Выбрать главу

– Bardzo miło z twojej strony, Urielu. – Poklepała kamień, jakby miała do czynienia z Nerem. – Usiądź teraz tu koło mnie, nie kręć się tak Wprawiasz mnie w niepokój.

“W niepokój? Ciebie? Nie, nie mamy czasu… Dobrze, niech będzie jak chcesz”.

– Ostatnio jakoś nie wspominałeś o zachwycającej Blitildzie – zauważyła Taran.

“Owszem… zrozumiałem, że…”

– Co takiego? – podpytywała łagodnie.

“Blitilda nigdy nie ryzykowałaby swego drogocennego życia dla jagniątka”, wybuchnął wreszcie. “ A już na pewno, kiedy nikt jej nie widzi”.

– Ach, tak?

“Nie podeszłaby także do tego leśnego bożka, czy kto to tam był, z takim spokojem jak ty. Krzyczałaby wniebogłosy, dostała ataku serca i miotała się na wszystkie strony”.

– Człowiek po ataku serca nie miota się na wszystkie strony – trzeźwo zauważyła Taran. – Czy tylko dlatego postanowiłeś zapomnieć o Blitildzie?

Niewinny i niedoświadczony Uriel nie przypuszczał nawet, jak bardzo Taran interesowała jego odpowiedź. Niewiele wiedział o kobiecych podstępach.

A Taran miała wrażenie, że Uriel się wykręca.

“No, nie. Poprosiłem swego zwierzchnika, aby pozwolił mi ją jeszcze raz zobaczyć. Chciałem zaczerpnąć odwagi i siły z jej czystego ducha. A ona była… Okropna! Wręcz obrzydliwa! Kandydat na anioła nie powinien tak mówić, ale tobie to powiem, tylko tobie”.

– Nie była taka wspaniała, jak ją wychwalałeś?

“Tylko we własnych oczach”.

– Fantastycznie! – zagruchała Taran. – Czy można powiedzieć, że kończymy z nią?

“Naprawdę mam taką nadzieję! Jeśli, oczywiście, mój zwierzchnik nie wyśle jej za mną”.

Głos Taran był teraz słodki jak miód.

– A dlaczego miałby to zrobić?

“Hm, może żeby udzielić mi moralnego wsparcia”.

– A czy ono jest potrzebne?

Uriel zorientował się, że wpadł we własne sidła.

“Pójdziemy dalej do miasta?”

– Chyba powinniśmy – westchnęła Taran, wstając. – Akurat teraz, kiedy trochę rozwiązał ci się jeżyk. Obiecałam, zdaje się, że nie będę próbowała cię uwodzić, ale chyba cofnę tę obietnicę.

“Nie zrobisz tego!” uniósł się.

– Spróbuję – odparła Taran z uśmiechem. – Potrafisz mi się chyba oprzeć, prawda?

“Oczywiście!”

– No tak, bo przecież mnie nie lubisz.

“Prawie – aniołowi nie wolno kogoś nie lubić”.

– To nie odpowiedź, Urielu. Przyrzekam, czeka cię ciężka służba.

Poczuła wręcz, jak zadrżał.

“Mylisz się, Taran. To nieprawda, że cię nie lubię. Po prostu twoje usposobienie jest mi całkowicie obce”.

– Nie potrafisz mnie zrozumieć? – zaćwierkała.

“Rzeczywiście. Jesteś diablicą, ale miłą!”

– Teraz mnie uraziłeś.

“Owszem, diablicą to nieładne określenie”.

– Nie, nie, mój aniołku! Pamiętaj, żadna kobieta nie marzy o tym, aby nazwać ją miłą! Pragnie być piękna i godna pożądania w oczach ukochanego, podziwiana za swą inteligencję, jeśli potrafi umiejętnie ją wykorzystać. Ale miła? To prawie tak, jakby powiedzieć: “Ta biedaczka to nic ciekawego, ale jest miła…” Rozumiesz?

“Nie całkiem. W naszym wymiarze takie stwierdzenie jest nieznane”.

– No cóż. Chciałabym, abyś odpowiedział mi na jedno pytanie, zanim dojdziemy do ludzi, którzy pomyślą sobie, że oszalałam, bo idę i mówię do siebie. Nie mam ochoty skończyć w domu wariatów. A pytanie brzmi: Jak to możliwe, że mnie widzisz, a zarazem nie widzisz?

“O co ci chodzi?”

– Twierdzisz, że nie muszę się bać, że się wygłupię. Że to nie kwestia: “Bóg widzi wszystko”, ale że mogę mieć swoje prywatne życie bez węszących ciągle aniołów stróżów.

