Выбрать главу

Przebiegły szybko przez podwórze stajni do alejki wiodącej między jej ścianą a wysokim kamiennym murem. Załadowany po brzegi wóz, otoczony rojem much i ledwie mieszczący się w alejce, z turkotem przejechał obok. Nynaeve podejrzewała, że Elayne otacza poświata ,saidara, chociaż sama nie mogła jej zobaczyć. Ją natomiast przepełniała wiara, że psu nie zachce się szczekać, że nikt nie wyjdzie z kuchni czy stajni. Gdyby musiały użyć Mocy, nie byłoby sposobu by wymknąć się cicho, plotki zaś o tym, jak otworzyły sobie drogę, zapewne by dotarły do Galada, wskazując mu ślad ich ucieczki.

Nierówna drewniana brama w końcu alejki była zamknięta jedynie na zasuwę, a wąska ulica za nią, wzdłuż której stały proste domy z kamienia kryte przeważnie strzechami, świeciła pustką, wyjąwszy garstkę chłopców grających w jakąś grę, która zdawała się polegać na wzajemnym obrzucaniu się woreczkami wypełnionymi fasolą. Jedynym dorosłym w zasięgu wzroku był mężczyzna karmiący stadko gołębi na dachu po przeciwnej stronie ulicy, z otworu w dachu wystawały mu tylko ramiona i głowa. I on, i chłopcy spojrzeli na nie przelotnie, kiedy zamknęły bramę i ruszyły krętą uliczką, zachowując się tak, jakby miały wszelkie prawo tu przebywać.

Przeszły dobre pięć mil drogą wiodącą ze Siendy na zachód, zanim dogonili je Thom i Juilin. Thom powoził czymś, co przypominało z wyglądu wóz Druciarza, z tym że pojazd pomalowany był na jeden tylko kolor, płowozielony, a na dodatek farba wielkimi płatami schodziła z burt. Nynaeve była jednak wdzięczna, że może wcisnąć swe tobołki pod siedzenie woźnicy, ale mniej okazała się zadowolona, gdy zobaczyła, że Juilin dosiada Leniucha.

— Mówiłam ci, żebyś nie wracał do gospody — upomniała go, przysięgając sobie jednocześnie, że go czymś uderzy, jeżeli spojrzy znowu na Thoma.

— Nie wróciłem — powiedział nieświadom, że właśnie udało mu się uniknąć guza. — Powiedziałem głównemu stajennemu, że moja pani pragnie świeżych jagód z lasu, że Thom i ja zostaliśmy wysłani, aby ich nazbierać. To są głupoty, które niektórzy arysto...

Urwał i odchrząknął, kiedy siedząca obok Thoma Elayne rzuciła mu chłodne spojrzenie.

— Musieliśmy wymyślić jakiś powód, żeby opuścić gospodę i stajnię — oznajmił Thom, smagając batem konie. — Przypuszczam, że wy powiedziałyście, iż omdlałe od upału musicie wycofać się do swej izby na krótki wypoczynek, ale stajenni zapewne zaczęliby się zastanawiać, dlaczego my wolimy włóczyć się gdzieś w tym żarze, zamiast zostać na przyjemnie chłodnym stryszku na sianie, nie mając nic do roboty, a być może z dzbanem ale pod ręką. Przypuszczam jednak, że nikt nie będzie sobie zawracał nami głowy.

Elayne rzuciła Thomowi pozbawione wyrazu spojrzenie — bez wątpienia za owe „omdlałe od upału” — ale udał, iż nic nie widzi. Albo być może rzeczywiście nie dostrzegł. Mężczyżni potrafili być ślepi, kiedy im tak było wygodnie. Nynaeve parsknęła głośno; ona tego nie zapomni. Thom zaś, skończywszy swą kwestię, trzasnął mocno batem ponad głowami prowadzących koni wystarczająco szybko, by uciąć dalszą dyskusję. Była to tylko wymówka, aby mogli się zmieniać podczas jazdy. Kolejna rzecz, którą robili mężczyźni — znajdowali sobie wymówki, aby robić dokładnie to, co chcieli. Przynajmniej Elayne patrzyła teraz na niego spode łba, zamiast się głupio wdzięczyć.

— Ostatniej nocy dowiedziałem się czegoś jeszcze — ciągnął dalej Thom po dłuższej chwili. — Pedron Niall próbuje zjednoczyć narody przeciwko kandowi.

— Nie żebym ci nie wierzyła, Thom — odparła Nynaeve — ale jak się tego dowiedziałeś? Nie wierzę, by jakiś Biały Płaszcz zwyczajnie ci o tym powiedział.

— Zbyt wielu ludzi powtarzało tę samą plotkę, Nynaeve. Że w Łzie objawił się fałszywy Smok. Mówili o nim, nawet nie wspominając o proroctwach dotyczących upadku Kamienia Łzy czy a Callandorze. Ten człowiek jest niebezpieczny, powiadali tym samym, a narody winny się zjednoczyć tak, jak się to zdarzyło podczas Wojen o Aiel. A któż lepiej nadaje się, by poprowadzić je przeciwko temu fałszywemu Smokowi niźli Pedron Niall? Kiedy zbyt wiele języków powtarza te same słowa, tych samych myśli można się doszukiwać wyżej, a w Amadicii nawet Ailron nie pozwoli sobie na głośne wypowiedzenie własnych myśli, nie poradziwszy się wpierw Pedrona Nialla.

