– Tak myślałem. Nazywam się Kurt Austin. Jestem z NUMA.
– NUMA?! – wykrzyknął Lombardo, podszedł i potrząsnął dłonią Austina. – Miło pana widzieć! Mieliśmy fart, że się pan zjawił.
– To nie tylko fart – odrzekł Austin. – Szukałem was. Mieliście być na “Argo” dziś rano.
– Przepraszamy – powiedział Lombardo. – Zrobiliśmy mały skok w bok, żeby zbadać starą ruską bazę okrętów podwodnych. Powinna gdzieś tu być.
– Kapitan “Argo” jest trochę wkurzony. Psujecie mu rozkład jazdy. Mogliście nas zawiadomić, że zmieniliście plany.
Austin uśmiechał się, ale mówił z wyczuwalną przyganą.
– To moja wina – powiedział Kaela. – Myśleliśmy, że zajmie nam to tylko kilka godzin. Chcieliśmy powiadomić was z morza, ale na naszym wynajętym kutrze nie działało radio. Kapitan zawrócił do portu, bo nawalał mu silnik. Miał też naprawić radio i połączyć się z wami.
– To musiał być ten kuter, który widziałem po drodze.
Przytaknęła.
– Miał nas stąd zabrać jutro rano. Dzięki za uratowanie nam życia. Przepraszam, że narobiliśmy panu tyle kłopotu.
Austin nie chciał już ich męczyć.
– Żaden kłopot – odparł i popatrzył na zdemolowany samolocik. – No… może niewielki. Dlaczego przewrócił się wam ponton?
– Ktoś na brzegu strzelał do nas i zabił Turka przy sterze – wyjaśniła Kaela. – Z boku uderzyła fala i przewróciła łódź. Schowaliśmy się pod spodem, chcieliśmy odpłynąć od plaży, ale fale były za silne i wylądowaliśmy tutaj. – Obejrzała się na wydmę. – Wie pan, kim byli tamci ludzie na koniach?
Austin nie odpowiedział. Przyglądał się jej. Kaela zdała sobie sprawę, że mokra koszulka i szorty oblepiają ciasno jej ciało. Austin wyczuł zażenowanie Kaeli i przeniósł wzrok na dymiącą wydmę.
– Nie wyglądali na uczniów z miejscowej szkółki jeździeckiej – odrzekł. – Rozejrzyjmy się.
Ruszył w górę pochyłej plaży. Reszta ostrożnie wspięła się za nim. Ogień dogasał. Przeszli przez spaloną trawę na szczycie wydmy. Austin zauważył na ziemi coś błyszczącego. Podszedł bliżej. Szabla. Podniósł ją i wypróbował w dłoni. Długie, zakrzywione ostrze było doskonale wyważone. Austin zacisnął zęby. Wyobraził sobie, co może zrobić z ludzkim ciałem klinga ostra jak skalpel. Oglądał napis wygrawerowany cyrylicą na ostrzu, kiedy zawołał go Australijczyk. Dundee stał po kolana w kępie ocalałej z pożaru trawy i coś pokazywał.
– Go tam? – zapytał Austin.
– Sztywny facet.
Austin wbił szablę w piasek i podszedł. U stóp Australijczyka leżał na plecach mężczyzna z otwartymi, szklistymi oczami. Miał czarną, zapiaszczoną brodę i wąsy. Wyglądał na czterdzieści kilka lat. Głowa była wygięta pod nienaturalnym kątem. Z boku zapadniętej twarzy ciekła krew.
– Pewnie spadł z konia… – domyślił się Austin – i dostał kopytem w głowę.
Nie żałował zabitego jeźdźca.
Lombardo wydobył kamerę z pontonu wyciągniętego na brzeg i filmował miejsce potyczki. Podszedł z Kaela do trupa i gwizdnął cicho.
– Co to za przebieraniec?
Austin przyklęknął obok zwłok.
Martwy mężczyzna miał na sobie długi szary płaszcz i workowate spodnie, wpuszczone w czarne buty z cholewami. Kilka kroków dalej leżała czarna futrzana czapa. Ramiona jeźdźca zdobiły czerwone epolety. Z szerokiego skórzanego pasa zwisała kabura pistoletu i pochwa szabli. Na piersi krzyżowały się pasy z nabojami. Na szyi miał zawieszony sztylet w pochwie.
– Jezu! – powiedział zdumiony Dundee. – Ten gość to chodzący arsenał.
Austin przeszukał trawę dookoła. Kilka metrów dalej znalazł karabin.
