Sztywna i wyniosła siostra Erlinga, Christine, przedstawiła młodego człowieka, z którego była nadzwyczaj dumna. Odnosiło się wrażenie, że podstarzała dama podbiła serce młodzieńca i za wszelką cenę pragnie pokazać wszystkim swoją zdobycz.
Taran zadrżała na jego widok. Nie wierzyła, aby przedstawiony jej hrabia Rasmus Finkelborg w ogóle miał serce. Nie widziała chyba nigdy bardziej pozbawionego uczuć aroganta. Wydawało się jednak, że on z jakiegoś powodu interesuje się Taran, czego ona nie mogła pojąć, wcale jej się to też nie podobało. Jeszcze mniej zachwycona była tym Christine, Taran poznała to po jej ostrych jak sztylet spojrzeniach i po tym, że hrabia został jak najprędzej pociągnięty gdzieś dalej. Christine nie znosiła rywalek.
“Myślisz, że on ma się czym pochwalić tam na dole, Urielu? pomyślała rozbawiona Taran. “Chyba jakimś malutkim soplem lodu!”
“Taran, nie wolno ci się wyrażać w ten sposób!” usłyszała w odpowiedzi.
“Dlaczego? Bo pójdę do piekła, tym próbujesz mi grozić? O, nie, przecież sam nie wierzysz w piekło, masz informacje z pierwszej ręki na temat Tamtego Świata, a poza tym zorientowałam się, że trudno ci zachować powagę. Wyobraź sobie, że sopel lodu stopnieje w cieple. Myślisz, że hrabia zostanie wówczas upomniany za to, że narobił w spodnie?”
W głosie Uriela zabrzmiał zduszony śmiech. “Taran, czy naprawdę musisz być taka wulgarna? Proszę cię o trochę powagi. W ten sposób nie mam szans, by zostać aniołem!”
Ludzie witający się z Taran w hallu nie mogli pojąć, z czego dziewczyna tak się śmieje. Jej rozbawienie było jednak zaraźliwe, gościom także udzielał się wesoły nastrój.
Liczono się z tym, że kolacja podana zostanie dość późno, rozpoczęto więc od krótkiego poczęstunku powitalnego, składającego się z maleńkich eleganckich kanapeczek z wędliną i szklaneczki najlepszego domowego wina z rabarbaru, po czym zapowiedziano tańce. Miały to być tańce z figurami, zarówno francuskie, jak i norweskie, “chłopskie”, jak wyraziła się jedna z nadętych mieszczek.
Taran z zapałem uczestniczyła w tej zabawie, a mężczyźni starali się przytrzymywać ją jak najdłużej przez poszczególne figury, zanim porwał ją następny kawaler.
Jeśli to wronie gniazdo się rozleci, będzie prawdziwy skandal, przemknęło Taran przez głowę.
Włosy jednak były porządnie zaklajstrowane i żadna katastrofa się nie wydarzyła.
Rafael ujął ją za rękę i poprowadził do następnej figury.
– Rafaelu, już się zdecydowałam – poinformowała go cicho.
– O czym myślisz?
– Jadę z babcią i Erlingiem do Christianii.
– Doskonale! Danielle i ja także zamierzamy im towarzyszyć. Pragniemy zobaczyć jak najwięcej. I trochę się niepokoiliśmy, że zostaniesz tutaj całkiem sama.
– Kochany Rafaelu, o mnie nigdy nie należy się martwić! Zawsze dam sobie radę.
– Owszem, nie raz już to widzieliśmy. Dlaczego zmieniłaś decyzję?
– Ponieważ doszłam do wniosku, że w ten sposób znajdę się w połowie drogi do Morza Bałtyckiego.
– Nie zamyślasz chyba…
– Mam swoje plany.
– Taran, nie wolno ci!
– Może zabiorę cię z sobą?
Otworzył usta, by surowo ją zganić, ale Taran już przeszła do następnego kawalera. Szeroko uśmiechnęła się do Rafaela, ale jego oczy błysnęły ostrzegawczo.
Kiedy spotkali się w kolejnym okrążeniu, Rafael zaczął bez wstępów:
– Taran, jesteś szalona! A twoje pomysły jeszcze bardziej nie na miejscu wydają się dzisiejszego wieczoru, kiedy piękna niczym egzotyczny kwiat królujesz wśród śmietanki towarzyskiej tego miasta. I mówisz o wyprawie nad Bałtyk! Samotnie!
– Nie, postanowiłam, że ty będziesz miał okazję cieszyć się mym uduchowionym towarzystwem.
