A Elayne nadal tylko na nią patrzyła, ledwie mrugając niebieskimi oczyma. Nynaeve ciągnęła więc dalej, nie odwracając wzroku; na tyle tylko było ją stać.
— Ona... ona mnie w jakiś sposób przerzuciła przez ramię. Wstałam i spoliczkowałam ją, a ona mnie zdzieliła pięścią tak, że aż upadłam. Stąd właśnie to oko. — Równie dobrze mogła dopowiedzieć całą resztę; Elayne i tak niebawem się dowie; lepiej, jeśli to wyjdzie od niej. Aczkolwiek wolałaby już, żeby wyrwano jej język. — Naturalnie nie miałam zamiaru pozwolić na takie traktowanie. Toteż jeszcze trochę się poturbowałyśmy.
Z jej strony tego turbowania niewiele było, tyle tylko, że nie chciała ustąpić. A najbardziej gorzka prawda była taka, że Cerandin przestała w końcu nią miotać i podstępnie podkładać nogi, bo zaczęło to wyglądać jak maltretowanie dziecka. Nynaeve miała tyleż samo szans co dziecko. Żeby chociaż nikt nie patrzył, to mogłaby przenieść Moc; z pewnością była dostatecznie rozzłoszczona. Wolałaby, żeby Cerandin obiła ją pięściami do krwi.
— Potem Latelle dała jej kij. Wiesz przecież, że ta kobieta chce się na mnie zemścić. — Z pewnością nie trzeba było dodawać, że Cerandin cały czas przytrzymywała jej głowę nad buforem wozu. Nikt jej tak nie potraktował od czasu, kiedy miała szesnaście lat i rzuciła dzbankiem pełnym wody w Neysę Ayellin.
— W każdym razie przerwał to Petra. — W samą porę zresztą. Ogromny mężczyzna wziął je obie za kark niczym kocięta. — Cerandin przeprosiła i to wszystko. — Petra zmusił Seanchankę, żeby przeprosiła, to prawda, ale zmusił do tego również Nynaeve, nie zwalniając delikatnego, ale twardego jak żelazo uścisku na jej karku, dopóki tego nie uczyniła. Uderzyła go najsilniej, jak potrafiła, prosto w żołądek, a on nawet nie mrugnął. Miała teraz wrażenie, że lada chwila dłoń też spuchnie. — Doprawdy nie ma co opowiadać. Latelle zapewne będzie chciała wszem i wobec rozgłaszać własną wersję tej historii. Tą kobietą trzeba było potrząsnąć. Nie zbiłam jej nawet w połowie tak mocno, jak powinnam.
Poczuła się lepiej, kiedy już opowiedziała całą prawdę, ale na twarzy Elayne malowało się zwątpienie, na widok którego miała ochotę zmienić temat.
— Co ty tam chowasz? — Wyciągnęła rękę i odgarnęła koc, odsłaniając srebrzystą a’dam, którą dostały od Cerandin. — Dlaczego, na Światłość, chcesz to oglądać? A jeśli tak, to czemu chowasz? To obrzydlistwo i ja nie umiem pojąć, jak możesz go dotykać, no, ale to twoja sprawa.
— Nie wymądrzaj się tak — odparła Elayne. Na jej twarzy powoli wykwitał uśmiech, rumieniec podniecenia. — Myślę, że umiałabym taką zrobić.
— Zrobić! — Nynaeve zniżyła głos, w nadziei, że nikt nie przybiegnie sprawdzić, która zabija którą, ale nie złagodziła jego tonu. — Światłości, po co? Lepiej już wykop dół kloaczny. Albo usyp stertę gnoju. Z nich przynajmniej będzie jakiś pożytek.
— Tak właściwie to nie chcę zrobić a’dam. — Elayne wyprostowała się, zadzierając podbródek w ten typowy dla niej, odpychający sposób. Wyglądała na urażoną i była lodowato spokojna. — Ale to jest ter’angreal i ja odgadłam, jak on działa. Przecież ty też uczestniczyłaś w co najmniej jednym wykładzie na temat łączenia. Adam łączy dwie kobiety; dlatego właśnie sul’dam musi być kobietą, która również potrafi przenosić — Skrzywiła się nieznacznie. — Ale to dziwne połączenie. Inne. Zamiast równego udziału dwóch lub większej liczby kobiet, gdzie jedna wszystkim tylko kieruje, w tym przypadku jedna przejmuje pełną kontrolę. Myślę, że właśnie dlatego damane nie może zrobić nic, czego nie chce sul’dam. Uważam, że ta smycz jest w ogóle niepotrzebna. Obręcz i bransoleta będą działały bez niej, dokładnie w taki sam sposób.
