Выбрать главу

— Nie widzisz jeszcze, jakich to może przysporzyć kłopotów, jakie spowodować niebezpieczeństwa? Mat pamięta. jak widział Psa Czarnego, który przegryzł się przez drzwi, a przecież w drzwiach nie ma żadnego otworu. Mat już by nie żył, zanim bym do niego dotarła, gdyby pies rzeczywiście opryskał go śliną, tak jak to zapamiętał. Od momentu, od którego wymazałeś tego stwora z Wzoru, wszystko, co zrobił potem, już się nie zdarzyło. Pozostają tylko wspomnienia w pamięci tych, którzy coś widzieli albo czegoś doświadczyli. Realne jest tylko to, co stworzenie to zrobiło wcześniej. Kilka śladów po zębach na drzwiach i jedna kropla śliny, która padła na rękę Mata.

— To mi się podoba — powiedział jej. — Dzięki temu Mat żyje.

— To jest straszne, Rand. — W jej głos wkradł się natarczywy ton. — Jak myślisz, dlaczego nawet Przeklęci bali się go użyć? Pomyśl, jaki to może mieć wpływ na Wzór. jeśli pojedyncze pasmo, jeden człowiek, zostanie usunięty z wszystkich godzin albo dni, które już się utkały, niczym nitka częściowo wypruta z kawałka tkaniny. Fragmenty manuskryptów, które ocalały z Wojny o Moc powiadają, że kilka miast uległo całkowitemu zniszczeniu pod wpływem działania płomienia stosu, zanim obie strony uświadomiły sobie, czym to grozi. Setki tysięcy nitek wyciągniętych z Wzoru, które zniknęły z dni już minionych; a cokolwiek ci ludzie zrobili, pozostało nie zrobione, podobnie zresztą jak wszystkie wydarzenia i czyny innych będące skutkiem ich działań. Pozostały wspomnienia, ale nie zdarzenia. Nie da się zliczyć zmarszczek na powierzchni Wzoru. Sam Wzór omal się nie rozplótł. To mogło wywołać destrukcję wszystkiego, co istnieje. Świata, czasu, samego Stworzenia.

Dreszcz, który przeszył Randa nie miał nic wspólnego z otaczającym go chłodem.

— Nie mogę ci obiecać, że już więcej go nie użyję. Sama powiedziałaś, że bywają takie sytuacje, kiedy trzeba zrobić to, co jest zakazane.

— Bynajmniej nie oczekiwałam, że mi obiecasz — odparła chłodno. Jej podniecenie opadało, powracała równowaga. — Ale musisz być ostrożny.

Wróciła do słowa „musisz”.

— Dysponując takim sa’angrealem jak Callandor, mógłbyś zniszczyć całe miasto za pomocą płomienia stosu. We Wzorze mogłyby powstać zakłócenia sięgające wielu lat w przód. Kto wie, czy nadal tkałby się wokół ciebie, mimo że jesteś ta’veren, do czasu aż by się wszystko nie uspokoiło? Fakt, że jesteś ta’veren i to silnym, może być dodatkowym atutem, niezbędnym do odniesienia zwycięstwa, nawet podczas Ostatniej Bitwy.

— Może i tak będzie — oznajmił ponuro. Bohaterowie kolejnych opowieści głosili, że interesuje ich tylko zwycięstwo albo śmierć. Wyglądało na to, że najlepszym, na co mógł liczyć, było zwycięstwo i śmierć. — Muszę sprawdzić, co się stało z pewną osobą — powiedział cicho. — Zobaczymy się rano.

Gromadząc w swym wnętrzu Mac, życie i śmierć w wirujących warstwach, utworzył w powietrzu otwór wyższy od niego, wejście do czerni, przy której światło księżyca przypominało dzień. Asmodean nazywał to bramą.

— Co to jest? — wykrztusiła Moiraine.

— Jak już coś raz zrobię, to potem pamiętam, jak tego dokonałem. W większości przypadków.

Nie była to żadna odpowiedź, ale nadszedł czas na sprawdzenie wartości przysiąg Moiraine. Nie mogła kłamać, ale z kolei Aes Sedai potrafiły doszukiwać się szczelin nawet w litym kamieniu.

— Zostaw dzisiaj Mata w spokoju. I nie próbuj odebrać mu medalionu.

— Medalion powinna zbadać Wieża, Rand. To na pewno jakiś ter’angreal, ale nie znaleziono dotąd żadnego, który...

— Nieważne, co to jest — przerwał jej stanowczo — stanowi jego własność. Zostawisz mu go.

Przez chwilę najwyraźniej walczyła z sobą; sztywniały jej plecy i powoli unosiła głowę, by spojrzeć mu w twarz. Nie była przyzwyczajona do rozkazów wydawanych jej przez kogoś innego niż Siuan Sanche, Rand zaś był gotów się założyć, że nawet poleceń Amyrlin nie przyjmowała bez targów. W końcu kiwnęła głową, a nawet wykonała coś na kształt ukłonu.

