Выбрать главу

Jeśli prawie – anioł może zachłysnąć się powietrzem i doznać wstrząsu, pewnie spotkało to Uriela, ale Taran nie miała pewności. W każdym razie zapadła zdradzająca głęboką urazę cisza.

Wielu mężczyzn spoglądało za wychodzącą Taran, gotowych, by za nią pospieszyć, ale najszybszy okazał się hrabia Rasmus Finkelborg. Pozostali musieli zrezygnować.

W głowie Taran znów rozległ się głos Uriela, tym razem wysyłał ostrzegawcze sygnały. “Uważaj na niego, nie wiem, kim on jest, ale wyczuwam fale, jakie od niego biją. Ma niecne zamiary”.

Taran nie miała najmniejszej ochoty na nawiązanie bliższej znajomości z Finkelborgiem, uspokoiła więc Uriela. Stała oparta o balkonową balustradę, spoglądając w jasną letnią noc. Lekka mżawka spowijała okolicę delikatną mgiełką, dodając jej jeszcze uroku i tajemniczości.

Finkelborg oparł łokcie na balustradzie obok dziewczyny.

– Właśnie przybyłem do pani czarującego miasta – oznajmił. W jego ustach słowo “czarujące” zabrzmiało jak przekleństwo. – Czy mógłbym prosić, by podjęła się pani jutro obowiązków mojej przewodniczki?

Cóż za bezpośredniość! Zresztą przypominało to raczej rozkaz niż uprzejmą prośbę. Czyżby nie umiał prowadzić lekkiej, swobodnej konwersacji?

Taran odparła, że, niestety, nie ma czasu, bo musi…

Nie zdążyła dokończyć zdania, kiedy on złapał ją za rękę.

– Możemy iść już teraz. Ten idiotyczny bal jest całkiem niepotrzebny.

Taran usiłowała przyciągnąć rękę do siebie, ale trzymał ją mocno, jak w stalowych kleszczach. Bez słowa pociągnął ją ku schodkom prowadzącym do ogrodu.

– Proszę mnie puścić! – zażądała trochę wystraszona Taran.

Gdyby akurat nie przyszedł po nią Rafael. Rasmus Finkelborg zabrałby ją z domu, była tego więcej niż pewna.

Dlaczego? Po co? Nie mogła uwierzyć, że kierowały nim miłosne zamiary, ani szlachetne, ani nieczyste. Z całą pewnością w jego żyłach płynęła lodowata woda, nie krew. Czegóż więc od niej chciał?

Puścił ją bardzo niechętnie, wydawało się nawet, że ocenia, czy mimo wszystko nie uda mu się jej porwać, być może odepchnąć albo powalić młodzieniaszka, który przeszkodził mu w realizacji planu. Zapanował jednak nad sobą i sztywno się ukłonił.

– Innym razem, panno Taran.

Na pewno nie, odpowiedziała mu w myślach, z radością wchodząc z Rafaelem do środka.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo ucieszył mnie twój widok, kochany braciszku.

– To mama zaczęła się o ciebie niepokoić. Nie spodobał się jej kawaler Christine. Nie jestem twoim bratem, Taran – poprawił ją łagodnie. – Tylko przybranym wujem, a to zupełnie coś innego.

Popatrzyła na niego w świetle bijącym z otwartych drzwi sali balowej.

Czyżby jednak Rafael się nią zainteresował?

Nie, chyba nie.

Wiele lat upłynęło od czasu, kiedy znaleźli przestraszonego, zagłodzonego chłopca, przykutego do łóżka w Virneburg. Rafael dorósł. Chociaż wzrostem niewiele przewyższał Taran, był zdrowym, dobrze zbudowanym młodym mężczyzną, umiejącym się o siebie zatroszczyć.

Co nie zawsze dało się powiedzieć o Taran.

“Nie podoba mi się ten bal”, poskarżył jej się do ucha Uriel. “Zbyt wielu szczeniaków kręci się wokół ciebie”.

“Ależ, Urielu, nie jesteś chyba zazdrosny?” odparła w myślach Taran.

Spodobało jej się to i rozbawiło. Uriel jednak gorąco zaprzeczył, twierdząc, że chodzi mu tylko i wyłącznie o to, że musi jej strzec, aby w przyszłości z nową siłą móc powrócić do swego trzeciego wymiaru. Sprawa wyglądała jednak na dość beznadziejną, bo podopieczna w niczym nie starała mu się pomóc, przeciwnie.

“Strzec mnie, przed czym?” zniecierpliwiła się Taran. “Masz na myśli moją cnotę?”

“Twoje życie”, odparł.

Rzeczywiście, dziś wieczorem miał ku temu powody, pomyślała Taran. Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz.

