Выбрать главу

Rand specjalnie się nimi nie przejmował, ale nie chciał zostawiać za sobą damane. Przynajmniej mógł dać im szansę ucieczki. Co prawda patrzyły na niego przerażone jak na dziką bestię z obnażonymi kłami, ale ostatecznie to nie one zdecydowały, że chcą być więźniarkami traktowanymi niewiele lepiej niż zwierzęta domowe. Przyłożył dłoń do obręczy tej, która stała najbliżej i poczuł wstrząs, od którego omal nie sparaliżowało mu ręki; Pustka dygotała krótką chwilę, a saidin zawrzał wściekle niczym tamta burza śnieżna tysiąckroć zwielokrotniona. Krótkie, jasne włosy damane zafalowały, kiedy zwinęła się konwulsyjnie pod wpływem jego dotyku, przeraźliwie przy tym krzycząc, zaś połączona z nią sul’dam pobladła nagle i głośno krzyknęła. Obie by upadły, gdyby nie więzy z Powietrza.

— Ty spróbuj — powiedział do Aviendhy, masując dłoń. — Kobieta na pewno może tego dotknąć bezpiecznie. Nie mam pojęcia, jak to rozpiąć. — To wyglądało jak jedna całość, jakimś sposobem połączona, zupełnie jak obroża ze smyczą. — Skoro dało się założyć, to powinno dać się zdjąć.

Te kilka chwil i tak nie pomoże w tym, co stało się z bramą. Czy to dzieło Asmodeana?

Aviendha potrząsnęła głową, ale zaczęła majstrować przy obręczy kobiety.

— Mocno trzyma — warknęła, kiedy damane, bladolica dziewczyna, szesnasto-, może siedemnastoletnia, usiłowała się jej wyrwać. O ile uwiązane na smyczy kobiety patrzyły na Randa jak na dzikie zwierzę, to w Aviendhę wpatrywały się jak w ucieleśniony koszmar.

— Ona jest marath’damane - wyłkała blada dziewczyna. — Niech pani uratuje Seri! Błagam! Niech pani uratuje Seri!

Druga damane, starsza, z matczynym wyrazem twarzy, zaczęła niepohamowanie szlochać. Aviendha spiorunowała Randa tym samym twardym wzrokiem co z jakiegoś powodu dziewczynę, mrucząc coś gniewnie pod nosem i jednocześnie zajmując się obręczą.

— To on, lady Morsa — powiedziała nagle sul’dam drugiej damane, miękko zaciągając, przez co Rand ledwie ją rozumiał. — Noszę tę bransoletę dostatecznie długo i potrafię orzec, że marath’damane nie zrobiła nic więcej prócz zablokowania Jini.

Morsa nie wyglądała na zdziwioną. Spojrzała na Randa i w jej oczach rozbłysło jakby światełko rozpoznania i przerażenia. Wyjaśnienie jej reakcji było tylko jedno.

— Byłaś w Falme — powiedział. Jeśli pójdzie pierwszy, to zostawi za sobą Aviendhę, na chwilę tylko, ale jednak zostawi.

— Byłam. — Arystokratka wyglądała na bliską omdlenia, ale jej powolny, bełkotliwy głos był chłodny i władczy. — Widziałam cię i to, co zrobiłeś.

— Zważ, że tutaj nie robię tego samego. Nie rób mi trudności, a zostawię cię w spokoju. — Nie mógł posłać Aviendhy przodem. Światłość tylko wiedziała, co znajdą za bramą. Gdyby emocje nie były tak odległe, krzywiłby się w ten sam sposób, w jaki ona krzywiła się do tej obręczy. Muszą przejść razem, gotowi stawić czoło wszystkiemu.

— Wiele spraw utrzymuje się w tajemnicy odnośnie tego, co stało się na ziemiach wielkiego Hawkwinga, lady Morsa — powiedziała kobieta o surowej twarzy. Jej ciemne oczy wwierciły się w Morsę jak przedtem w niego. — Chodzą plotki, że Wiecznie Zwycięska Armia poznała smak porażki.

— Czyżbyś doszukiwała się prawdy w plotkach, Jalindin? — spytała Morsa uszczypliwym tonem. — Wszak to Poszukujący, przede wszystkim, winien wiedzieć, kiedy zachować milczenie. Sama Cesarzowa zabroniła mówić o Corenne, dopóki sama doń nie wezwie. Jeśli ty... albo ja... będziemy tyle mówić o mieście, w którym wylądowała ekspedycja, wówczas zostaną nam odjęte języki. Być może sprawiłby ci przyjemność pobyt w Wieży Kruków, bez języka? Nawet Słuchacze Prawdy nie słuchaliby, jak wrzeszczysz, błagając o litość, w ogóle nie zwróciliby na ciebie uwagi.

