– Tu amerykański statek “Talon” do niezidentyfikowanego radzieckiego statku ratowniczego – powiedział ktoś łamanym językiem rosyjskim. – Proszę się zgłosić.
– Radziecki statek ratowniczy do “Talona” – odpowiedział po angielsku Pietrow z amerykańskim akcentem, którego nauczył się na państwowych kursach.
– Nie miałby pan nic przeciwko temu, żebyśmy rozmawiali po angielsku? – zapytał Amerykanin. – Mój rosyjski trochę zardzewiał.
– Proszę bardzo. Chce nas pan zawiadomić, że się wycofujecie?
– Nie, chcę się dowiedzieć, czy macie kawior.
Pietrow uśmiechnął się.
– Nigdy go nam nie brakuje. Kiedy odpływacie?
– A jednak nie zna pan angielskiego tak dobrze, jak myślałem. Nie mamy zamiaru opuszczać wód międzynarodowych.
– Więc odpowiedzialność za ewentualne reperkusje spadnie wyłącznie na was.
– Nie przyjmujemy tego do wiadomości.
– W takim razie nie mamy innego wyjścia niż rozwiązanie siłowe.
– Dogadajmy się, tawariszcz – odrzekł Amerykanin. – Obaj wiemy, co jest na wraku i jaki problem może to stworzyć dla naszych krajów. Mam propozycję. Wycofamy się, a wy zejdziecie na dół i zabierzecie waszą, hm… skradzioną własność. Możemy wam nawet pomóc, jeśli chcecie. Kiedy skończycie swoją robotę, odpłyniecie stąd, a my pozbędziemy się dowodu. Co pan na to?
– Interesująca propozycja.
– Tak myślę.
– Skąd mam wiedzieć, czy mogę panu zaufać?
– Czyny mówią więcej niż słowa. Wydałem rozkaz cofnięcia się o pół mili morskiej.
Pietrow patrzył, jak amerykański statek podnosi kotwicę i oddala się od miejsca akcji. Uważał, że mimo wszystko Amerykanin jest zdecydowany wykonać swoje zadanie. Alternatywą dla ich umowy było użycie siły. Pietrow nie lubił hazardu. Gdyby Amerykanin chciał go wykołować, Pietrow mógł wykorzystać uzbrojonych ludzi na swoim statku i wezwać radziecką flotę wojenną, która czekała w pogotowiu. Jednak bez względu na wynik taka konfrontacja nie wyszłaby mu na dobre.
– W porządku – powiedział. – Jak tylko skończymy, odpłyniemy stąd i będziecie mogli zrobić swoje.
– Doskonale. A przy okazji, jak pan się nazywa? Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia.
Pytanie zaskoczyło Piętrowa. W gruncie rzeczy nie miał własnego nazwiska. Używał takiego, jakie mu akurat dano.
– Może mi pan mówić Iwan.
Amerykanin wybuchnął śmiechem.
– Założę się, że połowa facetów na tym statku to Iwany. Dobra, a ja jestem John Doe.
Pietrow nie tracił czasu. Natychmiast wysłał nurków na kontenerowiec. Dziura po torpedzie dawała stosunkowo dobry dostęp do wnętrza kadłuba. Wydobyto dwie głowice nuklearne. Przeżyli chwile grozy, kiedy prądy morskie zaczęły znosić linę, ale po niecałej dobie pracy operacja zakończyła się sukcesem. Pietrow zawiadomił Amerykanów i wycofał się. Statki płynące w przeciwnych kierunkach minęły się w odległości kilkuset metrów. Pietrow stał na pokładzie i patrzył przez lornetkę na amerykańską jednostkę. Zobaczył, że przygląda mu się barczysty, siwy mężczyzna. Amerykanin nagle opuścił lornetkę i pomachał ręką. Pietrow zignorował go.
Następne spotkanie było mniej przyjazne. Nad Zatoką Perską został w tajemniczych okolicznościach zestrzelony samolot pasażerski z kraju Trzeciego Świata. Oba supermocarstwa podejrzewały się o to wzajemnie. Pietrow i Austin znów zlokalizowali samolot jednocześnie. Rosyjski statek omal nie staranował amerykańskiego. Austin zobaczył na pokładzie uzbrojonych ludzi Pietrowa. Połączył się z nim i ostrzegł, że wlepi mu mandat za nieostrożną jazdę. Tym razem nie zamierzał ustąpić. Do międzynarodowego incydentu nie doszło tylko dlatego, że zjawiły się statki z kraju, z którego pochodził samolot.
Kiedy Amerykanie i Rosjanie odpływali w przeciwnych kierunkach, Austin pożegnał Piętrowa przez radio.
