Выбрать главу

Uno nie odpowiadał na pytania, w ogóle nie odezwał się ani słowem, ani w żaden inny sposób nie reagował na nią, tylko obdarzał ją straszliwymi minami, dopóki nie wyszli wreszcie z ludzkiej ciżby na ubity trakt.

— Ja, psiakrew, staram się — warknął wtedy — zabrać cię tam, gdzie, cholera, będziemy mogli pogadać tak, by nie rozdarł cię na przeklęte kawałki ten cholerny motłoch, który będzie się starał ucałować rąbek twojej cholernej sukni, kiedy się dowie, że znasz przeklętego Lorda Smoka. — W odległości trzydziestu kroków od nich nie było nikogo, ale on nadal się rozglądał dookoła, czy nikt ich nie może usłyszeć. — Krew i krwawe popioły, kobieto! Nie wiesz, jakie są te cholerne kozie łby? Jedna połowa uważa, że co wieczór Stwórca do nich przemawia przy cholernej kolacji, druga połowa zaś to tacy, którzy sami się uważają za przeklętego Stwórcę!

— Będę wdzięczna, jeśli powściągniesz swój język, panie Uno. I będę także wdzięczna, jeśli zwolnisz. Nie bierzemy udziału w wyścigu. Dokąd się wybierasz i dlaczego ja miałabym dać w twoim towarzystwie jeszcze jeden krok?

Przewrócił okiem, uśmiechając się cierpko.

— O tak, pamiętam cię. To ta z chol... ta wygadana. Ragan uważał, że ty z odległości dziesięciu kroków potrafiłabyś obedrzeć ze skóry przek... byka swoim językiem. Chaena i Nangu uważali, że z pięćdziesięciu. — Przynajmniej dawał teraz mniejsze kroki.

Nynaeve zatrzymała się jak wryta.

— Dokąd i po co?

— Do miasta. — Nie zatrzymał się. Dalej maszerował przed siebie, machając ręką, że ma iść za nim. — Nie wiem, co ty tu, chol... robisz, ale pamiętam, żeś była związana z tą niebieską kobietą.

Warcząc bezgłośnie, podkasała spódnice i znowu za nim pośpieszyła; tylko w taki sposób mogła go słyszeć. On zaś ciągnął dalej, jakby cały czas szła obok niego.

— To nie jest chol... to nie jest miejsce dla ciebie. Jak mi się zdaje, mogę wyskrobać dość przek... aach!.. dość monet, abyś mogła wyprawić się do Łzy. Chodzą pogłoski, że tam właśnie jest Lord Smok.

Znowu czujnie rozejrzał się dookoła.

— Chyba że wolisz udać się na wyspę. — Zapewne miał na myśli Tar Valon. — O niej też krążą przek... dziwne pogłoski. Pokój, jeśli tak nie jest! — Pochodził z kraju, w którym nie znano pokoju od trzech tysięcy lat; Shienaranie używali tego słowa zarówno jako talizmanu, jak i przekleństwa. — Powiadają, że dawna Amyrlin została obalona. Może nawet stracona. Niektórzy powiadają, że one się biły i pogrzebały całe... — Urwał, biorąc głęboki wdech i straszliwie się krzywiąc — ...całe miasto.

Szła obok i przypatrywała mu się ze zdumieniem. Nie widziała go od blisko roku, nigdy nie zamieniła z nim więcej jak dwa słowa, a tymczasem on... Dlaczego mężczyznom zawsze się wydaje, że kobieta potrzebuje mężczyzny, który się nią zaopiekuje? Mężczyźni nie potrafią zawiązać tasiemek przy koszuli bez pomocy kobiety!

— Dziękuję ci, całkiem nieźle dajemy sobie radę. Chyba, że wiesz może o jakimś kupcu rzecznym, który zamierza zawitać tutaj ze swym statkiem po drodze w dół rzeki.

— My? To ta niebieska kobieta jest z tobą? A może ta brązowa? — Musiało chodzić o Moiraine i Verin. To mu należało oddać, był niezmiernie ostrożny.

— Nie. Pamiętasz Elayne? — Przytaknął bez namysłu, a ją wówczas ogarnął niecny impuls; tego człowieka nic nie zdawało się zadziwiać i najwyraźniej uwierzył, że przejmie jej pomyślność w swoje ręce. — Właśnie ją widziałeś. Powiedziałeś, że ona ma... — postarała się, by to zabrzmiało równie grubiańsko — ...twarz jak przeklęta królowa.

Potknął się, ku jej sporemu zadowoleniu, i rozejrzał dookoła tak zapalczywie, że nawet dwa mijające ich Białe Płaszcze objechały go z daleka, aczkolwiek starały się udawać, że on z tym oczywiście nie ma nic wspólnego.

— Ona? — warknął z niedowierzaniem. — Ale jej cholerne włosy były czarne jak u kruka... — Spojrzał na jej włosy i w następnej chwili kroczył traktem dla wozów, mrucząc na poły do siebie. — Ta przeklęta kobieta jest córką królowej. Cholernej królowej! A w taki sposób odsłania cholerne nogi.

