Выбрать главу

Dokładnie owinęła się prostym, ciemnoszarym szalem, bardzo dbając, by przy okazji nie patrzeć po sobie, po czym odwróciła się i wzdrygnęła na widok stojącej na progu Birgitte. Podczas parady Birgitte jechała w wozie Clarine i Petry; Clarine w międzyczasie przerabiała zapasową czerwoną suknię, którą wedle wskazówek Luki uszyła dla Nynaeve; Luca dał Clarine instrukcje, zanim Nynaeve w ogóle wyraziła zgodę. Birgitte miała ją teraz na sobie, zaś ufarbowany na czarno warkocz przerzuciła przez ramię, tak że zagnieździł się między piersiami, całkowicie niepomna głęboko wyciętego, kwadratowego dekoltu. Pod wpływem jej wyglądu Nynaeve naciągnęła ściślej swój szal; Birgitte nie mogłaby pokazać paznokcia więcej bladego łona i zachować najskromniejszych roszczeń do przyzwoitości. Już teraz takie roszczenie byłoby niewiele czym wsparte, doprawdy godne wyśmiania. Od patrzenia na nią żołądek Nynaeve zaciskał się na supeł, ale bynajmniej nie z powodu ubioru albo skóry.

— Skoro i tak będziesz nosić tę suknię, to po co się okrywać? — Birgitte weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. — Jesteś kobietą. Dlaczego nie być z tego dumną?

— Skoro uważasz, że nie powinnam — odparła z wahaniem Nynaeve i powoli zsunęła szal do łokci, ujawniając bliźniaczy strój. Miała wrażenie, że jest naga. — Ja tylko myślałam... ja myślałam... — Zacisnęła dłonie na jedwabnych spódnicach, by unieruchomić ręce, i utkwiła wzrok w drugiej kobiecie. Tak było łatwiej, nawet jeśli wiedziała, że jest ubrana dokładnie w to samo.

Birgitte skrzywiła się.

— A gdybym chciała, żebyś pogłębiła dekolt o dodatkowy cal?

Nynaeve otwarła usta, z twarzą, która zrobiła się tak szkarłatna jak jej suknia, ale przez chwilę nie padał z nich żaden dźwięk. A kiedy wreszcie padł, zabrzmiało to tak, jakby ją ktoś dusił.

— Nie ma ani cala, żeby go jeszcze pogłębić. Popatrz na swoją suknię. Nie ma nawet jednej dziesiątej!

Trzy szybkie kroki, którym towarzyszyło uniesienie brwi. i Birgitte pochyliła się nieznacznie, by umieścić twarz dokładnie na wysokości twarzy Nynaeve.

— A gdybym powiedziała, że chcę, byś się pozbyła tego cala? — warknęła, ukazując zęby. — A gdybym tak chciała, żebyś pomalowała sobie twarz, by Luca dostał swojego błazna? A gdybym całkiem cię obnażyła i pomalowała od stóp do głów? Stanowiłabyś wówczas znakomity cel. Wszyscy mężczyźni znajdujący się w promieniu pięćdziesięciu mil przychodziliby cię obejrzeć.

Usta Nynaeve drgnęły, ale tym razem nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Bardzo, pragnęła zamknąć oczy; może gdyby je potem otworzyła, nic z tego by się nie działo.

Birgitte, kręcąc z obrzydzeniem głową, usiadła na jednym z łóżek, wspierając łokieć na kolanie i przewiercając ją na wskroś spojrzeniem swych niebieskich oczu.

— To się musi skończyć. Kiedy patrzę na ciebie, ty się wzdrygasz. Biegasz wokół mnie na czworakach. Jak rozglądam się za zydlem, zaraz mi go przynosisz. Jak obliżę wargi, już wsadzasz puchar z winem w moje ręce, zanim zdążę pomyśleć, ż;. chce mi się pić. Myłabyś mi plecy i nakładała kamasze na stopy, gdybym ci pozwoliła. Nie jestem ani potworem, ani kaleką, ani dzieckiem, Nynaeve.

— Ja tylko próbuję nadrobić... — zaczęła bojaźliwie i podskoczyła, kiedy kobieta ryknęła.

— Nadrobić? Próbujesz mi odebrać!

— Nie. To nie tak, naprawdę. To ja jestem winna...

— Przyjmujesz odpowiedzialność za moje czyny — wtrąciła jej zapalczywie. Birgitte. — To ja postanowiłam przemówić do ciebie w Tel’aran’rhiod. Ja postanowiłam ci pomóc. Ja postanowiłam szukać Moghedien. I ja postanowiłam zabrać cię, żebyś ją zobaczyła. Ja! Nie ty, Nynaeve, ja! Nie byłam twoją kukiełką albo psem, i nie będę teraz.