Rand rozumiał nie więcej jak dwa słowa na trzy i to nawet nie z powodu tego dziwnego akcentu. Żałował, że nie ma czasu, by tego posłuchać. Corenne. Powrót. Tak właśnie Seanchanie w Falme nazywali swoje usiłowania przejęcia ziem położonych za Oceanem Aryth — tych ziem, na których on żył — które uważali za im należne z urodzenia. Reszta — Poszukujący, Słuchacze, Wieża Kruków — stanowiła zagadkę. Najwyraźniej jednak Powrót został odwołany, przynajmniej na razie. To było warte uwagi.

Brama zwęziła się. Może zaledwie o palec. Tylko jego blok sprawiał, że jeszcze była otwarta; już miała się zamknąć, jak tylko Aviendha wypuściła swój splot i nadal próbowała.

— Spiesz się — przykazał Aviendzie, a ona obdarzyła go takim spojrzeniem, że równie dobrze mogłaby cisnąć mu kamieniem między oczy.

— Staram się, Randzie al’Thor — powiedziała, nadal zmagając się z obręczą. Po policzkach Seri ciekły łzy; z jej gardła dobywał się nieustający, cichy lament, jakby kobieta Aiel zamierzała je poderżnąć. — Omal nie zabiłeś tamtych dwóch, a przy okazji być może siebie. Czułam, jak Moc wlewa się w nie gwałtownym potokiem, kiedy dotknąłeś drugiej obręczy. Zostaw więc to mnie, zrobię to, o ile potrafię. — Tłumiąc przekleństwo, spróbowała z boku.

Rand zastanawiał się, czy nie skłonić którejś z sul’dam do zdjęcia obręczy — zrobiłyby to; ktoś ostatecznie musiał wiedzieć, jak się je zdejmuje — ale widząc ich zacięte miny, zrozumiał, że musiałby je do tego zmusić. Raczej nie umiałby torturować kobiety, skoro nawet nie potrafił jej skazać na śmierć.

Raz jeszcze z westchnieniem zerknął na szarą pustkę wypełniającą bramę. Jej strumienie zdawały się wplecione w te, które sam utkał; nie mógł przeciąć jednego, nie przecinając drugiego. Przejście przez to mogło uruchomić jakąś pułapkę, a z kolei wycięcie szarości, mogło spowodować zatrzaśnięcie bramy, zanim zdążyliby przez nią przeskoczyć. Byłby to skok na oślep w Światłość wie co.

Morsa przysłuchiwała się uważnie wszystkim słowom, jakie padły między nim a Aviendhą, i teraz wpatrywała się z namysłem w dwie sul’dam, za to Jalindin ani na moment nie oderwała wzroku od twarzy arystokratki.

— Wiele spraw, których nie powinno się ukrywać przed Poszukującymi, utrzymuje się w tajemnicy, lady Morsa — rzekła kobieta o srogim obliczu. — Poszukujący muszą wiedzieć wszystko.

— Zapominasz się, Jalindin — warknęła Morsa, a jej dłoń w rękawiczce drgnęła nerwowo; gdyby nie miała rąk przywiązanych do boków, zapewne przerżnęłaby wodze. Mogła tylko przekrzywić głowę, by spojrzeć z góry na drugą kobietę. — Zostałaś do mnie przysłana, ponieważ Sarek patrzy wyżej niż mierzy, ma swoje plany odnośnie Serengady Dai i Tuela, nie wspominając już o tym, co Cesarzowa...

Jalindin przerwała jej brutalnie.

— To ty się zapominasz, lady Morsa, jeśli sądzisz, że jesteś dowodem przeciwko Poszukującym Prawdy. Ja sama kazałam przesłuchać córkę i syna Cesarzowej, oby Światłość ją błogosławiła, i z wdzięczności za wyznania, które od nich wyciągnęłam, ona łaskawie. zezwoliła mi spojrzeć na siebie. Sądzisz, że twój pośledni Dom stoi wyżej od dzieci Cesarzowej?

Morsa pozostała wyprostowana, nie miała zresztą większego wyboru, ale twarz jej zszarzała i nerwowo oblizywała wargi.