Выбрать главу

– Sprawa jest dość skomplikowana. Kapitan i sternik przepadli bez śladu. Sama łódź też. Kurt chciał, żeby cała nasza trójka spotkała się z załogą.

– Odnalezienie tych facetów to duży wyczyn NUMA i admirała – powiedział Paul.

– Niestety, nie możemy liczyć na oklaski. Nie wiem, jak to rozegrają, bo nikt nie podał do wiadomości publicznej, że łódź została porwana. Góra trzymała to w tajemnicy.

– W Waszyngtonie trudno coś utrzymać w tajemnicy – przypomniał Paul. – Ta historia musi wyjść na jaw.

– Oczywiście. Zawiadomiliśmy marynarkę, że uratowaliśmy ich ludzi, ale celowo pominęliśmy szczegóły. To nie jest strategia na dłuższą metę. Dlatego musimy rozgryźć sprawę do końca. Napijmy się jeszcze kawy i opowiecie mi o waszym spotkaniu z Atamanem.

Gamay zgłosiła się na ochotnika do napełnienia kubków.

– Niech Paul mówi. Ja tylko trochę to ubarwię.

Gunn słuchał w milczeniu. Troutowie wiedzieli z doświadczenia, że analizuje każdy szczegół. Był najlepszy na swoim roku w Akademii Marynarki Stanów Zjednoczonych i miał kiedyś stopień komandora. Zanim został zastępcą Sandeckera. nadzorował logistykę i programy badań oceanograficznych NUMA.

Kiedy skończyli opowiadać, zasypał ich pytaniami. Interesował go zwłaszcza “szalony mnich” Borys i uwaga Jurija o nieobecności wielkich statków wiertniczych w porcie. Gwałtowna reakcja ochroniarzy Atamana była łatwa do wytłumaczenia: Razow ma coś do ukrycia i nie lubi, kiedy ktoś węszy wokół niego. Jednak Borys i nieobecne statki wiertnicze nie pasowały do równania, które ułożył Gunn. Odchylił się do tyłu w fotelu, poprawił okulary w rogowej oprawie i złączył końce palców. Wyglądał jak Sherlock Holmes przy rozwiązywaniu zagadki. Brakowało mu tylko fajki i czapki myśliwskiej.

W tym momencie rozległ się głos pilota.

– Podchodzimy do “Argo”. Jeśli spojrzycie w prawo, zobaczycie go.

Na statku włączono wszystkie światła. “Argo” wyglądał jak gigantyczna pływająca choinka na tle atramentowej czerni morza. Helikopter zawisnął nad statkiem i wolno usiadł na stanowisku ładowniczym, oznaczonym wielkim migającym X. Lądowanie było niemal idealne, koła tylko lekko stuknęły w pokład. Rotor przestał się obracać i drugi pilot przyszedł otworzyć drzwi. Pasażerowie podziękowali załodze maszyny za udany lot i zeszli po schodkach, mrużąc oczy przed blaskiem reflektorów, które zamieniły noc w dzień. Siwe włosy i szerokie bary Austina rzucały się w oczy w tłumie witających. Podszedł, uścisnął rękę Gunnowi i otoczył ramionami Troutów.

– Mam nadzieję, że zdążyliście wypić martini.

Gamay uśmiechnęła się i cmoknęła go w policzek.

– Tak, po dwa na głowę.

– Przepraszam, że ściągnąłem was tutaj natychmiast po waszym powrocie z Noworosyjska – powiedział Austin i zaprowadził ich do mesy na lemoniadę ze świeżych owoców. – Joe zabawia załogę NR-1 w sali konferencyjnej. Spotkamy się z nimi za piętnaście minut i posłuchamy ich relacji. Rwą się do domu. Poprosiłem, żeby poświęcili nam godzinkę, dopóki helikopter nie będzie zatankowany.

Kiedy Austin opowiedział szczegóły uratowania załogi, ubawiony Gunn wydął wargi.

– Nie chcę umniejszać niebezpieczeństw, które opisałeś, ale ci wszyscy ludzie biegający w kółko kojarzą mi się z filmami o Różowej Panterze.

– Mnie przypominali raczej policyjne ofermy z niemych komedii. Kiedyś będę się śmiał z tej zwariowanej przygody, ale gdybym mógł jeszcze bardziej posiwieć, pewnie tak by się stało.

– Intryguje mnie ten twój Iwan – powiedział Gunn. – Skąd go znasz?

– Z czasów, kiedy pracowałem w CIA.

– To przyjaciel czy wróg?

– W tej chwili uznałbym go za przyjaciela. Może dużo zrobić, jeśli dojdzie do wniosku, że jest to w interesie Rosji. To człowiek skryty i sprytny. Inaczej nie przetrwałby tylu czystek w wywiadzie rosyjskim.

