„Dotrzymani tej przysięgi! Naprawdę! Ale teraz nie mogą mnie trzymać z dala od Randa. Zrobiłam wszystko, czego Siuan chciała! Powinni pozwolić mi odejść!”
Jedynym problemem był fakt, że to Aes Sedai same decydowały, co muszą zrobić, zresztą również w imieniu innych ludzi.
Siuan niemalże zbiła ją z nóg, wpadając do wnętrza gospody z ponurym grymasem na twarzy i ze zrolowanym kocem oraz torbami podróżnymi pod pachą.
— Pilnuj Logaina — wysyczała cicho, nawet się nie zatrzymując. — Nie pozwól, by ktoś zaczął z nim rozmawiać.
Pomaszerowała do stóp schodów, gdzie siwowłosa kobieta, służąca, prowadziła Bryne’a na górę, i podążyła za nimi. Sądząc po spojrzeniu, jakie wbiła w jego plecy, powinien być szczęśliwy, że nie sięgnęła po nóż przy pasie.
Min uśmiechnęła się do wysokiego, szczupłego Strażnika, który poszedł za nią do drzwi. Stał w odległości jakichś dziesięciu stóp, ledwie na nią patrzył, ale nie miała żadnych złudzeń.
— Teraz jesteśmy gośćmi. Przyjaciółmi.
Nie odpowiedział uśmiechem.
„Przeklęty mężczyzna o kamiennej twarzy!”
Dlaczego oni w żaden sposób nie dadzą ci znać, o czym myślą?
Kiedy wróciła do stołu, Logain wciąż wpatrywał się w Aes Sedai. Dobry sobie wybrała Siuan moment na uciszanie go, właśnie teraz, gdy zaczął dawać oznaki życia. Musiała z tamtą porozmawiać.
— Logain — zaczęła cicho w nadziei, że żaden ze Strażników opartych o ściany nie słyszy. — Masz z nikim nie rozmawiać, dopóki Mara nie powie ci, co zaplanowała. Pamiętaj, z nikim.
— Mara? — Ponuro wyszczerzył zęby. — Masz na myśli Siuan Sanche? — A więc pamiętał to, co usłyszał w swym oszołomieniu. — Czy ktokolwiek tutaj sprawia wrażenie, jakby chciał odezwać się do mnie?
Zmarszczył brwi i powrócił do swej obserwacji otoczenia.
Nikt tutaj nie wyglądał, jakby chciał rozmawiać z poskromionym fałszywym Smokiem. Wyjąwszy dwu Strażników, reszta zdawała się w ogóle nie zwracać na nich uwagi. Gdyby nie wiedziała, że jest inaczej, pomyślałaby, iż Aes Sedai we wspólnej izbie gospody są podniecone. Przedtem też trudno by je określić mianem pogrążonych w letargu, ale teraz z pewnością zachowywały się bardziej energicznie, rozmawiały w niedużych grupkach, wydawały rozkazy Strażnikom. Papiery, na których skupiały dotychczas swą uwagę, leżały porzucone. Sheriam i pozostałe, które rozmawiały z Siuan, wróciły do pomieszczenia na zapleczu, ale przy stole Leane stały teraz dwie pisarki i notowały tak szybko, jak tylko potrafiły. Do gospody zaś płynął stały strumień Aes Sedai, znikały za tymi drzwiami z nierównych desek i żadna nie wracała. Cokolwiek tam się stało, Siuan z pewnością udało się je ożywić.
Min żałowała, że Siuan nie siedzi z nią przy stole albo że nie mogą sobie chociaż na pięć minut znaleźć jakiegoś odosobnionego miejsca. Bez wątpienia w tej chwili biła Bryne’a po głowie jego torbami podróżnymi. Nie, Siuan nie skończyłaby na tym, przynajmniej jej spojrzenia zapowiadały coś znacznie gorszego. Bryne nie był taki jak Logain, któremu udało się przytłoczyć Siuan na jakiś czas samymi swymi rozmiarami. Bryne był cichy, zatopiony w sobie, z pewnością nie był małym człowiekiem, ale trudno byłoby określić go jako przygniatającą osobowość. Nie chciałaby mieć wroga w człowieku, którego pamiętała ze Źródeł Kore, ale nie przypuszczała, że długo potrafi się przeciwstawiać Siuan. Mógł sobie myśleć, że ona zamierza pokornie służyć mu przez czas jakiś, ale Min nie miała najmniejszych wątpliwości, kto w końcu będzie robił to, na co ma ochotę. Musiała tylko porozmawiać z tą kobietą na jego temat.
Jakby sprowadzona myślami Min, Siuan zeszła ze schodów, głośno tupiąc, pod pachą trzymała węzełek bielizny. Zeszła, skradając się, to było może bliższe prawdy; gdyby miała ogon, zapewne biłaby nim po bokach. Zatrzymała się na krótką chwilę, spojrzała na Min i Logaina, potem pomaszerowała w kierunku drzwi wiodących do kuchni.
