Выбрать главу

Elayne spodziewała się, że Nynaeve jęknie głośno — to one musiałyby pokryć zakład, gdyby Birgitte przegrała, a Elayne nie sądziła, by Birgitte w pełni odzyskała siły, czego by nie twierdziła — jednak Nynaeve tylko zamknęła na chwilę oczy i zrobiła długi, głęboki wdech.

— Kobiety! — warknął Luca. Thom i Juilin wcale nie musieli robić takich min, jakby się z nim zgadzali. — Znakomicie pasujesz do lady Morelin i Nany, czy jak one się nazywają. — Zamaszyście zamiótł połami jedwabnej peleryny, wskazując otaczający ich rejwach czyniony przez ludzi i konie. — Być może to umknęło twym łaskawym oczom, Birgitte, ale ja muszę ruszać z przedstawieniem; moi rywale już drenują pieniądze z Samary niczym banda kieszonkowców.

Birgitte uśmiechnęła się, lekko wyginając usta.

— Boisz się, piękny panie? Możemy się umówić, że z twej strony będzie to srebrny grosz.

Na widok koloru, jaki wypełzł na twarz Luki, Elayne przestraszyła się, że zaraz dostanie apopleksji. Jego. kark nagle wydał się o wiele za duży jak na opasujący go kołnierz.

— Przyniosę mój łuk — niemalże wysyczał. — Możesz zarobić te swoje sto marek, paradując z pomalowaną twarzą albo przy czyszczeniu klatek, jeśli o mnie chodzi!

— Jesteś pewna, że dobrze się czujesz? — spytała Elayne Birgitte, kiedy Luca już odchodził, mamrocząc coś pod nosem. Jedynym słowem, jakie pochwyciła, było znowu: „Kobiety!” Nynaeve patrzyła na kobietę z warkoczem takim wzrokiem, jakby chciała, by ziemia się otworzyła i ją połknęła; ją, nie Birgitte. Wokół Thoma i Juilina z jakiegoś powodu zebrało się kilku furmanów.

— Ma zgrabne nogi — orzekła Birgitte — ale ja nigdy nie lubiłam wysokich mężczyzn. Dodaj urodziwą twarz, a będą zawsze nieznośni.

Petra przyłączył się do grupy mężczyzn, dwakroć bardziej od nich barczysty. Powiedział coś, po czym uścisnął ręce Thomowi. Bracia Chavana też tam byli. A także Latelle, z przejęciem rozprawiała o czymś z Thomem, jednocześnie rzucając ponure spojrzenia w stronę Nynaeve i towarzyszących jej dwóch kobiet. Zanim Luca wrócił z łukiem z nie naciągniętą cięciwą i kołczanem pełnym strzał, nikt już nie zajmował się przygotowaniami do drogi. Wozy, konie i klatki — nawet spętane konio-dziki — stały porzucone, wszyscy ludzie zgromadzili się wokół Thoma i łowcy złodziei. Poszli za Lucą, który oddalił się nieco od obozu.

— Uważają mnie za dobrego strzelca — powiedział, rzeźbiąc w pniu wysokiego dębu biały krzyż na wysokości swej piersi. Wróciło mu nieco zwykłej wesołości, a kiedy odchodził od drzewa na odległość pięćdziesięciu kroków, zaczął się chełpić. — Będę strzelał pierwszy, abyś się przekonała, z kim masz do czynienia.

Birgitte wyrwała strzałę z dłoni Luki i odeszła na kolejne pięćdziesiąt, odprowadzana jego wzrokiem. Obejrzała łuk, kręcąc głową, ale unieruchomiła go obutą w kamasz stopą i jednym gładkim ruchem napięła cięciwę, zanim Luca, Elayne i Nynaeve zdążyli do niej dojść. Wyciągnęła strzałę z kołczana, który Luca trzymał w dłoniach, przez chwilę ją badała, po czym odrzuciła na bok niczym śmieć. Luca skrzywił się i otworzył usta, ale Birgitte już odrzucała drugie drzewce. Następne trzy wylądowały na usłanej liśćmi ziemi, zanim wetknęła grot kolejnej w ziemię obok siebie. Z dwudziestu jeden strzał zatrzymała tylko cztery.

— Ona to zrobi — szepnęła Elayne, starając się, by jej głos zabrzmiał pewnie. Nynaeve przytaknęła niewyraźnie; gdyby musiały zapłacić sto złotych koron, to niebawem trzeba byłoby zacząć sprzedawać biżuterię, którą ofiarowała im Amathera. Listy kredytowe były zupełnie bezużyteczne, Elayne wyjaśniła Nynaeve; wykorzystanie ich równałoby się wskazaniu Elaidzie palcem miejsca, gdzie wcześniej przebywały, o ile nie tego, w którym się znajdowały w danym momencie.

