Wirniki bomby ożyły.
Dno basenu otworzyło się całkowicie. Znów nastąpiła eksplozja i odpadły naciągi, trzymające pocisk. Grube liny trzasnęły jak nitki i luźne końce przecięły powietrze. Zgilotynowałyby każdego na swojej drodze.
Bomba opadła.
W słuchawce Masona wrzeszczały liczne głosy. Inne drużyny miały taką samą sytuację.
– Omega Dwa – krzyczał Joe Louis. – Bomba opadła. Włączył się Carmichael.
– Omega Trzy. Nasza też.
Mason i jego ludzie podczołgali się do krawędzi pustego otworu po pocisku i spojrzeli w dół. Tam, gdzie wirniki bomby zniknęły w ciemnym morzu, zobaczyli spienione fale. Mieli wrażenie, że patrzą w otchłań piekła.
36
Olbrzym prowadzący ludzi Pietrowa, którego Austin ochrzcił mianem Mały, wysunął się naprzód i zdzielił ochroniarza w skroń drewnianą kolbą kałasznikowa. Pod facetem ugięły się nogi i runął na pokład. Nadbiegali następni przeciwnicy. Któryś zapalił latarkę i oświetlił Austina. Zaterkotał kałasznikow. Przy szybkostrzelności sześciuset pocisków na minutę nawet krótka seria była zabójcza. Zwłaszcza z bliskiej odległości.
Latarka potoczyła się po pokładzie, ale jej mignięcie wystarczyło ludziom Razowa. Zdążyli zlokalizować grupę szturmową i ocenić jej siły. W ciemności błysnął ogień z luf. Strzelanina tworzyła efekt stroboskopowy i ludzie Piętrowa wyglądali tak, jakby poruszali się w zwolnionym tempie.
Austin i Zavala padli na brzuchy i przetoczyli się za pachołek cumowniczy. Pociski przecięły powietrze nad ich głowami i odbiły się rykoszetem od dużego stalowego grzyba. Austin uniósł bowena i wypalił do ruchomego cienia. Nie był pewien, czy kogoś trafił. Zavala nacisnął spust swojego HK. Po błyskach z luf przeciwnika widać było, że ludzie Razowa rozdzielili się.
– Chcą nas otoczyć – zawołał Zavala.
Mały, leżący na brzuchu niedaleko Austina i Zavali, zamachał rękami, żeby zwrócić ich uwagę.
– Spadajcie stąd! – krzyknął. – Utrzymamy się.
Austin miał co do tego wątpliwości. Komandosi Małego mogli bronić przez chwilę wąskiego kawałka pokładu, ale w końcu musieli przegrać, jak Spartanie w wąwozie Termopile. Mały ponaglająco wskazał kciukiem za siebie. Austin i Zavala strzelili jeszcze kilka razy i wycofali się na leżąco pod szalupę.
Ludzie Razowa nadal ostrzeliwali ich poprzednią pozycję. Austin i Zavala wstali i pobiegli schyleni do drzwi salonu. Były otwarte. Weszli do środka z odbezpieczoną bronią. Kryształowe kandelabry były zgaszone. Paliły się tylko rzędy kinkietów na ścianach. W ich żółtej poświacie Austin zobaczył zarysy stołów, krzeseł i kanap. Przystanął przy parkiecie. W pobliżu mogli być ludzie Pietrowa. Żeby uniknąć fatalnej pomyłki, wywołał Pietrowa przez radio i podał mu swoją pozycję.
– Wygląda na to, że wszedł pan do gniazda szerszeni – odpowiedział Pietrow.
– Trudno. Nie wiem tylko, jak długo Mały się utrzyma.
– Zdziwi się pan – odrzekł beztrosko Pietrow. – Niech pan wyjdzie przez drzwi na pokład. Będziemy uważać na pana.
Austin wyłączył się, otworzył drzwi i wyszedł. Na pokładzie nie było śladu Pietrowa i jego ludzi. Potem z ciemnych miejsc, gdzie kryli się komandosi, wyłoniły się cienie. Do Austina podszedł Pietrow.
– Mądrze zrobiliście, że nie wystawiliście głów na zewnątrz. Moi ludzie są trochę spięci. Posłałem kilku na drugą stronę. Powinni się odezwać za…
Przerwały mu wybuchy granatów. Strzały padały sporadycznie.
– Moi ludzie przerzedzili szeregi przeciwnika powiedział Pietrow. – Proponuję, żebyście robili swoje. Potrzebujecie pomocy?
– Dam ci znać, jeśli będziemy potrzebowali – odrzekł Austin i podszedł do drabinki, która prowadziła po ścianie nadbudówki na mostek.
– Powodzenia! – zawołał Pietrow.
