Выбрать главу

Brązowa siostra pokręciła głową. Całą swą uwagę kierowała w istocie na trzymany w dłoni spłaszczony kamienny pierścień, nakrapiany i paskowany czerwieniami, błękitami i brązami. Pozostałe dwa ter’angreale leżały na jej podołku.

— Powiadasz, że otrzymałaś go od Verin Sedai? Jak to możliwe, że nigdy nie wspominała nam o tym? — Pytanie nie było skierowane do Nynaeve czy Elayne, lecz do Siuan.

Siuan zmarszczyła brwi, ale nie był to ten gwałtowny grymas, który Nynaeve. pamiętała. Był w nim jakby ślad nieśmiałości, jakby zdawała sobie sprawę, że mówi d0 stojących od niej wyżej, podobnie zresztą brzmiał jej głos. To była kolejna zmiana, w którą Nynaeve nie potrafiła uwierzyć.

— Verin nigdy mi o tym nie mówiła Z pewnością sama miałabym ochotę zadać jej kilka pytań.

— A ja mam pytania dotyczące tego. — Oliwkowa twarz Myrelle pociemniała, gdy rozwijała znany dokument — dlaczego w ogóle go zatrzymały? — i przeczytała na głos: — „Co uczyni okaziciel niniejszego pisma, uczynione jest z mego rozporządzenia i upoważnienia. Bądźcie więc posłuszni i milczcie, taki jest bowiem mój rozkaz. Siuan Sanche, Strażniczka Pieczęci, Płomienia Tar Valon, Zasiadająca na Tronie Amyrlin”.

Zmięła dokument i opatrujące go pieczęcie w garści.

— Nie jest to chyba coś, co można przekazać Przyjętej.

— W owym czasie nie wiedziałam, komu mogę ufać — łagodnie odrzekła Siuan. Sześć Aes Sedai wbiło w nią wzrok. — W owym czasie nie wykraczało to poza gestię mojego urzędu.

Tamte nawet nie margnęły. W jej głosie pojawił się ton nasilającego się błagania.

— Nie możecie pociągać mnie do odpowiedzialności za to, co musiałam uczynić, zwłaszcza że miałam do tego wszelkie prawo. Kiedy okręt tonie, zatykasz dziurę tym, co masz pod ręką.

— Ale dlaczego nam nie powiedziałaś? — zapytała cicho Sheriam, jednak w jej głosie przebrzmiały stalowe tony. Jako Mistrzyni Nowicjuszek nigdy nie podnosiła głosu, chociaż czasami żałowało się, że tego nie robi. — Trzy Przyjęte... Przyjęte!... wysłane. z Wieży w pościg za trzynastoma Czarnych Ajah. Chciałaś wykorzystać dzieci do zatkania dziury w twoim okręcie, Siuan?

— Nie można nas nazywać dziećmi — gorąco zaprotestowała Nynaeve. — Kilka z tej trzynastki już nie żyje, dwukrotnie udało się nam pokrzyżować ich plany. W Łzie...

Carlinya ucięła jej wypowiedź, niczym lodowatym nożem.

— Opowiedziałaś nam wszystko o wydarzeniach w Łzie, dziecko. I o Tanchico. I o pokonaniu Moghedien.

Wygięła gniewnie usta. Zdążyła już oznajmić, że Nynaeve okazała się skrajnie głupia, zbliżając się choćby na milę do Przeklętej, i że miała szczęście, uchodząc z życiem. Fakt, że Carlinya nawet w połowie nie zdawała sobie sprawy. jak blisko prawdy się znalazła — rzecz jasna nie powiedziały wszystkiego — sprawił tylko tyle, że żołądek Nynaeve skurczył się jeszcze bardziej.

— Jesteście dziećmi i będziecie miały szczęście, gdy postanowimy, że nie należy sprawić wam lania. A ty zachowaj spokój i milcz, dopóki nie każe ci się przemówić. — Nynaeve zaczerwieniła się głęboko, ponownie mając nadzieję, że wezmą to za o objaw zmieszania, ale nie odzywała się więcej.

Sheriam nawet na moment nie spuściła wzroku z Siuan.

— A więc? Dlaczego nigdy nie wspomniałaś, że kazałaś trojgu dzieciom polować na lwy?

Siuan zrobiła głęboki wdech, ale splotła tylko dłonie i prosząco pochyliła głowę.

