Выбрать главу

Przez pięć dni przebywały na pokładzie „Rzecznego Węża”, pięć dni płynęły po falach łagodnie wijącej się Eldar pod piekącym za dnia słońcem, wśród nie przynoszących większej ulgi nocy. W owym czasie pewne rzeczy zmieniły się na lepsze, jednak początek podróży nie wróżył dobrze.

Pierwszym problemem, który domagał się rozwiązania, była położona na rufie kajuta Neresa, jedyne schronienie z wyjątkiem pokładu, jakie statek oferował. Nie chodziło o to, że Neres nie chciał im jej udostępnić. Uczynił to w takim pośpiechu — spodnie, kaftany i koszule przerzucił naprędce przez ramię, inne rzeczy wystawały z wielkiego worka, który ściskał pod pachą, w jednej dłoni zaś trzymał miseczkę do golenia, a w drugiej brzytwę — że Nynaeve nie mogła się powstrzymać, by nie przeszyć wzrokiem Thoma, Juilina i Uno. Jedną rzeczą jest skorzystać z ich pomocy, kiedy się samej tego chce, zupełnie inną, gdy za jej plecami sami się z nią narzucają. Ich twarze nie mogłyby chyba już przybrać bardziej szczerego wyrazu, w oczach lśniła iście dziecięca niewinność. Elayne przywołała jedno z powiedzeń Lini: „W otwartym worku nic się nie ukryje, za otwartymi drzwiami niewiele, ale mężczyzna o otwartym obliczu z całą pewnością coś skrywa”.

Niezależnie jednak od tego, jakich problemów mogli jeszcze nastręczyć mężczyźni, kwestią kajuty należało zająć. się najpierw. Jej wnętrze cuchnęło pleśnią i zastarzałym brudem, nawet po tym, jak już otwarła na oścież maleńkie okienka, wpuszczając odrobinę światła i powietrza do ciasnej ciemnicy. „Ciasna ciemnica” to było właściwe określenie. Kabina była maleńka, mniejsza niźli wnętrze powozu, większość ograniczonej przestrzeni zajmował masywny stół, krzesło z wysokim oparciem, oba przymocowane na stałe do podłogi, oraz drabina wiodąca na pokład. Wolną przestrzeń pomieszczenia dodatkowo ograniczała umywalnia wbudowana w ścianę z lepiącymi się od brudu dzbanem i miską, nad którą wisiało wąskie zakurzone lustro; umeblowania dopełniało kilka pustych półek i kołki, na których można było zawiesić rzeczy. Belki sufitu, nawet mimo niewysokiego przecież wzrostu kobiet, zdawały się muskać im włosy na czubku głowy. I było tylko jedno łóżko, szersze od tych, na których zdarzało im się sypiać, jednak wciąż za wąskie dla dwóch osób. Biorąc pod uwagę rozmiary Neresa, równie dobrze mógłby po prostu zamieszkać w szkatułce. Ten człowiek z pewnością nie zamierzał zrezygnować choćby z cala przestrzeni, na której mógłby upchnąć towar.

— Przypłynął do Samary nocą — wymruczała Elayne. Zrzuciła z ramion swoje tobołki i wsparłszy dłonie na biodrach, rozejrzała się dookoła z niesmakiem. — I nocą chciał też odpłynąć. Słyszałam, że ma zamiar żeglować przez całą noc niezależnie od tego, czego... te dziewki będą chciały. Najwyraźniej nie jest szczególnie zadowolony, że musi wyruszać za dnia.

Nynaeve pomyślała o łokciach, o zimnych stopach Elayne i poważnie zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby spać na górze wraz z uciekinierami.

— Ten człowiek to przemytnik, Nynaeve.

— Z takim statkiem? — Nynaeve zrzuciła z siebie własne tobołki, torbę z ziołami położyła na stole, po czym usiadła na krawędzi łóżka. Nie, nie będzie spała na pokładzie. Kabinę można przecież wywietrzyć, a jeśli nawet łóżko jest za ciasne, to przecież ma przynajmniej gruby materac z gęsiego puchu. Statek naprawdę kołysał niepokojąco, dobrze więc zapewnić sobie wszystkie wygody, jakie tylko są dostępne. Elayne nigdy jej stąd nie wypędzi. — To jest beczka, nie statek. Będziemy miały szczęście, jeśli uda nam się dotrzeć do Boanndy za dwa tygodnie. Światłość jedna wie, kiedy będziemy w Salidarze.

Żadna z nich tak naprawdę nie wiedziała, jak daleko jest do Salidaru, a nie nadszedł jeszcze czas, by poruszyć tę kwestię w rozmowie z kapitanem Neresem.

— Wszystko pasuje. Nawet nazwa. „Rzeczny Wąż”. Jakiż uczciwy kupiec nazwałby tak swój statek?

— Cóż z tego, nawet jeśli jest przemytnikiem? Nie pierwszy to raz będziemy korzystały z usług kogoś takiego.

