Srebrny puchar Randa podniósł się z dywanu i pofrunął w powietrzu ku jego dłoni. Pośpiesznie schwycił go w locie, zanim Egwene obejrzała się przez ramię.
— Być może nie powinnam ci tego mówić — powiedziała. — Elayne nie przekazała mi wiadomości dla ciebie, ale... Powiedziała, że cię kocha. Zapewne już o tym wiesz, lecz jeśli nie, to zastanów się nad tym.
Powiedziawszy to, odeszła.
Rand zeskoczył ze stołu i odrzucił puchar, wino rozlało się po całej posadzce, on zaś z furią natarł na Jasina Nataela.
3
Blade cienie
Pochwycił saidina, przeniósł, splótł strumienie Powietrza, które poderwały Nataela z jego poduszek; pozłacana harfa potoczyła się po ciemnoczerwonych płytach, kiedy mężczyzna został przyparty do ściany, unieruchomiony od karku po kostki, ze stopami zawieszonymi na wysokości połowy kroku nad posadzką.
— Ostrzegałem cię! Nigdy nie przenoś, kiedy ktoś jest w pobliżu. Nigdy!
Natael przekrzywił głowę zgodnie ze swym osobliwym zwyczajem, jakby próbował spojrzeć na Randa z boku albo niezauważalnie go obserwować.
— Gdyby zobaczyła, pomyślałaby, że to ty. — W jego głosie nie było śladu przeprosin, żadnej skruchy, ale nie było też i wyzwania; zdawał się sądzić, że jego wyjaśnienia są całkowicie rozsądne. — Poza tym wyglądałeś na spragnionego. Dworski bard powinien dbać o zaspokajanie potrzeb swego pana.
Była to jedna z drobnych gierek, którymi się osłaniał przed światem — jeśli Rand był Lordem Smokiem, wtedy on sam musiał być nadwornym bardem, nie zaś prostym zwykłym bardem dla ludu.
Czując w tej samej mierze niesmak do siebie, co i gniew na tego człowieka, Rand rozluźnił splot i pozwolił się mu osunąć na posadzkę. Znęcanie się nad nim było niczym walka z dziesięcioletnim chłopcem. Nie potrafił zobaczyć tarczy, która ograniczała dostęp tamtego do saidina — była bowiem dziełem kobiety — ale wiedział, że wciąż tam jest. Przeniesienie pucharu stanowiło niemal kres obecnych możliwości Nataela. Na szczęście tarcza nastała również skryta przed kobiecym spojrzeniem. Natael nazywał tę operację „odwróceniem”, ale wyraźnie nie potrafił wyjaśnić, na czym ona polega.
— A gdyby zobaczyła mają twarz i nabrała podejrzeń? Byłem tak zaskoczony, jakby ten puchar sann, z własnej woli, poleciał w moją stronę!
Wsadził fajkę w zęby i wypuścił z ust wściekły kłąb dymu.
— Nie powinna nic podejrzewać. — Natael powrócił na swe poduszki, ponownie wziął do ręki harfę i wygrał na niej jakiś fałszywy akord. — Na jakiej podstawie ktoś miałby coś podejrzewać?
Jeżeli w jego głosie była choć odrobina goryczy, Rand nie potrafił się jej doszukać.
Nie był całkiem pewien, czy on sam jest w stanie uwierzy, choć napracował się nad tym wystarczająco ciężka, Człowiek siedzący przed nim, Jasin Natael, naprawdę nazywał się inaczej. Asmodean.
Wydobywający z harfy nieuważne, przypadkowe dźwięki, Asmodean w niczym nie przypominał jednego z budzących trwogę Przeklętych. Był nawet dosyć przystojny; Rand przypuszczał, że wielu kobietom mógł wydać się atrakcyjny. Często przychodziła mu na myśl, że to dziwne, iż zło nie odcisnęło na tym człowieku widocznego piętna. Był jednym z Przeklętych i nie miał najmniejszego zamiaru zabić go na miejscu. Rand skrywał jego tożsamość przed Moiraine i oczywiście przed innymi. Potrzebował nauczyciela.
