Beonin kiwnęła głową i przemówiła bardzo poważnym tonem:
— Służyłeś wiernie Morgase i Andorowi. Służ tak i nam, a na koniec na pewno nie czeka cię wygnanie. Nic, o co cię prosimy, nie będzie sprzeczne z twym poczuciem honoru. Nie poprosimy też o nic, co mogłoby zaszkodzić Andorowi.
Bryne skrzywił się. Był już w Grze, w porządku. Czasami myślał, że Aes Sedai musiały wynaleźć Daes Dae’mar; zdawały się zdolne grać w nią nawet przez sen. Bitwy były z pewnością bardziej krwawe, ale były też i bardziej uczciwe. Jeżeli mają zamiar traktować go jak marionetkę na sznurkach — a w taki czy inny sposób i tak do tego doprowadzą — nadszedł czas, by pokazać im, że nie jest pozbawioną mózgu kukiełką.
— W Białej Wieży nastąpił rozłam — powiedział obojętnym tonem. Oczy Aes Sedai rozszerzyły się, ale nie dał im szansy, by przemówiły. — Ajah podzieliły się. To jest jedyna możliwa przyczyna waszego pobytu tutaj. Z pewnością nie potrzebujecie jednego czy dwu dodatkowych mieczy — spojrzał na Dromanda i w odpowiedzi otrzymał skinienie głową — a więc jedyną służbą, jakiej ode mnie mogłybyście pragnąć, jest dowodzenie armią. Stworzenie jej, pierwej, chyba że są jeszcze inne obozy znacznie. liczniejsze niźli ten, który tutaj widziałem. A to znaczy z kolei, iż chcecie wystąpić przeciwko Elaidzie.
Sheriam wyglądała na zirytowaną, Anayia na zmartwioną, Carlinya zaś najwyraźniej przez cały czas próbowała dojść do głosu, on jednak ciągnął dalej. Niech słuchają, spodziewał się, że w nadchodzących miesiącach będzie jeszcze miał dość słuchania ich.
— Bardzo dobrze. Nigdy nie lubiłem Elaidy, nie potrafiłbym uwierzyć, że byłaby dobrą Amyrlin. A co ważniejsze, mogę stworzyć armię, która zdobędzie Tar Valon. Jak same doskonale wiecie, będzie to operacja długotrwała i krwawa.
— Ale oto moje warunki. — Słysząc to, wszystkie kobiety zesztywniały, nawet Siuan i Leane. Mężczyźni nie stawiali warunków Aes Sedai. — Po pierwsze, ja dowodzę. Wy mówicie mi, co mam zrobić, ale ja decyduję w jaki sposób. Wy rozkazujecie mi, a ja, nie wy, rozkazuję żołnierzom pozostającym pod moją komendą.
Kilka aż otworzyło usta, najpierw Carlinya i Beonin, on jednak kontynuował.
— Ja rekrutuję ludzi, ja ich awansuję i ja ich karzę. Nie wy. Po drugie, jeżeli powiem wam, że czegoś nie sposób dokonać, weźmiecie moje słowa pod rozwagę. Nie proszę, byście dzieliły się ze mną swoją władzą — niewielka szansa, by się na to zgodziły — ale nie mam zamiaru marnować ludzi tylko dlatego, że wy nie pojmujecie wojny. — To zapewne może się zdarzyć, ale jeśli będzie miał szczęście, to nie więcej niż raz. — Po trzecie, jeżeli już zaczniecie tę całą sprawę, nie porzucicie jej w połowie. Przyłączając się do was, wkładam głowę w pętlę, podobnie jak każdy mężczyzna, który pójdzie za mną, a jeśli wy zdecydujecie, powiedzmy za pół roku od tej chwili, że Elaida jako Amyrlin lepsza jest od wojny, zaciśniecie tę pętlę na naszych karkach, a przynajmniej na karkach tych, których będzie można złapać. Narody mogą trzymać się z dala od wojny domowej w Wieży, ale gdy nas porzucicie, nie pozwolą nam żyć. Elaida już tego dopilnuje. Jeżeli nie zgodzicie się na te warunki, doprawdy nie wyobrażam sobie, jak mógłbym wam służyć. Niezależnie od tego, czy zwiążecie mnie Mocą, aby obecny tutaj Dromand podciął mi gardło, czy też skończę oskarżony i powieszony, i tak czeka mnie śmierć.
Żadna z. Aes Sedai nie odezwała się. Przez dłuższą chwilę patrzyły na niego, dopóki swędzenie między łopatkami nie skłoniło go do zastanowienia się, czy Nuhel przypadkiem nie gotuje się do wbicia mu sztyletu w plecy. Potem Sheriam powstała, a pozostałe podeszły za nią do okna. Z miejsca gdzie stał, widział ich poruszające się usta, ale nic nie słyszał. Jeżeli chciały skryć swą naradę za barierą Jedynej Mocy, proszę bardzo. Nie był pewien, ile z tego, co zamierzał, może na nich wymusić. Wszystko, jeżeli zachowają zdrowy rozsądek, ale to Aes Sedai zdecydują, czy te przedziwne żądania są rozsądne. Cokolwiek postanowią, będzie musiał przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Zastawił na samego siebie doprawdy idealną pułapkę.
