odziana jest w cadin’sor. Amys nie byłaby zadowolona, gdyby ją w nim zobaczyła; wcale by jej się to nie podobało. Pośpiesznie dokonała odpowiednich zmian i z zaskoczeniem stwierdziła, że jej ubiór, migocząc, zmienia się to w bluzkę algode i workowatą wełnianą spódnicę, to w znakomitą suknię z błękitnego jedwabnego brokatu, zanim ostatecznie na powrót utrwalił się jako ubiór, który nosiła wśród Aielów, wraz z bransoletą z kości słoniowej w kształcie tańczących płomieni oraz naszyjnikiem ze złota i kości słoniowej. Takie niezdecydowanie od dawna już jej się nie przydarzyło.
Przez chwilę zastanawiała się, czy nie opuścić Świata Snów, ale podejrzewała, że tam w namiocie jej ciało pogrążone jest w głębokim śnie. Najprawdopodobniej uda jej się tylko wrócić do własnych snów, a nie zawsze umiała zachować w nich świadomość; bez niej nie potrafiłaby wrócić do Tel’aran’rhiod. Nie miała zamiaru pozwolić, by Amys i Nynaeve spotkały się na osobności. Kto wie, co Nynaeve mogłaby wówczas powiedzieć, gdyby Amys ją odpowiednio zdenerwowała? Kiedy Mądra się tu pojawi, zwyczajnie powie, że przybyła tuż przed nią. Jak dotąd Mądre zazwyczaj pierwsze znajdowały drogę albo pojawiały się w tej samej chwili, z pewnością jednak, jeśli Amys będzie przekonana, iż dzieli je różnica dosłownie sekundy, nie będzie to miało większego znaczenia.
Niemalże przywykła już do tego wrażenia, że jest obserwowana przez jakieś niewidzialne oczy w tej ogromnej komnacie.
„To tylko kolumny i cienie, a takie ta cała rozległa pusta przestrzeń”.
Jednak nie potrafiła się pozbyć nadziei, że Amys lub Nynaeve nie każą na siebie długo czekać. Aczkolwiek mogło się zdarzyć inaczej. Czas zachowywał się równie dziwnie w Tel’aran’rhiod jak w każdym normalnym śnie, ale do umówionego spotkania pozostała i tak jeszcze dobra godzina. Być może starczy jej czasu na...
Nagle zdała sobie sprawę, że słyszy jakieś głosy niczym odległe szepty między kolumnami. Objęła saidara i ostrożnie ruszyła w kierunku miejsca, z którego dobiegały, miejsca, gdzie Rand zostawił pod wielką kopułą Callandora. Mądre twierdziły, że kontrola nad Tel’aran’rhiod jest w nim tyleż samo warta co Jedyna Moc, jednak ona przecież znacznie lepiej radziła sobie z Mocą i ufała bardziej swoim umiejętnościom w tym zakresie. Trzymając się wciąż gąszczu grubych kolumn z czerwonego kamienia, zatrzymała się i rozejrzała.
To nie były dwie Czarne siostry, jak się obawiała, lecz również nie Nynaeve. Zamiast nich zobaczyła Elayne, stojącą w pobliżu lśniącej rękojeści Callandora wystającej ponad posadzkę; Elayne pogrążona była w rozmowie z najdziwniej ubraną kobietą, jaką Egwene w życiu widziała. Miała ona na sobie krótki biały kaftan osobliwego kroju i szerokie żółte spodnie zebrane w kostkach nad cholewami butów z podwyższonym obcasem. Na jej plecach spoczywał misternie spleciony, złocisty warkocz, w ręku trzymała łuk lśniący niczym polerowane srebro. Strzały w kołczanie wyglądały podobnie.
