Выбрать главу

– Możemy przyjrzeć się tamtej okolicy przez satelitę.

– Potrzebujemy też kogoś na ziemi.

– A co z pańską obietnicą daną prezydentowi?

– Obiecałem tylko nie szukać NR-1. Nic nie mówiłem o rosyjskiej bazie okrętów podwodnych – odrzekł Sandecker z chytrym błyskiem w oku. – Poza tym Austin jest już na pewno poza zasięgiem mojego telefonu.

– Słyszałem, że aktywność plam na słońcu zakłóca łączność.

– Oczywiście będziemy próbowali nawiązać kontakt. Prezydent leci do Montany na ryby. Podejrzewam, że szybko wróci, jeśli rząd rosyjski upadnie.

Gunn wyglądał na zakłopotanego.

– Jeżeli naprawdę jest jakieś zagrożenie, czy nie powinniśmy powiedzieć o tym prezydentowi?

Sandecker podszedł do okna i popatrzył na Potomac. Po chwili odwrócił się.

– Wiesz, na czym Sid Sparkman dorobił się milionów?

– Oczywiście. Na kopalniach.

– Właśnie. Jak Razow.

– Przypadek?

– Może tak, może nie. Chłopcy z jednej branży często trzymają się razem. Możliwe, że ci dwaj się znają. Dopóki się nie upewnimy, że zagrożenie jest realne, lepiej nie mówić o tym głośno.

– Sugeruje pan…

– Nie mam żadnych podstaw, żeby posunąć się aż tak daleko. Na razie.

Gunn zacisnął wargi, w jego oczach pojawił się niepokój.

– Mam nadzieję, że Kurt i reszta nie przeholują.

Sandecker uśmiechnął się ponuro.

– To nie byłby pierwszy raz

11

Morze Czarne

Austin szedł wzdłuż Bosforu. Minął terminal promowy, a potem smukłe statki wycieczkowe. W końcu zapach gnijących ryb powiedział mu, że jest blisko nabrzeża rybackiego. Przybywało mew. W porcie stała flotylla zdezelowanych kutrów. Od drewna odłaziła farba, metal zżerała korozja. Stare łajby chyba tylko cudem utrzymywały się na wodzie. Austin przystanął obok solidnej, drewnianej łodzi, wyglądającej tak, jakby przeszła kapitalny remont. Czarny kadłub i biała sterówka lśniły świeżą farbą, metalowe części ociekały olejem.

Austin wyjął z kieszeni złożoną kartkę z nagryzmolonym słowem “Turgut”. Zgadzało się z białym napisem na rufie. Uśmiechnął się z uznaniem. Polubił kapitana Kemala, zanim go poznał. Turgut był słynnym szesnastowiecznym admirałem z okresu panowania Sulejmana Wspaniałego. Ten, kto nazwał antyczny kuter jego imieniem, musiał znać historię i mieć poczucie humoru.

Na pokładzie widać było jakiegoś mężczyznę w czarnym garniturze z dwurzędową marynarką. Siedział na zwoju grubej liny i naprawiał sieci rozciągnięte na kolanach.

Austin powitał go po turecku.

– Meraba – zawołał. – Mogę wejść na pokład?

Mężczyzna podniósł wzrok.

– Meraba – odpowiedział i zrobił zapraszający gest.

Austin wspiął się po trapie na pokład. Łódź miała około piętnastu metrów długości i szeroki kadłub, zapewniający stabilność. Rozejrzał się po “Turgucie”. Kuter wyglądał jak zabytek z czasów imperium ottomańskiego. Utrzymywanie go na chodzie musiało kosztować mnóstwo wysiłku. Austin podszedł do siedzącego mężczyzny.

– Szukam kapitana Kemala.

– To ja – odrzekł rybak.

Przebiegał palcami po sieci, nie omijając żadnego oczka.

Kapitan przekroczył pięćdziesiątkę. Był drobnej budowy, miał szczupłą twarz i oliwkową cerę, zaczerwienioną od słońca i wiatru. Ciemne, siwiejące włosy przykrywała wełniana czapka. Był gładko ogolony z wyjątkiem nastroszonych wąsików. Wyglądały, jakby przytrzymywał je zakrzywiony, wydatny nos. Z radia u stóp Kemala płynęła cicha muzyka turecka.

– Nazywam się Kurt Austin. Jestem z Narodowej Agencji Badań Morskich i Podwodnych. Byłem na naszym statku “Argo”, kiedy znaleźliśmy ciało pańskiego kuzyna Mehmeta.

Kemal smutno skinął głową i odłożył sieć.

