Выбрать главу

Pierwsze spojrzenie na szyld gospody — błyszczące złote słońce dokładnie takie, jak to, które Synowie nosili na płaszczach — sprawiło, że pożałowała, iż konio-dzik oszczędził to miejsce na niekorzyść drugiej gospody. Przynajmniej na tle słońca nie czerwieniał pastorał. Połowa mężczyzn wypełniających wspólną izbę odziana była w śnieżnobiałe płaszcze, hełmy położyli na stołach przed sobą. Wciągnęła głęboko powietrze i wzięła się w garść, aby przy pierwszej sposobności nie odwrócić się na pięcie i nie uciec.

Pominąwszy obecność żołnierzy, w gospodzie panowała miła atmosfera. Ściętymi zielonymi gałęziami przystrojono wygasłe paleniska dwu wielkich kominków, a z kuchni dolatywały przyjemne zapachy. Odziane w białe fartuchy służące uśmiechały się wesoło, lawirując między stołami z tacami pełnymi wina i jedzenia.

Przybycie lady wywołało poruszenie tylko nieznaczne, wioska znajdowała się bowiem blisko stolicy. A może miało to związek z tym dworem lorda, który niedawno mijały. Kilku mężczyzn spojrzało na nią, więcej oczu z zainteresowaniem zmierzyło „służącą”, choć gdy zobaczyli, że na twarzy Nynaeve pojawił się odpychający grymas, kiedy zdała sobie sprawę, iż na nią patrzą, szybko wbili wzrok na powrót w puchary pełne wina. Nynaeve zdawała się uważać skierowane na nią spojrzenia mężczyzn za rodzaj przestępstwa, nawet jeśli nie mówili nic i nie zaczepiali jej. Biorąc to pod uwagę, Elayne często się zastanawiała, dlaczego tamta nie nosi sukien mniej rzucających się w oczy. Musiała się mocno napracować, zanim wreszcie udało jej się odpowiednio dopasować na nią prostą szarą sukienkę. Sama Nynaeve kompletnie nie potrafiła dać sobie rady z igłą i nitką.

Właścicielka gospody, pani Jharen, była pulchną kobietą o długich posiwiałych włosach, ciepłym uśmiechu i badawczym spojrzeniu ciemnych oczach. Elayne podejrzewała, że z odległości dziesięciu kroków potrafi wypatrzyć postrzępioną lamówkę lub pustą sakiewkę. Im najwyraźniej udało się korzystnie przejść oględziny, karczmarka wykonała bowiem głęboki ukłon, szeroko unosząc szare spódnice i przywitała ją wylewnie, koniecznie chcąc. się dowiedzieć, czy lady zdąża do Amadoru czy w przeciwną stronę.

— Z Amadoru — odrzekła Elayne z leniwą niedbałością — Bale w mieście były nawet przyjemne, a król Ailron dokładnie tak przystojny, jak powiadają, co nie często jest prawdą w przypadku koronowanych głów, ale niestety muszę wracać do swych posiadłości. Chciałabym otrzymać pokój dla siebie i dla Nany oraz coś dla mego forysia i woźnicy.

Pomyślała o Nynaeve i rozkładanym łóżku i szybko dodała:

— Muszę mieć dwa przyzwoite łóżka, Nana powinna spać blisko mnie, a jeśli będzie miała tylko rozkładane, jej chrapanie nie pozwoli mi zasnąć.

Po pełnej szacunku twarzy Nynaeve przemknęło nieznaczne drgnienie — leciutkie skrzywienie na szczęście tylko — ale była to szczera prawda. Chrapała straszliwie.

— Oczywiście, moja pani — zgodziła się pulchna oberżystka. — Mam właśnie coś odpowiedniego. Ale twoi ludzie będą musieli się przespać w stajni, na stryszku z sianem. Jak sama widzisz, mam obecnie wielu gości. Wczoraj trupa włóczęgów przyprowadziła ze sobą jakieś straszne wielkie stworzenia, a jedno z nich zupełnie zniszczyło „Królewskiego Lansjera”. Biedny Sim, stracił co najmniej połowę swoich klientów i wszyscy oni musieli przyjść do mnie.

W jej uśmiechu było jednak znacznie więcej satysfakcji niźli prawdziwego współczucia.

— Wszakże mam jeszcze jeden wolny pokój.

— Pewna jestem, że będzie najzupełniej odpowiedni. Gdybyś mogła, przyślij mi na górę zapasową świecę i trochę wody do mycia, przypuszczam, że wyruszę wczesnym rankiem. — Za oknem wciąż jeszcze błyszczało na niebie słońce, jednak delikatnie przyłożyła dłoń do ust jakby tłumiąc ziewnięcie.