– Uważasz, że mimo jego przeszłości powinniśmy mu ufać?

– Na razie. Z jednego bardzo ważnego powodu.

– To znaczy? – zapytał Gunn.

– Mamy tylko jego.

19

Kiedy Austin wszedł do sali konferencyjnej, szczęśliwie uratowani podwodniacy, śmiejąc się wesoło, wspominali swoje przygody. Ludzie z NR-1 przeszli na statku badania lekarskie, najedli się do syta i dostali kombinezony robocze NUMA. Poza skaleczeniami i siniakami nikt nie ucierpiał. Przy metalowym stole na środku sali siedział kapitan Atwood, chorąży Kreisman i Joe Zavala. Joe uśmiechnął się na widok swoich kolegów z NUMA. Wstał i podszedł, żeby uścisnąć dłoń Gunnowi i Troutowi. Jako wielbiciel kobiet, pocałował Gamay w policzek.

Austin dokonał szybkiej prezentacji.

– Za kilka godzin będziecie z powrotem w Stambule – powiedział. – Wasze rodziny już wiedzą, że jesteście bezpieczni.

Głośny aplauz.

– Wiem, że spieszycie się do domu – ciągnął – ale mam prośbę. Słyszeliśmy tylko fragmenty waszej niezwykłej historii. Zanim helikopter będzie gotów do drogi, chcielibyśmy poznać całe zdarzenie od początku do końca.

Wstał chorąży Kreisman.

– Chętnie wszystko wyjaśnimy. Dziękuję w imieniu załogi za wydostanie nas stamtąd.

– Jeśli pozwolicie, zabawię się w Perry Masona. Tak chyba będzie szybciej – rzekł Austin.

– Nie ma problemu, sir.

– W porządku. Możemy zaczynać?

Kreisman podszedł do mapy morskiej wiszącej na ścianie i pokazał wschodnią część Morza Egejskiego.

– Mieliśmy zadanie zejść pod wodę po znaleziska archeologiczne u wybrzeży Turcji. Tutaj… – postukał w mapę. – Oprócz stałej załogi, dowodzonej przez kapitana Logana, na pokładzie był doktor Josef Pułaski z Instytutu Technologicznego Massachusetts.

Gunn podniósł rękę.

– Mam informację na ten temat. Kiedy dowiedzieliśmy się o uprowadzeniu waszej łodzi podwodnej, znaleźliśmy jego nazwisko na liście załogi. Skontaktowaliśmy się z Instytutem. Nigdy nie słyszeli o tym facecie.

Chorąży pokręcił głową.

– Szkoda, że go nie sprawdziliśmy, zanim wszedł na pokład. W każdym razie nasza operacja zakończyła się sukcesem. Wydobyliśmy manipulatorem wiele artefaktów. Kiedy przygotowywaliśmy się do wynurzenia, Pułaski wyciągnął pistolet. Kapitan poinformował nas o tym ze sterowni przez interkom. Łódź uniosła się nieco w górę i zawisła w bezruchu.

– Na jak dna go? – zapytał Austin.

– Na prawie dwadzieścia pięć minut. Potem na monitorach pojawił się wielki cień. Wyglądał jak wieloryb albo rekin podpływający pod łódź. Rozległ się głośny łomot. Łódź tak się zatrzęsła, że kto nie zdążył się czegoś przytrzymać, upadł na podłogę. Usłyszeliśmy zgrzyty i drapanie, jakby po kadłubie zewnętrznym pełzały wielkie metalowe żuki. To byli nurkowie. Widzieliśmy ich na monitorach. Jeden nawet pomachał do kamery. Potem nurkowie zniknęli i popłynęliśmy szybko przez morze.

– Gdzie był przez cały czas kapitan, sternik i ten naukowiec? – spytał Austin.

– W sterowni.

– Czy kapitan mówił coś jeszcze?

– Tak, sir. Prosił o kawę i kanapki.

– Co robił statek ubezpieczający?

– Wywoływali nas przez radio, dopóki Pułaski nie kazał zerwać łączności.

– Jak długo płynęliście pod wodą? – zapytał Austin.

– Kilka godzin. Kiedy wynurzyliśmy się, było ciemno jak w Hadesie. Nigdzie ani światełka. Potem do NR-1 wtargnęli przez właz uzbrojeni faceci.

– Rosjanie?

– Trudno powiedzieć, ale chyba widziałem u nich AK-47. Mieli kombinezony kamuflujące i zachowywali się jak zawodowi żołnierze. Nie to, co tamte świry na koniach. Nie odezwali się ani słowem. Gadał tylko Pułaski. Kazał nam wyjść z NR-1 i znaleźliśmy się na pokładzie wielkiego okrętu podwodnego.