Выбрать главу

Później, tego samego dnia, Birgitte powróciła do swego własnego imienia, a towarzyszył temu ostatni już wybuch jej gniewu. Ponieważ Moghedien pozostawiły za sobą, ona i Elayne mogły już za pomocą roztworu ze szkarłatki zmyć czerń ze, swych włosów, kiedy zaś Neres zobaczył rudozłote, sięgające do ramion loki jednej oraz pszenicznozłote, zaplecione w skomplikowany zwój warkocza włosy drugiej, nie mówiąc już o łuku i kołczanie, wymamrotał coś gniewnie pod nosem na temat: „Birgitte wychodzącej w świat z przeklętych opowieści”. Na jego nieszczęście dosłyszała. Tak właśnie brzmi jej imię, powiedziała mu ostro, a jeżeli mu się nie podoba, ona nie ma nic przeciwko temu, by przyszpilić strzałami jego uszy do któregokolwiek zechce masztu. Z zawiązanymi oczyma. Z poczerwieniałą twarzą odszedł na bok i zaczął pokrzykiwać na marynarzy, by naciągnęli mocniej liny, tak już naciągnięte, że lada chwila mogły popękać.

W tym momencie Nynaeve nie dbała o to, czy Birgitte ma zamiar rzeczywiście wprowadzić w czyn swoją groźbę. Szkarłatka mogła zostawić lekki rudawy poblask na jej włosach. ale i tak były na tyle podobne do ich naturalnej barwy, że chciało jej się płakać z radości. Szkarłatki zostało jej dosyć, chyba że wszyscy na pokładzie zaczęliby cierpieć na ból zębów lub głowy. I dość czerwonego kopru, by uspokoić własny żołądek. Nie mogła powstrzymać westchnienia ulgi, gdy już wysuszyła włosy i zaplotła je w stosowny warkocz.

Dzięki Elayne, która tkała pomyślne wiatry, a Neres płynął i w dzień i nocą, wioski o krytych strzechą domach szybko zostawały w dali. Za dnia widać było w nich machających rękoma ludzi, w nocy oświetlone okna. Nic nie zdradzało choćby śladu zamieszania, jakie panowało w górze rzeki. Ładowny, wbrew swej nazwie, statek sunął prędko w dół rzeki.

Neres wydawał się rozdzierany sprzecznymi emocjami — zadowoleniem, że tak mu sprzyjają wiatry oraz obawą przed żeglugą w dzień. Niejednokrotnie patrzył z tęsknotą w kilwater statku, na odpowiednie miejsca — porośnięte drzewami ujście strumienia czy głęboko wciętą w brzeg zatoczkę — gdzie „Rzeczny Wąż” mógł zostać zakotwiczony i ukryty. Od czasu do czasu Nynaeve stwierdzała głośno, upewniwszy się najpierw, że on ją słyszy, jak musi być szczęśliwy, że ludzie z Samary wkrótce już zsiądą z pokładu jego statku, dodając stosowny komentarz na temat tego, jak dobrze wygląda teraz ta lub owa kobieta, kiedy trochę wypoczęła, albo jak pełne życia zdają się obecnie jej dzieci. To wystarczyło, by wybić mu z głowy wszelkie pomysły na temat ewentualnych przystanków. Łatwiej zapewne byłoby postraszyć go przy pomocy Shienaran, tudzież Thoma i Juilina, jednak tamci z każdą chwilą stawali się coraz bardziej zarozumiali. Ona zaś z pewnością nie miała zamiaru kłócić się z mężczyzną, który ani nie zechce na nią spojrzeć, ani nie przemówi do niej choć słowem.

Szary brzask trzeciego dnia podróży zastał załogę ponownie przy wiosłach sterowych, statek wchodził do doku w Boanndzie. Boannda była sporym miastem, większym od Samary, położonym na wąskim trójkącie ziemi, w miejscu, gdzie bystra rzeka Boern, płynąca od Jehannah, wpadała do leniwej Eldar. Nad wysokimi szarymi murami górowały trzy wieże oraz budowla lśniąca bielą ścian pod czerwonymi dachami, która z powodzeniem mogła uchodzić za pałac, nawet jeśli stosunkowo nieduży. Kiedy „Rzeczny Wąż” został już zacumowany do ciężkich pachołków na krańcu nabrzeża, którego połowę długości stanowił pas wyschniętej gliny, Nynaeve zaczęła się na głos zastanawiać, dlaczego Neres popłynął aż do Samary, skoro mógł swoje towary wyładować tutaj.

Elayne kiwnęła głową w stronę krępego mężczyzny na nabrzeżu, którego pierś zdobił łańcuch z jakąś pieczęcią. Dookoła znajdowało się kilku innych, wyposażonych w takie same insygnia, łańcuch i błękitny płaszcz, uważnie przypatrywali się dwu innym. a dużej ładowności, statkom, rozładowywanym w sąsiednim doku.