– Na razie, Iwan. Do następnego spotkania.
Arogancki Jankes wkurzał Pietrowa.
– Módl się, żeby do tego nie doszło – odparł ostrzegawczo. – Żaden z nas nie będzie zadowolony z wyniku.
Osiem miesięcy później jego przewidywania sprawdziły się.
W czasach zimnej wojny Stany Zjednoczone prowadziły ryzykowną akcję szpiegowską. Kiedy po latach ujawniono tajemnicę, pewien pisarz nazwał ją blefem ślepca, niebezpieczną grą paru odważnych dowódców i załóg okrętów podwodnych. Zapuszczali się na odległość kilku kilometrów od brzegów rosyjskich, żeby zbierać informacje wywiadowcze. Jeden z planów zakładał zainstalowanie podsłuchu elektronicznego na podwodnych kablach telefonicznych.
W spartańskiej klitce biurowej w Moskwie Pietrow zapalił cienkie cygaro hawańskie. Wypuścił dym z ust i cofnął się pamięcią o lata. Zobaczył poranną mgłę, unoszącą się nad ciemną, zimną powierzchnią Morza Barentsa. I swój statek, prujący fale z pełną szybkością.
Był w Moskwie, próbując zdobyć fundusze na nowy sprzęt. I wówczas zadzwonił jeden z asystentów Pietrowa. Zameldował o dziwnej wiadomości przechwyconej z niezidentyfikowanego statku u wybrzeży Rosji. Zakodowany sygnał był krótki, jakby operator nadał go w pośpiechu. Szyfranci radzieccy próbowali złamać kod. Pietrow pomyślał, że jeśli ktoś zaryzykował wysłanie wiadomości, musi być w tarapatach. Dobrze wiedział o amerykańskich okrętach podwodnych na Morzu Barentsa. Czyżby któryś potrzebował pomocy?
Przerwał spotkanie i poleciał do Murmańska. W porcie czekał jego statek badawczy. Sprzęt naukowy uzupełniono bombami głębinowymi, działkami i oddziałem uzbrojonych marynarzy. Zanim statek wyszedł w morze, złamano kod. Wiadomość zawierała jedno słowo: “Ugrzęźliśmy”. Pietrow rozkazał wszystkim okrętom i samolotom szukać obcej jednostki na wodzie i pod wodą.
Jednak mimo czujności Rosjan “Talon” perfekcyjnie przeprowadził akcję ratowniczą. Statek amerykański przypłynął nocą. Na pokładzie był ekspert od języka rosyjskiego. Kiedy zostali namierzeni przez radar, podał fałszywą identyfikację statku. W ten sposób zyskali na czasie. Inny amerykański okręt podwodny z hałaśliwie pracującą śrubą odwrócił uwagę Rosjan. Unieruchomiony okręt szpiegowski spoczywał na dnie sto metrów pod powierzchnią. Spaliły się kable i wysiadło zasilanie. Stuosobową załogę wydobyto w ciągu kilku godzin za pomocą specjalnego dzwonu głębinowego.
Pietrow odkrył w końcu podstęp i pruł swoim statkiem na miejsce akcji. Płynął wzdłuż kabla telefonicznego. Nagle magnetometr wykazał ogromną masę żelaza. To mógł być tylko amerykański okręt podwodny. W pobliżu zauważył szybko uciekający statek ratowniczy. Pietrow rozpoznał “Talona”. Wywołał go po angielsku, wymieniając jego nazwę, i kazał mu się zatrzymać.
Przez radio odpowiedział znajomy głos.
– To ty, Iwan? – zapytał człowiek, który nazywał siebie Johnem Doe. – Miło mi cię znów słyszeć.
– Przygotujcie się do wpuszczenia nas na pokład albo was zatopimy.
Z głośnika rozległ się śmiech.
– Daj spokój, Iwan. Myślałem, że Rosjanie są lepszymi szachistami.
– Szczerze mówiąc, wolę pokera.
– I najwyraźniej dlatego umiesz blefować.
– Ostrzegam po raz ostatni. Za pięć minut będą tu samoloty. Jeśli się nie zatrzymacie, zatopimy was.
– Za późno, Iwan. Za trzy minuty będziemy na wodach międzynarodowych. Nasz departament stanu i departament obrony znają sytuację. Chyba nie masz dziś fartu.
– Zobaczymy. Został tutaj wasz okręt podwodny z całą zawartością, panie Doe. Nasi naukowcy dobiorą się do waszego supertajnego sprzętu.
– Nic z tego, stary.
– Dlaczego? Wasz “Glomar Explorer” to nie jedyna jednostka do wydobywania okrętów podwodnych.