Выбрать главу

– Mam nadzieję, że to nie krew – odezwał się Zavala.

– Ktoś wlókł tędy ciało. Może niejedno. Wyrzucił je za burtę. Na relingu też jest krew.

Austin wszedł z ciężkim sercem do chłodnego wnętrza statku. Sprawdzili mesę, bibliotekę i główne laboratorium. Potem wspięli się na mostek. Im głębiej się zapuszczali, tym bardziej stawało się jasne, że “Sea Hunter” to pływająca trupiarnia. Wszędzie były plamy, a nawet kałuże krwi. Austin zaciskał zęby. Osobiście znał większość tutejszej załogi i naukowców.

Doszli do sterowni. Nerwy mieli napięte jak struny. Na podłodze walały się mapy, dokumenty i kawałki wybitych szyb. Austin podniósł mikrofon radiowy, wyrwany z gniazdka. Konsola łącznościowa była podziurawiona kulami.

– Teraz wiemy, dlaczego nie odpowiadali – powiedział.

Zavala mamrotał coś po hiszpańsku.

– To wygląda jak po wizycie bandy Mansona.

– Lepiej sprawdźmy kajuty – odrzekł Austin.

Zeszli w grobowej ciszy dwa poziomy niżej. Przeszukali kajuty załogi, oficerów i naukowców. Wszędzie ślady rzezi i nikogo żywego. W końcu dotarli do magazynu.

Austin pchnął drzwi, sięgnął do środka i zapalił światło. Na drewnianych paletach stały rzędami tekturowe pudła. Wokół nich znajdowało się wąskie przejście, a w rogu była winda towarowa do kuchni.

Austin usłyszał cichy dźwięk i położył palec na spuście. Pokazał Zavali drogę. Joe skinął głową i ruszył bezszelestnie jak duch. Austin przekradł się wzdłuż ściany i wyjrzał zza sterty kartonów z pomidorami w puszkach. Dźwięk powtórzył się, tym razem głośniej. Gdy Zavala pojawił się z drugiej strony, Austin położył palec na ustach i wskazał szczelinę między pudłami. Z głębi doszedł stłumiony jęk.

Austin odsunął Zavalę na bok. Trzymając rewolwer w obu dłoniach, wycelował między kartony i ruszył naprzód. Omiótł lufą ciasną kryjówkę i zaklął. Omal nie zastrzelił skulonej młodej kobiety.

Wyglądała żałośnie. Ciemne loki opadały na twarz, w zaczerwienionych oczach lśniły łzy, ciekło jej z nosa. Siedziała wciśnięta w półmetrową szparę z nogami pod brodą i rękami zaciśniętymi wokół kolan. Na widok Austina zaczęła cicho zawodzić.

Austin zorientował się, że kobieta w kółko powtarza “nie”. Schował broń do kabury i przykucnął naprzeciwko.

– Proszę się nie bać – powiedział. – Jesteśmy z NUMA. Rozumie pani?

Utkwiła w nim wzrok i powtórzyła bezgłośnie:

– NUMA…

– Zgadza się – przytaknął. – Nazywam się Kurt Austin. A ten facet to Joe Zavala. Przylecieliśmy z “Argo”. Wywoływaliśmy was przez radio. Może nam pani wyjaśnić, co się stało?

Gwałtownie pokręciła głową.

– Może wyjdziemy na świeże powietrze? – zaproponował Austin.

Znów pokręciła głową. Nie zapowiadało się łatwo. Wyciąganie jej siłą z ciasnej kryjówki mogło się źle skończyć. Dla niej i dla nich. Była w szoku. Austin wyciągnął otwartą dłoń. Patrzyła na nią przez chwilę, potem dotknęła jego palców, jakby sprawdzała, czy są prawdziwe. Kontakt fizyczny przy wrócił ją do rzeczywistości.

– Dwa lata temu pływałem na tym statku – powiedział Austin. – Dobrze znam kapitana Brewera.

Przyjrzała się jego twarzy i nagle przypomniała sobie.

– Widziałam pana kiedyś w centrali NUMA.

– Bardzo możliwe. Z jakiego pani jest działu?

Pokręciła głową.

– Nie pracuję w NUMA. Wykładam na Uniwersytecie Teksańskim. Nazywam się Jane Montague.

– Nie chce pani stąd wyjść? Tu chyba nie jest zbyt wygodnie.

Skrzywiła się.

– Czuję się jak sardynka w puszce.

Przebłysk humoru był dobrym znakiem. Austin pomógł jej wyjść z kryjówki i przekazał ją Zavali. Joe zapytał, czy nie jest ranna.

– Nie. Mogę chodzić.

Zrobiła parę kroków, ale musiała przytrzymać się jego ramienia.

