Выбрать главу

W pewien sposób to właśnie dzięki szczególnemu nastawieniu Neresa względem kobiet przykre słowa znacznie rzadziej gościły w ustach Birgitte i Elayne. Przynajmniej tak Nynaeve podejrzewała; ona sama zachowywała swój dawny, niezmienny humor. Neres nie lubił kobiet. Członkowie załogi, kiedy już musieli się do nich zwrócić, mówili spiesznie, przez cały czas popatrując na kapitana, po czym zakończywszy wypowiedź, natychmiast wracali do swych obowiązków. Każdy, kto wyglądał na takiego, który chwilowo bodaj nie miał co robić, i na dodatek zamienił choć dwa słowa z kimś odzianym w sukienkę, prawie natychmiast przy wtórze pokrzykiwań Neresa wysyłany był z jakimś nie cierpiącym zwłoki zadaniem. Pospieszne komentarze i mamrotane pad nosem ostrzeżenia wyrobiły do końca zdanie o nim u Nynaeve.

Kobiety są dla mężczyzn kosztowne, potrafią bić się jak dzikie koty i przysparzają kłopotów. W istocie, za wszystkie kłopoty, które przytrafiają się mężczyznom w taki czy inny sposób odpowiedzialne są właśnie kobiety. Neres spodziewał się niemalże, iż przynajmniej połowa z nich będzie tarzać się po pokładzie i drapać pazurami jeszcze przed zachodem słońca. Wszystkie będą flirtować z jego załogą i siać waśnie tam, gdzie nie uda im się doprowadzić do bójki. Gdyby udało mu się na zawsze pozbyć wszystkich kobiet z pokładu swego statku, dopiero wówczas byłby naprawdę szczęśliwy. Gdyby udało mu się pozbyć ich ze swojego życia, nie posiadałby się z radości.

Nynaeve nigdy dotąd nie spotkała kogoś takiego. Cóż, słyszała, jak mężczyźni narzekają na kobiety i ich stosunek do pieniędzy, jakby mężczyznom monety nie przeciekały przez palce niby woda — po prostu nie mieli głowy do spraw finansowych, w jeszcze mniejszym stopniu niż Elayne. Słyszała również, jak odpowiedzialnością za rozmaite kłopoty obarczają kobiety; zazwyczaj działo się tak wtedy, gdy sami byli winni całego zamieszania. Ale nie potrafiła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek w życiu spotkała mężczyznę, który prawdziwie nie lubiłby kobiet. Dlatego też z zaskoczeniem dowiedziała się, że Neres ma żonę i gromadkę dzieci w Ebou Dar, natomiast nie zdziwiła jej w najmniejszej mierze informacja, że zatrzymuje się w domu tylko tak długo, by załadować nawy towar. Nie chciał nawet rozmawiać z kobietami. To było wręcz zabawne. Czasami Nynaeve przyłapywała się na tym, że spogląda nań z ukosa, jakby był jakimś zwierzęciem nie z tego świata. Znacznie dziwniejszym niźli s’redit, czy też którekolwiek ze zwierząt menażerii Luki.

Naturalnie nie było sposobu, by Elayne lub Birgitte mogły dać upust swej złości, kiedy on znajdował się w pobliżu. Przewracanie oczami i znaczące spojrzenia, jakie Thom wymieniał z pozostałymi, były już dostatecznie nieprzyjemne; przynajmniej jednak czynili jakieś wysiłki, by je skrywać. Jawna satysfakcja Neresa, że oto spełniają się jego idiotyczne oczekiwania — z pewnością widziałby to w taki właśnie sposób — byłaby czymś nie do zniesienia. Nie miały więc innego wyboru. jak tylko tłamsić w sobie gniew i uśmiechać się.

Nynaeve ze swej strony postanowiła sobie, że przy pierwszej nadarzającej się okazji zajmie się Thomem, Juilinem i Uno, gdy tylko Neresa nie będzie w pobliżu. Znowu się zapominali, jakby nie rozumieli, że oczekuje się od nich tego, że będą wykonywać ślepo ich rozkazy. Efekty nie miały znaczenia, powinni poczekać. Ale z jakichś powodów zaczęli męczyć Neresa ponurymi komentarzami na temat rozbijania głów i podrzynania gardeł, którym to wypowiedziom towarzyszyły znaczące uśmiechy. Niestety, jedyne miejsce, gdzie można było mieć pewność, że uniknie się obecności Neresa, stanowiła kajuta. Mimo wysokiego wzrostu Thoma i szerokich ramion Uno nie byli mężczyznami szczególnie słusznej postury, ale w ciasnocie kajuty z pewnością patrzyliby na Nynaeve z góry. Nie były to szczególnie sprzyjające okoliczności dla zmycia im głów, co zamierzała zrobić; daj mężczyźnie szansę, by mógł patrzeć na ciebie z góry, a już w połowie ma bitwę wygraną. Dlatego też przybrała maskę uprzejmości i, ignorując zaskoczone grymasy Thoma i Juilina oraz pełne niedowierzania spojrzenia Uno i Ragana, postanowiła cieszyć się pozorami dobrego humoru, który pozostałe dwie kobiety również musiały udawać.

