Taran zadrżała przerażona. Oto objawiła się jej jedna z mrocznych stron Soi.
Nie wiedząc, dlaczego, powiedziała smętnym głosem:
– Chciałabym, aby Uriel wrócił.
Soi poklepała ją po ręce.
– Nie bój się, wróci na pewno. Kiedy gniew mu minie, pożałuje, że odszedł.
Poczułam dotyk jej ręki, pomyślała Taran. Jakby dłoń żywej osoby, może trochę chłodna, ale i moje ręce teraz nocą są zimne.
– Co więcej mówił ci Cień o Sigilionie?
– Dużo opowiadał. Dawno, dawno temu istniały inne krainy, inne ludy…
– Słyszałam o tym od Dolga. Ale tylko o ludzie błędnych ogników, Cienia i Strażniczki, tej, która pilnowała niebieskiego kamienia. Wszyscy oni wywodzą się z tego samego plemienia, a w żyłach mego brata Dolga płynie także ich krew.
– Tak, to prawda. Ale wysoko w górach i wielkich lasach żyli Silinowie. Lud jaszczurów. Sigilion był ich władcą. Zginęli podczas katastrofy, jaka nawiedziła świat. Część Lemurów – to plemię Cienia – przeżyła; wyruszyli do miejsca, które Habsburgowie nazwali “morzem, które nie istnieje”. Sigilion odwiedził największą świątynię Lemurów, chciał skraść im trzy kamienie. Nie powiodło mu się to, ale cudowna moc kamieni zdążyła na niego podziałać i dzięki temu przeżył. Mieszkał sam w ukrytym przed światem zamku…,.
Soi musiała zmienić pozycję.
– Nie, nie całkiem sam. Miał paskudny zwyczaj porywania młodych kobiet z dolin…
– Przecież jego lud wyginął?
– Owszem, ale mówimy o okresie, jaki trudno wprost objąć rozumem. Z czasem pojawiły się nowe światy, nowi ludzie. Im właśnie porywał kobiety.
– To znaczy, że wcześniej przez tysiące lat był samotny?
– Tak by się wydawało. Ale za górami rozciągały się stepy. I tam w czasach Lemurów i Silinów mieszkali Madragowie, bawole plemię. Nikt ich nie widział, błędne ogniki tylko o nich słyszały. Sigilion uwięził czworo z nich, zanim potop, czy co to było, zniszczył świat. Mogła to być jakaś inna katastrofa, nic nam o tym nie wiadomo. Ale przez długi czas król Silinów pogrążony był w letargu.
– Uwięził czworo z ludu Madragów – powtórzyła Taran, chcąc uporządkować wiadomości. – Co się z nimi stało?
– W jakiś sposób, Cień nie wiedział, w jaki, Sigilion zdołał przedłużyć im życie. Pozostają więc w ukrytej twierdzy przez całą wieczność jako jego niewolnicy. Naprawdę możemy mówić tu o wieczności, bo mamy do czynienia z nieskończenie długimi epokami.
– Ależ to znaczy, że w imię miłosierdzia musimy spróbować uwolnić tych nieszczęśników!
Soi uśmiechnęła się leciutko.
– To samo powiedział Villemann, twój brat bliźniak. Takie myślenie bardzo dobrze o was świadczy. Cień stwierdził, że to sprawa na później. Przecież nawet nie wiemy, gdzie znajduje się jego twierdza. Niedawno Sigilion zorientował się, że odnaleziono niebieski szafir, i postanowił go zdobyć.
– Dlaczego?
– Cień niewiele o tym mówił. Nic poza tym, że tylko trzy kamienie razem mogą doprowadzić do Wrót i je otworzyć.
– Jakie Wrota?
– Spodziewałam się tego pytania. Nie wiem. Oczywiście sama zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
– Na pewno właśnie ich szuka Zakon Świętego Słońca.
– Z całą pewnością. Teraz jednak, moim zdaniem, powinnaś położyć się spać. Właśnie świeci księżyc, skorzystam z jego ostatnich promieni, by się stąd wydostać.
– Czy właśnie w taki sposób się przemieszczasz?
– Nie, po prostu próbowałam być trochę romantyczna – zachichotała Soi.
– Udało ci się – zaśmiała się i Taran. – Czy jeszcze się zobaczymy?
– Obawiam się, że tak.
