Spojrzenie Morvrin nagle jakby uciekło w przestrzeń.
— Pamiętam spekulacje na temat Mądrych, kiedy zostałam świeżo wyniesiona do szala. To byłoby fascynujące, gdyby okazało się prawdziwe, ale Aielowie są równie przyjaźnie nastawieni do Aes Sedai, jak do wszystkich pozostałych pojawiających się w Pustkowiu, ich Mądre zaś najwyraźniej mają jakieś prawo czy obyczaj zakazujący rozmawiania z obcymi, tak przynajmniej zrozumiałam, co sprawia, iż niezwykle trudno jest podejść wystarczająco blisko którejś z nich, by dało się wyczuć... — Nagle opamiętała się, spojrzała na Siuan i Leane, jakby jej zamyślenie było ich winą. — To trochę zbyt cienka słoma, by upleść z niej kosz, coś, co pamiętasz z książki, napisanej przez kogoś, kto nigdy nie widział Aielów.
— Bardzo cienka słomka — powtórzyła Carlinya.
— Ale warta przecież wysłania kogoś do Pustkowia? — Przedstawienie tej kwestii w formie pytania, nie zaś żądania, kosztowało ją wiele wysiłku. Miała wrażenie, że zapoci się na śmierć, a i tak nic z tego nie wyjdzie, i trzeba będzie znaleźć inny sposób. Wciąż potrafiła zapanować nad sobą na tyle, by ignorować upał, zazwyczaj przynajmniej, jednak nie wtedy, gdy jednocześnie próbowała manipulować tymi kobietami i to w taki sposób, aby nie zauważyły jej ręki ściskającej je za gardła. — Nie sądzę, by Aielowie spróbowali skrzywdzić Aes Sedai.
Na pewno nie, jeśli okaże się dość szybka, by pokazać, iż jest Aes Sedai. Siuan naprawdę nie sądziła, by coś mogło się jej stać.
— A jeżeli on znajduje się w Pustkowiu, Aielowie będą o tym wiedzieli. Pamiętajcie o tamtych Aielach w Kamieniu.
— Być może — powoli powiedziała Beonin. — Pustkowie jest rozległe. Ile sióstr trzeba by wysłać?
— Jeśli Smok Odrodzony przebywa w Pustkowiu — wtrąciła Anayia — pierwszy Aiel, którego spotkają, będzie o tym wiedział. Ze wszelkich raportów wynika, że tam gdzie pojawia się Rand al’Thor, wydarzenia idą za nim jak burza. Nie mógłby zapewne wpaść do morza, nie czyniąc plusku słyszalnego w każdym zakątku świata.
Myrelle uśmiechnęła się.
— To powinna być Zielona. Żadna z pozostałych nie nakłada zobowiązań na więcej niźli jednego Strażnika, a dwóch lub trzech Gaidinów może się przydać w Pustkowiu, dopóki Aielowie nie rozpoznają w nas Aes Sedai. Zawsze chciałam zobaczyć Aiela. — Podczas Wojen o Aiel była nowicjuszką i nie miała pozwolenia na opuszczanie Wieży. Oczywiście żadna z Aes Sedai nie brała udziału w walce, wyjąwszy Uzdrawianie. Trzy Przysięgi nie pozwalały im na to, dopóki samo Tar Valon albo wręcz Biała Wieża nie zostaną zaatakowane, a ta wojna nigdy nie przekroczyła rzeki.
— Ty nie — powiedziała Sheriam — ani żadna z pozostałych członkiń rady. Zgodziłaś się zasiadać w niej z nami, Myrelle, a to oznacza określone obowiązki, z których zdawałaś sobie sprawę, nie zaś wałęsanie się gdzieś, tylko dlatego że się nudzisz. Obawiam się, że zanim skończymy, czeka nas więcej emocji, niźli którakolwiek by sobie życzyła.
W innych okolicznościach byłaby wspaniałą Amyrlin; w tych była po prostu za silna, zbyt pewna siebie.
— Ale Zielone... Tak, przypuszczam, że tak. Dwie? — Spojrzenie jej zielonych oczu przemknęło po twarzach pozostałych. — Aby mieć pewność?
— Kiruna Nachiman? — Zaproponowała Anayia, Beonin zaś dodała: — Bera Harkin?
Pozostałe pokiwały głowami, wyjąwszy Myrelle, która z irytacją poprawiła szal na ramionach. Aes Sedai nie przeklinały, ale ona najwyraźniej była bliska tego.
Siuan po raz drugi odetchnęła z ulgą. Pewna była, że jej wnioskowanie jest prawidłowe. On zniknął, a gdyby znajdował się gdzieś między Grzbietem Świata a Oceanem Aryth, plotki już by krążyły. Ale gdziekolwiek jest, Moiraine jest z nim, trzymając rękę na obroży. Kiruna i Bera z pewnością zechcą zawieźć list do Moiraine, a nadto miały razem siedmiu Strażników, którzy chronić je będą przed możliwą śmiercią z rąk Aielów.