— Będą działały — powtórzyła oschle Nynaeve. — Bardzo dogłębnie zbadałaś całą sprawę, jak na kogoś, kto nie ma zamiaru zrobić a’dam. — Ta kobieta nawet nie raczyła się zaczerwienić. — Do czego miałabyś tę wiedzę spożytkować? Nie mogę rzec, bym się sprzeciwiła, gdybyś nałożyła taką obręcz na kark Elaidy, ale to wcale nie czyni tego mniej obrzyd...
— Czy ty nie rozumiesz? — przerwała jej Elayne, u której całe zdenerwowanie zniknęło w podnieceniu i ferworze. Pochyliła się do przodu, by położyć dłoń na kolanie Nynaeve, a oczy aż jej błyszczały, taka była z siebie zadowolona. — To jest ter’angreal, Nynaeve. I uważam, że umiem taki zrobić. — Każde słowo wymawiała powoli i zdecydowanie, po czym roześmiała się i dalej już szybko mówiła. — Gdybym rzeczywiście umiała taki zrobić, wówczas mogłabym zrobić również inne. Może nawet potrafię wykonać angreal i sa’angreal. Od tysięcy lat nikt tego w Wieży nie potrafił! — Wyprostowawszy się, zadrżała i położyła palec na ustach. — Naprawdę nigdy dotąd nie wpadłam na pomysł, by sama coś wykonać. Coś użytecznego. Pamiętam, jak kiedyś przypatrywałam się pewnemu rzemieślnikowi, człowiekowi, który robił krzesła dla Pałacu. Nie były pozłacane czy zdobnie rzeźbione... były przeznaczone do izb dla służby... ale widziałam dumę w jego oczach. Dumę z tego, co zrobił, dumę z umiejętnie wykonanego dzieła. Myślę, że chciałabym poczuć coś takiego. Och, gdybyśmy tylko wiedziały chociaż cząstkę tego, co wiedzą Przeklęci. Oni mają w głowach całą wiedzę o Wieku Legend, a wykorzystują ją, by służyć Cieniowi. Pomyśl, co mogłybyśmy z nią zrobić. Pomyśl, co mogłybyśmy zrobić. — Zrobiła głęboki wdech, opuszczając dłonie na podołek; jej entuzjazm przygasł jedynie nieznacznie. — Cóż, mniejsza o to, ale założę się, że mogłabym odgadnąć, jak zbudowano Biały Most. Budowle jak ze szklanego włókna, a mocniejsze od stali. A cuendillar i...
— Zwolnij — powiedziała jej Nynaeve. — Biały Most znajduje się pięćset, może sześćset mil stąd, i jeśli ci się wydaje, że możesz przenieść Moc do pieczęci, to jeszcze raz dobrze się zastanów. Kto wie, co mogłoby się stać? Jest w sakiewce, w piecyku, dopóki nie znajdziemy dla niej jakiegoś bezpieczniejszego miejsca.
Ten zapał Elayne był bardzo dziwny. Nynaeve sama z ochotą — i to jeszcze jaką — posiadłaby choć odrobinę wiedzy Przeklętych, ale kiedy chciała mieć krzesło, to płaciła cieśli. Nigdy nie chciała robić niczego sama, oprócz naparów i maści. Kiedy miała dwanaście lat, jej matka zaprzestała wszelkich starań zmierzających ku nauczeniu jej szycia, stało się bowiem oczywiste, że jej nie obchodzi, czy zrobiła prosty ścieg i nie dawało się jej zmusić, by ją to obchodziło. A co do gotowania... Tak naprawdę to uważała siebie za dobrą kucharkę, ale tu szło o to, że ona wiedziała, co jest ważne. Ważne było Uzdrawianie. Byle mężczyzna postawi most i jemu to należy zostawić, tak zwykła mawiać.
— Przez ciebie i tę twoją a’dam — ciągnęła — omal nie zapomniałam ci powiedzieć. Juilin wypatrzył na drugim brzegu Galada.
— Krew i krwawe popioły — mruknęła Elayne, a kiedy Nynaeve uniosła brwi, dodała bardzo zdecydowanie: — Nie będę wysłuchiwała wykładu na temat mojego języka, Nynaeve. Co zrobimy?
— Myślę, że możemy pozostać na tym brzegu rzeki; Białe Płaszcze wypatrzą nas wtedy i będą się zastanawiać, dlaczego porzuciłyśmy menażerię. Możemy też przejść przez most z nadzieją, że Prorok nie wywoła buntu, a Galad nas nie zadenuncjuje. Albo możemy kupić sobie łódkę i uciec w dół rzeki. Pomysł nie najciekawszy. No i Luca będzie żądał swoich stu marek. W złocie. — Usiłowała się nie krzywić, ale nadal ją to gryzło. — Obiecałaś mu je i przypuszczam, że to nie byłoby uczciwe, gdybyśmy się wymknęły, nie płacąc. — Zrobiłaby to w każdej chwili, gdyby było dokąd uciec.