Chyba rzeczywiście miała trochę racji.
Próbowała uciekać, ale nie mogła ruszyć się z miejsca, jakby stopy wrosły jej w ziemię. Ręce zdrętwiały, oddychała z trudem.
Jeśli wezmę teraz do ręki moją runę… a potem się odwrócę…
Co wtedy zobaczę?
Nie, za nic w świecie!
W tej samej chwili ktoś szarpnął ją za ramię, przestraszona głośno krzyknęła.
Ale w głowie rozległ się znajomy głos ducha opiekuńczego: “Biegnij Taran, biegnij! Ruszaj!”
Szarpnął ją mocno, nareszcie oderwała stopy od ziemi, znów mogła poruszać rękami i nogami.
Ciągnięta w przód, wbrew własnej woli odwróciła głowę i spojrzała na zarośla.
Nie potrzebowała runy umożliwiającej widzenie duchów, aby zobaczyć, co się tam kryło. Istota jednak okazała się niesłychanie szybka, jak błyskawica schowała się za większym drzewem i zniknęła w krzakach.
Taran nie zdążyła więc zorientować się, co to takiego, dostrzegła jedynie stworzenie ludzkiego wzrostu, o skórze połyskującej niebieskozielonoczarno, gładszej niż ludzka, bardziej sprężystej.
Przywiodło jej na myśl węża albo jaszczurkę.
“Chodź”, ponaglił jej duch opiekuńczy. Zostawili już za sobą polankę nad jeziorem i co sił w nogach pędzili przez las ku miastu.
– Co to było? – spytała przerażona Taran.
“Nie wiem. Ale ta istota nie należy do dobrych sfer. Nie możesz biec prędzej?”
Jego trwoga przeraziła Taran najbardziej.
Rozdział 9
Taran oszalała ze strachu pędziła przez las. Gałązki uderzały ją w twarz, chwilami musiała przedzierać się przez gęste zarośla, ale prawie tego nie zauważała.
Dziwne, lecz przez cały czas miała wrażenie, że jej duch opiekuńczy biegnie tuż obok niej, a w głowie rozlegał się jego szept: “Pospiesz się! Prędzej!”
Wspaniale, że z nią był!
Cokolwiek by to znaczyło, obok niej czy tylko w jej głowie. Wolała jednak to pierwsze.
Wydostali się wreszcie na otwarte pole. Taran dostrzegła młodziutkie jagniątko, które jakimś cudem znalazło się za płotem. Kręciło się w kółko, pobekując żałośnie. Odpowiadała mu wystraszona matka.
– Poczekaj – poprosiła Taran. – Muszę pomóc jagnięciu.
“Oszalałaś, możesz przypłacić to życiem i duszą!”
Taran nie przejmując się protestami swego anioła stróża podbiegła do płotu.
– Twierdzisz, że ziemia to padół łez i że Tamten Świat jest o wiele lepszy. Ponadto twoim zdaniem ja nie mam duszy.
“Tego nigdy nie powiedziałem. Mówiłem tylko, że ty…”
– Och, zamknij się wreszcie!
Cóż za obraźliwe słowa! Nie powinno się tak zwracać do przyszłego anioła!
Ale nie starał się już powstrzymać dziewczyny.
Taran zdawała sobie sprawę, że może przestraszyć jagniątko, jeśli da mu czas, by ją spostrzegło, zadziałała więc błyskawicznie: zdecydowanym ruchem podniosła stworzonko do góry i przestawiła je za płot.
Jak przyjemnie trzymać w objęciach taką maleńką istotkę! Cudownie miękka wełna!
Jagniątko szczęśliwe potruchtało do matki. Taran bardzo ucieszył ten widok.
Kiedy dotarli do pierwszych zabudowań, jej duch opiekuńczy oznajmił, że teraz nie muszą się już tak spieszyć. Przypuszczał, że nikt już ich nie goni.
– Dlaczego?
“Myślę, że to jakaś leśna istota, a przecież wyszliśmy już z lasu”.
– Muszę przyznać, że jak na leśną istotę bardzo zmysłowa!
“Owszem, ale jest wiele takich. Choćby Pan, fauni i satyrowie…”
– Rzeczywiście, w skandynawskich wierzeniach też ich nie brakuje. Na przykład Król Gór. Pewnie masz rację – przyznała bez przekonania.
Szli krawędzią wzniesienia, – w dole huczało morze.
– Czy nie możemy usiąść na tamtej skale i popatrzeć na ujście fiordu?
“Oczywiście”.
Taran usiadła, schowana za krzakami jeżyn, nogi zwiesiła poza krawędź skały – nie było tu bardzo stromo – i powiedziała:
– Dziękuję, że wróciłeś!
