Выбрать главу

— Żeby cię uczył. — Lekceważąco pociągnęła nosem. — Będzie to robił, ponieważ wie, iż już na zawsze dzieli twój los. Nawet gdyby udało mu się przekonać pozostałych, że był więźniem, ta i tak rozedrą go na strzępy, i on o tym wie. Najsłabszemu psu w stadzie często przypada taki los. A poza tym czasami obserwuję jego sny. Jemu się śni, że ty zwyciężysz Wielkiego Władcę i nadasz mu wysokie godności. Czasami śni o mnie. — Jej uśmiech mówił, że te sny są przyjemne dla niej, ale nie dla Asmodeana. — Jednak będzie próbował nastawić ciebie przeciwko mnie.

— Po co przyszłaś? — spytał. Nastawić przeciwko niej? W tym momencie była z całą pewnością przepełniona Mocą, gotowa natychmiast otoczyć go tarczą, gdyby tylko nabrała podejrzeń, że on ma zamiar coś zrobić. Postępowała tak już przedtem, z upokarzającą łatwością.

— Podobasz mi się taki. Arogancki i dumny, pewien swojej siły.

Innym razem stwierdziła, że on jej się podoba, ba tyle w nim niepewności; Lews Therin był za to nazbyt arogancki.

— Po co przyszłaś?

— Tej nocy Rahvin nasłał na ciebie Psy Czarnego — odparła spokojnie, splatając dłonie na brzuchu. — Przybyłabym wcześniej, żeby cię przestrzec, ale jeszcze nie mogę pokazać innym, że stoję po twojej stronie.

Po jego stronie. Jedna z Przeklętych kochała go, a raczej tego człowieka, którym był przed trzema tysiącami lat, i chciała tylko, aby oddał swą duszę Cieniowi i razem z nią władał światem. Albo przynajmniej zasiadł o stopień niżej przy tronie władzy. A oprócz tego, by spróbował zdetronizować zarówno Czarnego, jak i Stwórcę. Czy ona kompletnie oszalała? A może moc tych dwóch wielkich sa’angreali była rzeczywiście tak wielka, jak twierdziła? Wolał, by jego myśli nie podążały w tym kierunku.

— Dlaczego Rahvin miałby nagle norie zaatakować? Asmodean twierdzi, że on pilnuje własnych interesów i że nawet podczas Ostatniej Bitwy, jeśli będzie mógł, zaczeka na uboczu, aż Czarny mnie zniszczy. Dlaczego nie Sammael czy Demandred? Asmodean twierdzi, że arii mnie nienawidzą.

„Nie mnie. Oni nienawidzą Lewsa Therina”. Dla Przeklętych ta było to samo. „Światłości, błagam, jestem Rand al.’Thar”.

Odepchnął nagłe wspomnienie. jak trzymał tę kobietę w swych ramionach, a oboje byli wówczas młodzi i dopiero się uczyli, co można zrobić z Mocą.

„Jestem Rand al’Thor!”

— Dlaczego nie Semirhage, Moghedien albo Graen...?

— Bo obecnie zagrażasz właśnie jego interesom. — Roześmiała się. — „To ty nie wiesz, gdzie on jest? W Andorze, w samym Caemlyn. Jest tam absolutnym władcą, tyle że nie nazwanym. Morgase wdzięczy się i tańczy, jak on jej zagra, ona i razem z nią pół tuzina innych. — Wydęła z niesmakiem usta. — Wysłał umyślnych, żeby przetrząsnęli wszystkie miasta i wsie w poszukiwaniu dla niego nowych ślicznotek.

Przez krótki moment nie potrafił się otrząsnąć z szoku. Matka Elayne w rękach jednego z Przeklętych. Mimo to nie okazał śladu zaniepokojenia. Lanfear nieraz udowodniła, że jest zazdrosna; była w stanie odszukać Elayne i zabić ją, gdyby podejrzewała, że Rand coś do niej czuje.

„A co ja do niej czuję?”

Oprócz tego zdał sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy, i wiedza ta unosiła się poza skorupą Pustki, zimna i okrutna w swej prawdzie. Nie ruszy do ataku na Rahvina, nawet jeśli Lanfear nie zmyśla.

„Wybacz mi, Elayne, nie mogę”.

Równie dobrze mogła kłamać — nie uroniłaby nawet jednej łzy po Przeklętym, którego by zabił; wszyscy stali na drodze do urzeczywistnienia jej planów — w każdym jednak razie nie mógł zareagować na to, co robili Przeklęci, bo mogliby wówczas na tej podstawie wywnioskować, co sobie zamierzył. Trzeba zmuszać ich by reagowali na jego działania, a potem zdziwią się tak, jak się zdziwili Lanfear i Asmodean.

