— Więcej pasy, dziewczyno — rozkazała Melaine. Egwene połapała się, że było to skierowane do niej, Aviendha przecież wyszła. Pośpiesznie opryskała kamienie wodą, przenosząc Moc, by mocniej podgrzać je oraz kociołek, aż usłyszała, jak pękają, kociołek zaś zaczął buchać gorącem niczym otwarty piec. Kobiety Aiel były być może przyzwyczajone do takich skoków temperatury i nie przeszkadzało im, że raz gotowały się we własnym pocie, a chwilę później zamarzały na kość, ale ona sama zapewne nie przywyknie do tego nigdy. Namiot wypełnił się gęstymi, skłębionymi obłokami pary. Amys przytaknęła z aprobatą; ona i Melaine zauważyły oczywiście łunę saidara, aczkolwiek sama Egwene jej zobaczyć nie mogła. Melaine nadal masowała ciało staerą.
Wypuściwszy Prawdziwe Źródło, usiadła na ziemi i przysunęła się do Bair, by szepnąć:
— Czy Aviendha zrobiła coś bardzo złego? — Nie miała pojęcia, jak by to przyjęła sama Aviendha, ale nie widziała powodu, żeby ją zawstydzać, nawet za jej plecami.
Bair nie miała takich skrupułów.
— Masz na myśli te pręgi na jej ciele? — spytała najzwyklejszym tonem. — Przyszła do mnie i wyznała, że skłamała dziś dwukrotnie, aczkolwiek nie powiedziała ani kogo okłamała, ani czego te kłamstwa dotyczyły. To jej sprawa, naturalnie, dopóki nie okłamała żadnej Mądrej, twierdziła jednak, że jej honor domaga się przyjęcia toh.
— Poprosiła cię, byś... — Egwene głośno złapała powietrze, ale nie potrafiła dokończyć zdania.
Bair przytaknęła, jakby w tym wszystkim nie było nic niezwykłego.
— Wymierzyłam jej kilka razów więcej za kłopot. Jeśli chodziło tutaj o ji, to jej zobowiązanie nie jest moją sprawą. Najpewniej tymi jej kłamstwami nie przejąłby się nikt z wyjątkiem Far Dareis Mai. Panny, nawet byłe Panny, potrafią narobić tyle samo zamieszania, co mężczyźni.
Amys obdarzyła ją ostrym spojrzeniem, które było widać nawet za zasłoną z gęstej pary. Podobnie jak Aviendha, Amys była Far Dareis Mai, zanim została Mądrą.
Egwene nie poznała dotąd ani jednego Aiela, który by nie robił zamieszania z powodu ji’e’toh. Ale coś takiego! Ci Aielowie są zupełnie pomyleni.
Bair najwyraźniej przestała już myśleć o całej sprawie.
— Nie pamiętam, by kiedykolwiek na Ziemi Trzech Sfer przebywało tylu Zatraconych — powiedziała, zasadniczo nie wyróżniając żadnej ze swych rozmówczyń. Takie właśnie miano Aielowie nadali Druciarzom, Tuatha’anom.
— Uciekają przed kłopotami za Murem Smoka. — Szyderstwo w głosie Melaine było oczywiste.
— Słyszałam — powiedziała wolno Amys — że część z tych, którzy uciekają po okresie apatii, udaje się do Zatraconych i prosi, by ich przyjęli.
Zapadło długie milczenie. Aielowie wiedzieli już, że Tuatha’nowie mieli tych samych przodków co oni, że oderwali się od nich, zanim Aielowie pokonali Grzbiet Świata, by wkroczyć do Pustkowia, ale ta wiedza tylko pogłębiła ich awersję.
— On przynosi zmiany — szepnęła ochryple Melaine, kierując swe słowa w wypełnioną parą przestrzeń.
— Myślałam, że już udało się wam pogodzić ze zmianami, które on przynosi — odezwała się Egwene ze. współczuciem w głosie. To musi być bardzo ciężkie, nasze życie staje na głowie. Po części oczekiwała teraz, że powiedzą .jej, aby trzymała język za zębami, Mądre jednak milczały.
— Pogodzić — powtórzyła Bair takim tonem, jakby smakowała to słowo. — Należałoby raczej powiedzieć, że musimy przetrwać je jakoś, najlepiej jak tylko będziemy potrafili.
— On wszystko odmienia. — Głos Amys zdradzał, że jest zakłopotana — Rhuidean. Zatraceni. Apatia i wyjawianie tego, o czym mówić się nie powinno.
Mądrym — wszystkim Aielom, skoro już o tym mowa — wciąż było trudno o tym choćby wspomnieć.
— Panny ciągną do niego, jakby zawdzięczały mu więcej niż własnym klanom — dodała Bair. — Jest pierwszym mężczyzną, którego wpuściły pod Dach Panien.