“Czułem, że coś jest źle. Zresztą nie miałem prawa cię opuszczać. Ale nigdy więcej nie wolno ci robić czegoś podobnego!”
– Wiem, paskudnie się zachowałam – przyznała z żalem Taran. Zaraz jednak uśmiechnęła się szeroko. – Ale masz takie ładne stopy! Naprawdę!
On nic na to nie odpowiedział. Zarówno temat, jak i wspomnienie tamtej sytuacji nie były dla niego przyjemne.
– Jak ty się właściwie nazywasz? Masz chyba jakieś imię?
“Uriel”.
– Uriel? Czy to nie jeden z siedmiu archaniołów? Uriel, dawca światła. Mój ty świecie, czyżbym była aż tak ważna?
“O, nie, nie wyobrażaj sobie za wiele. Po prostu takie imię otrzymałem w trzecim wymiarze”.
– Jak nazywałeś się za swego ziemskiego życia?
“Miałem wiele imion”.
– No dobrze, w tym ostatnim? Czy wszystko trzeba z ciebie wyciągać na siłę? Ciężko myślisz, czy co?
“Muszę cię prosić o większy szacunek…”
– Nie wpadaj w taki pompatyczny ton! Powiedz lepiej, jak się ostatnio nazywałeś tu na Ziemi?
Przez chwilę milczał, a potem mruknął zawstydzony tak cicho, że ledwie go usłyszała: “Gustava”.
Taran na moment zaniemówiła, zaraz jednak wybuchnęła nieopanowanym śmiechem.
– Powiedz mi, kim ty właściwie jesteś? Mężczyzną czy kobietą?
“Mężczyzną, powinnaś o tym wiedzieć”, odparł urażony. “Przepraszam, tak mówić nie powinienem. Ale dusza musi odbyć długą wędrówkę, zanim się w pełni ukształtuje, wcielić w wiele ludzkich typów, w bogatych i biednych, mężczyzn i kobiety, łajdaków i szlachetnych…”
Przerwała mu:
– Rozumiem. A więc dobrze, Urielu. Zawrzemy pokój?
Jego milczenie świadczyło o tym, co sądzi o pomyśle dziewczyny.
Taran spróbowała jeszcze raz:
– Czy nie byłoby łatwiej, gdybym cię widziała przez cały czas? To trochę męczące, kiedy wciąż, jak dzień długi, muszę się wsłuchiwać w swój wewnętrzny głos, nie zawsze można go właściwie zrozumieć.
“Nie zawsze chce się go właściwie rozumieć”.
– No, może masz rację. Ale ty wcale nie najgorzej się prezentujesz, nie musisz się wstydzić.
“Dziękuję”, odparł wcale nie ucieszony. “Sądzę jednak, że twoja propozycja nie padła na podatny grunt”.
– Ale to takie irytujące, kiedy nie wiem, gdzie stoisz. Mogę przypadkiem na ciebie wpaść i przewrócić cię na ziemię.
“To niemożliwe. Masz czarnoksięską runę, prawda? Oddaj mi ją”.
– Nie mam żadnej… No dobrze, mam. Przed tobą nie ma sensu nic ukrywać. To właśnie mi się nie podoba. Może potrafisz przejrzeć mnie na wskroś, a już na pewno widzieć przez moje ubranie. Wiesz o mnie wszystko, widzisz mnie przez cały czas…
“Wcale nie”, odparł z nieoczekiwaną łagodnością. “Jestem bardzo dyskretny.”
– Boję się nawet podłubać w zębach.
“Ja takich rzeczy nie widzę, to funkcjonuje inaczej”.
– Dzięki Bogu przynajmniej za to! Chciałabym korzystać z toalety w samotności. Ale pragnęłabym mieć nad tobą pewną kontrolę.
Zawahał się. “Rozumiem”, powiedział w końcu. “Nasz związek jest dość szczególny, rozumiem teraz, dlaczego właśnie ja zostałem wyznaczony. Widzisz, wybrano kogoś z trzeciego wymiaru, a nie z drugiego, jak jest w zwyczaju. Ale aby być widzialnym – tylko dla ciebie, rzecz jasna – muszę starać się o pozwolenie u mego zwierzchnika”.
– Cóż za okropna hierarchia! Ale dobrze, jeśli musisz… W którym miejscu teraz siedzisz?
“Wcale nie siedzę”, odparł zdumiony. “Stoję tutaj, na… Teraz rozumiem, o co ci chodzi. To rzeczywiście musi być irytujące nie wiedzieć, w którą stronę się zwrócić. Na pewno zapytam”.