„Gdybym się w porę odezwała, to bym temu zapobiegła. Jako mój Strażnik ona musi postępować tak, jak ja każę. Nie mam racji?”

Z dotychczasowych wydarzeń wynikało, że posłuszeństwo bynajmniej nie stanowiło elementu więzi. Czy Aes Sedai, które podglądała, zmuszały tych mężczyzn również do składania przysiąg? Teraz, jak o tym myślała, nabrała przekonania, że jedna z nich na pewno to uczyniła.

Birgitte nałożyła strzałę, podniosła łuk i zwolniła cięciwę, nie zatrzymując się nawet, by wycelować. Elayne skrzywiła się, ale stalowy grot utknął w samym środku białego krzyża. Drzewce jeszcze nie przestało drżeć, a już drugie otarło się o nie i wbiło tuż obok. Birgitte odczekała wtedy chwilę, ale tylko po to, by obie strzały znieruchomiały. Głośny jęk wyrwał się z gardeł gapiów, kiedy trzeci grot rozszczepił pierwszy, ale to było nic w porównaniu z absolutną ciszą, jaka zapadła, kiedy ostatnia strzała rozpołowiła drugą w ten sam sposób. Pierwsza — to mógł być przypadek. Dwie...

Luca wybałuszył oczy. Z szeroko rozdziawionymi ustami patrzył to na drzewo, to na Birgitte, znowu na drzewo, znowu na Birgitte. Podała mu łuk, a on tylko anemicznie pokręcił głową.

Nagle odrzucił swój kołczan, szeroko rozłożył ramiona i krzyknął z zachwytem.

— Nie noże! Strzały! Ze stu kroków!

Nynaeve zwisła bezwładnie na ramieniu Elayne, kiedy wyjaśnił, czego chce, ale nie wydała ani dźwięku protestu. Thom i Juilin zbierali pieniądze; większość oddawała monety z westchnieniem albo ze śmiechem, ale Juilin musiał wykręcić rękę Latelle, kiedy ta próbowała się wyślizgnąć, a także dorzucił kilka gniewnych słów, by wreszcie wcisnęła pieniądze do mieszka. A więc o to im wtedy chodziło. Musi stanowczo się z nimi rozmówić. Później.

— Nana, wcale nie będziesz musiała tego robić.

Nynaeve tylko wpatrywała się zdziczałym wzrokiem w Birgitte.

— Nasz zakład? — przypomniała Birgitte, kiedy Luca ochłonął. Skrzywił się, po czym sięgnął do swej sakiewki i cisnął w jej stronę monetę. Elayne dostrzegła błysk złota w słońcu, kiedy Birgitte przypatrywała się jej, po czym odrzuciła ją z powrotem.

— Zakład mówił o srebrnym groszu z twojej strony.

Oczy Luki rozszerzyły się ze zdumienia, ale w następnej chwili śmiał się już i wciskał złotą koronę w jej garść.

— Jesteś tyle warta, co do miedziaka. No i co, zgadzasz się? Toż na takie przedstawienie przyjdzie może nawet sama Królowa Ghealdan. Birgitte i jej strzały. Pomalujemy je na srebrno, łuk także!

Elayne rozpaczliwie pragnęła, by Birgitte na nią spojrzała. Zamiast zrobić to, co sugerował ten człowiek, równie dobrze mogłyby wywiesić szyld dla Moghedien.

Ale Birgitte tylko podrzucała monetę w ręku, uśmiechając się szeroko.

— Farba zniszczy ten już i tak lichy łuk — powiedziała w końcu. — I mów do mnie Maerion; nazywano mnie tak kiedyś. — Wsparła się na łuku, z jeszcze szerszym uśmiechem. — A czy ja też mogłabym dostać czerwoną suknię?

Elayne odetchnęła z wielką ulgą. Nynaeve zrobiła taką minę, jakby zaraz miała zwymiotować.

37

Przedstawienia w Samarze

Po raz chyba setny Nynaeve przesunęła między palcami jeden ze swych loków, żeby mu się przyjrzeć i westchnęła. Przez ściany wozu przenikał głośny pomruk rozmów i śmiech setek, o ile nie tysięcy osób, a także odległa, niemalże całkiem przygłuszona muzyka. Nie przeszkodziło jej, że paradę po ulicach Samary spędziła w wozie razem z Elayne — spojrzenia, które co jakiś czas rzucała za okna, przekonały ją, że za nic nie chciałaby się znaleźć wśród tych gęsto stłoczonych tłumów, wrzeszczących i przepychających się w stronę wozów — niemniej jednak za każdym razem, gdy zerkała na mosiężną czerwień swych włosów, stwierdzała, że zamiast je farbować, wolałaby już fikać koziołki z braćmi Chavana.