– W takim razie może pogadam sobie kilka minut z gospodarzem.
– Z Razowem?! To niezbyt mądre posunięcie.
– Może sprowokuję go na tyle, że popełni błąd.
– Słyszałem, że zabawa z grzechotnikami nie jest bezpieczna. Ale niech pan robi, co pan chce. Ja się trochę tutaj pokręcę. Trzeba coś zjeść i wypić.
– Przyszedłeś sam?
Pietrow wziął kieliszek wódki z tacy kelnera. Wypił i uśmiechnął się.
– Gdyby mnie pan potrzebował, będę w pobliżu.
Przyjęcie nabierało tempa. Goście spacerowali po pokładzie z drinkami i jedzeniem. Kapela kozacka grał teraz rocka. Pietrow wmieszał się w tłum i zniknął jak liść porwany przez strumień. Austin zauważył Razowa w otoczeniu grupki ludzi. Podszedł bliżej. Zastanawiał się, jak ominąć ochronę osobistą Rosjanina. W sukurs przyszła mu para długonogich psów. Wyrwały się swojemu panu i popędziły do Austina. Znów skoczyły na niego, oparły łapy na jego piersi i wylizały mu twarz.
Austin chwycił smycze i ściągnął krótko, żeby okiełznać szalejące charty. Podbiegł ich treser. Austin miał już przekazać mu psy, gdy zobaczył, że nadchodzi Razow w towarzystwie dwóch goryli.
– Widzę, że zna pan już Saszę i Gorkiego – powiedział z uśmiechem. Wziął od Austina smycze i po rosyjsku wydał komendę. Psy natychmiast grzecznie usiadły.
– Niedawno podzieliłem się z nimi kiełbaskami i żeberkami – wyjaśnił Austin. – Chyba nie ma pan nic przeciwko temu?
– Dziwne, że to zjadły – odrzekł Razow. – Są żywione dużo lepiej niż większość ludzi. Jestem gospodarzem tej małej uroczystości. Nazywam się Razow.
Wyciągnął rękę i zerknął na identyfikator na szyi Austina.
– Tak, wiem. Słyszałem pańskie przemówienie. Wywarło na mnie duże wrażenie. Nazywam się Kurt Austin.
Austin tak mocno ścisnął dłoń Razowa, że zatrzeszczały kości. Rosjanin omal nie skrzywił się z bólu.
– Słynny pan Austin – odpowiedział Razow z kamienną twarzą. – Wyobrażałem sobie pana zupełnie inaczej.
– Wzajemnie. Jest pan dużo niższy niż myślałem.
Razow nie chwycił przynęty.
– Nie wiedziałem, że przeniósł się pan do telewizji. O ile pamiętam, przedtem pracował pan w NUMA.
– To tylko chwilowe zajęcie dodatkowe. Nadal jestem w NUMA. Ostatnio poszukiwaliśmy pewnego skarbu w Morzu Czarnym.
– Mam nadzieję, że było warto.
– Ktoś mnie ubiegł w dotarciu do wraku “Odessa Star”.
– Niestety, w tej branży jest duża konkurencja.
– Nie rozumiem tylko, dlaczego ktoś, kto ma już nieprawdopodobny majątek, zadał sobie tyle trudu, żeby wydobyć kilka błyskotek.
– Nas, Rosjan, zawsze fascynowały “błyskotki”, jak pan to określił. Wierzymy, że oprócz wartości materialnej dają właścicielowi potężną moc.
– Skarb nie pomógł carowi i jego rodzinie.
– Rodzina carska padła ofiarą zdrady.
– Przypuszczam, że chce pan zwrócić skarb narodowi rosyjskiemu.
– Nic pan nie wie o moich rodakach – odparł Razow. – Nie obchodzą ich kosztowności. Potrzebują twardej ręki przywódcy, który zwróci im dumę narodową i odstraszy kraje czyhające na Rosję jak sępy.
– Domyślam się, że pańska tajna operacja “Trojka” to sukces.
– “Trojka” nie jest tajna – odrzekł Razow z nieukrywaną pogardą. – To skrótowa nazwa mojego planu otwarcia centrów handlu w Bostonie, Charlestonie i Miami. Niech pan się rozejrzy, panie Austin. Moje interesy nie są groźne.
– A masakra na statku NUMA? Co pan o niej powie?
– Czytałem o tym w prasie. To z pewnością tragedia, ale nie mam nic wspólnego z tamtym nieszczęśliwym wypadkiem.
– Nie dziwię się, że nie przyznaje się pan do tej akcji. To była partacka robota. Spieprzyłeś sprawę, Razow. Twój wściekły pies pomylił statki. Nie było mnie na “Sea Hunterze”. Twoi ludzie wymordowali całą załogę na darmo. Ale oczywiście już wiesz o tym.
