„To niemożliwe! To szaleństwo!” — Z pewnością ten człowiek nie mógł jechać za nimi taki kawał drogi po... — „O tak, mógł i zrobił to. Ten człowiek jest do czegoś takiego zdolny”.
Kiedy podróżowały, zapewniała samą siebie, że tylko zrozumiała ostrożność każe im zacierać za sobą ślady, że Elaida wie, iż nie zginęły, niezależnie od tego, co głosiły plotki, i że nie zaprzestanie ich ścigać, dopóki nie zostaną znalezione albo ona nie padnie. Siuan przez cały czas czuła zdenerwowanie, kiedy musiały pytać o drogę, jednak myśl, która atakowała ją niczym rekin, krzyczała, że to przecież nie Elaida znajdzie jakoś kowala w małej altarańskiej wiosce, lecz że ten kowal będzie niczym jaskrawo wymalowany znak dla Bryne’a.
„Mówiłaś sobie, że to głupoty, nieprawdaż? A oto i on”.
Dobrze pamiętała swoje spotkanie z nim, kiedy musiała nagiąć jego wolę w sprawie Murandy. Przypominało to wówczas zginanie żelaznej sztaby albo jakiejś potężnej sprężyny, która odskoczy, gdy choć na moment się popuści. Musiała przywołać wszystkie swoje siły, aby dać sobie z nim radę, musiała poniżyć go publicznie, aby być pewną, że będzie posłuszny tak długo, jak ona zechce. Nie mógł odwołać tego, co zgodził się czynić, klęcząc i błagając o łaskę na oczach pięćdziesięciu szlachetnie urodzonych. Z samą Morgase było już dosyć kłopotów, a Siuan nie miała ochoty, by Bryne służył za pretekst pozwalający sprzeciwić się jej zaleceniom. Dziwna myśl, wówczas ona i Elaida współpracowały ze sobą, wywierając nacisk na Morgase.
Musiała się wziąć w garść. Rozpraszała się niepotrzebnie, myśląc o wszystkim, tylko nie o tym, co trzeba.
„Skoncentruj się. Nie ma czasu na uleganie panice”.
— Musicie go odesłać. Lub zabić.
Wiedziała, że to błąd, zanim skończyła swą wypowiedź. Zbyt wyraźnie było w niej obecne naleganie. Nawet Strażnicy spojrzeli na nią, Aes Sedai zaś... Dotąd nigdy nie wiedziała, jak to jest, gdy straci się Moc, a te oczy zwrócą się na ciebie z pełną siłą swego wyrazu. Poczuła się naga, obnażona aż do samej duszy. Nawet wiedząc, że Aes Sedai nie potrafią przecież czytać myśli, wciąż miała ochotę wyznać od razu wszystko, zanim przedstawią listę jej kłamstw i zbrodni. Miała tylko nadzieję, że jej twarz nie przypomina oblicza Leane: poczerwieniałe policzki, oczy szeroko rozwarte.
— Dobrze wiecie, dlaczego on tu przyjechał — głos Sheriam był pełen chłodnej pewności. — Obie wiecie. I nie macie ochoty stanąć z nim twarzą w twarz. Do tego stopnia, że chciałybyście, byśmy go dla was zabiły.
— Żyje jeszcze kilku tylko naprawdę wielkich kapitanów. — Nuhel zaczął wyliczać na palcach. — Agelmar Jagad i Davram Bashere nie opuszczają Ugoru, jak przypuszczam, Pedron Niall zaś zapewne na nic się wam nie przyda. Gdyby Rodel Ituralde żył dotąd, można by spotkać go gdzieś na pozostałościach Arad Doman. — Uniósł w górę gruby kciuk. — A więc zostaje wam tylko Gareth Bryne.
— Sądzisz, że będziemy potrzebowały wielkiego kapitana? — zapytała cicho Sheriam.
Nuhel i Arinvar nie spojrzeli nawet na siebie, ale Siuan nie mogła się pozbyć wrażenia, że jednak wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
— Decyzja należy do ciebie, Sheriam — odparł równie cicho Arinvar — do ciebie i pozostałych sióstr, ale jeśli masz zamiar powrócić do Wieży, on przyda ci się z pewnością. Jeżeli zamierzacie pozostać tutaj, dopóki Elaida po was kogoś nie przyśle, wtedy będzie niepotrzebny.
Myrelle spojrzała na Nuhela pytająco, on zaś pokiwał głową.
— Wygląda na to, że miałaś rację, Siuan — gniewnie oznajmiła Anayia. — Nie udało nam się oszukać Gaidinów.
— Pytanie jednak brzmi, czy on zgodzi się nam służyć — powiedziała Carlinya, a Morvrin pokiwała głową, dodając: — Musimy przedstawić mu naszą sprawę w taki sposób, by zechciał służyć. W niczym nam nie pomoże, jeśli świat się dowie, że zabiłyśmy, czy też uwięziłyśmy tak znacznego człowieka.
