Выбрать главу

„Pod tym znakiem zwycięży”.

Gdy znalazł się już w swej izbie, pogrążonej w smolistej czerni, przeniósł Moc, by zapalić lampy, ale nie uwolnił saidina. Przeniósł Moc raz jeszcze, uważając, by nie uruchomić żadnej z pułapek i część ściany zniknęła, ukazując niszę, którą sam wyżłobił w tym miejscu.

W małej alkowie stały dwie figurki, wysokie może na stopę, przedstawiające mężczyznę i kobietę w zwiewnych szatach, o pogodnych twarzach; każda trzymała w ręku kryształową kulę. Okłamał Asmodeana, mówiąc, że je zniszczył.

Niektóre angreale, takie jak krągły człowieczek, który spoczywał w kieszeni Randa, oraz sa’angreale, na przykład Callandor, zwiększały porcję Mocy, którą można było bezpiecznie przenieść za pomocą angreala, podobnie jak angreal powiększał porcję Mocy przenoszonej bez wspomagania. Jedne i drugie należały do rzadkości; Aes Sedai bardzo je ceniły, aczkolwiek potrafiły rozpoznać tylko te, które dostrajały się do kobiet i saidara. Te dwie figurki były czymś innym, nie tak rzadkie, ale równie cenne. Ter’angreale stworzono do używania Mocy nie po to, by ją potęgować, lecz wykorzystywać do specyficznych celów. Aes Sedai nie znały celu, w jakim stworzono większość ter’angreali, które miały w Białej Wieży; niektórymi się posługiwały, nie wiedząc jednak, czy jest to zgodne z ich pierwotnym przeznaczeniem. Rand znał przeznaczenie obu figurek.

Figurka mężczyzny mogła go połączyć z jej ogromną kopią, najpotężniejszym sa’angrealem, jaki kiedykolwiek powstał, nawet gdyby dzielił go od niej cały Ocean Aryth. Tworzenie tego ogromnego posągu zakończono po ponownym zapieczętowaniu więzienia Czarnego...

„Skąd ja to wiem?”

...a następnie ukryto go, nim któryś z popadających w obłęd mężczyzn Aes Sedai zdążył go znaleźć. Figurka kobiety funkcjonowała identycznie w ręku kobiety, łącząc ją z kobiecym ekwiwalentem w postaci ogromnego posągu, który, miał nadzieję, wciąż jeszcze znajdował się w Cairhien, do połowy zagrzebany w ziemi. Z taką ilością Mocy... Moiraine powiedziała, że śmierci Uzdrowić się nie da.

Pamięć, nieproszona, niechciana, powróciła do tamtego przedostatniego razu, kiedy ośmielił się ująć w swe ręce Callandora; na powierzchni Pustki zatańczyły obrazy.

Ciemnowłosa dziewczyna, prawie jeszcze dziecko; leżała na plecach, z oczyma zogromniałymi i wbitymi w sufit, z krwią czerwieniącą gors jej sukni, w miejscu, gdzie przebiegł po niej trollok.

Była w nim Moc. Callandor płonął, a on byt Mocą. Przenosił, kierując strumienie do ciała dziecka, szukając, próbując, .szperając. Ciało dziewczynki poderwało się, ręce i nogi były nienaturalnie sztywne, targały nimi drgawki.

— Rand, nie możesz tego zrobić — krzyknęła Moiraine. — Tylko nie to!

Oddychać. dna musi oddychać. Pierś dziewczynki uniosła się i opadła. Serce. Musi bić. Krew ,już zgęstniała i ciemna, trysnęła, z rany na piersi.

— Żyj! Żyj, a żebyś szczezła! — zawył jego umysł. — Nie chciałem się spóźnić!

Jej oczy wpatrywały się w niego, zasnute mgłą, nie poddając się przepełniającej go Mocy. Bez życia. Po jego policzkach spłynęły nie tamowane łzy.

Brutalnie odepchnął wspomnienie; odgrodzone pancerzem Pustki, mimo to bolało. Z taką ilością Mocy... Nie należało mu ufać, gdy dysponował taką ilością Mocy. „Nie jesteś Stwórcą”, powiedziała mu Moiraine, kiedy stał nad tamtym dzieckiem. A jednak dzięki posągowi mężczyzny, dysponując jedynie połową jego mocy, przenosił kiedyś góry. Mając o wiele mniej, tylko Callandora, był pewien, że potrafi zawrócić obrót Koła, ożywić martwe dziecko. Nie tylko Jedyna Moc była uwodzicielska, sama moc posługiwania się nią mogła być równie groźna. Powinien zniszczyć oba posągi. Zamiast tego na powrót utkał strumienie, na nowo zastawił pułapki.