Stary, prosty bard zawsze łączył ze sobą pogłoski oraz szepty i bardzo często dedukował z nich poprawne odpowiedzi. Nie, nie prosty -bard; powinna o tym pamiętać. Cokolwiek o sobie twierdził, był kiedyś nadwornym bardem i najprawdopodobniej mógł obserwować z bliska wszystkie te dworskie intrygi, o których mówiły jego opowieści. Być może nawet sam w nich uczestniczył, skoro był kochankiem Morgase. Spojrzała na niego spod oka, pomarszczona twarz z krzaczastymi siwymi brwiami, długie wąsy równie śnieżnobiałe jak włosy na głowie. Mogły przypaść do gustu niektórym kobietom.

— Należało się czegoś takiego spodziewać. — Nigdy by jej to nie przyszło do głowy. A powinno.

— Matka na pewno poprze Randa — powiedziała Elayne. — Wiem, że tak będzie. Ona zna Proroctwa. A ma równie wielkie wpływy jak Pedron Niall.

Thom leciutko pokręcił głową, negując przynajmniej ostatnią część jej wypowiedzi. Morgase rządziła bogatym narodem, ale Białe Płaszcze były wszędzie, w ich szeregach znajdowali się żołnierze pochodzący z każdego kraju. Nynaeve zrozumiała, że powinna zacząć przykładać baczniejszą uwagę do tego, co mówi Thom. Być może on naprawdę posiadał tę wiedzę, do której rościł sobie pretensje..

— A więc sądzisz, że powinnyśmy pozwolić Galadowi odwieźć nas do Caemlyn?

Elayne pochyliła się do przodu i rzuciła jej ostre spojrzenie.

— Na pewno nie. Po pierwsze dlatego. że nie ma sposobu, aby upewnić się, iż jest to jego własna decyzja. A po drugie... — Wyprostowała się, kryjąc za ciałem Thoma; wyglądało to tak, jakby mówiła do siebie, napominała samą siebie. — Po drugie, jeżeli Matka naprawdę zwróciła się przeciwko Wieży, wolę wytłumaczyć jej wszystko listownie, kiedy nadarzy się odpowiednia okazja. Ona potrafiłaby uwięzić nas obie w pałacu, oczywiście dla naszego dobra. Może być niezdolna do przenoszenia, ale nie mam ochoty próbować się jej przeciwstawiać, dopóki nie będę pełną Aes Sedai. Jeśli w ogóle.

— Silna kobieta — powiedział z zadowoleniem Thom. — Morgase szybko nauczyłaby cię dobrych manier, Nynaeve.

Potraktowała go kolejnym głośnym parsknięciem – te luźne włosy spływające jej na ramiona zupełnie nie nadawały się do szarpania — ale stary głupiec jedynie uśmiechnął się do niej szeroko.

Kiedy dotarły do obozowiska menażerii, słońce stało już wysoko na niebie, tamci wciąż koczowali na starym miejscu, na polanie przy drodze. Utrzymujący się nieprzerwanie upał powodował, że nawet dęby wyglądały na nieco zmarniałe. Wyjąwszy konie i wielkie szare konio-dziki, wszystkie zwierzęta zamknięte były w swoich klatkach, w zasięgu wzroku nie dało się dostrzec również żadnego człowieka, bez wątpienia wszyscy pochowali się w swoich wozach, które zresztą nie różniły się szczególnie od ich pojazdu. Nynaeve i pozostali zdążyli już zejść na ziemię, zanim pojawił się Valan Luca, wciąż w tej głupawej pelerynie z czerwonego jedwabiu.

Tym razem nie przywitały ich żadne kwieciste przemowy, żadne ukłony połączone z zamiataniem połami peleryny. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy rozpoznał Thoma i Juilina, zwęziły gdy spojrzał na pudełkowaty wóz. Pochylił się, aby zajrzeć pod daszki czepków, a jego uśmiech nie był już wcale przyjemny.

— Czyżby nie powiodło się w świecie, moja lady Morelin? A może nigdy nią nie byliśmy? Ukradłaś powóz i trochę rzeczy, nieprawdaż? Cóż, niechętnie bym oglądał takie śliczne czółko z wypalonym piętnem. A tak właśnie tutaj postępują, na wypadek gdybyś nie wiedziała, o ile nie robią gorszych rzeczy. A więc, ponieważ wygląda na to, że się o tym dowiedziałaś... w przeciwnym razie czemu byś uciekała?... sugerowałbym, żebyś śpieszyła, ile tylko sił. Jeżeli chcesz z powrotem dostać ten swój przeklęty grosz, to leży gdzieś na drodze. Rzuciłem go za tobą i może sobie tam leżeć aż do czasu Tarmon Gai’don, jeśli o mnie chodzi.