— Tak — skończyła Beonin — i musimy mu zaproponować zapłatę, która mocno go z nami zwiąże.
Sheriam spojrzała na dwóch mężczyzn.
— Kiedy lord Bryne dotrze do wioski, nie mówcie mu nic, lecz przyprowadźcie prosto do nas. — Gdy tylko drzwi zamknęły się za Strażnikiem, jej wzrok stwardniał. Siuan nie miała kłopotów z przypomnieniem sobie; to samo zielone spojrzenie, które sprawiało, że nowicjuszkom drżały kolana, zanim nawet padło choćby jedno słowo. — Dobrze. Opowiecie nam dokładnie, dlaczego Gareth Bryne tu przyjechał.
Nie było wyboru. Jeżeli złapią ją na najdrobniejszym choćby kłamstwie, zaczną wątpić we wszystko. Siuan wciągnęła głęboko powietrze.
— Na noc poszukałyśmy schronienia w stodole położonej blisko Źródeł Kore, w Andorze. Bryne jest tamtejszym lordem i...
28
Schwytani
Strażnik w szarozielonym płaszczu podszedł do Garetha Bryne, gdy tylko zdążył wjechać na Podróżniku pomiędzy pierwsze kamienne budynki wioski. Bryne rozpoznałby w nim Strażnika już po dwóch krokach danych przez tamtego, nawet gdyby na ulicy nie dojrzał wpatrzonych w niego wszystkich tych twarzy Aes Sedai. Cóż, w imię Światłości, robi tyle Aes Sedai tuż przy granicy z Amadicią? Plotki słyszane w wioskach, które mijali, głosiły, że Ailron zamierza wysunąć roszczenia do tego brzegu rzeki, co oznaczało, iż w istocie stoją za tym Białe Płaszcze. Aes Sedai potrafiły się bronić, ale gdyby Niall wysłał cały legion przez Eldar, wiele z tych kobiet zginęłoby. Chociaż nie potrafił powiedzieć, od jak dawna pień ściętego drzewa poddawany był oddziaływaniom atmosferycznym, dwa miesiące temu w tym miejscu jeszcze rósł las. W cóż też Mara się wplątała? Pewien był, iż tutaj ją odnajdzie; ludzie w wioskach pamiętali trzy śliczne dziewczyny podróżujące razem, w szczególności, że jedna z nich pytała o drogę do miasteczka opuszczonego od czasu Wojny z Białymi Płaszczami.
Strażnik, potężny mężczyzna o kwadratowej twarzy, sądząc po brodzie Illianin, nagle pojawił się na ulicy przed gniadym wałachem Bryne’a i ukłonił się.
— Lord Bryne? Jestem Nuhel Dromand. Jeżeli pozwolisz, to oczekują cię te, z którymi zapewne chciałbyś mówić.
Bryne powoli zsiadł z konia, ściągnął rękawice i zatknął je za pas, jednocześnie przyglądając się mieścinie. Prosty kaftan w kolorze wolej skóry, który obecnie miał na sobie, znacznie lepiej spisywał się w podróży niźli ten szary jedwab towarzyszący jej początkom; tamten wyrzucił. Aes Sedai, Strażnicy i pozostali przyglądali mu się w milczeniu, ale nawet ci, którzy zapewne musieli być służącymi, nie wyglądali na zaskoczonych. A Dromand znał jego imię. Jego oblicze nie było nieznane, podejrzewał jednak, że tu chodzi o coś więcej. Jeżeli Mara była — jeżeli one wszystkie były agentkami Aes Sedai, w najmniejszej mierze nie anulowało to złożonej przez nie przysięgi.
— Prowadź, Nuhelu Gaidin. — Jeżeli nawet Nuhel zaskoczony był, że tak się do niego zwrócił, niczego po sobie nie dał poznać.
Gospoda, do której zaprowadził go Dromand — czy też budynek, który kiedyś pełnił funkcję gospody — wyglądała niczym kwatera główna armii przygotowującej kampanię, wszędzie wokół krzątanina i pośpiech. Oczywiście gdyby Aes Sedai kiedykolwiek dowodziły kampanią. Spostrzegł Serenlę, zanim ona zobaczyła jego, siedziała w kącie w towarzystwie wielkiego mężczyzny, którym zapewne był Dalyn. Kiedy go ujrzała, szczęka opadła jej niemal na stół, potem zamrugała, nie wierząc własnym oczom. Dalyn wyglądał, jakby spał z otwartymi oczyma, wbitymi w przestrzeń. Pozostałe Aes Sedai zdawały się go nie dostrzegać, kiedy za Dromandem wędrował wśród nich, ale Bryne gotów byłby postawić swój dwór i ziemię, że każda z nich widziała dziesięciokrotnie więcej niźli wszyscy razem wgapieni w niego służący. Powinien zawrócić i odjechać, kiedy tylko zrozumiał, kto zamieszkuje tę wioskę.