Austin i Zavala byli w połowie drogi na górę, gdy zaczęły nadchodzić przerażające meldunki od drużyn Omega. Austin zatrzymał się, żeby przekazać Zavali złe wiadomości, które usłyszał.
– Opadły wszystkie bomby – powiedział.
Zavala wspinał się pierwszy. Przystanął przed wejściem na następny pokład, odwrócił się do Austina i wyrzucił z siebie potok hiszpańskich przekleństw.
– I co teraz? – zapytał.
W odpowiedzi Austin błyskawicznie uniósł rękę i wycelował rewolwer w Zavalę. Joe zamarł. Huknął strzał. Pocisk minął głowę Zavali o centymetry. Podmuch rozwiał mu włosy. Z góry z łomotem spadło coś na pokład. Zavala zamrugał oczami, spoglądając na Kozaka rozpostartego na dole. Obok wyciągniętej ręki trupa leżała szabla.
– Przepraszam, Joe – powiedział Austin. – Ten facet właśnie zamierzał skrócić cię o głowę.
Zavala przesunął palcami po włosach w miejscu, gdzie przeszedł pocisk.
– W porządku. Zawsze chciałem mieć przedziałek po tej stronie.
– Z bombami już nic nie zrobimy – odrzekł ponuro Austin. – Ale możemy załatwić tego skurwiela, który je odpalił.
Przejął prowadzenie. Wspinali się coraz wyżej, dopóki nie dotarli pod skrzydła mostka, wystające z obu stron sterowni. Rozdzielili się. Austin wbiegł cicho po schodach. Przywarł plecami do ściany, przysunął się do otwartych drzwi i wyjrzał zza rogu. Przestronna sterownia tonęła w karmazynowej poświacie.
W sterowni był tylko jeden człowiek. Stał tyłem do Austina przed dużym monitorem komputerowym. Austin szepnął przez radio do Zavali, żeby czuwał, a on zbada sytuację. Wszedł do środka.
Charty Razowa musiały go wyczuć. Przybiegły pędem, stukając pazurami i merdając ogonami, i skoczyły na Austina. Odpychał je wolną ręką, ale psy zdradziły jego obecność. Zaintrygowany Razow odwrócił się i zmarszczył brwi. Wydał ostry rozkaz. Charty zaskomlały, podkuliły ogony, spuściły łby i wróciły do niego. Jego wąskie wargi rozciągnęły się w złowrogim uśmiechu.
– Spodziewałem się pana, panie Austin. Zawiadomiono mnie, że pan i pańscy przyjaciele jesteście na pokładzie. Cieszę się, że znów pana widzę. Szkoda, że musiał pan tak nagle przerwać swoją ostatnią wizytę.
– Może zmieni pan zdanie, kiedy przeszkodzimy panu w doprowadzeniu do końca pańskiej operacji.
– Trochę za późno na to – odparł Razow i wskazał monitor. Ekran był podzielony na trzy pionowe części. Każda pokazywała punkt szybko opadający w kierunku pofalowanowej linii dna morskiego.
– Wiem, że odpalił pan bomby.
– Więc wie pan, że nie może pan nic zrobić. Kiedy pociski uderzą w dno, wirniki wprowadzą je w głąb, gdzie nastąpi eksplozja. Wybuchy uwolnią hydrat metanu i szelf się zapadnie. Osunięcia wywołają tsunami, które zniszczą trzy z waszych głównych miast nadmorskich.
– Nie mówiąc o tym, że pański obłędny plan spowoduje globalne ocieplenie.
Razow wyglądał na zaskoczonego, potem uśmiechnął się i pokręcił głową.
– Powinienem był się domyślić, że odkryje pan mój ostateczny cel. Nieważne. Tak, Syberia stanie się spichlerzem świata. A pański kraj będzie tak zajęty lizaniem ran i zabieganiem o żywność, że nie starczy mu czasu na wtrącanie się w sprawy Rosji. Być może, będziemy wam sprzedawać syberyjskie zboże, jeśli zasłużycie na to.
– Czy Irini poparłaby ten pomysł?
Uśmiech zniknął.
– Nie jesteś godny wymawiać jej imienia.
Austin wycelował bowena w serce Razowa.
– Ale mogę cię do niej posłać.
Razow coś powiedział. Na jego słowa rozsunęła się kurtyna, oddzielająca główną część sterowni od kabiny nawigacyjnej. Wszedł brodaty Kozak i Pułaski, porywacz NR-1. Trzymali w rękach pistolety maszynowe. Okrążyli Austina i stanęli za nim. Potem pojawił się wysoki mężczyzna w długiej czarnej sutannie. Utkwił w Austinie głęboko osadzone oczy i oblizał wargi jak przed ucztą. Powiedział coś po rosyjsku. Jego donośny, basowy głos brzmiał tak, jakby wydobywał się z wnętrza grobowca.