Nynaeve przytaknęła, dając do zrozumienia, że się zgadza. Dopóki nie dodał:

— Wy przeklęci południowcy jesteście tacy cholernie dziwni! Ani trochę przeklętej przyzwoitości! — Jakby miał prawo do takiego gadania. Shienaranie może nawet ubierali się odpowiednio, ale ona nadal się czerwieniła na wspomnienie, że kobiety i mężczyźni w Shienarze często kąpią się razem i nie myślą o tym inaczej jak o wspólnym spożywaniu posiłków.

— Czy twoja matka nigdy nie nauczyła cię wyrażać się przyzwoicie, człowieku?

Uno skulił ramiona, a jego prawdziwe oko łypnęło na nią niemalże równie mrocznie jak to namalowane. W Fal Dara on i wszyscy pozostali traktowali ją jak szlachetnie urodzoną, względnie prawie taką. Oczywiście trudno uchodzić za damę w tej sukni i z włosami w odcieniu, którego natura nigdy jej nie dała. Poprawiła szal, żeby lepiej ją okrywał i skrzyżowała ręce, żeby go przytrzymać na miejscu. Szara wełna była straszliwie niewygodna w tym upale, a ona pociła się niemiłosiernie; co prawda nigdy nie słyszała o kimś, kto umarł od nadmiaru wydzielonego potu, ale uważała, że ona właśnie może być pierwsza.

— A co ty właściwie tu robisz, Uno?

Rozejrzał się dookoła, zanim odpowiedział. Nie żeby musiał; na trakcie panował niewielki ruch — sporadyczne wozy zaprzężone w woły, jacyś ludzie w farmerskich ubraniach albo jeszcze prostszych, tu i ówdzie jakiś jeździec na koniu — i nikt nie zdawał się mieć ochoty podejść do niego bliżej niż musiał. Wyglądał na człowieka, który mógłby poderżnąć komuś gardło dla kaprysu.

— Niebieska kobieta podała nam jedno imię w Jehannah i powiedziała, że mamy tam czekać, dopóki nie przyśle instrukcji, ale ta kobieta w Jehannah nie żyła i już ją pochowano, kiedyśmy tam dotarli. Staruszka. Umarła we śnie i nikt z jej krewnych nigdy nie słyszał imienia niebieskiej kobiety. Potem Masema zaczął gadać z ludźmi i... Cóż, nie było sensu zostawać tam i czekać na rozkazy, których nigdy nie poznamy, nawet jeśli nadejdą. Trzymamy się blisko Masemy, bo on wsuwa nam do kieszeni dość, by dało się wyżyć, aczkolwiek nikt prócz Bartu i Nengara nie słucha jego bredzenia.

Przyprószony siwizną czub zachybotał, kiedy z irytacją potrząsnął głową.

Nagle do Nynaeve dotarło, że w tym wszystkim nie było ani jednego sprośnego słowa. Jakby połknął język.

— Może byś tak przeklinał tylko od czasu do czasu? — Westchnęła. — Może raz na jedno zdanie?

Mężczyzna uśmiechnął się do niej z taką wdzięcznością, że z rozdrażnienia miała ochotę wyrzucić ręce ku niebu.

— Jak to jest, że Masema ma pieniądze, a wy pozostali nie macie? — Pamiętała Masemę: ciemnego, zgorzkniałego mężczyznę, który nie lubił nikogo i niczego.

— No jakże, to on jest tym przeklętym Prorokiem, którego wszyscy przyjeżdżają słuchać. Chciałabyś go spotkać? — Sprawiał wrażenie, że liczy swoje zdania. Nynaeve westchnęła; ten człowiek zamierzał traktować ją dosłownie. — On mógłby dla was znaleźć przeklęty statek, jeśli chcesz. W Ghealdan Prorok zazwyczaj dostaje to, czego chce Prorok. Nie, ten przeklęty zawsze to w końcu dostaje, w taki czy inny sposób. Ten człowiek był dobrym żołnierzem, a kto by pomyślał, że wyjdzie zeń coś takiego? — Z niesmakiem objął wzrokiem wszystkie nędzne wioski i ludzi, nawet menażerie i leżące w oddali miasto.

Nynaeve zawahała się. Ten Prorok, który wzbudzał taki lęk, wzniecał zamieszki i bunty, to Masema? Ale przecież on nauczał o przyjściu Smoka Odrodzonego. Doszli prawie do bram miasta, a zbliżała się już pora, kiedy będzie musiała stanąć pod ścianą i stać się tarczą Birgitte. Luca był bardziej niż rozczarowany, gdy ta kobieta uparła się, żeby ją nazywać Maerion. Gdyby tak Masema znalazł jakoś statek, który płynie w dół rzeki... Może dzisiaj. Z drugiej jednak strony tam wybuchły zamieszki. Jeśli plotka rozdymała je po dziesięciokroć, to tylko setki umierały w miasteczkach i miastach położonych dalej na północ. Tylko setki.