Jeżeli mężczyzn dotyczyło również to, co Aes Sedai twierdziły o kobietach zwanych przez nie dzikuskami, to w takim razie miał tylko jedną szansę na cztery, że przeżyje samodzielne uczenie się posługiwania Mocą. Jeśli nie brać pod uwagę szaleństwa. Jego nauczyciel musiał być mężczyzną; Moiraine i inne Aes Sedai wystarczająco często powtarzały. że ptak nie nauczy ryby fruwać, tak jak ryba nie nauczy ptaka pływać. I jego nauczycielem musiał być ktoś doświadczany, ktoś, kto wiedział już wszystko, czego musiał się nauczyć. A ponieważ Aes Sedai poskramiały wszystkich mężczyzn zdolnych da przenoszenia, jakich tylko znalazły — a z każdym rokiem było ich coraz mniej — nie miał wielkiego wyboru. Mężczyzna, który by właśnie odkrył, że potrafi przenosić, nie wiedziałby więcej od niego. Fałszywy Smok potrafiący przenosić — jeśli Rand zdołałby znaleźć kogoś, kogo jeszcze nie schwytano i nie poskromiono — zapewne nie zechciałby porzucić swych własnych snów o chwale dla innego mężczyzny mieniącego się Smokiem Odrodzonym. Pozostawał więc tylko pomysł, który Rand zrealizował — jeden z Przeklętych.
Asmodean wydobywał ze swej harfy przypadkowe akordy, Rand podszedł bliżej i usiadł przed nim na poduszkach. Nie wolno było zapominać, że ten człowiek nie zmienił się w najmniejszym stopniu, przynajmniej wewnątrz, od dnia, kiedy zaprzedał duszę Cieniowi. To, co czynił teraz, czynił pod przymusem; nigdy nie powrócił do Światłości.
— Czy kiedykolwiek myślałeś o zawróceniu z drogi, Nataelu? — Zawsze uważał, jak się do tamtego zwraca, jedno zająknięcie się o Asmodeanie i Moiraine będzie już pewna, że przeszedł na stronę Cienia. Moiraine i być może inni również. Ani on, ani Asmodean zapewne by tego nie przeżyli.
Dłonie tamtego jakby przymarzły do strun, twarz utraciła wszelki wyraz.
— Zawrócić? Demandred, Rahvin, oni wszyscy zabiliby mnie na miejsca. Gdybym miał szczęście. Wyjąwszy być może Lanfear, ale sam doskonale rozumiesz, dlaczego nie mam ochoty sprawdzać tego w praktyce. Semirhage potrafi kamień zmusić do błagania o łaskę i dziękowania jej za śmierć. A jeśli chodzi o Wielkiego Władcę...
— Czarnego — wtrącił Rand, wydmuchując kłąb dymu. Sprzymierzeńcy Ciemności oraz Przeklęci nazywali Czarnego Wielkim Władcą Ciemności.
Asmodean skinął lekko głową, jakby się zgadzał.
— Kiedy Czarny się uwolni... — Jeżeli przedtem jego twarz pozbawiona była wyrazu, to teraz zagościła na niej całkowita pustka. — Wystarczy, że powiem, iż znajdę wówczas Semirhage i oddam się w jej ręce, zanim dosięgnie mnie... kara Czarnego za zdradę.
— Równie dobrze możesz mnie więc teraz uczyć.
Pełna żałości muzyka zaczęła spływać ze strun harfy, mówiła o zatracie i łzach.
— Marsz Śmierci — powiedział Asmodean, nie przerywając gry — ostatnia część Wielkiego Cyklu Namiętności skomponowanego jakieś trzysta lat przed Wojną o Moc przez...
Rand przerwał mu w pół słowa:
— Nie uczysz mnie najlepiej.
— I tak lepiej niżby można się spodziewać, biorąc pod uwagę okoliczności. Potrafisz już pochwycić ,saidina za każdym razem, kiedy próbujesz, i odróżniasz jedne strumienie od innych. Potrafisz się osłonić, a Moc robi, co jej każesz. — Przerwał grę i zmarszczył czoło, nie patrząc na Randa. — Czy sądzisz, że Lanfear naprawdę chciała, bym nauczył cię wszystkiego? Gdyby tak było, wymyśliłaby jakiś sposób, by zostać w pobliżu, aby móc nas połączyć. Ona chce, żebyś żył Lewsie Therinie, ale jednocześnie nie ma zamiaru pozwolić, byś stał się od niej silniejszy.
— Nie nazywaj mnie tym imieniem! — warknął Rand, ale Asmodean zdawał się nie słyszeć.
— A jeśli wy to między sobą zaplanowaliście... pochwycenie mnie... — Rand poczuł przypływ Mocy u Asmodeana, jakby Przeklęty sprawdzał tarczę, którą Lanfear uplotła wokół niego; kobiety, które potrafiły przenosić, widziały poświatę otaczającą drugą kobietę, obejmującą saidara i wyraźnie czuły strumień przenoszonej Mocy, on jednak nigdy nic wokół Asmodeana nie widział i odczuwał też stosunkowo niewiele. — Jeżeli sprokurowaliście całą sytuację wspólnie, to w takim razie dałeś jej się oszukać na wiele sposobów. Powiadam ci, że nie jestem najlepszym nauczycielem, szczególnie bez więzi. Zaplanowaliście. to razem, nieprawdaż?