— Czy Rahvin uważa, że ja popędzę na ratunek Morgase? — spytał. — Widziałem ją w życiu tylko raz. Dwie Rzeki na mapie stanowią część Andoru, ale ja nigdy nie widziałem członka Gwardii Królewskiej w Dwu Rzekach. Od pokoleń nikt tam żadnego nie widział. Powiedz mieszkańcowi Dwu Rzek, że Morgase jest jego królową, a zapewne pomyśli, że oszalałaś.

— Wątpię, by Rahvin oczekiwał, że popędzisz na ratunek swej ojczyźnie — odparła kwaśno Lanfear — spodziewa się natomiast, że będziesz bronił swoich ambicji. On ma zamiar zastąpić Morgase na Tronie Słońca i wykorzystać ją jako kukiełkę do czasu, kiedy będzie mógł się ujawnić. Z każdym dniem do Andoru przybywa coraz więcej żołnierzy. A ty posłałeś taireńskie wojska na północ, by zabezpieczyć swoje panowanie nad tą krainą. Nic dziwnego, że zaatakował natychmiast, kiedy cię znalazł.

Rand potrząsnął głową. To wcale nie tak było z tym wysyłaniem Tairenian, ale nie sądził, by zrozumiała. Albo uwierzyła, gdyby jej nawet powiedział.

— Dziękuję ci za ostrzeżenie. — Uprzejmość względem Przeklętej! Rzecz jasna nie mógł nic zrobić, najwyżej mieć nadzieję, że przynajmniej część tego, co mu powiedziała, jest prawdą.

„Dobry powód, żeby jej nie zabijać. Powie ci więcej, niż jej się wydaje, jeśli będziesz uważnie słuchać”.

Miał nadzieję, że to jego własna myśl, nieważne, iż chłodna i cyniczna.

— Odgradzasz swoje sny przede mną.

— Przed wszystkimi. — Tak brzmiała prosta prawda, aczkolwiek ona na liście zajmowała równie poczesne miejsce, jak Mądre.

— Sny należą do mnie. Zwłaszcza twoje sny i ty sam. — Jej twarz pozostała gładka, ale głos stwardniał. — Mogę się przebić przez twe zabezpieczenia. Nie spodoba ci się to.

Chcąc okazać obojętność, usiadł na swym legowisku z zaplecionymi nogami i dłońmi opartymi na kolanach. Uznał, że ma twarz równie spokojną jak ona. W jego wnętrzu wzbierała Moc. Miał przygotowane strumienie Powietrza, którymi zamierzał ją związać, a także strumienie Ducha. Z nich tkało się tarczę oddzielającą od Prawdziwego Źródłu. Tortura, której poddał swój umysł, głowiąc się, jak to zrobić, wydawała się odległa, ale i tak nie potrafił sobie przypomnieć. Bez tego pozostałe działania były bezużyteczne. Mogła rozerwać albo posiekać wszystko, co on utka, nawet jeśli tego nie zobaczy. Asmodean próbował nauczyć go tej sztuczki, ale to okazało się trudne bez splotu kobiecego, na którym można by ćwiczyć.

Lanfear zmierzyła go niefrasobliwym wzrokiem, lekki grymas zmącił jej urodę.

— Zbadałam sny kobiet Aiel. Tych tak zwanych Mądrych. One nie bardzo wiedzą, jak się otaczać tarczą. Mogłabym je tak nastraszyć, że już nigdy nic im się nie przyśni, a już z pewnością nie przyjdzie do głowy, by wdzierać się do twoich snów.

— Myślałem, że nie zechcesz mi jawnie pomagać. — Nie odważył się powiedzieć, by zostawiła Mądre w spokoju; równie dobrze mogła coś im zrobić tylko po to, żeby mu dokuczyć. Od samego początku dawała do zrozumienia, nawet jeśli nie mówiła tego wprost, że zamierza mieć nad nim przewagę. — Czy przez to nie ryzykujesz, iż jeszcze jakiś Przeklęty się dowie? Nie jesteś jedyna, która wie, jak wchodzić do cudzych snów.

— Wybranych — odparła nieobecnym głosem. Przez chwilę zagryzała swą pełną dolną wargę. — Sny dziewcząt też obserwuję. Egwene. Kiedyś myślałam, że coś do niej czujesz. Czy wiesz, o kim ona śni? O synu i o pasierbie Morgase. Najczęściej o synu, o Gawynie. — Śmiejąc się, udała, że jest zaszokowana. — Nie uwierzyłbyś, że prosta wieśniaczka może miewać takie sny.

Zorientował się, że usiłuje sprawdzić, czy jest zazdrosny. Naprawdę myślała, że on ogradza swoje sny, żeby ukryć myśli o jakiejś innej kobiecie!

— Panny mnie strzegą — powiedział pochmurnie. — Jeśli chcesz wiedzieć, do jakiego stopnia, to przyjrzyj się snom Isendre.