Wspięli się na pokład rufowy. Jan usiadła na zwoju liny, mrużąc oczy od słońca. Zavala podał jej płaską butelkę tequili, którą na wszelki wypadek nosił w plecaku. Alkohol przywrócił dziewczynie kolory, w zgaszonych oczach błysnęło życie. Popatrzyła na morze.

– Przypłynęli tutaj – odezwała się w końcu.

– Kto?

– Zabójcy. Zjawili się o świcie. Większość z nas jeszcze spała.

– Czym przypłynęli?

– Nie wiem. Nie widziałam. Wpadli do mojej kajuty i zwlekli mnie z koi. Mieli dziwne mundury, workowate spodnie i wysokie buty. Zabili moją współlokatorkę. Zastrzelili bez ostrzeżenia. Słyszałam strzały na całym statku.

– Powiedzieli, kim są?

– Nie odzywali się. Od razu wzięli się do roboty, jakby szlachtowali bydło w rzeźni. Tylko jeden mówił.

– Jak wyglądał?

Uniosła drżącymi rękami butelkę i łyknęła tequili.

– Był bardzo wysoki, bardzo chudy i blady, jakby nigdy nie wychodził na słońce. Miał długą brodę i zmierzwione włosy. Śmierdział, jakby nie mył się od miesięcy. – Zmarszczyła nos z obrzydzeniem.

– Jak był ubrany?

– Cały na czarno, jak ksiądz. Ale najgorsze były oczy – wzdrygnęła się. – Za duże do jego twarzy. Okrągłe, wytrzeszczone. Nie wyrażające żadnych emocji.

– Coś mówił?

– Musiałam zemdleć. Ocknęłam się na koi. Pochylał się nade mną. Miał taki cuchnący oddech, że o mało nie zwymiotowałam. Na statku panowała cisza. Słyszałam tylko jego głos. Hipnotyzujący jak syk węża. Powiedział, że zabił wszystkich na statku oprócz mnie. Pozwolił mi przeżyć, żebym przekazała wiadomość.

Rozpłakała się, łkając konwulsyjnie.

– Chciał, żeby NUMA wiedziała, że to zemsta za zabicie gwardzistów i naruszenie “świętej ziemi”. Powiedział, że szuka Kurta Austina.

– Jest pani pewna, że wymienił moje nazwisko?

– Nie mogę się mylić. Odpowiedziałam, że nie ma pana tutaj. Oni wiedzieli, że pan jest na “Argo”. Kiedy ten człowiek przekonał się, że pomylili statki, dostał szału. Kazał mi przekazać NUMA i Stanom Zjednoczonym, że to tylko próbka tego, co się niedługo stanie.

– Coś jeszcze?

– To wszystko, co zapamiętałam.

Oczy Jane znów przygasły.

Austin podziękował jej i podszedł do swojego plecaka leżącego na pokładzie. Wyjął telefon Globalstar. Po kilku sekundach rozmawiał z Gunnem.

– Jesteś jeszcze w powietrzu?

– Ledwo się utrzymujemy. Lecimy na oparach paliwa, ale zdążymy. A co z wami?

– W porządku.

Gunn wyczuł, że coś jest nie tak.

– Jaka sytuacja na “Hunterze”?

– To nie na telefon, ale najgorsza z możliwych.

– Pomoc w drodze – odparł Gunn. – Rozmawiałem z Sandeckerem. Zadzwonił do kumpli z marynarki. Są wdzięczni za uratowanie załogi NR-1. Kiedy powiedział, że potrzebujesz wsparcia, wycofali krążownik z ćwiczeń NATO w tym rejonie.

– W tej chwili wolałbym lotniskowiec, ale niech będzie.

– Okręt dopłynie do ciebie za dwie godziny. Potrzebujesz jeszcze czegoś?

Spojrzenie Austina stwardniało. Jego głos zabrzmiał groźnie.

– Chciałbym się spotkać z pewnym wyłupiastookim psycholem.

25

Marynarka przysłała na “Sea Huntera” uzbrojony oddział, ale nic nie można było zrobić bez grupy dochodzeniowej. Austin nie potrzebował eksperta od medycyny sądowej, żeby wiedzieć, co się rozegrało. Zabójcy podpłynęli do statku, zakradli się cicho na pokład i wymordowali wszystkich z wyjątkiem jednej kobiety. Celowo zostawili ją przy życiu. Atakiem dowodził maniak, który mówił o zemście.

Z relacji świadka jasno wynikało, że napad był rewanżem. Austin zadzwonił do centrali NUMA i poprosił o ostrzeżenie wszystkich statków agencji. Zwłaszcza tych na Morzu Śródziemnym. Czuł się winny. Zavala przekonywał go, że nikt nie mógł przewidzieć takiej jatki. Austin ledwo hamował wściekłość. Zavala znał zimny, nieobecny wyraz jego twarzy. Wiedział, że Austin dopadnie zabójców.