Выбрать главу

Nogi ugięły się pod nią, jakby były ze słomy i zwaliła się na dywan. Pozostała jedynie tarcza; łomotała w nią na próżno, pełznąc jednocześnie za Moghedien, starając się uczepić rąbka sukni, łkając spazmatycznie.

— Błagam, Wielka Pani!

— One są z menażerią — powiedziała Moghedien do Chesmal. — Tyleście szukały, a musiałam znaleźć je sama. Odszukanie menażerii nie powinno być trudne.

— Będę wiernie służyła — wyłkała Liandrin. Strach pozbawił ją sił; nie umiała czołgać się dostatecznie szybko, żeby je dogonić. A one nawet się na nią nie obejrzały, gdy pełzała za nimi po dywanie. — Zwiąż mnie, Wielka Pani. Zrób, co tylko chcesz. Będę wiernym psem!

— Wiele menażerii podróżuje na północ — powiedziała Chesmal, głosem przepełnionym pragnieniem obniżenia rangi swej porażki. — Do Ghealdan, Wielka Pani.

— Wobec tego muszę udać się do Ghealdan — oznajmiła Moghedien. — Zdobądźcie szybkie konie, bo pojedziecie... — Przy tych słowach drzwi sypialni zamknęły się.

— Będę wiernym psem — szlochała Liandrin, skulona na dywanie. Uniósłszy głowę, zamrugała, by przez łzy zobaczyć, jak Temaile patrzy na nią, zacierając ręce, uśmiechnięta. — Mogłyśmy ją pokonać, Temaile. We trzy razem mogłyśmy...

— My trzy? — Temaile zaśmiała się. Ze zmrużonymi oczyma badała tarczę przytwierdzoną do Liandrin. — Równie dobrze mogłaś zostać ujarzmiona.

— Posłuchaj. Proszę. — Liandrin z trudem przełknęła ślinę, starając się, by jej głos zabrzmiał czyściej, ale kiedy znowu zaczęła mówić, nadal chrypiał, mimo iż jednocześnie płonął z przejęcia. — Rozmawiałyśmy o zamęcie, który na pewno wybuchł wśród Wybranych. Skoro Moghedien tak się ukrywa, to musi się ukrywać przed innymi Wybranymi. Jeśli ją pojmamy i oddamy im, to pomyśl o miejscach, jakie mogłybyśmy zająć. Mogłybyśmy zostać wyniesione ponad królów i królowe. Mogłybyśmy same zostać Wybranymi!

Na moment — jeden błogosławiony, cudowny moment — kobieta o dziecinnej twarzy zawahała się. Potem potrząsnęła głową.

— Nigdy nie znałaś umiaru. „Spłonie ten, kto sięga po słońce”. Nie, ja raczej nie spłonę, sięgając za wysoko. Myślę, że będę robiła to, co mi się każe i że zmiękczę cię dla Evona. — Nagle uśmiechnęła się, pokazując zęby, przez co nabrała jeszcze bardziej lisiego wyglądu. — Ależ on się zdziwi, kiedy podpełzniesz, by ucałować mu stopy.

Liandrin zaczęła przeraźliwie krzyczeć, mimo że Temaile jeszcze nie zaczęła.

35

Oderwana

Elayne szeroko ziewając, obserwowała Nynaeve ze swojego łóżka, głowę wsparła na łokciu, czarne pukle spływały jej na ramię. To upieranie się, że ta, która nie wyprawia się do Tel’aran’rhiod, powinna czuwać, było zgoła idiotyczne. Nie miała pojęcia, od jak dawna już Nynaeve przebywa w Świecie Snów, ale ona leżała tutaj od dobrych dwóch godzin, bez książki do czytania, bez niczego do szycia, w ogóle bez żadnego zajęcia oprócz wpatrywania się w drugą kobietę wyciągniętą na wąskim łóżku. W dalszych badaniach a’dam nie widziała żadnego pożytku; uznała, że już dowiedziała się o tym wszystkiego, czego mogła. Wypróbowała nawet lekkiego dotyku Uzdrawiania na śpiącej, być może zresztą wykorzystując cały swój zasób wiedzy o Uzdrawianiu. Obudzona Nynaeve nigdy by na to nie wyraziła zgody — nie miała wysokiego mniemania o zdolnościach Elayne w tym kierunku — a może w tym wypadku nawet by taką zgodę wyraziła — w każdym razie czarny siniec otaczający oko zniknął. Prawdę powiedziawszy, było to najbardziej skomplikowane Uzdrawianie, na jakie Elayne kiedykolwiek się poważyła i doprawdy wyczerpała tu wszystkie swe umiejętności. Nic do roboty. Gdyby miała odrobinę srebra, mogłaby spróbować zrobić a’dam; srebro było jedynym metalem, który się do tego nadawał, ale musiałaby przetapiać monety, by uzyskać jego dostateczną ilość. A tym Nynaeve byłaby jeszcze mniej zachwycona niźli znalezieniem drugiej a’dam. Gdyby chociaż zgodziła się, że można opowiedzieć o wszystkim Thomowi i Juilinowi, mogłaby przynajmniej zaprosić barda na pogawędkę.

