Выбрать главу

— Myślisz, że to jest ważne? Zniosę to, że nie będzie mnie kochał. — Błyszczące oczy zdradzały, że kłamie. — On będzie mnie potrzebował, Elayne, a nie znajdzie mnie przy sobie. Odważa się na czyny, które nie są dla niego bezpieczne; zawsze muszę go ostrzegać. Co gorsza, będzie się błąkał, szukając mnie, nie wiedząc, czego szuka, nie wiedząc, dlaczego czuje się niepełny. My zawsze jesteśmy razem, Elayne. Dwie połowy jednej całości.

W jej oczach wezbrały łzy i zaczęły spływać po twarzy.

— Moghedien powiedziała, że sprawi, bym wiecznie płakała i ona... — Nagle jej rysy zniekształcił grymas; niskie urywane łkania brzmiały teraz tak, jakby wydzierano je z gardła.

Elayne wzięła wyższą od niej kobietę w ramiona, mrucząc słowa pociechy, choć wiedziała, że są bezużyteczne. Jak ona by się czuła, gdyby zabrano jej Randa? Ta myśl wystarczyła — przytuliła policzek do głowy Birgitte i zaczęła płakać pospołu z nią.

Nie była pewna, ile Birgitte potrzebuje czasu, żeby się wypłakać, ale ta w końcu odepchnęła ją i opadła na poduszki, ocierając policzki palcami.

— Nie robiłam tego od czasu, gdy byłam małym dzieckiem. Ani razu. — Obróciwszy głowę, spojrzała ze zmarszczonym czołem w stronę Nynaeve, nadal śpiącą na drugim łóżku. — Czy Moghedien mocno ją zraniła? Nie widziałam nikogo tak sponiewieranego od czasu, gdy Tourag pojmał Mareesh. — Elayne musiała wyglądać na zdezorientowaną, bo dodała: — W innym Wieku. Czy ona jest ranna?

— Nie mocno. Głównie na duchu. Dzięki tobie uciekła, ale dopiero... — Elayne nie umiała się zdobyć, żeby to powiedzieć. Za dużo tych zbyt świeżych ran. — Ona się obwinia. Uważa, że... to wszystko... to jej wina, bo poprosiła cię o pomoc.

— Gdyby mnie nie poprosiła, Moghedien uczyłaby ją teraz, co to znaczy błagać. Ona jest równie nieostrożna jak Gaidal. — Suchy głos Birgitte kontrastował z jeszcze nieobeschłymi od łez policzkami. — Nie wciągnęła mnie w to wszystko, trzymając za włosy. Jeśli bierze odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje, to w takim razie chce przejąć odpowiedzialność za moje czyny.

Mówiła to z wyraźnym gniewem.

— Jestem wolną kobietą, więc dokonuję wolnych wyborów. Ona nie decydowała za mnie.

— Muszę przyznać, że przyjmujesz to lepiej niż... ja bym przyjęła. — Nie mogła powiedzieć „lepiej niż Nynaeve”. Choć i w jednym, i w drugim przypadku było to prawdą.

— Zawsze powtarzam, jeśli już musisz wejść na szubienicę, to rzuć gawiedzi żart, katu monetę i skocz z uśmiechem na ustach. — Uśmiech Birgitte był ponury. — Moghedien zastawiła pułapkę, ale mój kark pozostał cały. Może jeszcze ją zadziwię, zanim będzie po wszystkim. — W miejsce uśmiechu pojawiło się zastanowienie, z którym przypatrywała się Elayne. — Ja... cię czuję. Myślę, że mogłabym zamknąć oczy i wskazać, gdzie jesteś na odległość mili.

Elayne wzięła bardzo głęboki wdech.

— Związałam cię więzią jako Strażnika — powiedziała pospiesznie. — Umierałaś, Uzdrawianie nie pomagało i... — Kobieta patrzyła na nią. Już nie marszczyła czoła, ale jej wzrok stał się niepokojąco ostry. — Nie było innego wyboru, Birgitte. Inaczej byś umarła.

— Strażnikiem — wolno powiedziała Birgitte. — Pamiętam, że kiedyś słyszałam opowieść o Strażniku, który był kobietą, ale to zdarzyło się w życiu, które minęło już tak dawno temu, że nic więcej nie pamiętam.

Kolejne słowa przyszły Elayne z wielkim trudem.

— Jest coś, co powinnaś wiedzieć. Dowiesz się tego, prędzej czy później, a ja postanowiłam nie ukrywać różnych spraw przed ludźmi, którzy mają prawo wiedzieć, chyba że zaistnieje taka konieczność. — Zaczerpnęła tchu. — Ja nie jestem Aes Sedai. Jestem tylko Przyjętą.

Przez długą chwilę złotowłosa kobieta wpatrywała się w nią, po czym powoli pokręciła głową.