Elayne uniosła do góry ręce z rozdrażnieniem. Zawsze uważała, że koniecznie należy przestrzegać prawa, niezależnie od tego, jak głupie by nie było. Więcej łączyło ją z Galadem, niźli gotowa była przyznać. A więc ten Neres nazwał je dziewkami, czy tak?

Drugą trudność stanowiło znalezienie miejsca dla mężczyzn. „Rzeczny Wąż” nie należał do największych statków, nawet jeśli był stosunkowo szeroki, a w sumie na jego pokładzie przebywała obecnie ponad setka ludzi. Pewną część przestrzeni należało pozostawić wolną, by załoga mogła w miarę swobodnie manipulować przy żaglach i olinowaniu, dla pasażerów nie pozostawało więc jej wiele. Uciekinierzy wprawdzie trzymali się tak daleko od Shienaran, jak to tylko było możliwe, wyglądało, jakby już naprawdę dość mieli towarzystwa uzbrojonych mężczyzn. Jednak miejsca ledwie starczało, by usiąść, co dopiero mówić o położeniu się.

Nynaeve prosto z mostu poinformowała o tym Neresa:

— Tym ludziom potrzeba więcej miejsca. Szczególnie kobietom i dzieciom. Ponieważ nie ma na statku więcej kabin, będziesz musiał otworzyć ładownię.

Twarz Neresa pociemniała. Patrząc prosto przed siebie, ja-kiś krok w lewo od Nynaeve, jęknął:

— Moje ładownie pełne są wartościowych towarów. Bardzo wartościowych.

— Zastanawiam się, czy się gdzieś tutaj znajduje posterunek celny? — jakby w roztargnieniu powiedziała Elayne, przypatrując się porośniętym drzewami brzegom. Rzeka miała tutaj nie więcej jak kilkaset kroków szerokości, a jej wody lizały wyschnięte czarne błoto i obnażoną żółtą glinę. — Po jednej stronie Ghealdan, po drugiej Amadicia. Może się to komuś wydać dziwne, że masz ładownie pełne dóbr z południa i na południe także płyniesz. Oczywiście zapewne posiadasz wszystkie dokumenty stwierdzające, że opłaciłeś należne cło. Możesz też bez wątpienia wyjaśnić każdemu, kto zapyta, że nie wyładowałeś towarów w Samarze ze względu na panujące w niej niepokoje. Słyszałam, że ci urzędnicy są bardzo wyrozumiali, naprawdę.

Kąciki jego szerokich ust opadły, wciąż nie potrafił zmusić się, by spojrzeć im prosto w twarz.

Dlatego też dobrze widział, jak Thom machnął pustymi dłońmi i nagle rozbłysły w nich noże, którymi obrócił w palcach, po czym sprawił, że jeden ponownie zniknął.

— Tak, żeby nie wyjść z wprawy — wyjaśnił, gładząc ostrzem długiego siwego wąsa. — Muszę nieprzerwanie ćwiczyć pewne... umiejętności.

Rozcięcie biegnące przez siwą czuprynę i twarz pokryta zastygłą już krwią w połączeniu z krwawą plamą na ramieniu kaftana, zresztą nielicho poszarpanego, sprawiały, że wyglądał jak niezgorszy łotr w porównaniu z każdym, z wyjątkiem chyba stojącego obok Uno. Szeroki, ukazujący dwa rzędy zębów uśmiech Shienaranina nie miał w sobie odrobiny wesołości, a na dodatek, kiedy tak się uśmiechał, dziwne rzeczy działy się z długą blizną przecinającą twarz coraz nową pręgą, która na niej wykwitła, krwawą, obnażającą żywe mięso. W porównaniu z nią szkarłatne oko wymalowane na przepasce sprawiało omalże kojące wrażenie.

Neres zamknął oczy i odetchnął głęboko.

Pokrywy luków zostały odrzucone, skrzynie i paki poleciały z pluskiem za burtę. Niektóre z nich najwyraźniej były ciężkie, inne lżejsze, te drugie pachniały mocną wonią przypraw. Za każdym razem, gdy rzeka pochłaniała następną porcją ładunku, Neres przymykał oczy. Twarz mu odrobinę pokraśniała — jeżeli coś takiego można o nim powiedzieć — kiedy Nynaeve zarządziła, by zwoje jedwabiu, dywany i bale wybornej wełny pozostały na miejscu. Dopóki nie zrozumiał, że przeznaczyła je na posłania. Jeżeli wyraz jego oblicza można było przedtem określić jako skwaszony, teraz mógłby chyba nim sprawić, by mleko zwarzyło się w sąsiednim pomieszczeniu. Przez cały czas opróżniania ładowni nie odezwał się ani słowem. Kiedy jednak kobiety zaczęły dobywać worki napełnione wodą, by urządzić swym dzieciom kąpiel bezpośrednio na pokładzie, pomaszerował na rufę, zaciskając dłonie splecione za plecami i tak stał tam, patrząc na unoszące się na powierzchni wody baryłki, które powoli znikały w oddali.