— Nie chcemy dłużej męczyć ciebie i Leane — ciągnęła dalej Sheriam. — Poproszę jedną z Żółtych sióstr, by się wami zaopiekowała. Być może będzie mogła wam pomóc uspokoić się w jakiś sposób. Każę też przygotować dla was pokoje, żebyście mogły odpocząć.
— Jeżeli masz być naszą mistrzynią siatki szpiegowskiej — dodała Myrelle troskliwie — musisz dbać o swoje siły.
— Nie jestem tak krucha, jak myślicie – protestowała Siuan. — Gdybym była, czy przejechałabym za wami blisko dwa tysiące mil? Wszystkie słabości, jakich przysporzyło mi ujarzmienie, zniknęły, wierzcie mi.
Prawda była taka, że oto znowu znalazła centrum władzy i nie miała zamiaru go opuścić, ale tego wszak nie mogła im powiedzieć prosto w oczy. Wszystkie te zatroskane spojrzenia skupione na niej i Leane. Cóż, być może nie Carlinyi, ale pozostałych.
„Światłości! Zamierzają doprowadzić do tego, by nowicjuszka śpiewała nam kołysankę!”
Rozległo się pukanie do drzwi i natychmiast w ślad za nim do środka wszedł Arinvar, Strażnik Sheriam. Cairhienianin, nie był wysoki, a nadto szczupły, jednak pomimo siwych włosów na skroniach twarz miał surową, poruszał się zaś niczym pantera podchodząca zdobycz.
— Dwudziestu jakichś dziwnych jeźdźców zbliża się od zachodu — oznajmił bez żadnych wstępów.
— Nie są to Białe Płaszcze, jak zakładam — powiedziała Carlinya — w przeciwnym razie zapewne byś nas o tym poinformował.
Sheriam spojrzała na nią znacząco. Niektóre siostry bywały drażliwe, gdy jakaś inna wtrącała się między nią a jej Gaidina.
— Nie możemy im pozwolić na to, by spokojnie odjechali, mogą donieść o naszej tu obecności. Czy można ich złapać, Arinvar? Wolałabym uniknąć zabijania.
— Obie rzeczy mogą okazać się trudne — odparł. — Machan powiada, że są uzbrojeni i wyglądają na weteranów. Warci po dziesięciokroć tyle, co młodsi żołnierze.
Morvrin wydała z siebie podenerwowany odgłos.
— Nie ma innego wyjścia. Wybacz mi, Sheriam. Arinvar, czy Gaidinowie mogliby podprowadzić najbardziej zręczne siostry na tyle blisko, by spętały ich Powietrzem?
Nieznacznie pokręcił głową.
— Machan powiada, że mogli nawet widzieć niektórych Strażników stojących na warcie. Z pewnością zauważą, jeśli spróbujemy przemycić jedną lub dwie z was w pobliże. Jednak wciąż nadjeżdżają.
Siuan i Leane nie były jedynymi, które wymieniły zaskoczone spojrzenia. Niewielu mężczyzn potrafiłoby dostrzec Strażnika, który nie chciał, by go zobaczono, nawet bez płaszcza Gaidina.
— A więc musicie zrobić to, co uznacie za najbardziej stosowne — oznajmiła Sheriam. — Schwytajcie ich, jeśli się to okaże możliwe. Ale żaden z nich nie może uciec.
Nim Arinvar dokończył swój ukłon, z dłonią na rękojeści miecza, obok niego pojawił się kolejny mężczyzna, ciemny, wielki niczym niedźwiedź, barczysty i wysoki, z włosami sięgającymi do ramion i krótką brodą wygoloną w taki sposób, że odsłaniała górną wargę. Przy jego postaci ten płynny sposób poruszania się Strażników wyglądał doprawdy dziwnie. Mrugnął do Myrelle, swojej Aes Sedai, a jednocześnie oznajmił ze swoim mocnym illiańskim akcentem:
— Większość jeźdźców zatrzymała się, jeden wszak przybył tutaj osobiście. Co prawda widziałem go tylko w przelocie, ale jest to Gareth Bryne, i upierałbym się przy tym, gdyby nawet moja matka staruszka twierdziła inaczej.
Siuan spojrzała na niego szeroko rozwartymi oczyma; nagle poczuła chłód przenikający dłonie i stopy. Uporczywe plotki głosiły, że Myrelle naprawdę poślubiła tego Nuhela oraz swoich pozostałych dwóch Strażników, łamiąc tym samym wszelkie obyczaje i prawa każdego kraju, który Siuan przychodził na myśl. To był taki rodzaj przypadkowej myśli, jaka nawiedza umysły ogłuszone niespodziewanym obrotem spraw, a w tej właśnie chwili czuła się tak, jakby maszt runął jej na głowę. Bryne, tutaj?