— Przyjęta. Podczas Wojen z trollokami znałam Przyjętą która związała z sobą jednego jegomościa. Barashelle miała zostać następnego dnia poddana próbom przed wyniesieniem do pełnej Aes Sedai i była przekonana, że otrzyma szal, ale bała się, że tego mężczyznę zabierze inna kobieta, która miała być sprawdzana tego samego dnia. Podczas Wojen z trollokami Wieża z konieczności musiała wynosić kobiety tak szybko, jak się dało.

— I co się stało? — Elayne nie mogła się powstrzymać, by nie spytać. Barashelle? To imię zdawało się znajome.

Birgitte zaplotła palce na kocu okrywającym jej łono, poprawiła głowę na poduszce i uśmiechnęła się drwiąco.

— Chyba nie trzeba wyjaśniać. Nie pozwolono jej przystąpić do tych prób, kiedy wszystko się wydało. Konieczność nie przeważyła w obliczu takiego wykroczenia. Kazały jej przekazać więź z tym biedakiem innej, a ją, by nauczyć cierpliwości, umieściły w kuchniach wśród pomywaczek i dziewek, które obracają rożna. Słyszałam, że została tam przez trzy lata, a kiedy wreszcie dostała szal, Zasiadająca na Tronie Amyrlin osobiście wybrała jej Strażnika, obdarzonego pomarszczoną twarzą, upartego jak głaz mężczyznę o imieniu Anselan. Widziałam ich kilka lat później i nie umiałabym stwierdzić, które z nich wydawało rozkazy. I nie sądzę, by Barashelle sama była tego pewna.

— Nieprzyjemne — mruknęła Elayne. Trzy lata w... Zaraz. Barashelle i Anselan? To nie mogła być ta sama para; tamta opowieść nie mówiła nic o tym, że Barashelle była Aes Sedai. Ale ona czytała dwie wersje i słyszała, jak Thom opowiadał jeszcze inną i we wszystkich Barashelle odbywała tę samą długą, żmudną służbę, by zdobyć miłość Anselana. Dwa tysiące lat potrafiło sporo zmienić w danej opowieści.

— Nieprzyjemne — zgodziła się Birgitte i nagle jej oczy zrobiły się ogromne z przerażenia, tak bezbronne na tle bladej twarzy. — Przypuszczam, skoro chcesz, bym zachowała twój straszliwy sekret, że nie będziesz mnie tak poganiała, jak inne Aes Sedai poganiają swoich Strażników. Wtedy też cię nie wydam, ale za to ci ucieknę.

Z gniewnym błyskiem w oczach Elayne odrzekła:

— To brzmi zupełnie jak pogróżka. Nie najlepiej reaguję na pogróżki czy to z twoich, czy też innych ust. Jeśli sądzisz...

Leżąca złapała ją za rękę i przerwała jej skruszonym tonem; uścisk był tym razem znacznie silniejszy.

— Przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Gaidal twierdzi, że mam poczucie humoru jak kamień wrzucony do kółka shoja. — Chmura, która przemknęła jej przez twarz przy wzmiance o Gaidalu, zniknęła natychmiast. — Uratowałaś mi życie, Dziedziczko Tronu Andor. Zachowam twój sekret i będę ci służyła jako Strażnik. I będę twoją przyjaciółką, jeśli zechcesz.

— Będę dumna, że zostaniesz moją przyjaciółką. — Kółko shoja? Zapyta innym razem. Birgitte poczuła się lepiej, ale nadal potrzebowała wypoczynku, a nie pytań. — I Strażnikiem.

Zanosiło się, że naprawdę wybierze Zielone Ajah; pomijając inne rzeczy, to był jedyny sposób, w jaki mogła związać z sobą Randa. Wciąż wyraźnie pamiętała tamten sen i zamierzała przekonać Randa, by zaakceptował wynikające zeń konsekwencje, w taki czy inny sposób.

— Może mogłabyś spróbować... okiełznać nieco... swoje poczucie humoru?

— Postaram się. — Birgitte powiedziała to takim tonem, jakby obiecywała, że postara się podźwignąć górę. — Ale skoro mam być twoim Strażnikiem, nawet jeśli tylko w tajemnicy, to w takim razie nim będę. Oczy ci się same zamykają. Czas, żebyś poszła spać. — Zaskoczenie i oburzenie jednocześnie pojawiły się na twarzy Elayne. ale kobieta nie dała jej szansy, by mogła przemówić. — Na tym, między innymi, polega rola Strażnika, by mówił... bądź mówiła... swej Aes Sedai, że jego zdaniem ona się zbytnio forsuje. A także na udzielaniu przestróg, kiedy uważa, że ta lada chwila wejdzie do Szczeliny Zagłady. I podtrzymywaniu jej przy życiu, by mogła dokonać tego, co musi. Ja będę robiła to wszystko dla ciebie. Nie obawiaj o swoje plecy, kiedy ja jestem obok, Elayne.