Nie przestała się uśmiechać nawet wtedy, gdy zrozumiała, dlaczego żagle wydął pełny wiatr, zaś pofałdowane brzegi rzeki ruszyły pod popołudniowym słońcem do tyłu z szybkością truchtającego konia. Neres, który przedtem nie rozwijał żagli, teraz wyglądał prawie na szczęśliwego. Prawie. Amadiciański brzeg był niski, gliniasty, od strony Ghealdan natomiast widziało się szeroką wstęgę trzcin dzielącą wodę od lasu, zbrązowiałych tam, skąd wycofała się rzeka. Samara znajdowała się jedynie o kilka godzin drogi w górę rzeki.

— Przenosiłaś — warknęła przez zęby na Elayne. Ocierając pot z czoła wierzchem dłoni, stłumiła pokusę, by strzepnąć go na leniwie kołyszący się pokład. Pozostali pasażerowie ścieśnili się, zostawiając im dwóm oraz Birgitte kilka kroków swobodnej przestrzeni, ale wciąż musiała ściszać głos i zwracać się do nich tak przyjaźnie, jak tylko mogła. Żołądek zdawał się podążać, spóźniony o mgnienie oka, za przechyłami statku; nieszczególnie wpływało to na poprawę jej nastroju. — Ten wiatr to twoje dzieło.

Miała tylko nadzieję, że w torbie z ziołami znajdzie się dostateczna ilość czerwonego kopru.

Na tle spochmurniałego nagle i rozgniewanego oblicza Elayne oraz rozszerzonych znienacka oczu, słowa wypływające z jej ust mogłyby zdać się miodem i mlekiem.

— Zmieniasz się powoli w przerażonego królika. Weź się w garść. Samara jest już całe mile za nami. Z takiej odległości żadna z nich nic nie wyczuje. Musiałaby chyba być razem z nami na statku. Zresztą uwinęłam się z tym bardzo szybko.

Nynaeve pomyślała, że jeśli będzie się tak dłużej uśmiechać, to chyba popęka jej skóra wokół ust, ale kątem oka zdołała dojrzeć, jak Neres przypatruje się swoim pasażerom, kręcąc głową. Przez wściekłość przepełniającą ją w tym momencie mogła omalże wyczuć rozwiewające się residua splotu tamtej. Praca przy zmiennej pogodzie była niczym staczanie kamienia po zboczu; kiedy już się go właściwie pchnie, pochyłość dokona reszty. Gdy obsunie się ze ścieżki, co wcześniej czy później musi się zdarzyć, należy tylko lekkim ruchem naprowadzić go z powrotem. Splot tych rozmiarów Moghedien mogłaby wyczuć z samej Samary, ale z pewnością nie na tyle precyzyjnie, by wiedzieć, gdzie dokładnie został upleciony. Dorównywała tamtej samą tylko siłą, a jeśli nie czuła się na tyle mocna, by coś zrobić w zaistniałej sytuacji, to z pewnością można było bezpiecznie założyć, że Przeklęta również nie będzie do tego zdolna. A chciała przecież podróżować najszybciej jak to tylko możliwe; aktualnie każdy dzień zwłoki ponad konieczność, na dodatek spędzony w ciasnym pomieszczeniu w towarzystwie tamtych dwóch, miał w jej oczach tyleż samo powabu, co dzielenie kajuty z Neresem. Poza tym, bynajmniej nie oczekiwała z utęsknieniem każdego kolejnego dnia spędzonego na wodzie. Dlaczego statek tak się kołysze, Skoro lustro wody wydaje się tak gładkie? — zastanawiała się Nynaeve.

Uśmiechnęła się i poczuła, jak rozbolały ją mięśnie wokół ust.

— Powinnaś zapytać Elayne. Zawsze zabierasz się za robienie różnych rzeczy bez pytania, bez zastanowienia. Czas najwyższy byś zdała sobie sprawę, że biegnąc na oślep, łacniej wpadniesz w jakąś dziurę, a przecież twoja stara piastunka nie przyjdzie i nie wyciągnie cię, by potem otrzeć łzy i umyć buzię.