“Ach, to masz na myśli! Zwykle postrzegam cię jako obłok skondensowanej siły. Znam twoje instynkty i uczucia, wiem gdzie się znajdujesz, ale nie wiem, co robisz”.

– Moje myśli?

“Nie, nie umiem ich odczytać, oprócz tych szczególnych, skierowanych wprost do mnie. Wyczuwam też, czy grozi ci jakieś niebezpieczeństwo”.

– Dzięki Bogu!

“Kiedy jednak zauważam, że potrzebujesz pomocy albo pociechy – to właśnie wychwytuję najlepiej, bo na tym opiera się najważniejsze zadanie ducha opiekuńczego – wtedy cię widzę. Wówczas jestem obecny w twoim świecie, a ty w moim”.

– Nieprawda, ja cię przecież nie widzę.

“Chyba się tak zdarzyło”, zauważył cierpko,

– Tak. Pięknie wyglądałeś. Nie tylko stopy, cały,

“Cały?” zachłysnął się.

– Nie, nie – machnęła ręką. – Za wcześnie się obudziłeś.

“Teraz na mnie kolej dziękować Bogu”.

Taran przystanęła i popatrzyła na niego, to znaczy w stronę, gdzie, jak sądziła, stał Uriel.

– Jesteś okropnie zasadniczym i cnotliwym aniołem, Urielu. Powinieneś umieć spojrzeć na to wszystko z większym dystansem, ty, który zaszedłeś tak wysoko po drabinie kariery.

“A cóż to za wyrażenia!” uniósł się. “Sama powiedz, czy chciałabyś, żeby jakiś mężczyzna tak cię zaskoczył podczas snu?”

– Nie byle jaki mężczyzna – zauważyła słodkim głosem. – Masz rację. Ale prosiłam już o wybaczenie. Czyżbyś był pamiętliwy i długo się gniewał?

“Wcale nie, to ty znów poruszyłaś ten temat”.

– Ja? O, nie, to ty do niego wróciłeś. Ale przestańmy tak się droczyć, to bez sensu, tylko ludzie tak robią. Czy teraz mnie widzisz?

“Na to ci nie odpowiem. Pewne tajemnice muszę zachować dla siebie”.

Taran znów zaczęła iść.

– Wiesz, Urielu, twoją najmilszą stroną nie jest wcale ten nieznośnie łagodny, pełen wyrozumiałości ton, który, jak przypuszczam, łączy się nierozerwalnie z twym anielskim powołaniem. Najbardziej lubię te przebłyski humoru, które czasami wychwytuję w twoim głosie. Czy nie mógłbyś się mniej od tego powstrzymywać?

“Pst!” szepnął zadowolony. “Mnie nie wolno się śmiać, bo istnieje obawa, że wybuchnę śmiechem w niewłaściwym miejscu i sytuacji, i mogę przy tym kogoś zranić”.

– Moim zdaniem śmiertelna powaga potrafi ranić o wiele bardziej dotkliwie. I taka jest okropnie nudna!

“Ja również tak myślę”, uśmiechnął się. “To jak, umawiamy się, że tak będzie?

– Oczywiście. Nikomu nie doniosę.

“Doskonale!”

Taran oczywiście musiała zepsuć tę milą chwilę.

– Urielu, czy twoim zdaniem jestem ładna?

“No wiesz!” odparł oburzony i znów zaczęli się spierać.

Rozdział 10

Przy wysokim kominie na dachu jednego z domów w Bergen przysiadła niesamowita smukła postać. Czuwała, chociaż całe miasto spało, skąpane w nocnym świetle księżyca.

Sigilion zdawał sobie sprawę, co jest jego dobrą, a co złą stroną. Niezaprzeczalną zaletą była zdolność swobodnego unoszenia się w powietrzu. Między górnymi kończynami a korpusem miał cienkie, ledwie widoczne skrzydła, czy może raczej błony, przypominające te, które zobaczyć można u lotokotów. Podobne organy widniały po wewnętrznej stronie nóg. Dzięki nim mógł wzbić się w powietrze.

Za wadę uważał brak umiejętności stawania się niewidzialnym. Krótkiej, niezwykle intensywnej chwili, kiedy to znalazł się tak blisko trzech świętych kamieni w krainie Lemurów, zawdzięczał niewiarygodnie długie życie, a być może nawet nieśmiertelność; nigdy nie ośmielił się tego sprawdzać. Blask bijący od kamieni uczynił go także częściowo przezroczystym, wprawdzie nie całkiem, ale kiedy pragnął się ukryć, potrafił przeobrazić się w połyskujący cień. Nie mógł jednak zniknąć bez śladu, jego obecność zawsze dawało się wyczuć. Niezmiernie go to irytowało, powinien był dotknąć świętych kamieni, powinien był je zabrać!