Leane spojrzała na niego i uśmiechnęła się w sposób, który mówił jednoznacznie, że nigdy nie dowie się, ile stracił; pomyślał, że to dopiero byłby świetny pościg, z nim prowadzonym za nos. Kobiety Domani nigdy nie obiecywały nawet połowy tego, co ci się wydawało, a dawały tylko tyle, ile chciały, zmieniając swe decyzje w mgnieniu oka.
Przynęta w tej pułapce popatrzyła nań oczyma zupełnie pozbawionymi wyrazu, potem przeszła przez izbę i stanęła tak blisko, że musiała zadrzeć głowę. Przemówiła cichym, przepełnionym wściekłością głosem:
— Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego jechałeś za nami? Dla stodoły?
— Dla przysięgi. — Dla pary błękitnych oczu. Siuan Sanche nie mogła być młodsza od niego o więcej niż dziesięć lat, ale naprawdę trudno mu było o tym pamiętać, gdy patrzył w twarz przynajmniej trzydzieści lat młodszą. Oczy jednak zostały te same, ciemnoniebieskie i twarde. — Dla przysięgi, którą mi dałaś i którą złamałaś. Powinienem za to podwoić czas twej służby.
Umknęła wzrokiem, potem zaplotła ramiona na piersiach i jęknęła.
— One już o to zadbały.
— Masz na myśli karę za krzywoprzysięstwo? Jeżeli od tego boli cię dolna część ciała to i tak się nie liczy, dopóki nie będzie to moje dzieło.
Chichot Dromanda był co najmniej zgorszony — tamten wciąż jeszcze nie potrafił przejść do porządku nad tym, co się stało z Siuan; Bryne nie był zresztą pewien, czy jemu również to się udało — jej twarz zaś pociemniała tak, jakby w każdej chwili mogła paść rażona apopleksją.
— Czas mojej kary już został podwojony, jeśli nie więcej, ty kupo zjełczałych rybich flaków! Ty i twoje odliczanie godzin! Żadna godzina nie będzie się liczyć, dopóki nie będziesz miał nas trzech w swoim dworze, nie, jeśli musiałabym być twoim... twoim... pieskiem gończym, cokolwiek miałoby to znaczyć... choćby przez dwadzieścia lat!
A więc to również zaplanowały, Sheriam wraz z pozostałymi. Rzucił okiem na stojące przy oknie. Zdawały się dzielić na dwie grupy; Sheriam, Anayia i Myrelle z jednej strony, Morvrin, Carlinya po drugiej, a Beonin najwyraźniej zajmowała stanowisko pośrednie. Gotowe były oddać mu Siuan, Leane i — Min? — jako rodzaj łapówki czy okupu, zanim jeszcze wszedł do środka. Były zdesperowane, co oznaczało, że znalazł się po słabszej stronie, ale być może dlatego też gotowe były mu dać wszystko, czego potrzebował, by istniał choć cień nadziei na zwycięstwo.
— Bawi cię to, nieprawdaż? — zapytała gwałtownie Siuan w tej samej chwili, gdy dostrzegła, gdzie patrzy. — Ty stary jastrzębiu. Żebyś sczezł, głupcze o karpim mózgu. Teraz, kiedy już wiesz, kim jestem, będziesz się rozkoszował moim widokiem, jak kłaniam się i czołgam przed tobą.
Na razie raczej nie robiła żadnej z tych rzeczy.
— Dlaczego? Ponieważ wtedy, w sprawie Murandy zmusiłam cię publicznie, byś się wycofał? Czy jesteś aż tak małym człowiekiem, Garecie Bryne?
Próbowała go zdenerwować; szybko zrozumiała, że powiedziała zbyt wiele i nie chciała dać mu czasu, aby się nad tym zastanowił. Być może przestała być Aes Sedai, ale skłonności do manipulowania innymi miała we krwi.
— Byłaś Zasiadającą na Tronie Amyrlin — odparł spokojnie — a nawet królowie całują pierścień Amyrlin. Nie mogę powiedzieć, by mi się podobał sposób, w jaki załatwiłaś tamtą sprawę, i może kiedyś porozmawiamy na osobności, czy rzeczywiście trzeba było to robić na oczach całego dworu, lecz powinnaś pamiętać, że ścigałem Marę Tomanes i prosiłem właśnie o nią. Nie o Siuan Sanche. Ponieważ ty wciąż pytasz dlaczego, niech mi wolno też będzie zadać pytanie. Dlaczego było wówczas tak ważne, bym pozwolił Murandianom napadać na nasze wsie pograniczne?