Naprawdę cudownie się z nim rozmawiało. Był niczym ojciec, który przekazuje córce swoją wiedzę. Nigdy przedtem nie dotarło do niej, że Gra Domów tak szeroko rozpleniła się w Andorze, nawet jeśli, na szczęście, jej macki nie sięgały tak głęboko jak w innych krajach. Zdaniem Thoma uniknęły jej całkowicie tylko Ziemie Graniczne. Bliskość Ugoru, graniczącego z nimi od północy, i coraz częstsze napaści trolloków sprawiały, że nie mieli czasu na intrygi i knowania. Jej i Thomowi rozmawiało się cudownie, zwłaszcza teraz. kiedy nabrał pewności, że ona nie będzie próbowała wcisnąć mu się na kolana. Twarz jej płonęła na samo wspomnienie; rzeczywiście myślała o tym raz, może dwa razy, ale na szczęście tego nie zrobiła.

— „Nawet królowa może uderzyć się w palec, ale mądra kobieta patrzy pod nogi, jak idzie” — zacytowała cicho. Lini była mądrą kobietą. Elayne uważała, że tego szczególnego błędu już drugi raz nie. popełni. Wiedziała, że wiele ich popełniła, ale rzadko kiedy dwukrotnie ten sam. Któregoś dnia, być może, będzie ich popełniać dostatecznie mało, by stać się godną zastąpienia matki na tronie.

Usiadła nagle. Z zamkniętych oczu Nynaeve płynęły łzy, ściekały strumyczkami po jej twarzy; to, co Elayne brała za ciche pochrapywanie — Nynaeve czasem chrapała, wbrew temu, co twierdziła — okazało się cichutkim, jękliwym szlochem, dobywającym z głębi gardła. Nie powinno tak być. Gdyby odniosła ranę, pojawiłyby się jej oznaki, choć po przebudzeniu oczywiście nic by nie czuła.

„Może powinnam ją obudzić”.

Wahała się jednak, mimo że ręka sama wyciągała się w stronę przyjaciółki. Przebudzenie kogoś z Tel’aran’rhiod nie było wcale łatwe — potrząsanie, nawet lodowata woda na twarz nie zawsze wystarczały — i Nynaeve nie byłaby zachwycona, że się ją wyrywa ze snu szturchańcami po tych wszystkich siniakach, jakimi obdarowała ją Cerandin.

„Ciekawe, co tak naprawdę między nimi zaszło. Będę musiała wypytać Cerandin”.

Cokolwiek by się działo, Nynaeve powinna móc wyjść ze snu, kiedy tylko zapragnie. Chyba że... Egwene twierdziła, że Mądre mogły zatrzymać kogoś w Tel’aran’rhiod wbrew jego woli, ale jeśli nawet nauczyły ją tej sztuczki, to nie przekazała jej ani Elayne, ani Nynaeve. Jeśli ktoś więził teraz Nynaeve, robił jej krzywdę, to nie mogła to być ani Birgitte, ani Mądre. Cóż, Mądre mogły, jeśli przyłapały ją na wędrowaniu tam, gdzie nie powinna. Ale jeśli nie one, to pozostawała tylko...

Ujęła Nynaeve za ramiona, żeby nią potrząsnąć — jeśli to nie poskutkuje, to wówczas zamrozi wodę w dzbanie stojącym na stole albo uderzy ją w twarz — i Nynaeve nagle otworzyła oczy.

I natychmiast wybuchnęła głośnym płaczem; Elayne w życiu nie słyszała równie rozdzierającego szlochu.

— Zabiłam ją. Och Elayne, zabiłam ją swoją głupią pychą, myśląc, że mogłabym... — Słowa stłumił jej niepohamowany płacz.

— Kogo zabiłaś? — To nie mogła być Moghedien; śmierć tej kobiety z pewnością nie wywołałaby takiej rozpaczy. Już miała wziąć Nynaeve w ramiona, żeby ją pocieszyć, kiedy rozległo się łomotanie do drzwi.

— Odpraw ich — wymamrotała Nynaeve, zwijając się w drżący kłębek na samym środku łóżka.

Elayne z westchnieniem podeszła do drzwi i otworzyła je, ale nim zdążyła powiedzieć choć jedno słowo, z mroku nocy wcisnął się do wnętrza wozu Thom, w zmiętej koszuli wystającej mu ze spodni; trzymał w objęciach coś owiniętego w kaftan. Z zawiniątka wystawały bose stopy jakiejś kobiety.