– Uduchowiona? Ty? Nie znam nikogo innego, kto tak obcesowo, ciężkimi butami potrafi zdeptać najbardziej nastrojowy moment. Nie pojadę z tobą. Czy ty masz pojęcie, jak wielkie jest Morze Bałtyckie? Gdzie chcesz rozpocząć poszukiwania? I czego będziesz szukać?
– Nie bądź taki drobiazgowy, Rafaelu! Ja… do diaska, muszę iść dalej. Wyjaśnię ci to w następnej rundzie.
Taniec jednak się skończył, zanim znów się spotkali, a później porwali ją inni młodzieńcy. Taran tak zawzięcie flirtowała z obytym w świecie Jarlem, że Uriel dosłownie prychał jej do ucha. On, zawsze taki spokojny, dobroduszny i łagodny, a przynajmniej taki powinien być. Najwidoczniej wyprowadził go z równowagi ciężar odpowiedzialności za Taran, której tak niechętnie się podjął.
W towarzystwie Bartolomeusa Taran odgrywała rolę mądrej i wykształconej, zaimponowała mu swoją wiedzą. Zaproponował nawet, aby usiedli gdzieś i porozmawiali dłużej.
Taran przystała na to, a Uriel syknął: “Nudziarz! I jak on się prezentuje!”, Taran natomiast skorzystała z okazji, by wypytać swego rozmówcę o Bałtyk. Niestety Bartolomeus, Norweg, w dodatku pochodzący z zachodniej części kraju, musiał przyznać, że niewiele wie o tym morzu.
Długo zresztą nie posiedzieli w spokoju, bo młody Jarl poprosił piękną pannę do kolejnego tańca.
Za każdym razem, gdy Taran tańczyła z pochmurnym, zamkniętym w sobie Nilsem Fredrikiem, starała się go zauroczyć. Uriel nie omieszkał wyrazić swego oburzenia. “Co chcesz osiągnąć? Pragniesz, aby się w tobie zakochał?” “Oczywiście”, odparła Taran. “A potem? Ktoś taki jak on nigdy o tobie nie zapomni. Gdy ty już znudzisz się zabawą, gotów odebrać sobie życie!”
Taran zrozumiała, że jej opiekun ma rację, i poprosiła o wybaczenie za lekkomyślność. Od tej pory starała się być bardziej powściągliwa w demonstrowaniu swych wdzięków.
Sprawiający wrażenie bryły lodu kawaler Christine przez cały czas nie spuszczał z Taran oczu. Miał nadzieję, że Christine tego nie zauważa.
Nie tańczył jednak, widać uznał, że to uwłacza jego godności. Należał do ludzi, którzy za wszelką cenę zabiegają o prestiż, do ostatniego tchu zachowywać będą chłód i opanowanie. Hrabia Finkelborg sprawiał wrażenie, że po brzegi przepełnia go uwielbienie dla własnej osoby. Taran miała wielką ochotę wbić mu w zadek szpilkę, tylko po to, by zobaczyć, jak z twarzy spada mu kamienna maska i jak zanosi się przeraźliwym, kobiecym krzykiem.
“Nie rób tego”, przestrzegł ją Uriel. “To ty na tym stracisz”.
“Posłuchaj, łotrze”, zirytowała się Taran. “Twierdziłeś, że nie potrafisz czytać w moich myślach”.
“Wychwytuję płynące od ciebie impulsy, nic poza tym”.
Mam w to wierzyć? zastanawiała się Taran. Chwilę porozmawiała z babcią i Danielle i ośmieliła się wreszcie zasugerować coś młodziutkiej pannie.
– Danielle, powinien cię teraz zobaczyć Villemann! Nigdy nie wyglądałaś tak uroczo jak dzisiaj!
Danielle popatrzyła na nią zdziwiona, potem zarumieniła się i wyraźnie zmieszała. Wreszcie jednak rozjaśniona odwzajemniła komplement.
– Dziękuję – odparła Taran wielkodusznie. – Rzeczywiście muszę przyznać, że nieźle dzisiaj wyglądam.
Ponieważ jednak powiedziała to z humorem, obie mogły się śmiać z jej słów.
Muzykanci zrobili sobie krótką przerwę na łyk piwa. Taran oświadczyła, że musi zaczerpnąć świeżego powietrza, i wyszła na balkon.
“Poza wszystkim nie nazywa się swego anioła stróża łotrem!”
“Ależ, Urielu! Wciąż o tym myślisz? Czy wybaczysz mi, jeśli ci zdradzę, że powiedziałam to pieszczotliwie?”
“Co rozumiesz przez»pieszczotliwie«?”
“Nie mam na myśli zaciągania cię do łóżka i sprawdzania, jak reagujesz na moje pieszczoty, tylko»z czułością, z oddaniem«„.