Egwene zacisnęła powieki. Najpierw kłopoty z suknią, a teraz to. Tylko dlatego, że czytała wcześniej o Birgitte — któż inny mógłby nosić srebrny łuk? — nie stanowił przecież dostatecznego powodu, by sobie zaraz ją wyobrażać. Birgitte czekała przecież — gdzieś — aż głos Rogu Valere wezwie ją wraz z pozostałymi bohaterami do Ostatniej Bitwy. Ale kiedy ponownie otworzyła oczy, Elayne i dziwnie ubrana kobieta wciąż tam były. Nie mogła wprawdzie usłyszeć dokładnie, o czym tamte mówią, tym razem jednak uwierzyła własnym oczom. Miała już oznajmić im swoją obecność, kiedy za nią przemówił jakiś głos:
— Postanowiłaś się pojawić wcześniej? Sama?
Egwene obróciła się na pięcie, by stanąć twarzą w twarz z Amys; pociemniałe od słońca oblicze tamtej wydawało się nazbyt młode w porównaniu z siwymi włosami, widoczny kontrast stanowiły też pomarszczone policzki Bair. Obie stały z ramionami zaplecionymi na piersiach, nawet sposób, w jaki ciasno owinęły się szalami, świadczył o ich irytacji.
— Zasnęłam mimowolnie — próbowała się wytłumaczyć Egwene.
Pojawiły się zdecydowanie za szybko, by mogła się odwołać do zawczasu wymyślonej historii. Kiedy jednak pośpiesznie wyjaśniała im, że zdrzemnęła się niechcący, oraz dlaczego nie wróciła z powrotem — wyjąwszy tę część na temat Nynaeve i Amys rozmawiających na osobności — z zaskoczeniem poczuła lekkie ukłucie wstydu, że miała zamiar skłamać, i ulgę, iż tego nie uczyniła. Chociaż nie było wcale pewne, że prawda ją uratuje. Amys nie była tak bezwzględna jak Bair — przynajmniej nie całkiem — niemniej mogła odesłać ją do zajęcia polegającego na składaniu kamieni na stos przez resztę nocy. Spora część Mądrych wierzyła w wychowawcze oddziaływanie bezużytecznej pracy; nie można było sobie wmówić, że wykonuje się cokolwiek innego niźli pokutę, gdy zagrzebywało się popioły za pomocą łyżeczki. Obawiała się kary, ale one oczywiście mogły równie dobrze odmówić uczenia jej czegokolwiek. To już zdecydowanie wolałaby popioły.
Nie potrafiła stłumić westchnienia ulgi, gdy Amys pokiwała głową i rzekła:
— Czasami może się tak zdarzyć. Ale następnym razem wróć i śnij swoje własne sny; sama mogłam wysłuchać, co Nynaeve ma ci do powiedzenia, a potem przekazać. Gdyby Melaine nie była dzisiejszej nocy z Baelem i Dorindhą, również znajdowałaby się tutaj. Przestraszyłaś Bair. Ona jest tak dumna z twoich postępów, że gdyby coś ci się stało...
Bair wcale nie wyglądała na dumną. Jeżeli już, to ponury grymas na jej twarzy jeszcze się pogłębił, gdy Amys na moment urwała.
— Masz szczęście, że Cowinde znalazła cię, kiedy wróciła posprzątać po kolacji i przestraszyła się, gdy nie potrafiła cię nawet poruszyć, abyś się przykryła kocami. Gdybym jednak podejrzewała, że byłaś tu sama dłużej niźli kilka przypadkowych minut... — W jej oczach rozbłysło ostre światło, można było wyczytać w nich niezbyt przyjemną obietnicę, po chwili jednak jej głos znowu zamienił się w zwykłe gderanie. — Teraz jak przypuszczam, będziemy musiały poczekać na pojawienie się Nynaeve, właściwie powinnyśmy wysłać cię z powrotem, ale nie mam ochoty wysłuchiwać twych błagań. Skoro musimy, ta poczekamy, ale czas ten można z pożytkiem wykorzystać. Skoncentruj się na.,.