— Jak sobie życzysz, Rand. Medalion należy do niego. Samodzielne uczenie się czegoś takiego jak płomień stosu może się równać samobójstwu, a śmierci Uzdrowić się nie da. -Tym razem nie kryło się za tym szyderstwo. — Do zobaczenia rano.

Kiedy wyszła, Lan ruszył jej śladem, obdarzając Randa dziwnym spojrzeniem, wyraz jego twarzy pozostał nieodgadniony; raczej nie mógł być zachwycony takim obrotem spraw.

Brama zniknęła, ledwie Rand przez nią przeszedł.

Stał na dysku, kopii starożytnego symbolu Aes Sedai o średnicy sześciu stóp. Nawet jego czarna połowa wydawała się jaśniejsza od bezkresnej czerni, która otaczała go zewsząd, od góry i od dołu: był pewien, że gdyby spadł z krążka, upadek nie miałby końca. Asmodean twierdził, że istnieje szybsza metoda wykorzystywania bram zwana podróżowaniem, ale. nie był w stanie przekazać, na czym ona polega. po części dlatego, że otoczonemu tarczą Lanfear, brakowało sił na utworzenie bramy. W każdym razie podróżowanie wymagało doskonałe j znajomości miejsca, z którego się wyruszało. Rand uznał, że logicznie myśląc, należało również dobrze znać miejsce, do którego się zmierza, ale Asmodean zdawał się uważać, że to jest tak samo jak z pytaniem, dlaczego powietrze nie jest wodą. Wiele rzeczy Asmodean traktował jako z góry przesądzone. W każdym razie przemykanie okazało się metodą dostatecznie szybką.

Krąg, ledwie na nim stanął, przesunął się chwiejnie na odległość około jednej stopy, po czym znieruchomiał, a przed nim pojawiła się jeszcze jedna brama. Wystarczająco szybko, jeśli wziąć pod uwagę tak krótki dystans. Wyszedł na korytarz biegnący obok komnaty Asmodeana.

Jedynym źródłem światła był księżyc, którego promienie wlewały się przez okna znajdujące się przy obu końcach korytarza; lampa Asmodeana nie paliła się. Strumienie, którymi oplótł izbę wciąż były na swoim miejscu, nadal mocno związane. Nic się nie poruszyło, ale wciąż czuł nikły zapach spalonej siarki.

Podszedł bliżej do zasłony z paciorków i zajrzał do środka przez uchylone drzwi. Izbę wypełniały cienie rzucane przez księżyc; jednym z nich był sam Asmodean, który miotał się pod kocami. Otulony w Pustkę, Rand słyszał bicie jego serca, zapach potu wywołanego przez dokuczliwe sny. Pochylił się, by zbadać jasnoniebieskie płytki posadzki i odciśnięte w nich ślady.

Tropienia nauczył się, kiedy był mały, więc odczytanie ich teraz przyszło bez, trudu. Były tu trzy albo cztery Psy Czarnego. Wyglądało na to, że podchodziły do drzwi jeden po drugim, następując niemalże na ślady poprzednika. Czy sieć oplatająca izbę zatrzymała je w tym miejscu? Czy raczej miały się tylko rozejrzeć i złożyć sprawozdanie? Myśl, że nawet psy Pomiotu Cienia mogły dysponować taką inteligencją, była niepokojąca. Ale z kolei Myrddraale wysługiwały się krukami, szczurami i innymi zwierzętami blisko związanymi ze śmiercią. Oczy Cienia, tak nazywali je Aielowie.

Przenosząc drobne strumyczki Ziemi, wyrównał płytki posadzki i cofał się po śladach coraz dalej, aż wreszcie znalazł się na pustej, spowitej w nocny mrok ulicy, w odległości jakichś stu kroków od wysokiego budynku. Rankiem wszyscy zobaczą kończący się w tym miejscu trop, ale nikt nie będzie podejrzewał, że Psy Czarnego zbliżyły się do Asmodeana. Psy Czarnego nie miały powodów, aby się interesować Jasinem Nataelem, bardem.

Wszystkie Panny, które przebywały w mieście, prawdopodobnie już się obudziły; z pewnością zaś nie spała ani jedna z mieszkających pod Dachem Panien. Utworzył kolejną bramę, plamę głębokiej czerni na tle nocnego mroku i pozwolił, by krąg zaniósł go do własnej izby. Zastanawiał się, dlaczego właściwie wybrał ten starożytny symbol — sam tego wyboru dokonał, nieważne, że nieświadomie; kiedy indziej był to zwykły stopień albo fragment posadzki. Stopiona masa, jaką się stały Psy Czarnego, odpływała jak najdalej od tego znaku, zanim na powrót się ukształtowała.