— Poborcy celni królowej Alliandre, nie mam co do tego wątpliwości. — Neres bębnił palcami po relingu, starając się nie spoglądać na nich niemalże równie intensywnie, jak oni przyglądali się tamtym statkom. — Być może w Samarze miał jakieś układy. Nie wygląda na to, by z tymi tutaj w ogóle chciał rozmawiać.

Mężczyźni i kobiety z Samary przeszli niechętnie po trapie, lecz celnicy nie zwracali na nich uwagi. Ludzi nie dotyczyły żadne przepisy celne. Dla mieszkańców Samary był to początek okresu niepewności. Musieli zacząć swoje życie od nowa z tym, co pozostało im z przeszłości i co otrzymali od Nynaeve oraz Elayne. Zanim zdążyli pokonać choćby połowę drogi po nabrzeżu, wciąż zbici w ciasną gromadkę, niektóre z kobiet były już tak załamane, jak mężczyźni. Kilka zaczęło nawet płakać. Ślad niezadowolenia przemknął po twarzy Elayne. Ona zawsze chciała troszczyć się o wszystkich. Nynaeve miała nadzieję, że tamta nie odkryje, iż wsunęła jeszcze trochę srebra w dłonie tych kobiet.

Nie wszyscy opuścili statek. Areina została, a wraz z nią Nicola i Marigan, mocno przytuliwszy swoich synów, którzy w pełnym niepokoju milczeniu patrzyli, jak pozostałe dzieci odchodzą w stronę miasta. Od wyjazdu z Samary obaj chłopcy nie odezwali się ani słowem, przynajmniej Nynaeve nigdy nic od nich nie usłyszała.

— Chcę jechać z tobą — zwróciła się Nicola do Nynaeve, mimowolnie wykręcając pałce. — Przy tobie czuję się bezpiecznie.

Marigan pokiwała głową, najwyraźniej myślała podobnie. Areina nic nie powiedziała, ale podeszła bliżej do obu kobiet, dając tym samym do zrozumienia, że podziela ich stanowisko, równocześnie patrzyła na Nynaeve spojrzeniem niby pozbawionym wyrazu, po którym jednak jasno było widać, że nie chce zostać odesłana.

Thom leciutko pokręcił głową, Juilin skrzywił się, ale Nynaeve patrzyła tylko na Birgitte i Elayne. Elayne nie wahała się nawet przez moment, skinęła szybko głową, Birgitte chwilę później powtórzyła jej gest. Nynaeve zebrała swoje suknie i ruszyła w stronę Neresa, który stał na rufie.

— Spodziewam się, że teraz odzyskam mój statek — przemówił, kierując swe słowa w przestrzeń gdzieś między burtą a nabrzeżem. — Niezbyt wcześnie. Ta podróż należała do najgorszych, jakie przeżyłem w życiu.

Nynaeve uśmiechnęła się szeroko. Przynajmniej wreszcie spojrzał na nią, zanim z nim skończyła. Cóż, prawie mu się udało.

Neres zresztą raczej nie miał wyboru. Najprawdopodobniej nie mógł odwołać się do władz Boanndy. A jeśli nie podobałyby mu się opłaty, jakie zaproponowała, cóż, tak czy siak musiał płynąć w dół rzeki. Tak więc „Rzeczny Wąż” odbił ponownie od nabrzeża, kierując się ku Ebou Dar, mając przed sobą jeszcze jeden przystanek po drodze, o czym Neres dowiedział się jednak dopiero wtedy, gdy Boannda zaczęła znikać za rufą łodzi.

— Salidar! — jęknął, patrząc na coś nad głową Nynaeve. — Salidar został opuszczony po Wojnie z Białymi Płaszczami. Trzeba być kompletnie głupią kobietą, żeby chcieć wysiąść na brzeg w Salidarze.

Nynaeve wciąż się uśmiechała, jednocześnie była dosyć zła, by objąć Źródło. Neres zawył, jednocześnie próbując się klepnąć po karku i po biodrze.

— Końskie muchy są bardzo dokuczliwe o tej porze roku — oznajmiła ze współczuciem. Birgitte zaniosła się głośnym śmiechem, zanim jeszcze zdążyły odejść dalej niż do połowy pokładu.

Stojąc już na dziobie, Nynaeve głęboko wciągnęła powietrze w płuca; poczuła, jak Elayne przeniosła, aby ponownie upleść wiatry, zaś „Rzeczny Wąż,”, kołysząc się, wszedł w silny prąd rzeki Boern. Znowu zażywała takie ilości czerwonego kopru, że prawie żywiła się wyłącznie nim, ale teraz nie dbała już o to, czy wystarczy jej go do Salidaru. Podróż dobiegała niemalże końca. Wszystkie przejścia, jakie miały za sobą, okazały się tego warte. Rzecz jasna nie zawsze zgodziłaby się z tym stwierdzeniem i nie chodziło tylko o ostre języki Birgitte oraz Elayne.