— Oczywiście, moja pani. Jak sobie życzysz. Tędy proszę.

Pani Jharen zdawała się sądzić, że musi zabawiać Elayne, kiedy prowadziła je na pierwsze piętro gospody. Cały czas mówiła o tym, jak wielu ma gości, i że to prawdziwy cud, iż został jej jeszcze jeden pokój, o włóczęgach z ich zwierzętami, o tym jak ich wyrzucono z miasteczka i przegnano precz. o wszystkich szlachetnie urodzonych, którym przez lata zdarzyło się zatrzymać w jej domu, raz nawet gościła samego Lorda Kapitana Komandora Synów Światłości. Cóż, poprzedniego dnia przejeżdżał tędy Myśliwy Polujący na Róg, udając się do Łzy, a przecież powiadają, że Kamień Łzy wpadł w ręce jakiegoś fałszywego Smoka i czy nie jest to straszną nikczemnością, że ludzie potrafią robić takie potworne rzeczy?

— Mam nadzieję, że nigdy go nie znajdą. — Jej siwe loki zafalowały, gdy gwałtownie potrząsnęła głową.

— Rogu Valere? — zapytała Elayne.. — Dlaczego nie?

— Cóż, moja pani, jeśli go znajdą, oznaczać to będzie, że zbliża się Ostatnia Bitwa. Że Czarny się uwolnił. — Pani Jharen zadrżała. — Niechaj Światłość sprawi, by Rogu nigdy nie znaleziono. W ten sposób Ostatnia Bitwa nigdy nie nastąpi, nieprawdaż?

Raczej niemożliwe byłoby znalezienie właściwiej odpowiedzi na tak dziwną logikę.

Sypialnia okazała się jeśli nie ciasna, to z pewnością przytulna. Dwa wąskie łóżka z pasiastymi kapami stały po obu stronach okna wychodzącego na ulicę. Między nimi znajdował się maleńki stoliczek, na którym stała lampa i krzesiwo z hubką, skromny, kwiaciasty dywanik oraz umywalnia z małym lustrem dopełniały umeblowania pomieszczenia. Wszystko było czyste i wypucowane.

Karczmarka uklepała poduszki i wygładziła koce, potem poinformowała je, że materace wypchano najlepszym gęsim puchem; że ludzie pani mogą wnieść jej kufer tylnymi schodami i będzie im z pewnością bardzo przyjemnie, nocą bowiem wieje nawet lekki wiatr, jeżeli się otworzy okno i zostawi uchylone drzwi. Jakby ona spała z drzwiami otwartymi na korytarz, po którym wszyscy chodzą! Dwie dziewczyny w fartuchach wniosły wielki dzban pełen parującej wody oraz dużą emaliowaną tacę, przykrytą białą serwetą, zanim Elayne udało się wreszcie pozbyć pani Jharen.

— Sądzę, że jej się wydaje, iż nawet mimo dziury w ścianie mogłybyśmy pójść do „Królewskiego Lansjera” — powiedziała, kiedy drzwi za tamtą zamknęły się na dobre. Rozejrzała się po pokoju i skrzywiła. Ledwie starczy miejsca dla nich i kufra. — Nie jestem wcale pewna, czy nie powinnyśmy.

— Ja wcale nie chrapię — oznajmiła Nynaeve napiętym głosem.

— Oczywiście, że nie. Musiałam coś jednak powiedzieć.

Nynaeve głośno i znacząco odkaszlnęła, ale rzekła tylko:

— To dobrze, że jestem na tyle zmęczona, by bez przeszkód zasnąć. Oprócz widłokorzenia w sklepie tej Macury nie znalazłam nic, co by pomagało na sen.

Thom i Juilin musieli trzy razy wchodzić po schodach, zanim udało im się wnieść wszystkie drewniane kufry wzmacniane żelaznymi sztabami; przez cały czas narzekali, jak to zwykle mężczyźni, że muszą wciągać je po wąskich schodach w tylnej części gospody. Nie podobało im się również, że muszą spać w stajni, ale kiedy wtargali do pomieszczenia pierwszy kufer, trzymając go z dwu stron — miał zawiasy w kształcie liści; mieściła się w nim większość ich pieniędzy oraz innych wartościowych rzeczy, wśród nich ter’angreale - wystarczył im tylko jeden rzut oka na pokój, by nie rzec ani słowa więcej. Przynajmniej na ten temat.

— Zamierzamy posłuchać, o czym rozmawiają ludzie we wspólnej izbie — oznajmił Thom, kiedy ostatni kufer znalazł się w środku. Przestrzeni zostało niemal tyle tylko, by można było dojść do umywalni.