Rozdział 12

– Nieee! – zawodziła Taran, szarpiąc się za włosy. Siedziała w wielkiej balii w pokoju kąpielowym. – Nigdy nie pozbędę się tego klajstru! Spójrz tylko, jaka woda! Jak rozmoczone ciasto!

– Zmienimy wodę jeszcze raz – spokojnie odparła Danielle. – Ale przyznaję, cieszę się, że mnie to ominęło.

Danielle miała bardziej tradycyjną fryzurę, z małymi loczkami przylegającymi do głowy i paroma “świderkami” na skroniach. Ale i jej włosy przypudrowano na biało i udekorowano drobniutkimi kwiatuszkami. Suszyła teraz głowę po spłukaniu pudru.

– Madame chyba nie wiedziała, jak to należy zrobić – parskała Taran. – Ach, do cho… Przepraszam, nic nie słyszałaś. Na pewno doszły ją tylko jakieś plotki z dworu w Wersalu i spróbowała własnych sposobów. Mam na głowie jeden wielki kołtun. Wszędzie grudki mąki, to zupełne szaleństwo. I te rzeczy, których użyła, żeby zbudować fryzurę! Zobacz, leżą na krześle: wałki z ubitej wełny, nawet skórka chleba. Nic dziwnego, że tak mnie swędziało. Nigdy, nigdy więcej!

– Amen – potwierdziła Danielle. – Ale wyglądałaś ładnie.

– Rzeczywiście – roześmiała się Taran. – Naprawdę, naprawdę ładnie.

Po trzykrotnej zmianie wody Taran nareszcie była zadowolona. Ciemne loki błyszczały jak nigdy.

– Cieszę się, że jedziesz z nami do Christianii – powiedziała Danielle. – Wypływamy we wtorek.

– Jestem gotowa – zapewniła Taran. – Gotowa na nowe przygody.

“Uff”, westchnął pełen złych przeczuć Uriel.

Móri i jego synowie minęli Wyspy Owcze. Koło Szetlandów potężnie wiało, ale teraz na morzu panowała cisza. Długie fale przelewały się leniwie.

Znaleźli się już tak daleko na północy, że słońce prawie w ogóle nie zachodziło. W jasną noc stali na pokładzie, rozkoszując się ciszą, przerywaną tylko niekiedy łopotaniem żagla lub lekkim trzeszczeniem kadłuba czy bomu, pod kilem pieniła się woda. Tiril spała w kajucie.

Załoga przebywała na rufie, oni zaś stanęli z samego przodu, na dziobie.

Wtedy właśnie poczuli, że duchy znów im towarzyszą.

– Villemannie, weź moją runę umożliwiającą widzenie duchów – mruknął Móri.

On i Dolg mogli je widzieć bez żadnych wspomagających środków.

Wokół nich zebrały się wszystkie duchy, cała ósemka, oraz Cień. Nero zamerdał ogonem.

– Bądźcie pozdrowieni – powitał przybyszy Móri, a obaj chłopcy nisko się skłonili. – Przez wiele lat tęskniliśmy za wami.

– My także – Nauczyciel uśmiechnął się lekko. – Bardzo się nudziliśmy.

– To znaczy, że teraz znów czeka nas zabawa? – spytał Móri z sarkazmem. – Wiem. co was bawi: przeszkody, trudności, niebezpieczeństwo.

– Obawiam się, że przynosimy niedobre wieści – odparł Nauczyciel, teraz już bez uśmiechu. Uczynił gest w stronę Cienia, wskazujący, że to on powinien zabrać głos.

Móri z lękiem spoglądał na możnego opiekuna Dolga.

– Rzeczywiście, sprawa jest poważna – przyznał Cień. – Pamiętacie, wspominałem już o Sigilionie, królu Silinów.

– Tak?

– Zabił kardynała von Grabena.

– Czy to takie straszne? – wtrącił się Villemann. Móri prędko go uciszył.

– Kardynał najpewniej opowiedział mu o waszej wyprawie na północ. A ponieważ Dolg jest za dobrze strzeżony, zalecił mu zaatakować Taran.

– Och, nie! – jęknęli wszyscy trzej.

– Musimy wracać! – gorączkował się Móri. – Czy uda nam się nakłonić szypra, żeby zawrócił z kursu?

Cień podniósł rękę.

– Spokojnie! Nie wysłuchaliście jeszcze wszystkiego.

– Powinniśmy byli ją zabrać! – robił sobie wyrzuty Dolg.

– Nie, byłoby jeszcze gorzej – stwierdził Nauczyciel. – Wówczas Sigilion zaatakowałby was, a to opóźniłoby waszą podróż. Niestety, mam jeszcze jedną wiadomość, zanim powiem, co może uratować dziewczynę.