– Dziś rano był jego pogrzeb – powiedział po angielsku. Dotknął rękawa marynarki, żeby pokazać, że włożył najlepszy i jedyny garnitur.

– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

Kapitan pokręcił głową i wskazał stos sieci, sięgający do pasa.

– Proszę siadać, panie Austin.

– Dobrze pan mówi po angielsku.

Kemal pokazał w uśmiechu złoty ząb.

– Dziękuję. Kiedy byłem młodszy, pracowałem jako kucharz w amerykańskiej bazie lotniczej pod Ankarą. Ciężko harowałem, ale dobrze płacili i odłożyłem na ten kuter.

– Zauważyłem, że ochrzcił go pan imieniem wielkiego admirała.

Zaskoczony Kemal uniósł krzaczaste brwi.

– Turgut to nasz bohater narodowy.

– Wiem. Czytałem jego biografię.

Kapitan przyjrzał się Austinowi głęboko osadzonymi, piwnymi oczami.

– Niech pan podziękuje ode mnie ludziom z NUMA. Rodzina Mehmeta byłaby załamana, gdyby nie mogła go pochować.

– Przekażę pańskie podziękowania kapitanowi Atwoodowi i załodze “Argo”. Dowiedziałem się o panu od panny Dorn.

Kemal uśmiechnął się.

– Od tej pięknej reporterki telewizyjnej? Wpadła tu wczoraj wieczorem. Obiecała, że wdowa po Mehmecie dostanie duże odszkodowanie. Nie zarobiłby tyle przez całe życie. Bóg jest wielki.

– Dzwoniłem wcześniej do jej hotelu. Powiedzieli mi, że się wymeldowała.

– Poleciała do Paryża. Chce znów wynająć mój kuter, ale musi dostać zgodę swoich szefów.

Austin przyjął wiadomość o wyjeździe Kaeli z mieszanymi uczuciami. Żałował, że nie zdążył jej bliżej poznać, ale piękna reporterka przeszkadzałaby mu.

– Co jeszcze mówiła?

– Opowiedziała mi, jak zginął Mehmet. Ekipę telewizyjną ostrzelali bandyci na koniach. Zabili mojego kuzyna, a przecież on nigdy nikogo nie skrzywdził.

– Fakt, to bandyci.

– Mówiła, że zaatakował ich pan małym samolocikiem. Ilu pan zabił?

– Nie jestem pewien. Znaleźliśmy tylko jedno ciało.

– Dobre i to. Co to za ludzie?

– Nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć.

Kemal uniósł brwi.

– Chce pan wrócić do tej bazy?

– Jeśli znajdę łódź, która mnie tam zabierze.

– Ma pan przecież statek NUMA.

– Użycie statku agencji rządowej nie byłoby dobrym pomysłem – odrzekł Austin i rozejrzał się po “Turgucie”. – Potrzebuję czegoś, co nie zwróci uwagi.

W ciemnych oczach Turka pojawiło się zrozumienie.

– Jak na przykład kuter rybacki?

Austin uśmiechnął się.

– Właśnie.

Kapitan przyjrzał mu się uważnie, potem wstał i poszedł do sterówki. Wrócił z dużą butelką i dwoma wyszczerbionymi kubkami do kawy. Odkorkował flaszkę i nalał dwie solidne porcje. Podał jedną Austinowi i uniósł swój kubek.

– Za Mehmeta.

Stuknęli się. Kemal przełknął mocny alkohol jak wodę.

Austin poznał po zapachu, że ma w kubku turecką wódkę raki. Zwykle nie pił, dopóki słońce nie opadło na wysokość rei, ale nie chciał być nieuprzejmy. Ostrożnie wziął trochę wódki do ust i zaczekał, aż palący alkohol spłynie do gardła. Pomyślał, że takie musi być uczucie przy łykaniu tłuczonego szkła.

Kemal dopił swoją porcję i ku wielkiej uldze Austina odstawił kubek.

Popatrzył badawczo na Austina.

– Dlaczego chce pan tam wrócić? Pana też mogą zastrzelić.

– Mało prawdopodobne. Poprzednio daliśmy się zaskoczyć i nie mieliśmy broni. Teraz będzie inaczej.

Kemal zastanowił się. Austin był zadowolony, że kapitan nie jest człowiekiem, który podejmuje pochopne decyzje. Jego opanowanie mogło się przydać. Turek zajrzał do swojego kubka.

– Czuję się odpowiedzialny za śmierć Mehmeta. Wysłałem go z ekipą telewizyjną, żeby trochę zarobił.

– Nikt nie mógł przewidzieć, że zostanie zastrzelony.