— Wydaje mi się, że nie ma innej odpowiedzi na to pytanie, Aes Sedai, chyba tylko taka, że informacja o tym nie wydała mi się aż tak bardzo istotna. Niczego nie taiłam, kiedy tylko był choćby najlżejszy powód, by sądzić, iż wiedza ta może się przydać. Przekazałam wam najdrobniejszy nawet strzęp wiedzy dotyczącej Czarnych Ajah. Wiedziałam, gdzie znajdują się te dwie, przynajmniej do pewnego czasu. Ważne jest, że teraz są już tutaj, a wraz z nimi trzy ter’angreale. Musicie zdawać sobie sprawę, co dla nas znaczy dostęp do gabinetu Elaidy, do jej dokumentów, nawet jeśli każdorazowo da się z nich odczytać jedynie fragmenty. Gdyby nie to, nigdy nie dowiedziałybyście się, że ona doskonale wie, gdzie was szukać, póki nie byłoby za późno.

— Zdajemy sobie z tego sprawę — powiedziała Anaiya, patrząc na Morvrin, która wciąż spod zmarszczonych brwi wbijała spojrzenie w pierścień. — Przypuszczalnie chodzi o to, że metody, za pomocą których wiedza ta została zdobyta, wciąż wprawiają nas w zdumienie.

— Tel’aran’rhiod - wyszeptała Myrelle. — Cóż, w Wieży od dawna stał się on przedmiotem wyłącznie uczonych spekulacji, niemalże legendą. I Wędrujące po Snach Aielów. Któż by sobie potrafił wyobrazić, że Mądre Aielów potrafią przenosić, a co dopiero to?

Nynaeve żałowała, że nie udało im się utrzymać tego w tajemnicy — jak tożsamości Birgitte oraz kilku jeszcze rzeczy, których tamtym nie udało się z nich wydobyć — ale doprawdy niełatwo powstrzymać się przed przypadkowym napomknieniem, kiedy jest się przesłuchiwanym przez kobiety, które potrafiłyby swymi spojrzeniami wiercić dziury w kamieniach. Cóż, kiedy się teraz nad tym zastanawiała, dochodziła do wniosku, że powinna się cieszyć, iż udało się uchronić przed wyjściem na jaw tylu rzeczy. Od czasu, jak po raz pierwszy wspomniały o Tel’aran’rhiod, o tym że wchodziły doń, prędzej mysz byłaby zdolna zagnać kota na drzewo, niźli te kobiety przestały zadawać swoje pytania.

Leane dała pół kroku naprzód, nie patrząc w stronę Siuan. — Ważną rzeczą jest też, że dzięki tym ter’angrealom możecie porozmawiać z Egwene, a przez nią z Moiraine. Dzięki nim będziecie znały nie tylko poczynania Randa al’Thora, ale również mogły wpływać nań, choćby znajdował się w Cairhien.

— Dokąd przeniósł się z Pustkowia Aiel — dodała Siuan — gdzie przebywał, dokładnie tak, jak to przewidziałam.

Jeżeli jej spojrzenie i słowa adresowane były do Aes Sedai, ton głosu najwyraźniej miał na celu powściągnięcie Leane, która ewidentnie zrozumiała przesłanie, chrząknęła bowiem lekko.

— Przyniosło to wiele dobrego. Dwie Aes Sedai szukające wiatru w polu w Pustkowiu Aiel.

O tak, wyraźnie dawało się wyczuć chłód panujący między nimi.

— Dość, dzieci — powiedziała Anayia, dokładnie w taki sposób, jakby one rzeczywiście były dziećmi, ona zaś matką przyzwyczajoną do ich drobnych kłótni. Spojrzała znacząco na pozostałe Aes Sedai. — Z pewnością możliwość porozmawiania z Egwene może okazać się bardzo korzystna.

— Jeżeli to będzie działać tak, jak one twierdzą — powiedziała Morvrin. równocześnie kołysząc pierścieniem trzymanym w dłoni i wskazując pozostałe ter’angreale. Ta kobieta bez dowodu nie uwierzyłaby nawet w to, że niebo jest niebieskie.

Sheriam pokiwała głową.

— Tak. To będzie wasz pierwszy obowiązek, Elayne, Nynaeve. Będziecie miały szansę uczyć Aes Sedai, pokazując nam, w jaki sposób się ich używa.

Nynaeve skłoniła się, jednocześnie jednak obnażając zęby: jeżeli zechcą, mogą to potraktować jako uśmiech. Uczyć je? Tak, i nigdy potem już nie zbliżać się do pierścienia czy pozostałych ter’angreali. Ukłon Elayne był jeszcze bardziej sztywny, twarz niczym lodowata maska. Jej spojrzenie niemal z tęsknotą pobiegło ku tej głupiej a’dam.

— Listy zastawne mogą okazać się użyteczne — powiedziała Carlinya. Mimo całego chłodu i logiki Białych, ze sposobu, w jaki akcentowała słowa, wyraźnie można było odczytać przepełniające ją rozdrażnienie. — Gareth Bryne żąda więcej złota, niźli możemy mu dać, ale dzięki nim być może uda nam się spełnić jego wymagania.