– Ja się z tego cieszę. Dziękuję, że przyszłaś.
– Uważaj na siebie! Zawrzyj pokój ze swym anielskim aspirantem.
– Spróbuję. – Taran straciła humor. – Chyba muszę, bo myślę, że masz rację. Ziemscy mężczyźni są dla mnie zbyt nudni.
– Sama widzisz!
Taran w roztargnieniu pokiwała głową.
Działo się to jednak, zanim szwedzki kuzyn Augusta przestąpił progi domu… Później w świecie Taran wiele się odmieniło.
Soi lekko pomachała ręką na pożegnanie. Wkrótce potem Taran znów była w pokoju sama. Obeszła cały dom i starannie pozamykała wszystkie okna. W kominku zamknęła wywietrznik. Na razie takie środki bezpieczeństwa musiały wystarczyć. Później opracuje prawdziwie wyrafinowaną pułapkę, w którą złapie ciekawskiego Sigiliona.
Ucieszona i wzburzona wsunęła się do łóżka. Ucieszona spotkaniem z Soi, wzburzona straszliwym jaszczurem i Urielem, który wciąż nie powracał.
Ogromnie jej go brakowało.
Rozdział 22
Uriel gniewał się przez cały dzień, zanim wreszcie się odezwał. Taran nieopatrznie powiedziała, że gotowa jest go uściskać, gdyby nie był taki pozbawiony wszelkiej substancji.
– Jestem niematerialny tylko wtedy, kiedy sam tego chcę – oświadczył z wyższością. – A teraz właśnie takie jest moje życzenie. Czasami potrafisz przebrać miarkę, dobrze o tym wiesz. Pozwól, aby nieszczęsny anioł stróż zachował bodaj odrobinę godności!
Taran zapewniła, chociaż kąciki ust drżały jej od wstrzymywanego śmiechu, że zachowa swą nudną godność, jeśli tylko jej będzie wolno zachować jego, Uriela.
– Gdzieś ty się podziewał? – spytała szybko, zanim się na nią rozgniewał.
– Prosiłem, aby zwolniono mnie z przydzielonego mi zadania.
Taran naprawdę zrobiło się przykro.
– Chcesz mnie opuścić? Na zawsze? Dlaczego?
Po głosie Uriela poznała, że to kłopotliwe pytanie.
– No… ja… nie radzę sobie z tym zadaniem w zadowalający sposób.
– Dlaczego? Moim zdaniem jako anioł stróż świetnie się spisujesz i powinieneś dostać złotą gwiazdkę w księdze Świętego Piotra. Poza tym jesteśmy takimi dobrymi przyjaciółmi!
– No tak, tylko… Ech, nie mówmy o tym już więcej. W każdym razie nie udzielono mi zgody.
– Musisz więc teraz ze mną wytrzymywać wbrew swojej woli? – Taran żałośnie ściszyła głos.
– Nie, oczywiście to nie tak, ale… To się stało trudne. Już miała spytać: “W jakim sensie?”, ale uznała, że najmądrzej będzie milczeć. Jej potężny opiekun miał dzisiaj zły humor.
Uriel zmienił temat i spytał z anielską łagodnością:
– A co ty robiłaś?
Taran z zapałem opowiedziała mu o wizycie Soi i o tym, jak bardzo się zaprzyjaźniły.
– Nie, nie znam Ludzi Lodu – odpowiedział Uriel na pytanie kończące jej opowieść.
– Czy w świecie duchów nie moglibyście lepiej ze sobą współpracować? – zirytowała się Taran. – Musi tam być jakiś porządek, chociaż jesteście tylko pustymi powłokami krążącymi w powietrzu.
– To nie takie proste – odparł z godnością. – Istnieje nieskończona ilość sfer i wymiarów.
– I żadnych przyjaznych stosunków sąsiedzkich? Żadnych rozmów przez płot? Taka sama rezerwa i izolacja jak w naszym świecie. Powinniście przynajmniej coś o nich wiedzieć. Tak jak my wiemy o istnieniu Szwedów i Duńczyków, powinniście wiedzieć o nieczystych, zbłąkanych duszyczkach, o krasnalach mieszkających na strychu i zapomnianych Silinach!
– Czym jeszcze się zajmowałaś? – spytał wciąż z uśmiechem, chociaż przychodziło mu to teraz z większym trudem.