Przyłożył kolbę do ramienia i otworzył dobrze naoliwiony zamek. Na lufie, podobnie jak na ostrzu szabli, widniał napis wygrawerowany cyrylicą. Austin kolekcjonował pistolety do pojedynków i znał się na starej broni. Karabin systemu Mosin-Nagant miał ponad sto lat, ale był w doskonałym stanie. Całe szczęście, że jeźdźcy nie mieli nowocześniejszej broni automatycznej. Jeden kałasznikow posiekałby “Gooneya” na strzępy.
Oddał karabin Australijczykowi i przeszukał kieszenie trupa. Pusto. Odpiął od czapki lśniący metalowy emblemat i schował. Lombardo skończył filmować pole bitwy i Kaela zaproponowała, żeby zrobić kilka ujęć parterowych betonowych budynków w głębi lądu.
– Niezbyt dobry pomysł – odrzekł Austin i wskazał ślady kopyt, biegnące w tamtym kierunku. – Lepiej stąd zniknąć.
Obawiał się, że jeźdźcy mogą wrócić. Oparł karabin o ramię, wziął szablę i ruszył z powrotem w kierunku plaży. Na szczycie wydmy dogoniła go Kaela.
– Wie pan, o co tu chodzi? – zapytała. – Dlaczego tamci ludzie chcieli nas załatwić?
– Wiem tyle, ile pani. Dopóki nie zaczęli do mnie strzelać, myślałem, że kręcą film.
– Mieliśmy fart, że kiepsko celowali – zaczęła i urwała, bo Austin znów przyglądał się jej twarzy. – Coś nie w porządku?
– Głupio mi to powiedzieć.
– Nie wierzę. Nie wygląda pan na nieśmiałego.
Austin wzruszył ramionami.
– Chyba już się spotkaliśmy.
– Przykro mi, ale na pewno bym pamiętała.
– Po prostu jest pani uderzająco podobna do księżniczki, którą widziałem namalowaną na ścianie w egipskiej świątyni.
Kaela była wysoka, miała długie, zgrabne nogi, śniadą cerę i długie, czarne, kręcone włosy, piękne usta i oczy jak ciemne bursztyny. Była atrakcyjną kobietą i mężczyźni prawili jej różne komplementy. Ale takiego nigdy jeszcze nie słyszała. Popatrzyła przeciągle na Austina.
– A pan wygląda jak pirat z okrętu kapitana Kidda.
Austin roześmiał się i przeczesał palcami zmierzwione włosy.
– Bardzo możliwe, ale nie żartowałem z tą księżniczką. Choć jest pani sporo młodsza od niej. Jej portret powstał chyba cztery tysiące lat przed naszą erą.
– Różnie mnie już nazywano, ale nigdy egipską mumią. Jeśli to komplement, dziękuję. Również za uratowanie nam życia. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołamy się panu zrewanżować, panie Austin.
– Może pani zacząć od tego, że przejdziemy na ty. Mam na imię Kurt. Mogę mówić do pani Kaela?
Uśmiechnęła się.
– Oczywiście.
– Jesteśmy teraz starymi znajomymi, więc zapraszam na kolację. Co ty na to?
Rozejrzała się po pustej plaży.
– Co proponujesz? Coś z podręcznika harcerza? Korzenie i jagody?
– Zakończyłem karierę na zuchach. Myślałem o kaczce z pomarańczami. Gwarantuję stolik z widokiem na morze.
– Tutaj?
– Nie, tam – wskazał turkusowy statek, który płynął w ich kierunku. – Lokal “Argo”. Szef kuchni pracował w Four Seasons, zanim ściągnęła go NUMA.
– Trudno nie skorzystać z takiego zaproszenia. Ale chyba nie jestem odpowiednio ubrana.
– Na statku na pewno coś znajdziemy. Zapytam, kiedy zadzwonię, żeby zrobić rezerwację. Jakimś cudem radio ocalało przy lądowaniu. Wywołam statek, a ty sprowadź tu swoich przyjaciół. Radzę się pospieszyć. Jesteśmy w Rosji, nie mam paszportu. Lepiej nie nadużywać ich gościnności.
Austin wrócił do roztrzaskanego samolociku. Kaela odprowadziła go wzrokiem. Kim jest ten facet? I co to za Zespół Specjalny NUMA? Krzyknęła, żeby Mike i Dundee skończyli filmować. Potem pobiegła do Austina.
6
Moskwa, Rosja
Wiktor Pietrow odłożył słuchawkę na widełki i zapatrzył się w przestrzeń. Po chwili zadumy wstał zza biurka i podszedł do okna. Przyjrzał się miastu, zatrzymał wzrok na cebulastych wieżach cerkwi Wasyla Błogosławionego i uniósł rękę do blizny na prawym policzku. Ledwo czuł dotyk palców przez przypominającą pergamin skórę. Ile to już lat? Piętnaście. Dziwne. Po tych wszystkich latach jeden telefon wywołał wspomnienie przeszywającego bólu.