Nynaeve z trudem przełknęła ślinę. i jeszcze mocniej zacisnęła dłonie na fałdach sukni. Nie miała prawa być zła na tę kobietę.. Zupełnie żadnego prawa. Za to Birgitte miała wszelkie prawo.

— Robiłaś to. o co prosiłam. To moja wina, że ty... że ty tu jesteś. To wszystko moja wina!

— Czy ja coś wspomniałam o winie? Niczyjej nie dostrzegam. Tylko mężczyźni i dzierlatki o przytępawym umyśle przyjmują na siebie winę, która nie istnieje, a ty do nich przecież nie należysz.

— To wszystko przez moją głupią pychę, która kazała mi myśleć, że mogę ją znowu przechytrzyć i przez moje tchórzostwo, które pozwoliło jej... które pozwoliło jej... Gdybym tak się nie bała, że aż nie mogłam nawet splunąć, to bym mogła coś w porę zrobić.

— Tchórzostwo?— Oczy Birgitte powiększyły się, wyraźnie pełne niedowierzania, a jej głos zabarwiła pogarda. — Ty? Myślałam, że masz więcej rozumu, by odróżniać strach od tchórzostwa, Mogłaś uciec z Tel’aran’rhiod, kiedy Moghedien cię puściła, ale ty zostałaś, by walczyć. To nie twoja wina, że nie byłaś w stanie.

Wciągnąwszy głęboki wdech, przez chwilę pocierała czoło, po czym z napięciem pochyliła się do przodu.

— Posłuchaj mnie uważnie, Nynaeve. Ja nie biorę na siebie winy za to, co zrobiono tobie. Widziałam, ale nie mogłam nawet drgnąć. Gdyby Moghedien zawiązała cię na supeł albo wydrążyła jak jabłko, nadal nie czułabym się winna. Zrobiłam, co mogłam, kiedy mogłam. I ty uczyniłaś to samo.

— To nie było to samo. — Nynaeve usiłowała wyzbyć się pasji w swoim głosie. — To była moja wina, że się tam znalazłaś. Moja wina, że jesteś tutaj. Gdybyś... — Urwała, by znowu przełknąć ślinę. — Gdybyś... chybiła... kiedy będziesz dziś do mnie strzelała, chcę, byś wiedziała, że to zrozumiem.

— Ja nie chybiam, gdy celuję — rzekła sucho Birgitte — a tam, gdzie będę celowała, ciebie nie będzie.

Zaczęła zdejmować z jednej z szafek różne przedmioty i układać je na małym stoliku. W połowie ukończone strzały, oskrobane drzewca, stalowe groty, słój z kamiennym klejem, cienki sznurek, szare gęsie pióra do upierzeń. Obiecała też, że zrobi sobie łuk, kiedy tylko będzie mogła. Łuk Luki nazwała „sękatą gałęzią odłamaną z poskręcanego drzewa przez ślepego idiotę w samym środku nocy”.

— Lubiłam cię, Nynaeve — powiedziała, kiedy już wszystko ułożyła. — Ciernie, kurzajki i w ogóle. Ale takiej cię nie lubię...

— Nie masz powodu, żeby mnie teraz lubić — wybąkała nieszczęśliwym głosem Nynaeve, ale Birgitte weszła jej w słowo, nawet nie podnosząc wzroku.

— ...i nie pozwolę, byś mi czegoś ujmowała, byś ujmowała wagi moim decyzjom, biorąc za nie odpowiedzialność. Niewiele miałam przyjaciółek, ale większość usposobieniem przypominała śniegowe widziadła.

— Bardzo bym chciała, żebyś znowu była moją przyjaciółką. — Czym, na Światłość, jest śniegowe widziadło? Czymś z innego Wieku, bez wątpienia. — Już nigdy nie będę ci niczego ujmować, Birgitte. Ja tylko...

Birgitte tylko podniosła głos, ale poza tym nie zwracała na nią żadnej uwagi. Wydawała się skupiona wyłącznie na grotach strzał.

— Chciałabym znowu cię lubić, nieważne czy ty to odwzajemnisz, czy nie, ale nie mogę, dopóki na powrót nie staniesz się sobą. Zdzierżyłabym cię jako mazgajowatą dziewoję o miałkliwym głosiku, gdybyś rzeczywiście nią była. Ja biorę ludzi takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi chciałabym, żeby byli. Albo ich ignoruję. Ale ty nie jesteś sobą i nie przyjmuję twoich wyjaśnień, dlaczego chcesz się w to bawić. Ot co Clarine opowiedziała mi o twoim starciu z Cerandin. Teraz wiem, co zrobić następnym razem, kiedy będziesz rościła sobie prawo do moich decyzji. — Energicznie machnęła jesionowym patykiem. — Jestem pewna, że Latelle z radością dostarczy mi rózgę.

Nynaeve zmusiła zaciśnięte szczęki, żeby się otworzyły i postarała się, by jej głos zabrzmiał jak najłagodniej.