— Zostań tutaj — ostrzegła Min Logaina. — I proszę, nie mów nic do czasu aż... Siuan z tobą porozmawia.
Musiała na powrót przywyknąć do nazywania ludzi ich właściwymi imionami. Nawet na nią nie spojrzał.
Dogoniła Siuan w korytarzu tuż przy kuchni; przez szczeliny w rozeschniętych deskach drzwi dolatywało szczękanie naczyń i zgrzyt szorowanych garnków.
Oczy Siuan rozszerzyły się z przestrachu.
— Dlaczego go zostawiłaś? Czy jeszcze żyje?
— Będzie żył wiecznie, z tego co widzę. Siuan, nikt nie chce z nim rozmawiać. Ale ja muszę porozmawiać z tobą. -Siuan wepchnęła jej biały tobołek w ręce. Koszule. — Co to jest?
— Przeklęte pranie przeklętego Garetha Bryne — warknęła tamta. — Ponieważ ty również jesteś teraz jedną z jego służących, możesz je wyprać. Ja muszę porozmawiać z Logainem, zanim zrobią to inni.
Min złapała ją za ramię, kiedy próbowała przemknąć obok niej.
— Możesz mi poświęcić choć jedną minutę i posłuchać. Kiedy Bryne wszedł do środka, miałam widzenie. Aura, a także obraz.., byk zrywający róże wokół jego szyi i... Nic z tego nie ma sensu z wyjątkiem aury. Jej też do końca nie rozumiem, ale już bardziej niż resztę.
— A więc co zrozumiałaś?
— Jeżeli chcesz zostać przy życiu, trzymaj się lepiej blisko niego. — Pomimo upału Min zadrżała. Poza tym, jak dotąd, miała tylko jeszcze jedno widzenie, zawierające w sobie konsekwencje określonych wyborów, a oba z nich były potencjalnie śmiertelne. Czasami wystarczająco złe było już widzenie tego, co się z pewnością wydarzy; a jeśli zacznie na dodatek widzieć rzeczy, które mogą nastąpić... — To wszystko, co wiem. Jeżeli on zostanie blisko ciebie, będziesz żyła. Jeżeli znajdzie się zbyt daleko, przez zbyt długi czas, umrzesz. Oboje umrzecie. Nie wiem, dlaczego skojarzyłam tę jego aurę z tobą, jednak wydawałaś się być jej częścią.
Spojrzenie Siuan mogłoby oskrobać gruszkę ze skórki.
— Wkrótce będę żeglować pod pokładem pełnym węgorzy z zeszłego miesiąca.
— Nigdy bym nie przypuszczała, że on za nami pojedzie. Czy naprawdę zamierzają nas wydać w jego ręce?
— Och, nie, Min. On będzie teraz prowadził nasze armie ku zwycięstwu. A z mojego życia zrobi Szczelinę Zagłady! A więc uratuje mi życie, czy tak? Nie wiem, czy jest tego warte. — Wzięła głęboki oddech i wygładziła spódnice. — Kiedy już wypierzesz je i wyprasujesz, przynieś do mnie. Ja zaniosę jemu. Zanim położysz się dzisiaj spać, możesz wyczyścić jego buty. Przydzielono nam pokój... wielkości szafy... blisko jego izby, byśmy mogły w każdej chwili, gdy sobie tego zażyczy, wygładzić mu przeklęte poduszki!
Zanim Min zdążyła zaprotestować, Siuan już nie było.
Spoglądając na zbitą masę koszul, pewna była, że wie, kto będzie musiał się zajmować praniem Garetha Bryne, i że nie będzie to Siuan Sanche.
„Przeklęty Rand al’Thor”.
Zakochasz się w mężczyźnie, a kończy się na tym, że zostajesz praczką, cóż z tego, iż pranie należy do innego. Kiedy szła w stronę kuchni, aby poprosić o balię i gorącą wodę, burczała pod nosem nie gorzej od Siuan.
29
Wspomnienia z Saldaei
Kadere leżał w ciemności na łóżku, w samej koszuli, mnąc w dłoniach jedną ze swych wielkich chustek. Otwarte okna wozu wpuszczały światło księżyca i lekki tylko powiew wiatru. W Cairhien było przynajmniej chłodniej niż w Pustkowiu. Miał nadzieję, że któregoś dnia powróci do Saldaei, że jeszcze przespaceruje się po ogrodzie, w którym Teodora, jego siostra, uczyła go cyfr i stawiania liter. Za nią tęsknił równie mocno jak za Saldaeą, tęsknił za srogimi zimami, podczas których drzewa wybuchają od zamarzających w nich soków, a podróżować można jedynie w butach do chodzenia po śniegu albo na nartach. Na tych południowych ziemiach wiosna przypominała lato, a lato Szczelinę Zagłady. Cały spływał strumieniami potu.