Przez chwilę wydawało się., że Amys zamierza coś dodać, ostatecznie jednak powstrzymała się, swą wiedzą na temat poczynań Far Dareis Mai nie dzieliła się z nikim prócz tych, które. teraz lub w przeszłości były Pannami Włóczni.
— Wodzowie nie słuchają już nas tak, jak niegdyś — mruknęła Melaine. — Co prawda, proszą o nasze rady jak zawsze, nie zgłupieli jeszcze całkowicie, jednakże Bael nie zdradza mi już tego, co powiedział Randowi al’Thorowi, albo co Rand al’Thor powiedział jemu. Powiada, że muszę spytać Randa al’Thora, który z kolei każe mi spytać Baela. Z Car’a’carnem nie zrobić nie mogę, ale Bael... Zawsze był upartym, irytującym mężczyzną, teraz jednak przekroczył już wszelkie granice. Czasami mam ochotę zbić go kijem po głowie.
Amys i Bair zachichotały, jakby to był, jakiś wyborny dowcip. A może zwyczajnie miały ochotę się pośmiać i dzięki temu chociaż na chwilę zapomnieć o zmianach.
— Są tylko trzy rzeczy, które można zrobić z takim człowiekiem — wykrztusiła Bair. — Trzymać się od niego z daleka, zabić go albo poślubić.
Melaine zesztywniała. a jej ogorzałą od słońca twarz pokrył rumieniec. Egwene przez chwilę myślała. że złotowłosa Mądra zacznie miotać słowami bardziej palącymi niż jej twarz. W tym momencie ostry podmuch obwieścił przybycie Aviendhy, która niosła srebrną tacę z żółtym, emaliowanym imbrykiem, cienkimi złotymi filiżankami z porcelany Ludu Morza oraz kamiennym słojem miodu.
Dziewczyna dygotała podczas nalewania — bez wątpienia nie narzuciła nic na siebie, kiedy przebywała poza namiotem — po czym pośpiesznie rozdała wszystkim filiżanki i miód. Sobie i Egwene herbaty nie nalała, dopóki Amys nie powiedziała jej, że oczywiście może to zrobić.
— Więcej pary — rzuciła Melaine; chłodne powietrze wyraźnie oziębiło jej nastrój.
Aviendha odstawiła filiżankę, nawet nie tknąwszy naparu, i rzuciła się do tykwy. starając się zrekompensować spóźnienie z podaniem herbaty.
— Egwene — powiedziała Amys, upijając łyk napoju — jak Rand al’Thor by to przyjął, gdyby Aviendha poprosiła o pozwolenie na spanie w jego sypialni”
Aviendha zastygła z tykwą w rękach.
— W jego... — Egwene gwałtownie zaczerpnęła powietrza. — Nie możecie żądać, by ona zrobiła coś takiego! Nie wolno wam!
— Głupia dziewczyna — mruknęła Bair. — Nie żądamy, by dzieliła z nim jego koce. Ale czy on tak właśnie nie zrozumie jej prośby? Czy w ogóle na to pozwoli-! Mówiąc najoględniej, mężczyźni to dziwne istoty, a on na dodatek nie wychowywał się wśród nas, więc jest jeszcze dziwniejszy.
— Coś takiego z pewnością nie przyszłoby mu do głowy — wybełkotała Egwene, po czym wolniej dodała: — Myślę, że nie. Ale to nie uchodzi. To zwyczajnie nie uchodzi.
— Proszę, byście tego ode mnie nie wymagały — powiedziała Aviendha, pokorniej jeszcze niż Egwene sądziła, że w ogóle potrafi. Opryskiwała machinalnie kamienie, wzniecając coraz większe obłoki pary. — Dużo się ostatnio nauczyłam dzięki temu, że nie muszę spędzać z nim całych dni. A od czasu, gdy pozwoliłyście, by Egwene i Moiraine Sedai pomagały mi w przenoszeniu, uczę się jeszcze szybciej. Co wcale oczywiście nie znaczy, iż one są lepszymi nauczycielkami — dodała pospiesznie — tylko ja bardzo pragnę zdobywać wiedzę.
— Jeszcze będziesz się uczyć — zapewniła ją Melaine. — Nie będziesz musiała z nim spędzać każdej godziny. Jeżeli będziesz się przykładała, twoje nauki nic na tym nie stracą. Nie pobierasz ich przecież podczas snu.
— Nie mogę — wymamrotała Aviendha, pochylona nad tykwą z wodą. Głośniej i znacznie bardziej stanowczo dodała: — Nie zrobię tego. — Podniosła głowę; w jej oczach płonął niebieskozielony płomień. — Nie będę patrzeć na to, jak znowu wabi pod swe koce tę Isendre, co zadziera spódnice!