Austin dostrzegł w oczach Razowa błysk wściekłości.
– Rozczarowuje mnie pan, panie Austin. Naprawdę. Wkrada się pan na mój jacht w tym idiotycznym przebraniu, pije moją wódkę, je moje zakąski i odpłaca mi się za gościnność, nazywając mnie mordercą.
– Miałem jeszcze inny powód, żeby wejść na pokład. Chciałem spojrzeć w oczy facetowi, którego zamierzam załatwić.
Maska uprzejmego polityka zniknęła. Zastąpiła ją mina ulicznego bandziora.
– Ty chcesz załatwić mnie?! Jesteś tylko małą wszą.
– Być może. Ale tam, skąd przychodzę, jest dużo takich wszy. I wszystkie gryzą.
– NUMA i twój rząd nie wystarczą, żeby mi przeszkodzić – odparł Razow. – Kiedy przywrócę Rosji dawną świetność, Ameryka stanie się żebrakiem świata. Amerykańskie zasoby wyczerpią się, a jej przywódcy będą słabi i bezradni…
Razow nagle urwał. Zdał sobie sprawę, że przeholował.
– Nie jest pan tu mile widziany, panie Austin. Moja ochrona odprowadzi pana do motorówki.
– Sam trafię. Do następnego spotkania, panie Razow.
Razow uśmiechnął się złowieszczo.
– Nie będzie następnego spotkania.
Zrobił dyskretny gest. Goryle ruszyli. Austin gwizdnął cicho. Charty nastawiły uszu, zamerdały ogonami i wyrwały się Razowowi. Austin uśmiechnął się i spojrzał Rosjaninowi prosto w oczy. Razow wpatrywał się w niego z czystą nienawiścią. Austin odwrócił się, poszedł szybko w kierunku rufy i wmieszał się w tłum. Psy biegły za nim. Musiał się pozbyć chartów. Rzucały się w oczy i ściągały na niego uwagę.
Przystanął i poklepał je po łbach. Potem wręczył smycze zaskoczonej młodej kobiecie w kasztanowej kurtce. Zdjął perukę i ciemne okulary i wetknął dziewczynie do kieszeni.
– Mogłaby pani zwrócić to panu Razowowi? Z wyrazami szacunku.
Szybko utorował sobie drogę przez tłum. Wychodząc z salonu, wpadł na Kaelę.
– Gdzie się tak spieszysz? – zapytała.
– Znikaj stąd jak najszybciej.
– Dokąd idziesz?
– Nie wiem. Spotkamy się za godzinę w barze u Ritza.
Austin cmoknął Kaelę w policzek i skierował się do schodów prowadzących do motorówek. Miał nadzieję, że uda mu się odpłynąć, ale musiał zrezygnować. Zejścia pilnowali dwaj ochroniarze. Obserwowali tłum. Austin myślał, że Razow nie zaryzykuje żadnego incydentu przy tylu świadkach. Mylił się. Razow za dużo powiedział i musiał zaryzykować. Austin przepchnął się z powrotem przez tłum, żeby zyskać na czasie i ułożyć jakiś plan. Nagle ktoś złapał go za ramię.
Austin stężał. Odwrócił się błyskawiczne i przyjął postawę do walki. Pietrow zwolnił uścisk. Uśmiechał się, ale jego oczy byty śmiertelnie poważne.
– Nie tędy – doradził.
Przez tłum przedzierał się ochroniarz. Patrzył na Austina i mówił do mikrofonu w klapie marynarki. Pietrow poprowadził Austina do salonu. Ominęli parkiet i przez drugie drzwi przedostali się na pokład. Skierowali się do innych schodów, ale tu też stał wysoki ochroniarz. Osłaniał dłonią ucho, słuchając radia.
Pietrow podszedł do niego z uśmiechem i powiedział coś po rosyjsku. Facet przyjrzał mu się podejrzliwie i sięgnął pod marynarkę po spluwę. Pietrow walnął go pięścią w żołądek. Ochroniarz zgiął się wpół i stracił oddech. Kiedy wyprostował się, żeby nabrać powietrza, dostał od Austina prawym sierpowym. Runął jak ścięte drzewo.
Przeszli nad leżącym ochroniarzem i zbiegli po schodach. Austin zobaczył takie same drzwi, jak po drugiej stronie jachtu, którędy wchodzili goście. Pietrow nacisnął klamkę i pchnął je. Austin zastanawiał się, czy będą musieli uciekać wpław, ale światło z otwartych drzwi padło na motorówkę. Silnik pracował na wolnych obrotach. Mężczyzna przy sterze uśmiechnął się na widok Piętrowa i pomachał ręką.