— Co ty tu robisz? — spytał kobiecy głos, kiedy ściana powróciła do swego pierwotnego stanu.

Pośpiesznie rozwiązał strumienie — łącznie z samym głównym węzłem, który wypełniały śmiertelne niespodzianki — zamknął Moc w swym wnętrzu i odwrócił się.

W porównaniu z Lanfear, całą w bieli i srebrze, Elayne, Min albo Aviendha wyglądałyby przeciętnie. Za same jej czarne oczy mężczyzna oddałby duszę. Na jej widok jego żołądek skurczył się do takiego stopnia, że zebrało mu się na wymioty.

— Czego chcesz? — rzucił ostro. Kiedyś odgrodził Egwene i Elayne, obie jednocześnie, od Prawdziwego Źródła, ale nie mógł sobie przypomnieć, jak tego dokonał. Dopóki Lanfear mogła dotykać Źródła, dopóty miał większe szanse, że schwyta wiatr, niż że ją uwięzi.

„Jeden błysk płomienia stosu i...”

Nie mógł tego zrobić. Była jedną z Przeklętych, jednak wspomnienie kobiecej głowy toczącej się po ziemi sprawiło, że zastygł w miejscu.

— Masz je obydwa — powiedziała wreszcie. — Tak mi się wydawało, że dostrzegłam przelotnie... Jeden przedstawia kobietę, prawda?

Pod wpływem jej uśmiechu serce mężczyzny mogło stanąć i jeszcze byłby za to wdzięczny.

— Powoli zaczynasz się zastanawiać nad moim planem, nieprawdaż? Z nimi, razem, sprawimy, że inni Wybrani uklękną u naszych stóp. Zajmiemy miejsce Wielkiego Władcy, rzucimy wyzwanie Stwórcy. My...

— Zawsze byłaś ambitna, Mierin. — Własny głos zazgrzytał mu w uszach. — Jak myślisz, dlaczego się odwróciłem od ciebie? Nie chodziło o Ilyenę, nawet jeśli tak sądziłaś. Wyrzuciłem cię ze swego serca, jeszcze zanim ją poznałem. Tobą rządzi wyłącznie ambicja. Władza jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnęłaś. Budzisz mój wstręt!

Wpatrywała się w niego zdumiona, z obiema dłońmi przyciśniętymi do brzucha, ciemne oczy stały się jeszcze większe niż zazwyczaj.

— Graendal powiedziała... — zaczęła omdlewającym głosem. Przełknąwszy ślinę, ciągnęła dalej: — Lews Therin? Kocham cię, Lewsie Therinie. Zawsze cię kochałam i zawsze będę cię kochać. Wiesz przecież. Musisz to wiedzieć!

Twarz Randa przypominała skałę; miał nadzieję, że dzięki temu ukrył, iż jest zaszokowany. Nie miał pojęcia, skąd mu się brały te słowa, ale naprawdę miał wrażenie, że ją sobie przypomina. Jakieś mgliste wspomnienie, z odległej przeszłości.

„Nie jestem Lewsem Therinem Telamonem!”

— Nazywam się Rand al’Thor! — warknął szorstko.

— Jasne, że tak się nazywasz. — Powoli skinęła głową, przypatrując mu się uważnie. Chłodne opanowanie powróciło. — No przecież. Asmodean nagadał ci różnych rzeczy na temat Wojny o Moc oraz a mnie. On kłamie. Ty mnie naprawdę kochałeś. Dopóki ta żółtowłosa dziewka, Ilyena, nie ukradła mi ciebie.

Na krótką chwilę wściekłość wykrzywiła jej twarz; nie sądził, by zdawała sobie z tego sprawę.

— Czy wiesz, że Asmodean odciął od Źródła własną matkę? Teraz to nazywają ujarzmianiem. Odciął ją i pozwolił Myrddraalom zabrać ją wrzeszczącą. Możesz ufać takiemu człowiekowi?

Rand wybuchnął głośnym śmiechem.

— Kiedy go schwytałem. sama mi pomogłaś uwięzić. go w pułapce, żeby mnie uczył. A teraz mi mówisz, że nie powinienem mu ufać?